Reklama

Ludzie są lekomanami, a „farmaceutyczna mafia” wciśnie im wszystko

08/01/2018 17:00
Tabletki jedzą jak cukierki - mówi farmaceuta Roman Czarnecki

Co to znaczy, że farmaceuci są oblężeni przez chorych?

Przez lekarzy są „załatwiani” przez 8-10 minut, potem oni wypełniają papiery, a pacjenci przychodzą do nas, bo doktor coś powiedział, ale nie wiedzą co. I wtedy zaczyna się wyjaśnianie: jak ten lek przyjmować, jak on działa, co jeszcze można zrobić...

Może dlatego najpopularniejszym lekarzem rodzinnym jest dziś wujek Google?

To jest dla mnie okropne, bo ludzie przychodzą do apteki, że w sieci znaleźli jakiś genialny lek. Przedsiębiorcy farmaceutyczni pchają reklamy gdzie się da, a w rolę wyleczonego pacjenta wciela się przedstawiciel firmy.

To prawda, że Polacy kupują leki na podstawie reklam, nie dolegliwości?

Tak, a te reklamy są tak bzdurne… Przez 8 lat uczyłem farmakologii, więc gdy słyszę w telewizji, że Rutinoscorbin zapobiega grypie, to mnie to śmieszy. To preparat, który ma powstrzymać krwawienie z nosa lub sprawić, by kobieta miała ładniejsze nogi, bez pajączków. W Rutinoscorbinie jest 100 mg wit. C, to jest dawka dla dziecka. Jak to ma chronić przed wirusem? Niepojęte.
Jak można ludziom takie głupoty wciskać? Ale reklama jest jednego dnia, a drugiego babcia przychodzi i tego właśnie produktu chce.

Reklama

Wierzy Pan w reklamy typu żelazo dla niej, żelazo dla niego…


Pozostało jeszcze 88% wywiadu[[pay]]

Kiedyś były multiwitaminy dla mężczyzn i kobiet i wystarczyły. Dziś się to rozdziela. Rozumiem witaminy dla kobiet w ciąży, bo płód musi dostać określone elementy. Natomiast większość witamin niczym się między sobą nie różni, poza ceną.
Firmy wyczaiły trend i np. Femibion classic, który był dla kobiet w ciąży i karmiących, dziś jest jeszcze w wersji 1 i 2. Classic kosztuje 31 zł, a 2 ponad 50 zł, bo jest do użycia w trzecim trymestrze... Przemysł farmaceutyczny, delikatnie mówiąc, to jest mafia.

To nie jest delikatnie powiedziane.

A jak można ich inaczej nazwać? Oni wcisną człowiekowi wszystko. Są firmy, które produkują leki niesprawdzone, po czym płacą duże kary, ale to ich nie powstrzymuje.

Reklama

W zastraszającym tempie rośnie zwłaszcza rynek suplementów.

Z elektrolitów kiedyś był Gastrolit i koniec. Do dzisiaj jest refundowany, ale ludzie kupują jakieś cuda na kiju, których skład podaje producent. One nie są badane. Pic polega na tym, że rzecz nie badana konsumowana jest w dużych ilościach. W końcu pacjent nie wie od czego jest chory – od tego, że sam się leczy, czy dlatego, że zażywa takie świństwa.

Jak to? Przecież często są to wyroby medyczne...

To jest po prostu nazwa, następny PR firmy. Wyższy poziom uwiarygodnienia. Mało tego, producenci zaczynają używać nazwy „przebadany medycznie”, a to nieprawda. Preparat wprowadzany przez firmy medyczne musi być sprawdzony, najpierw na zwierzętach, potem w klinikach, później zarejestrowany. Wypuszczanie na rynek nowego leku trwa czasami 10 lat, a tu z miesiąca na miesiąc mamy „przebadany wyrób medyczny”.

Reklama

Leczymy się sami nie tylko wierząc reklamom, ale też dlatego, że trudno dostać się do lekarza, prawda?

Wczoraj zadzwoniła do mnie córka, nota bene pracownica Ministerstwa Zdrowia, że ma kamicę. Termin operacji za rok. Na szczęście mój ojciec jest dyrektorem szpitala w Radomiu, załatwił jej zabieg w styczniu.
A tu ludzie przychodzą do apteki, że potrzebują pomocy, bo do lekarza się nie dostaną. Szczególnie w weekendy. Przykro mi, ale wysyłam ich do szpitala po recepty. Ja nie zaryzykuję ich leczenia, bo jestem specjalistą farmacji, nie lekarzem.

Polaka ciągle coś boli. Z sondażu CBOS wynika, że w ubiegłym roku 68% badanych sięgało po środki przeciwbólowe i przeciwzapalne. W 2015 roku na leki przeciwbólowe wydaliśmy ponad 670 mln zł.

Bardzo dużo tego idzie. Na byle co. Kiedyś ludzie kupowali Ibuprom 200, a dzisiaj bardzo często idzie 400. I biorą opakowania po 48 tabletek! Taki lek bierze się, gdy coś się dzieje w organizmie, ale są ludzie, którzy jedzą go jak cukierki. Mamy solpadeinę rozpuszczalną – trójskładnikowy lek na migrenę. I kobiety, które przychodzą po niego codziennie, a przecież tam jest 12 tabletek. Jak trzeba sobie „dogadzać”, żeby w ciągu doby to zużyć?! To jest naprawdę chore.

Reklama

W Polsce co miesiąc dochodzi do ponad trzystu zatruć paracetamolem. Bo paracetamol, jako środek na ból, jest niemal we wszystkich lekach przeciwbólowych.

Paracetamolem trudno się zatruć, choć to możliwe, oczywiście. Powiem tak: Ketonal można kupić w opakowaniu 10 tabletek po 50 mg, lek który szalenie niszczy śluzówkę żołądka – idzie jak woda. Tak samo z lekami przeciwgrypowymi. Ludzie są lekomanami.

Po kilku latach od zniesienia konieczności posiadania recepty na leki przeciwbólowe z grupy NLPZ (niesteroidowe leki przeciwzapalne), wzrosła częstość występowania przewlekłej niewydolności nerek.

Nie tylko nerek. Bardzo dużo idzie teraz leków osłonowych jak omeprazol, które hamują wydzielanie soków żołądkowych. Ludzi piecze w żołądku i muszą to łykać. Bo ludzie u lekarza często wymuszają receptę na środki przeciwbólowe.

Mówi im Pan, że za dużo ich przyjmują?

Mówię, zwłaszcza w przypadku Ketonalu. Ostrzegam przed chorobą wrzodową spowodowaną nadmiernym łykaniem tych świństw. Jedni wzruszają ramionami, inni pytają o coś innego. Proszę bardzo, jest preparat, który rozpuszcza się na języku, działa 24 godziny, jest bezpieczniejszy. Nie ma co strzelać z łopaty do komara.

Reklama

Jakie są najdziwniejsze rzeczy, po które ludzie przychodzą do apteki?

Uuu, nawet po ręczniki kuchenne. Regularnie młode dziewczyny przychodzą po testy przeciwciążowe. A kiedyś zaraz potem przychodziły po lek, który nie pozwalał zagnieździć się komórce jajowej (teraz muszą być na to recepty).
Czasem też klienci proszą o „ave maryję” zamiast aviomarinu. Przekręcanie nazw jest nagminne.

Lekarze też je przekręcają?

Potrafią wpisać trzy pierwsze litery i już. Czasami robimy konsylium, by odczytać ich pismo. Na przykład recepty doktora Budzyńskiego ze szpitala to jest kryptologia. Bardzo często korzystamy wówczas z wypisów, gdzie jest pismo drukowane. Część lekarzy już drukuje recepty, ale część nie ma pojęcia jak obsługiwać komputer i recepty wypisuje.

Reklama

Pomyłka może być tragiczna w skutkach.

Kiedyś Naczelna Izba Lekarska poszła do sądu z lekarzem i przegrała. Lekarz ma prawo się pomylić, farmaceuta nie.

To prawda, że często klienci proszą o te najważniejsze leki i pytają bez czego mogą się obyć?

Starsi ludzie mówią wprost, że gdyby nie to, że syn czy córka pracuje w  Holandii czy Niemczech, to ich nie byłoby stać na jakiekolwiek leczenie. Zostają im  na przykład 2 zł na przeżycie dziennie. W Złotowie to korzystanie ze wspomagania z Zachodu jest bardzo częste.
Proponuję im wtedy tańsze odpowiedniki. Polski Omeprazol np. kosztuje 14 zł, a portugalski Agastin 4,80 zł. Ludzie odwiedzający aptekę przyzwyczaili się już, że tu się ich nie strzyże.

Reklama

Farmaceuta ma obowiązek poinformować klienta o tańszym odpowiedniku przepisanego leku.

Przyjechałem tutaj z Lubelszczyzny, gdzie chory już w progu prosi o tańszy lek. Natomiast w Złotowie miałem z tym problem. Lekarz zapisał, więc ludzie uważali, że to co ja proponowałem nie będzie działać. Powoli się to zmienia.

Warto kupować leki w internecie? Zwykle są tańsze od tych dostępnych w aptekach.

Stanowczo nie. To jest kwestia przechowywania, transportu. Lek z internetu idzie kurierem, a u nas w lodówkach, zabezpieczony, nasza flota jest badana. Internetu nikt nie bada. Sprzedawano tam np. preparaty, których panowie potrzebują, gdy mają pewne niedoskonałości w spotkaniach z kobietami. Zbadano je – gips. Niebieska pigułka, a jakże, a w środku gips.

Reklama

Portal zdrowie.dziennik.pl podał, że połowa leków w sieci to podróbki, a Polacy wydają na nie 100 mln zł rocznie.

Byłem inspektorem nadzoru farmaceutycznego w Lublinie i pamiętam, że popularny lek z krzyżykiem był tłuczony w garażu...

Interpol wskazuje, że każdego roku z powodu zażywania podrobionych leków na świecie umiera około miliona osób.

Całkiem możliwe. Bardzo dużo ludzi jest lekomanami. Do nas przychodzą  pytać czy mamy coś, co znaleźli w Internecie. My tego, bez badań, bez rejestracji, nie sprzedajemy.

Klienci traktują Pana jak lekarza, radzą się?

Wiem co im dolega i co im podsunąć. Pani droga, pani pójdzie do dr Krawczyka i poprosi, by jej to zapisał, tak mówię. W sieciówkach jest jak w Rossmanie, gdzie aptekarz ma obowiązek zaproponować coś jeszcze. U nas tego nie ma. My podpowiadamy wykonanie badań, bo lekarze niechętnie dają skierowania, bo to idzie z ich puli. A po co chory ma kupować leki, które są mu niepotrzebne? Niech zrobi to badanie, które kosztuje 5 czy 10 zł i trafi w punkt.

Reklama

Traktuje Pan pracę jak misję?

Jestem drugim pokoleniem pracującym w służbie zdrowia. Ojciec jest chirurgiem, rehabilitantem, mama była szefową sali operacyjnej. Siostra, po prawie, pracuje w szpitalu i regularnie handryczy się z NFZem.
Lubię tę pracę. Kiedyś w aptece szpitalnej robiłem płyny infuzyjne (aptekę tę odbierał minister) i jak był kryzys, to ojciec przysyłał do mnie karetkę po sole, PWE, glukozę. To mnie kręciło.

Jak Pan trafił do Złotowa?

Znalazłem ogłoszenie w „Wyborczej”, byłem na życiowym zakręcie, moja apteka zbankrutowała, choć sąd nie chciał tego uznać, bo nie miałem… pieniędzy. Padłem, bo naprzeciwko otworzyli aptekę hurtownianą, czynną 24h/dobę.

Reklama

Jest Pan rozpoznawalny w Złotowie?

Czasami nawet w sklepie ktoś pyta o lek, bo np. czeka na receptę.

Jak Pan się leczy?

Ostatnio zabrakło mi potasu, odjechałem i trzy dni spędziłem na intensywnej terapii. Przetoczyli mi pięć jednostek krwi. A jeśli chodzi o bóle czy grypy, to raczej na nie nie narzekam. Poza zaburzeniami błędnika. Kiedyś spojrzałem w lewo i prawo, i wylądowałem pod autobusem. Musiałbym to operować, ale to musiałby zrobić bardzo dobry torakochirurg.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Hary - niezalogowany 2018-01-14 18:16:53

    Ja z babolem to zawsze wciągnięmy dwie ścieżki dziennie. Czy jesteśmy lekomanami? Nie bo fety nie ma w aptekach .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Babol - niezalogowany 2018-01-13 19:30:10

    Ja to biorę klonozepan zapijam piwkim albo dwoma i jest fajna jazda.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Chwila prawdy - niezalogowany 2018-01-12 23:47:26

    Może warto dostawić taką ilość alkoholu to i nastrój będzie lepszy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama