Obaj pracują na tym terenie kilkanaście lat. Spotkania odbywają się raz w miesiącu i z tego względu stanowią raczej pierwszy krok na drodze do leczenia niż właściwą terapię. Zdążyli poznać lokalne środowisko. Pytani jednak o specyfikę miasta stwierdzają, że wcale nie różni się od wielu innych miejsc, w których przychodzi im pracować.
Nie wyróżniałbym w jakiś sposób Jastrowia, chociaż plotka powielana przez samych mieszkańców miasta głosi, że to najgorsze miasto jakie może być. Tam akurat główne punkty zboru osób uzależnionych są po prostu w miejscach widocznych, w tym przy przelotowej krajówce. Stąd jest to widoczne i często osoby uzależnione kojarzy się ze staniem pod sklepem, żebraniem, z degradacją, a niekoniecznie tak jest. W Złotowie ludzie uzależnieni nie stoją przy głównej ulicy, bo tych ulic i sklepów jest wiele i myślę, że ci ludzie są w podobnej proporcji co w Jastrowiu i innych miastach
Reklama
– ocenia K. Staniewski. H. Januchowski zwraca jednak uwagę na pewne uwarunkowania, które mogą utrudniać walkę z nałogiem.
Alkoholik ma takie poczucie, że jak pije to nikt go nie widzi, i dopiero jak pójdzie do ośrodka albo terapeuty to oznacza, że ma problem
– niestety w Jastrowiu punkty pomocy są w centrum miasta, na widoku. Może tutaj natomiast liczyć na wsparcie silnej grupy osób skupionych wokół AA.
Od lat się spotykają i wspierają, są bardzo otwarci na nowe osoby. Jest to bardzo przyjazne miejsce. Jadąc tam wiem, że ktoś przychylny na mnie czeka.
Reklama

Krzysztof Staniewski przestrzega, że sama terapia podstawowa nie wystarczy, walka z uzależnieniem wymaga długotrwałego wysiłku
Trafiają do nich różni ludzie. Tych o wyższym statusie jest mniej, choć to nie oznacza, że ich alkoholizm nie dotyka. Im po prostu trudniej podjąć terapię. K. Staniewski tłumaczy, że mając pieniądze i rodzinę wydaje im się, że wszystko jest w porządku. Nie leżą przecież brudni i zasikani przed sklepem i nie żebrzą o 2 zł na wino.
Alkohol niszczy życie, tylko niekoniecznie każdemu w ten sam sposób
Reklama
– zwraca uwagę terapeuta i dodaje, że bogatsze osoby potrafią też szantażować rodzinę stosując np. przemoc ekonomiczną na zasadzie: „jak możesz wysyłać mnie na leczenie skoro utrzymuję całą rodzinę”. W ich przypadku jeszcze silniejsze działanie ma także wstyd przed łatką alkoholika, która w świadomości wielu ludzi należy się jedynie właśnie tym osobom, które widujemy przed sklepami. Tymczasem według badań stanowią oni bardzo niewielki procent wszystkich uzależnionych.
Bez względu na status społeczny każdemu trudno jest się przyznać, że ma problem z alkoholem. Tacy, którzy zgłaszają się do punktu konsultacyjnego dobrowolnie szukając pomocy trafiają się niezwykle rzadko. Większość trafia pod naciskiem rodziny, pracodawcy bądź jest kierowanych przez gminną komisję.
Zaprzeczają swojej chorobie, minimalizują swoje picie, tłumaczą to różnymi problemami albo tym, że to np. sąsiad się na nich uwziął i donosi, a oni tak naprawdę nie piją. Praca z takimi ludźmi jest trudna
– opowiada H. Januchowski. Jak tych, którzy przychodzą tylko po podpis przekonać do leczenia? Czasami udaje się osiągnąć pewne efekty samą rozmową, ale znacznie częściej konieczne są dodatkowe bodźce. Bywa tak, że ta sama osoba trafia po raz kolejny do punktu konsultacyjnego po tym jak w związku z jej piciem musiała interweniować policja. Z taką kartoteką trudniej jest już wypierać się, że jakiś problem jednak jest. Zdarzają się jednak tacy, którzy nadal twierdzą, że nie są uzależnieni, tylko po prostu zdarza im się przesadzić. K. Staniewski nie wmawia im na siłę alkoholizmu, ale nakłania, aby chociaż ograniczyli spożycie. Przeważnie okazuje się potem, że nie są w stanie tego zrobić i dopiero wtedy zdają sobie sprawę, że nie panują już nad swoim piciem. Bywa jednak i tak, że ostatecznym środkiem jest uzyskanie sądowego skierowania na leczenie, choć to nie leży już w gestii terapeutów. Wielu wprawdzie sądzi, że leczenie na siłę nie rokuje dobrych efektów, ale K. Staniewski nie przekreśla znaczenia tej procedury.
Do 20 % pacjentów oddziałów terapii uzależnień stanowią osoby sądownie zobowiązane do leczenia, a statystyka dotycząca skuteczności oddziaływań terapeutycznych na tych pacjentów nie odbiega zbytnio od statystyki związanej ze skutecznością terapii wobec pozostałych osób. Nieważne z czym przychodzisz do terapii, z jaką motywacją. Ważne jest z czym wychodzisz.
Terapia to proces złożony i tak naprawdę nie kończy się po wyjściu z ośrodka. Czujność trzeba zachować właściwie do końca życia. Po drodze zdarzają się potknięcia i powroty do picia.
Jeden kieliszek może wywrócić życie alkoholika do góry nogami. Jest takie powiedzenie: jeden kieliszek za dużo, a tysiąc za mało
– mówi H. Januchowski.
Choć każdy powrót do choroby jest efektem zaniechań pacjenta, to nie mówiłbym o jego winie za to, lecz jedynie odpowiedzialności. Taka jest natura tej choroby. Nowotwory też mają nawroty. Nigdy zresztą nie byłem zdziwiony tym, że ktoś wrócił do picia. Oni nie są winni swojemu uzależnieniu ani powrotom do picia, ale ponoszą odpowiedzialność za leczenie. Nikt przecież nie wpadł na taki pomysł: będę pił żeby się uzależnić
Reklama
– tłumaczy K. Staniewski. O tym, że cały czas trzeba mieć się na baczności mówi także H. Januchowski.
To tak jak z samochodem, w którym olej powinno się zmieniać co 10 tys. km, a zmieniamy co 30. Musimy się wtedy liczyć z tym, że ten samochód będzie niedługo do kapitalnego remontu. Jednak nawet jeśli ktoś kilka dni po wyjściu z ośrodka znowu się napije, to on już wie gdzie szukać pomocy i jest szansa, że kolejny okres trzeźwości będzie dłuższy.
Bywa też i tak, że doprowadzamy „auto” do takiego stanu, że i mechanik załamuje ręce. Obaj terapeuci mówią o przypadkach, w których leczenie nie ma większego sensu.
To są osoby, które widujemy w miastach na placach, pod sklepem, żebrzący o jakieś 2 zł na wino. Tak jak powiedziałem, nie ma ludzi przegranych, ale wyprowadzić taką osobę z nałogu jest bardzo ciężko. Alkohol niszczy mózg, układy krwionośny i nerwowy. Są ludzie tak zniszczeni, że dla nich informacja, że powinni nie pić, to tak jakbym opowiadał o ludkach z kosmosu. Przepili wstyd, przepili węch, wyczekując na te parę groszy nie krępują się już. Jeżeli nikt z zewnątrz nie przymusi ich do zmiany, to umierają, a że te osoby najczęściej spotykają się z pogardą i wszyscy najchętniej omijają szerokim łukiem, to nie ma kto im pomóc
– tłumaczy H. Januchowski. Z kolei K. Staniewski tłumaczy, że w takich przypadkach jedynym rozwiązaniem może być próba ograniczania szkód związanych z piciem. Niestety często nie ma ratunku i takie osoby zapijają się na śmierć. Stojąca na czele Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych Renata Szewczyk opowiada, że już w tym roku przygotowując wnioski do sądu o skierowanie na leczenie, dwóch nie zdążyła wysłać, gdyż mężczyźni, których dotyczyły zmarli. Takich przypadków terapeuci podczas swojej pracy mają wiele. Nie są to łatwe momenty, ale nie można brać za kogoś odpowiedzialności i samemu obarczać się winą. Profesjonalne wykonywanie swoich obowiązków na to nie pozwala.
Bez takiej świadomości to już bym sobie pewnie w głowę strzelił
– konstatuje K. Staniewski.
Nawet jednak jeśli przeszło się terapię i udaje się trwać w abstynencji, to nie oznacza, że jest się wolnym od problemów. H. Januchowski mówi m.in. o tym, że paradoksalnie do rozwodów dochodzi częściej wtedy gdy mąż wytrzeźwieje niż gdy pił.
To jest złudne poczucie, że jak mąż przestanie pić, to wszystko się zmieni na dobre w domu. Nie raz zaczynają się wtedy pojawiać poważne problemy w relacjach. Alkoholik jak przestaje pić to mocno skupia się na sobie. Chodzi na mityngi, do terapeuty, podejmuje różne aktywności. A żony wcześniej sądziły, że wszystkie problemy, które dotykały rodziny wynikały z jego picia. Bywa też, że dalej wypominają im to picie. Np. gdy mąż chce podjąć jakąś decyzję, coś zmienić w domu, to żona wytacza od razu takie działo: a gdzieś ty był przez ostatnie 20 lat? Teraz nagle cię to obchodzi? Po co się wtrącasz? I wtedy osoba, która jest dumna z faktu, że nie pije, jest chwalona na spotkaniach a wraca do domu i jest takim nikim. Wtedy bywa, że dochodzi do rozwodów. Natomiast żony zadziwiająco potrafią trwać przy mężczyznach, którzy piją. Szukają sposobów żeby przestali pić. Czują się ważne, mają w swoim mniemaniu misję, że muszą im pomóc i czują się potrzebne. Tak naprawdę pomagając często pomagają im w piciu. Bo oni najczęściej nie pracują, a żony ich utrzymują
Reklama
– dlatego dla partnerów osób uzależnionych wskazana bywa terapia dla współuzależnionych. Na takich spotkaniach H. Januchowski uczy jak sobie radzić ze sobą w związku z osobą uzależnioną, gdyż w takiej relacji zachodzą podobne mechanizmy.
Alkoholik traci kontrolę nad piciem, a osoba współuzależniona traci kontrolę nad uzależnionym. W życiu wygląda to tak, że np. żona mówi do męża: to jest ostatni raz jak ci pomagam. Okazuje się, że za jakiś czas znowu mu pomaga. Albo: jeszcze raz i biorę z tobą rozwód, po czym rozwodzi się 20 lat. Nie dotrzymuje słowa. Tak jak alkoholik mówi: kochanie już więcej nie będę pił, to był ostatni raz i tych ostatnich razy jest dziesiątki, setki a nawet tysiące. Współuzależnieni bywają nadopiekuńczy lub agresywni wobec uzależnionych, co prowadzi do rozwodów. Terapia polega na rozpoznawaniu mechanizmów współuzależnienia i ich pacyfikowaniu. Także na odpowiedzeniu sobie co mam robić ze sobą skoro partner wytrzeźwiał
– wyjaśnia terapeuta.

Wyki sondy przeprowadzonej na portalu kilka dni temu
Jak więc widać leczenie alkoholizmu to proces skomplikowany i długotrwały. Dlatego bardzo ważne jest zapobieganie uzależnieniu, czyli działania skierowane do młodzieży. Niestety badania przeprowadzone w Jastrowiu pokazują, że być może największy problem tkwi w rodzinnych domach, gdyż młodzież często wskazywała, że pije w domu a alkoholem częstują ich dorośli, w tym rodzice. Nie dziwi to wcale terapeutów.
Rodzice uczą swoje dziecko picia i to nie tylko w rodzinach patologicznych. Mamy święta, różne okazje, to co się wtedy dzieje w domach? Sobie rodzice kupują szampana, wódkę czy inne napoje alkoholowe a dziecku piccolo. To już jest uczenie dziecka picia. Nalewanie dziecku w kieliszek i wznoszenie razem toastu kształtuje nawyk i skojarzenie, że na takich imprezach alkohol trzeba pić. Często też dziecko 15–17 lat jest już częstowane piwem, bo w mniemaniu wielu osób piwo to przecież nie alkohol. Proszę mi uwierzyć, że około 90% dorosłych ludzi uzależniło się w wieku między 14 a 18 rokiem życia
– H. Januchowski z uzależnieniami wśród młodzieży walczy m.in. poprzez fundację, której jest założycielem. Na początku jest to uzależnienie psychologiczne, tzn. potrzeba cyklicznego spożywania alkoholu, np. raz w tygodniu, przed imprezą, niekoniecznie w dużych ilościach. Po dłuższym czasie taka osoba nabiera przekonania, że alkohol jej służy i pomaga w różnych trudnych sytuacjach.
Nie bez powodu w Stanach Zjednoczonych sprzedaje się alkohol po 21 roku życia. Jeżeli ktoś wcześniej tylko sporadycznie pił lub palił marihuanę, to potrzeba kilku lat bardzo intensywnego picia żeby się uzależnić. Po 25 to już 6–8 lat, po 30 od 8–12
– terapeuta tłumaczy jakie znaczenie ma to, kiedy zaczęliśmy pić. Z kolei K. Staniewski dodaje, że gdy ktoś jest od wczesnych lat przyzwyczajony do alkoholu, to trudniej wyobrazić mu sobie życie bez alkoholu. Młodzi ludzie często mówią: „Mam 20 lat i już nigdy nie miałbym wypić?”
Nawet gdy mamy lat 40 czy 60 to taka perspektywa jest przerażająca. Dlaczego? Bo takiego życia bez alkoholu się nie zna. Jak od młodych lat używa się alkoholu, to nie poznaje się wartości płynących z trzeźwego życia. Nawet nie ma się do czego wrócić. Jak ktoś zaczyna pić intensywnie w wieku 40 lat, to pół biedy. On ma jeszcze jakieś zasoby z przeszłości
– mówi K. Staniewski.
W badaniu przeprowadzonym przez Urząd Gminy w Jastrowiu mieszkańcy nie mieli wątpliwości, że alkoholizm to najważniejszy problem, nawet przed problemami mieszkaniowymi, bezrobociem czy przemocą w rodzinie. Gmina Jastrowie oferuje swoim mieszkańcom szeroki zakres działań, tak pomagających podjąć leczenie jak i profilaktycznych, w tym skierowanych do młodzieży. Finansuje m.in. zajęcia sportowe, organizuje rowerowe rajdy trzeźwościowe, prowadzi punkty konsultacyjne, w których mieszkańcy mogą spotkać się z prawnikiem, psychologiem a także terapeutami: Henrykiem Januchowskim i Krzysztofem Staniewskim.
Obaj terapeuci podkreślają, że w Jastrowiu nie prowadzą terapii. Krótkie i rzadkie indywidualne spotkania nikogo nie wyleczą, gdyż alkoholizm to choroba, która dotyka duszy, ciała i umysłu, więc wymaga długotrwałego zaangażowania. Niemniej ważny jest ten pierwszy krok i wizyta w punkcie konsultacyjnym może pomóc go podjąć. H. Januchowski jako przykład podaje Złotów.
Do Złotowa jeżdżę już 18 lat. Na początku przychodziły do mnie jedna, dwie osoby. W ciągu kilku lat Złotów stał się miejscowością, w której była największa skuteczność leczenia alkoholizmu
– tak wynikało ze statystyki prowadzonej w ośrodku w Charcicach, gdzie terapeuta pracował. Na 10 pacjentów 8 utrzymywało długotrwałą abstynencję. Potwierdza to K. Staniewski, pracujący w Oddziale Terapii Uzależnień w Piecewie oraz w Poradni Leczenia Uzależnień w Złotowie.
Osoby kończące program podstawowy w Piecewie lub w poradni w Złotowie, które podjęły dalszą rehabilitację, w zdecydowanej większości nie wracają do picia alkoholu. Natomiast osoby, które kończą terapię podstawową i nie podejmują dalszego leczenia w zdecydowanej większości wracają bardzo szybko do picia alkoholu. Bardzo ważną rolę w życiu osób uzależnionych odgrywa rehabilitacja polegająca na nabywaniu umiejętności potrzebnych do utrzymania abstynencji, do konstruktywnego radzenia sobie w sytuacjach stresujących. Takie umiejętności można nabyć poprzez kontynuację leczenia w poradni, klubach abstynentów oraz udział w mityngach AA. Na terapii podstawowej pacjent ma szansę utożsamić się z chorobą alkoholową, uświadomić sobie destrukcję picia i poznać kilka prostych sposobów radzenia sobie z głodem alkoholowym. To może nie wystarczyć do utrzymania trwałej abstynencji, stąd konieczność dalszej pracy nad sobą. Sumienne podejście pacjenta do pracy nad sobą daje, na kolejnym etapie życia, szansę na samorealizację, trzeźwe życie
– podkreśla Krzysztof Staniewski.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
piją wszędzie nawet w Warszawie i co z tego powiedział schultz
"Nie wyróżniałbym w jakiś sposób Jastrowia, chociaż plotka powielana przez samych mieszkańców miasta głosi, że to najgorsze miasto jakie może być." haha sami siebie od patoli wyzywają
piją wszędzie nawet w Warszawie i co z tego powiedział schultz
"Nie wyróżniałbym w jakiś sposób Jastrowia, chociaż plotka powielana przez samych mieszkańców miasta głosi, że to najgorsze miasto jakie może być." haha sami siebie od patoli wyzywają