
Bohaterką wieczoru była też Bogumiła Popławska, autorka zdjęć prezentujących okolice Krajenki
- Od kilku lat na początku roku organizujemy spotkanie, w trakcie którego swe znane lub nie znane talenty odkrywają przed Państwem obecni lub byli mieszkańcy naszej gminy – rozpoczął Karol Adler, dyrektor KOK. Zaczęło się od rozmowy z Dominiką Jiers, absolwentką polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. - Krajenka jest azylem, do którego zawsze wracam i do którego wracać będę. Lubię Krajenkę i ludzi, którzy tu mieszkają. Tęsknię za tym miastem, będąc w Krakowie – stwierdziła poetka. - Miałam studiować coś zupełnie innego. Interesowałam się filozofią, psychologią. Dostałam się jednak na studia polonistyczne na wymarzonym uniwersytecie i głupio tak było na nie nie pójść, chociaż po roku chciałam stamtąd uciec. Na szczęście wytrzymałam. Nauczyłam się tam pokory, cierpliwości i szybkiego czytania – często żartując wspominała studenckie czasy Dominika. - Nigdy mi się nie śniło, że będę pisała wiersze. Przyznam nawet, że poeci mnie swego czasu nieco śmieszyli. Lubiłam za to pisać eseje filozoficzne. Na studiach tak naprawdę poznałam poezję, poznałam poetów, np. nieżyjącą już Wisławę Szymborską. Z pomocą koleżanki trafiłam też do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Niełatwo tam trafić komuś z zewnątrz – o literackich początkach mówiła poetka. Chwilę później zaprezentowała publiczności wiersze ze swego tomiku: Suicidium, czyli w przekładzie na język polski - Samobójstwo. - Nie chciałam tego tytułu. Wskazał go wydawca, by nawiązać do głównego wiersza w tomiku, jednego z niewielu, który ma tytuł. Widzą Państwo, jaka jestem. Optymistycznie nastawiona do świata ze mnie osoba, jednak, jak każdy człowiek, miewam swoją drugą twarz. Drugą jest pesymizm. Tomik oddaje właśnie tę drugą, skrywaną naturę – mówiła Dominika.

W wesoły, muzyczny świat gości przeniósł Wojciech Gęsicki
Po nagrodzonym brawami wywiadzie nadszedł czas na drugą część wieczoru. Publiczność mogła oglądać kilkadziesiąt prac fotograficznych autorstwa Bogumiły Popławskiej. Zatrzymane w kadrze chwile prezentowały głównie bijące pastelowymi kolorami krajobrazy okolic Krajenki. Momenty tuż po letniej burzy, chwile, gdy na gnieździe wylądował bocian. Gdy za oknem leży warstwa śniegu, a termometr nie chce pokazywać dodatnich temperatur, takie obrazy z pewnością rozgrzewały serca oglądających.
O to, by w sercu robiło się cieplej zadbał też Wojciech Gęsicki.
- Lubię śpiewać o rzeczach dobrych, które się w życiu każdego z nas dzieją – zapowiedział w rozmowie z nami śpiewak. Tak też zrobił. Przeniósł widownię w krainę błogostanu, na ustach wielu wywołując uśmiech.

Wieczór poezji, obrazów zatrzymanych w czasie, muzyki lirycznej ściągnął sporo chętnych do Krajeńskiego Ośrodka Kultury
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze