
– Po latach takiego życia człowiek wyzbywa się większości materialnych pokus – deklaruje siostra Marta
Siostra Marta – Edyta Falba – to zakrzewianka, która decyzję o wstąpieniu do zakonu podjęła jeszcze będąc niepełnoletnią. Nie miała skończonych osiemnastu lat, gdy zdecydowała się na zakon sióstr elżbietanek. Miała z nimi do czynienia od dzieciństwa. W rodzinnym Zakrzewie elżbietanki miały niegdyś zakonną placówkę.
Były obecne w szkole, w kościele. Pociągała mnie bijąca od nich dobroć, spokój i radość
Reklama
– wspomina moment, gdy 23 lata temu złożyła zakonne śluby. Decyzja kiełkowała w niej przez wiele lat.
Pan Bóg ma swoje plany
– siostra wierzy w powołanie. Jednych do życia w małżeństwie, innych do zakonnej codzienności. Jej siostra jest organistką w zakrzewskim kościele.
Często słyszałyśmy od rodziców, że jeszcze trochę i przeprowadzimy się do kościoła czy domu zakonnego naszych sióstr
– wspomina dzieciństwo, w którym religijność zawsze odgrywała ważne miejsce.

– Doświadczyłam Jezusa w przeróżnych sytuacjach życiowych, które mogę zostawić jedynie dla siebie – zapewnia siostra Urszula
Siostrę Urszulę Kacprzak z Nowych Potulic zainspirował polski papież.
Chodź ze mną zbawiać świat
– wspomina słowa świętego Jana Pawła II do polskiej młodzieży duchownej, które na Jasnej Górze wypowiedział podczas pielgrzymki w 1979 roku. Dwa lata później dziewiętnastoletnia wówczas Urszula zadecydowała o wyborze zakonnej drogi życia. W 1984 roku wstąpiła do wspólnoty. Nie przywdziała charakterystycznego dla zakonnic stroju. Jest częścią bezhabitowej wspólnoty sercanek, którą tak samo obowiązują jednak złożone śluby. W tym wyborze też nie było przypadku. Jak sama podkreśla, głos wołania pochodził z samej góry, a to, co działo się po drodze było zaplanowane.
Nie przypadkiem los postawił na mojej drodze rodziców, księży z parafii w Starej Wiśniewce, siostry elżbietanki, nauczycieli oraz profesorów obecnego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, wtedy akademii. Oni byli dla mnie wzorem
– podkreśla po latach.
Podczas jednych z rekolekcji poznałam też pewną siostrę bezhabitową, także za jej sprawą zbliżyłam się do Jezusa
– mówi siostra Urszula, która przynależy do Zgromadzenia Córek Najczystszego Serca Najświętszej Maryi Panny.
Ćwierć wieku minęło od chwili, gdy przyżeczenia złożyła Maria Kędzia, od tego czasu siostra M. Elwira. Pochodzi z gminy Tarnówka. Wychowała się w okolicach Osówki, a jej rodzinny dom znajduje się obecnie w Piecewie.

Siostra Bernarda miała tylko jedną obawę – że w pewnym momencie usłyszy od sióstr przełożonych, że to nie jest jej miejsce
Czwarta z naszych bohaterek to siostra Bernarda, Bernadeta Cieślik. Podobnie jak siostra Marta pochodzi z gminy Zakrzewo. Wychowała się w Poborczu i w młodości także spotkała na swojej drodze siostry elżbietanki z Zakrzewa. Religijność wyniosła jednak już z domu.
Takie otrzymałam w nim świadectwo
– mówi o rodzinnej pobożności. We wrześniu miną 22 lata od chwili, gdy zaczęła sprawować zakonną posługę. Gdy się na nią zdecydowała miała 25 lat.
Potrzebowałam więcej czasu. O powołaniu wiedziałam wcześniej, ale szukałam charyzmatu, w którym mogłabym realizować zakonne życie
– wspomina okres poszukiwań. Jak sama przyznaje, paradoks polegał na tym, że wybrała zakon, który najmniej znała.
Każdy ma swoją drogę
– ocenia.
W żadnej z tych historii najbliżsi nie protestowali na dokonane wybory, choć niektórzy przestrzegali.
Rodzice powiedzieli jedynie, że to moja decyzja i nie mają nic przeciwko. Zalecili jednak, żebym dobrze się zastanowiła
– opowiada siostra Marta. Wśród znajomych siostry M. Elwiry o decyzji wiedziało niewielu. Słyszała od innych, że wybór jest trudny i marnuje sobie życie. Podpowiadano jej inną przyszłość: studia, praca, chłopak, później rodzina. Ona jednak wiedziała swoje. Siostra docenia życiową mądrość rodziców.
Jako dzieciom doradzali nam, ale nigdy nie ingerowali w nasze życiowe decyzje
– wspomina.
Mama obawiała się jedynie o kwestie finansowe, bo rodzice wiedzieli, że nie będą w stanie mi pomóc. Mama miała wyobrażenie, że do klasztoru trzeba mieć nie wiadomo jaki posag, a z tym nie było żadnego problemu. Pół roku przed wstąpieniem do wspólnoty sióstr pracowałam, więc co potrzebowałam, miałam już kupione
– wspomina siostra. Po latach jest głęboko przekonana, że…
Bliscy nie tylko mnie nie stracili, ale bardziej zyskali.
Reklama
Siostra Bernarda też miała tylko jedną obawę, że może się okazać, iż w pewnym momencie usłyszy od sióstr przełożonych, że to nie jest jej miejsce. Co by uczyniła, gdyby tak się stało?
Przyjęłabym to, co powiedział mi nasz proboszcz. Gdy wyjeżdżałam ksiądz Andrzej stwierdził, że cokolwiek się w życiu wydarzy, a będę musiała wrócić, nie mam gniewać się na Pana Boga
– cytuje zapamiętaną radę.
Bo w zakonie, jak wszędzie w życiu, łatwo nie jest.
Gdy podejmuje się taką decyzję, obawy są zawsze. To nie jest łatwa droga
Reklama
– mówi siostra Marta. Pewna jest jednak, że...
Gdy modlitwa jest na swoim miejscu, wszystko jest na swoim miejscu
– przekonuje. I człowiek da radę, nawet w obliczu kryzysów. Jej również taki się przytrafił.
Pomyślałam sobie: Panie Jezu, przecież wszystko w Twoich rękach, wszystko możliwe. I Pan Bóg pomógł
– mówi uśmiechnięta.
Trudności zawsze są, ale to nie jest problem, gdy człowiek ma powołanie
– przekonuje siostra M. Elwira. Siostra Bernarda kryzysowe chwile nazywa momentami krążących po głowie pytań.
Mówi się wtedy: Boże prowadź, niech się dzieje Twoja wola. I po czasie Pan Bóg wszystko rozjaśnia
– zapewnia.
Czas zawsze przynosi odpowiedź
– przekonuje, że niejednokrotnie doświadczała takich sytuacji.
W taki właśnie sposób również wiara staje się silniejsza.
Z czasem pojawia się pełniejsze zaufanie Panu Bogu. Przekonanie, że to On pisze moje życie i mnie przez nie prowadzi
– mówi o odczuciach. Wyjaśnia, że po latach zakonnego życia, gdy człowiek rzeczywiście dba o duchowość, wiara staje się realniejsza, mniej fruwająca w obłokach.
Po tych latach na pewno jestem bardziej dojrzała
– wtóruje siostra Marta. Wstępując do zakonu, patrzała na wszystko bardziej idealistycznie, życie miało zabarwienie różowych okularów.
Wchodząc do zakonu nie widziało się, że są tam również krzyże. Była tylko fascynacja. Z czasem okazało się, że tam też są tylko ludzie
– mówi zakrzewianka. Przekonuje, że osobie pielęgnującej duchowość wiary to nie odejmuje.
Swojej radości i otwartości nie straciłam
– zapewnia.
Jakby było zbyt gładko trzeba byłoby się zastanowić, czy to jest aby prawdziwe
– swoją teorię przedstawia siostra M. Elwira.
Jeżeli coś jest prawdziwe, musi też być sprawdzone
– przekonuje. Mimo pojawiających się od czasu do czasu pytań ani trochę nie zatraciła pewności, że gdyby dzisiaj miała powtórnie decydować o swojej przyszłości, postąpiłaby identycznie.
Jak zgodnie podkreślają nasze rozmówczynie, konsekrowane życie pomagają umiejętnie prowadzić charyzmaty danego zgromadzenia. To dzięki nim łatwiej odnaleźć swoje zakonne miejsce. Siostra Marta pracuje obecnie w Toruniu, w tamtejszej kurii i Domu Biskupim. Elżbietankom nie są też obce szpitale, przedszkola i szkoły.
Pochylenie się nad chorym
– mówi o jednej z misji swojego zakonu. Siostra Urszula Kacprzak sprawuje posługę w Nowym Mieście nad Pilicą.
Chciałam swoim życiem czynić dobro
– mówi siostra Kacprzak. Obok modlitwy jej codzienność stanowi praca w szkole.
Nasz charyzmat jest taki właśnie nauczycielski, wychowawczy, większość z nas pracuje w szkołach czy przedszkolach
– opisuje. Czym jest dla niej zakonne życie?
To poznawanie Jezusa
– odpowiada. Czuje, że dotychczas poznała Go lepiej, ale nie całkowicie.
Doświadczyłam Jezusa w przeróżnych sytuacjach życiowych, które mogę zostawić jedynie dla siebie
– zapewnia.
Zgromadzenie siostry M. Elwiry nie jest klasycznym zakonem, choć jego członkinie noszą maryjną suknię.
To wspólnota maryjna i typowo apostolska, ale nie zakonna. Nie składamy ślubów, ale przyrzeczenia
– wyjaśnia siostra. Szensztacki Instytut Sióstr Maryi – to nazwa zgromadzenia, które siostra M. Elwira poznała w 1986 roku, a do którego wstąpiła w 1989 roku. Wybór wspólnoty nie był przypadkowy, decydował o nim właśnie charyzmat.
Szensztat prowadzi do przymierza miłości z Matką Bożą. Kładziemy mocny akcent na współpracę z łaską i pracę nad swoim charakterem, aby później mocniejszym iść wśród ludzi
– podkreśla.
Do zgromadzenia wstąpiła w Polsce, tutaj przeżyła też czas formacji. Po tym przez rok sprawowała posługę na placówce w Sopocie, a później przez czternaście lat służyła na Białorusi. Po powrocie przez rok była w domu prowincjalnym zgromadzenia, następnie przez sześć lat sprawowała funkcję przełożonej w Bydgoszczy. Od trzech lat pracuje w Niemczech – w Szensztat, w miejscu powstania Dzieła Szensztackiego, koło Koblencji.
Służę Polonii i pielgrzymom wschodnio–języcznym w duchu Szensztatu
– opisuje.
Zgromadzenie siostry Bernardy to Siostry Małe Misjonarki Miłosierdzia Orionistki. Obecnie zmienia miejsce posługi na dom prowincjalny pod Warszawą. Miała pomysł na inne życie niż zakonne, bo przez długi czas myślała o pielęgniarstwie.
Zawsze przychodzi jednak moment, kiedy trzeba opowiedzieć się za tym, co jest najważniejsze
– wspomina chwilę wyboru zakonnej drogi i zgromadzenia, które, paradoksalnie, spośród wszystkich poznanych miało przed nią najwięcej tajemnic. Dało jednak możliwość połączenia drogi modlitwy z chęcią pomagania chorym.
Pielęgniarstwo było moim priorytetem, gdy wstępowałam do zgromadzenia
– zauważa. Chociaż jej posługa miewa także inny charakter, to właśnie praca z chorymi i posługa dla potrzebujących jest w tej wspólnocie szczególnie ważna.
Wspólnota – to jedno z kluczowych słów opisujących styl życia sióstr. Dzielenie się materialną stroną życia, odrzucenie bogactwa, a wręcz wybór ubóstwa.
Po latach takiego życia człowiek wyzbywa się większości materialnych pokus
– zapewnia siostra Marta.
Zakrzewianka ze smutkiem potwierdza, że kryzys powołań dotyczy nie tylko księży. Żeńskie zgromadzenia także są nim dotknięte. Zakonnica z troską obserwuje, jak „starzeje się” jej zgromadzenie. Trudno jej określić przyczynę, ale ma wrażenie, że kiedyś bardziej uduchowione było życie w rodzinach. W jej domu podtrzymywanie chrześcijańskich wartości, regularna modlitwa i obecność w kościele były oczywistością. Rzeczywistością, w której wyrosła.
Spora część współczesnej młodzieży ma niestety inne wartości
– ocenia.
Pan Bóg kocha i wzywa. Wystarczy mu zaufać
– zachęca do wstępowania na zakonną drogę.
Jednocześnie podkreśla, że zakony nie mogą być miejscem przypadkowych wyborów. Siostra M. Elwira także przestrzega, że nie tędy droga.
Nawet będąc w bardzo pobożnej wspólnocie, gdy człowiek sam nie czyni wysiłków w kierunku pogłębiania wiary, można wejść w rutynę i stać się człowiekiem, który nie jest prawdziwie bożym
– wtóruje siostrze Marcie.
Jeśli ktoś chce iść na skróty, a w zakonie znaleźć tylko sposób na życie, jakoś się urządzić, nie sprosta temu. Bez powołania człowiek nie da rady
– zapewnia siostra M. Elwira. Sama czuje swój duchowy rozwój. Jest przekonana, że nie byłaby na takim etapie duchowym, gdyby nie decyzja podjęcia drogi życia konsekrowanego.
Czy siostry czują się mniej doceniane niż księża? Czy ich posługa jest mniej wartościowa?
Nie mam takiego odczucia
– mówi zdecydowanie siostra Marta. Choć przyznaje, że w odróżnieniu od zakonnej posługi kobiet kapłaństwo jest sakramentem.
Te posługi bardzo się różnią, ale przez to uzupełniają. Kapłani to szafarze sakramentów świętych. My mamy inną rolę, bardziej służebną
– wyjaśnia siostra Bernarda.
My także jesteśmy widoczne, ale poprzez cichą modlitwę i ofiarę w posłudze, jaką wykonujemy. To praca u podstaw
– ocenia siostra Urszula.
Wybrały jedno, straciły drugie. Co myślą, gdy widzą przytulających się małżonków, uśmiechnięte dzieci, szczęśliwe rodziny? Czy wyobrażają sobie inną wersję swojego życia?
Odpowiedzi są różne. Siostra Bernarda zapewnia, że nie, a pojawia się wtedy dziękczynienie za różnorodność form życia. Siostra Marta:
Jesteśmy ludźmi, kobietami, więc nawet po latach takie pytania nie mijają
– przyznaje, choć zapewnia, że nie są to żadne ciężkie przemyślenia w kategoriach porównywania i ważenia dokonanych i niepodjętych wyborów. Najzwyczajniej – swobodne myśli.
Gdybym miała ponownie wybierać drogę swojego życia, na pewno poszłabym za głosem Pana Jezusa
– mówi siostra Urszula.
Praca dla ludzi jest najpiękniejszą drogą
– przekonuje sercanka.
Żadna z sióstr nie przestaje być kobietą
– mówi siostra M. Elwira, która przyznaje, że w jej przypadku przez jakiś czas w grę wchodziły oba życiowe warianty.
Aż Pan Bóg dał mi do zrozumienia, że to jest moja droga
– mówi o chwili, w której podjęła decyzję.
Chrystus stanął ponad wszystkimi życiowymi partnerami
– porównuje do tych, z którymi mogłaby dzielić rodzinną miłość i tych, z którymi rodzinę tworzy od urodzenia.
Realizując moje powołanie jeszcze bardziej mogę być „matką” oraz siostrą
– przekonuje, mówiąc o swojej silnej relacji z Jezusem.
Myślę, że bardzo często siostry zakonne są w głębszej więzi z Chrystusem niż niejedni małżonkowie pomiędzy sobą.
Co jest dalej? Jaki jest cel zakonnego życia?
Osiągnięcie świętości. Bo wszyscy są do niej powołani, tylko każdy dojrzewa do niej idąc inną drogą. Wspólnie powinniśmy w tym sobie pomagać
– mówi siostra Bernarda.
Fot. P. Steffen oraz arch. prywatne sióstr
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Te piękne wyłapuje detektyw-Patrol-ZOMOwiec Rutkowski.
One postrzegają pozytywnie swoją posługę i styl życia. Bywając w Krakowie widziałem na rynku i zaułkach ulicznych wiele pięknych zakonnic.
Cóż, ładna zakonnica, to biały nosorożec. To sposób na życie dla sfrustrowanych, nieładnych dziewcząt, i ok. Znam środowisko podstarzałych zakonnic, dramat. A w ogóle byście się zdziwili ich zachowaniami. Nie generalizuję, a ludzie widzą.
jak widzę tych panów,w tych czarnych sukienkach to smieję się do rozpuku.jak oni nie wstydzą się łazić w sukienkach.Na zachodzie nie ma tak dużo kosciołów jak w Polsce a Zakonnice są tylko w Polsce,dlaczego?
Trudno nie wierzyć w nic - Polecam ten utwór zespołu "Raz,dwa,trzy".
Pan Bóg TAK. Kościół NIE
PODZIWIAM. Ksiądz może wszystko. Siostra zakonna może NIC.
...dokładnie tak. Wystarczy się rozejrzeć, a sami znajdziemy wokół siebie ateistów, którzy swoim życiem mogą być przykładem dla wielu pseudo chrześcijan. W każdą niedzielę i jeszcze kilka razy w tygodniu włażą księdzu na tacę, a zieją jadem i nienawiścią na wszystkie strony. Katolik to nie zawsze znaczy dobry człowiek.
Dzisiejsze wartości to kasa władza pieniądze bogactwo dobry dom samochód markowe ciuchy ładna dziewczyna żona kochanka na boku Nie oszukujemy sie kościół był dobry w średniowieczu tam straszył topił palił na stosie A dzisiaj kościół w Polsce ? To bogactwo dostojne wille jako plebanie pedofila molestowanie skandale maja swieci księża przykładem a to słychać molestował gwałcił dzieci wjechał pijany w latarnie policja zatrzymał to zamiast przyjąć mandat ze skrucha to ze jak śmią dac mandat księdzu Czasy gdy kościół straszył ekskumunika?? Pójściem do piekła juz sie skończyły
Dziewice?
Cyt: "Spora część współczesnej młodzieży ma niestety inne wartości". Oczywiście, bo jedyną, słuszną drogą jest posłuszeństwo wobec bogów i ich ziemskich "zesłanników". Nie można być przecież dobrym człowiekiem, będąc niewierzącym, prawda? Kościół tak zdurniał, że już nawet nie szkoda mi ludzi, którzy zmarnowali swoje życie w służbie religii. Według mnie, praktykowanie, a tym bardziej, posługa kapłańska, jest jawnym przyzwoleniem na pedofilię panującą na szeroką skalę w kościele katolickim. I zanim jakiś popier.... naziol mi tu napisze, że tylko dzięki chrześcijaństwu jesteśmy bezpieczni przed zalewem Islamu, to chciałbym przypomnieć, że kraje na wschód Polski do chrześcijańskich nie należą i z zamachami również się nie borykają. Kościół powinien być opodatkowany, a wszelkie dotacje powinny być ucięte. Tym bardziej, że z większości ciężko się potem księciulkom rozliczyć.
Ta strona to faktycznie kościelna.Trzeba ztąd zmykać bo mi sie niedobrze robi...
Ta strona to faktycznie kościelna.Trzeba ztąd zmykać bo mi sie niedobrze robi...
Co wejdę na zlotowskie, to zakonnice... Jakaś akcja, czy jak?
osobiscie to balbym sie puscic swoje dziecko do kosciola...tyle teraz sie mowi o tej sekcie...kazda religia jest zła...zawsze coś czlowiekowi narzuca...życie jest tylko jedno i nie nalezy sobie odmawiać niczego...bo niby w imię czego?? Bóg tak/kościół nie. PASSION NOT FASHION;) Milego dnia;)
Te piękne wyłapuje detektyw-Patrol-ZOMOwiec Rutkowski.
One postrzegają pozytywnie swoją posługę i styl życia. Bywając w Krakowie widziałem na rynku i zaułkach ulicznych wiele pięknych zakonnic.
Cóż, ładna zakonnica, to biały nosorożec. To sposób na życie dla sfrustrowanych, nieładnych dziewcząt, i ok. Znam środowisko podstarzałych zakonnic, dramat. A w ogóle byście się zdziwili ich zachowaniami. Nie generalizuję, a ludzie widzą.