Oficjalny fanpage Mieszko Włodarczyka śledzi ponad 45 tysięcy internautów. Właściwie kibiców, bo wszyscy dopingują naszego rozmówcę. Choćby dobrym słowem – powyższe komentarze to zaledwie ułamek pozytywów, jakie pojawiają się w sieci na jego temat.

Mieszko zawsze był twardy - niedawno został Piernikiem
Ostatnio Mieszko znów dał komentatorom powody do stukania w klawiaturę – kolejnym, milowym w historii polskiej koszykówki krokiem, jaki udało mu się wykonać, zaskoczył wszystkich. Mieszko Włodarczyk, najwszechstronniejszy freestyler na świecie i najlepszy specjalista od trików koszykarskich został członkiem ekstraligowego klubu TBL Polski Cukier Toruń.
- Stałem się częścią drużyny Twarde Pierniki – cieszy się nasz rozmówca. Na ten sukces chłopak pochodzący z Okonka pracował od lat.
To sztandarowy przekaz Mieszka, który, dzięki wytrwałości i autodyscyplinie, te własne pokonywał w życiu wiele razy. Zaczęło się od marzenia. - Zawsze chciałem grać w koszykówkę, być jak Michael Jordan, występować w NBA – wspomina młody sportowiec, który tajniki piłki koszykowej zaczął zgłębiać już jako ośmiolatek. Jego plany ewoluowały dziewięć lat temu, po obejrzeniu telewizyjnej reklamy pewnej sportowej marki. - Stwierdziłem, że chcę przejść do historii koszykówki jako najlepszy freestyler na świecie – Mieszko nie bał się odważnych planów. Ani pracy – ćwiczył codziennie po kilka godzin. Najpierw w piwnicy. Dziś ma do dyspozycji najlepsze w kraju profesjonalne sale treningowe, mimo to wciąż wraca na ulicę – można go spotkać na deptakach Poznania, Kołobrzegu czy Sopotu. I w szkołach, bo jeden z życiowych celów naszego rozmówcy to zarażać młodzież miłością do koszykówki, cieszyć nią starszych. „Od siebie poprosiłem o dodatkowy warunek w kontrakcie, aby w każdym miesiącu klub zorganizował odwiedziny w przynajmniej jednym domu dziecka lub hospicjum” - ta informacja, którą Mieszko umieścił na swoim facebookowym profilu, została bardzo pozytywnie odebrana.

Pięć piłek do kosza? Pikuś...
Pojawiły się też pytania – co z freestyle`m? Nasz rozmówca uspokaja. Kontrakt, który podpisał, nie zamyka mu drogi do pokazów. Wręcz przeciwnie – dokument został tak skonstruowany, by dać sportowcowi maksimum swobody. Do tej pory Mieszko czerpał z niej garściami – występował nie tylko w Polsce, ale i np. w Dubaju czy Niemczech. Tylko w ubiegłym roku prezentował się przed publicznością, mniejszą i większą, dwieście dwadzieścia jeden razy (na koncie ma w sumie ponad tysiąc sto pokazów).
I pomyśleć, że ten niespokojny duchem chłopak miał się zaszyć w leśniczówce. Tak, Mieszko to niedoszły leśniczy. - Na pierwszym roku rzuciłem studia – potwierdza. Dla koszykówki. - Podjąłem ryzyko. Było warto – uważa okonczanin, dziś utrzymujący się ze swojej pasji. To osiągnięcie na skalę światową.
- Dotąd nikt nie był tak aktywny, by wyżyć ze streetball`u – wyjaśnia Mieszko i wymienia: - Ciężka praca, cierpliwość, wiara we własne siły – to składowe sukcesu.

Podstawą wszystkich trików, prócz wielu godzin prób, jest skupienie
Mieszko nie ubiegał się o miejsce w zespole – został do jego składu zaproszony, tym większe zatem zdziwienie w środowisku koszykarskim wywołała decyzja władz klubu. Równie zaskoczony był nią nasz rozmówca. - Zawsze mierzyłem wysoko i moje marzenia były duże, ale takiego scenariusza sam nigdy bym nie przewidział – przyznaje, wskazując na pełen profesjonalizm przedsięwzięcia. - To wszystko dzieje się „na poważnie”. Podpisaliśmy kontrakt na grę w sezonie 2015/2016, klub chce mi wyrobić w Polskim Związku Koszykówki licencję zawodnika – wyjaśnia Mieszko, przyznając jednocześnie, że przyjęcie go do drużyny było zmyślnym krokiem marketingowym. - W środowisku koszykarskim jestem szeroko znany, dlatego myślę, że jeszcze przysporzę klubowi popularności – uważa Mieszko. Ma rację. Jego angaż już został szeroko skomentowany w koszykarskim świecie. „Mieszko Włodarczyk nowym Twardym Piernikiem” - to nagłówek artykułu ze strony plk.pl. Kolejne: „Mistrz żonglowania wspomoże Twarde Pierniki”, „Tego się nikt nie spodziewał. Jest kolejny Twardy Piernik”, „Kontrakt w Polskim Cukrze. Takiego nikt nie ma”... Długo moglibyśmy cytować. To pokazuje, że dział marketingu klubu spisał się wyśmienicie. Koszykarze zyskali rozgłos, Mieszko zaś spełnił kolejne marzenie. - Zawsze byłem swego rodzaju „przerywnikiem”, wychodziłem na parkiet w przerwie meczu. Teraz mam szansę zagrać – cieszy się nasz rozmówca.

To motto towarzyszy Mieszkowi przez całe życie. On sam przekroczył już niejedną granicę
W głowach tych, którzy znają Mieszka tylko ze streetballu może zrodzić się pytanie, czy chłopak od trików poradzi sobie na boisku? Spokojnie. - Koszykówka nie jest mi obca – przypomina sportowiec. - Po prostu z umiejętności boiskowych nigdy nie byłem znany. W pewnym sensie jestem więźniem swojego freestyle`owego wizerunku – przyznaje Mieszko.
Czas to zmienić. Na pewno się uda, bo w końcu „Granice są w nas”, prawda?
fot. profil Mieszka: facebook.com
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mieszko! Mieszko! Mój koleżko!
Mieszko jest gość. Widziałam jego popisy kiedyś w kinie - wymiata. Pozdro Mieszko
Mieszko! Mieszko! Mój koleżko!
Mieszko jest gość. Widziałam jego popisy kiedyś w kinie - wymiata. Pozdro Mieszko