Jedne pracują na czarno, inne legalnie. Złotowskie nianie zarabiają do 1500 zł miesięcznie. Za część rodziców składki płaci państwo
Trochę się ukrywam
Pani Beata od roku przewija, karmi i zabawia nie swoje dziecko. Własne odchowała i wypuściła w świat. Od roku jej oczkiem w głowie przez osiem, dziesięć godzin dziennie jest Majka. - W weekend nie wiem co ze sobą zrobić. Nie mogę się doczekać poniedziałku i przyjścia do pracy – półtoraroczna dziewczynka to pierwsze dziecko, którym opiekuje się złotowianka.
Wcześniej zajmowała się domem, krótko pracowała w finansach. Na dyplomie ma tytuł pedagoga, ale papier ten w Złotowie niewiele jest wart. - Niestety pracy na rynku w tym zawodzie nie ma – kobieta splata dłonie i rozsiada się na kanapie w domu rodziców Majki. Do opieki nad nią trafiła przypadkiem. – Siedzenie w domu bez pracy nie wchodziło w grę. Byłam tak zdesperowana, że zgłosiłam się do pracy z ogłoszenia – pani Beata uśmiecha się na myśl o dziecku śpiącym za ścianą.
W bloku z wielkiej płyty pani Beata pojawiła się ponad rok temu. Na pierwszy z dwóch „castingów” zgłosiło się kilka chętnych do pracy pań. W tym ona - bez doświadczenia w opiece nad cudzymi pociechami. - Powiedziałam rodzicom to, co powiedział mi mój syn gdy szłam na spotkanie: mamo, powinnaś mnie zabrać na tę rozmowę. Jak ci państwo by mnie zobaczyli, to od razu by cię zatrudnili.
[[reklama]]
Zatrudnienie to za duże słowo. Pani Beata pracuje na czarno. Bez ubezpieczenia, bez świadczeń emerytalno - rentowych.
- Rozmawialiśmy o tym, bo chciałam być legalnie zatrudniona, ale jakoś na razie nam to nie wyszło. Może od nowego roku to zmienimy, bo teraz czuję się jakbym się ukrywała – niania, przez rodziców Majki zwana ciocią, myśli o przyszłości.
Jej pracodawcy również. I mówią wprost, że nie stać ich na zatrudnienie pani Beaty. – ZUS wprawdzie opłaca składki, ale podatku już nikt za mnie nie zapłaci. Wolę to, co idzie na składki i podatek oddać „cioci” – wyliczenia mamy Majki trudno podważyć.
Zlecenie na dziecko
Nianią z prawdziwego zdarzenia zostać chce także Danuta J.. Złotowianka opiekuje się czteromiesięcznym chłopcem. Jego rodzice pochodzą z Piły, ale pracują w Złotowie. Przed pracą przywożą małego do mieszkania pani Danuty i odbierają go po jej zakończeniu. W międzyczasie mama chłopca karmi go piersią. – Albo mama przyjeżdża do mnie, albo ja idę do niej – opiekunka właśnie szykuje małego do wyjścia z domu.
Nie musi się ukrywać – ma na chłopca zlecenie.
- Mały miał dobry miesiąc gdy zaczęłam się nim zajmować i nie można było mnie zatrudnić jako prawdziwej niani. Będę tak zatrudniona od grudnia – zapowiada była pracownica złotowskiej odzieżówki.
Mówiąc o niani z prawdziwego zdarzenia ma na myśli ustawę z ubiegłego roku regulującą zatrudnianie osób do opieki nad dziećmi do trzech lat.
Ja zatrudniam, państwo płaci
Zasady zatrudnienia niani wyjaśnia kierowniczka Inspektoratu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Złotowie, Maria Konsztowicz: - Rodzic musi zawrzeć z osobą, która ma być nianią umowę uaktywniającą i w terminie 7 dni zgłosić taką nianię do ZUS-u.
Jeśli wynagrodzenie niani nie przekracza płacy minimalnej (1500 zł), to składki na opiekunkę za rodziców zapłaci państwo. Wyjątkiem jest ubezpieczenie chorobowe.
M. Konsztowicz: - Jest ono dobrowolne. Jeżeli niania się na nie zdecyduje, to musi je sama opłacić.
W myśl zapisów ustawy, która weszła w życie 1 października 2011 roku, nianię można zatrudnić do opieki nad dzieckiem między 20 tygodniem życia, a końcem roku kalendarzowego, w którym skończy ono trzy lata.
- Chyba że są jakieś szczególne przeszkody, kiedy np. dziecko nie może rozpocząć obowiązku przedszkolnego – wówczas opieka może być sprawowana do końca roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy czwarty rok życia – dopowiada M. Konsztowicz.
Przez rok z tej formy zatrudnienia skorzystało około dwudziestu rodzin z terenu powiatu złotowskiego.
Poszukiwany, poszukiwana
Nikt jednak nie wie, ile osób zajmuje się cudzymi dziećmi na czarno, choć ZUS przyznaje, że problem istnieje. - Często nianiami są osoby, które całe życie wychowują cudze dzieci, a nic z tego nie mają. Teraz mają możliwość nabycia świadczeń – kierowniczka ZUS- u zachęca do legalizowania opieki nad dziećmi.
W Powiatowym Urzędzie Pracy w Złotowie ofert dla niań nie ma. W Złotowie nie ma ich
oficjalnie, bo dla Danuty J. Marcinek to druga pociecha, którą się zajmuje. W tym fachu siedzą też jej siostra i szwagierka. Znajoma pani Beaty bawi już piętnaste dziecko.
- Jak niania się sprawdzi, to to idzie w świat i kolejni rodzice się zgłaszają – uważa opiekunka Majki. Niania Danuta potwierdza: - Marcinek był jeszcze w brzuszku mamy jak mnie rodzice zaklepali do opieki.
Czy zapotrzebowanie na opiekunki do najmłodszych dzieci będzie rosło? Panie pracujące w tym zawodzie uważają, że tak. Strach przed utratą pracy i ograniczenia w przyjmowaniu najmłodszych dzieci do przedszkoli zmuszają rodziców do szukania opiekunek.
- Zdecydowałam się na nianię, bo nie miałam wyjścia – opowiada mama kilkunastomiesięcznej Majki. - Chciałam jak najszybciej wrócić do pracy, a trzymiesięcznego dziecka nie można oddać do żłobka, a babcia pracuje. Zresztą na babcię bym się nie zdecydowała z takich czy innych względów – dodaje.
Złotowskie przedszkola nie przyjęły w tym roku dwanaściorga dzieci w wieku 2,5 – 3 lat oraz dzieci rodziców niepracujących. Statystyk osób, które korzystają z usług osób prywatnych nikt w mieście nie prowadzi.
O rosnącym popycie na nianie, a w przyszłości może i guwernantki, które będę się zajmowały edukacją dzieci, świadczy inicjatywa dyrektor Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych w Złotowie. W przyszłym roku w powstającym tam Centrum Kształcenia Ustawicznego kształcone mają być właśnie opiekunki dziecięce.
Komentarze