Reklama

Siostra Irena

23/11/2018 07:30

O liceum medycznym, praktyce na oddziale wewnętrznym, obcowaniu ze śmiercią, byciu higienistką szkolną i problemach uczniów – rozmowa z Ireną Balicką

Czy będzie nadużyciem stwierdzenie, że reprezentuje Pani ginący zawód?
I tak, i nie. Z jednej strony sytuacja na rynku zawodowym jeżeli chodzi o tzw. higienistki nie jest jeszcze tragiczna, jednak wiele wskazuje na to, że za kilka lat problem może być poważny.

Dlaczego?
To wynika m.in. z systemu kształcenia. By móc pracować w szkole należy, oprócz studiów pielęgniarskich, ukończyć specjalny kurs, który jest kosztowny. Bywa też tak, że młode pielęgniarki po tych studiach często „umywają ręce” od wielu podstawowych spraw. Nie studiowały przecież po to, żeby pracować w szkole. Zarobki w tym zawodzie i praca w oparciu o kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia również nie przekonują. By mieć pełen etat jedna higienistka musi mieć pod opieką 1000 uczniów. To sprawia, że w moim przypadku jestem w jednej szkole raz w tygodniu na 2-3 godziny. Jeżeli mnie nie ma, nauczyciele muszą radzić sobie sami. Retorycznie zapytam, czy tak powinno być? Może ktoś się w końcu obudzi, wysłucha środowiska i dojdzie do wniosku, że taki kurs powinien być wpisany np. w program studiów pielęgniarskich.

Reklama

A co przekonało Panią, by stać się częścią systemu służby zdrowia?
Przed laty działały licea medyczne, m.in. w Złotowie, bo tamtejszą szkołę kończyłam. Wybrałam ją ze względu na szybką możliwość zdobycia wykształcenia i wejścia w zawód jednocześnie. Otwierało to też drogę na studia. Obecnie nie ma niestety takich szkół, a szkoda. W trzeciej klasie zaczynały się praktyki, które trwały miesiąc. W klasie czwartej tych praktyk były już dwa miesiące. W piątej były to praktyki- nocki. Co ważne, jak na rzeczywistość późnych lat 70-tych to była dobrze wyposażona szkoła, bo można się w niej było nauczyć nie tylko anatomii czy fizjonomii człowieka, lecz również takich zajęć, i to w praktyce, jak robienie opatrunków, stawiania baniek czy nawet ścielenia łóżek według szpitalnych wytycznych. Dla mnie pięć lat spędzonych na nauce tam to była szkoła życia. Panował spory rygor. Taryfy ulgowej nie było. Pamiętam, że gdy pierwszy raz trafiłam na dzienny dyżur na oddziale wewnętrznym złotowskiego szpitala, przydzielono mi opiekę nad pacjentem z pokoju numer siedem. Szybko okazało się, że jego stan był na tyle poważny, że określono go mianem agonii. Pacjent zmarł. To było dość traumatyczne przeżycie, jednak wpisane w ten zawód. Wszystko wydarzyło się 1 kwietnia, m.in. ze względu na tę datę tak dokładnie to pamiętam.

Jednak została Pani na oddziale wewnętrznym.
Pracowałam tam przez pięć lat. Odeszłam, bo szukałam spokojniejszej pracy. Na oddziale wewnętrznym niemal codziennie obcowało się ze śmiercią. To potrafi zmęczyć. Nadarzyła się okazja pracy w przychodni w Łobżenicy. Potem pracowałam też w przychodni w Dębnie, z legendarnym śp. dr. Januszem Torbiczem. Pierwsza styczność ze szkołą miała miejsce za sprawą Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Łobżenicy. Byłam wtedy młodą mamą, zależało mi, żeby odległość pracy od domu nie była zbyt duża. Potem ta działalność rozszerzyła się jeszcze o ogólniak i objazdowo o szkoły podstawowe, m.in. w Witrogoszczy, Topoli, Liszkowie, Fanianowie i Dźwiersznie. Choć pracy było i jest sporo nie żałuję tej decyzji. Praca z dzieciakami dawała i daje mi wiele satysfakcji.

Reklama

Jak bardzo na przestrzeni lat zmieniła się praca szkolnej higienistki?
Wiele zmian pod kątem organizacyjnym przyniosła reforma służby zdrowia z 1999 roku. Wówczas powstały Kasy Chorych. Musiałyśmy przejść na swoje działalności. Powstał Zakład Pielęgniarek i Higienistek Szkolnych. Z różnych względów ta instytucja nie działała długo, rozpadła się. Wówczas zdecydowałam się na indywidualną praktykę. Co do zmian, to jeżeli chodzi o cel naszej pracy nie zmieniło się wiele. Nadal mamy dbać o zdrowie uczniów, w sporej mierze przez profilaktykę, uświadamianie. Nie możemy już podawać leków, chyba że za zgodą rodziców. W moim przypadku, jako pielęgniarki po kursie kwalifikacyjnym mogę podawać podstawowe środki przeciwbólowe. Ponieważ pracuję też przy Szkole Podstawowej Specjalnej mam pełną informację na temat tego jakie dziecko, z jaką chorobą się zmaga, jak mu pomóc i ewentualnie jakie leki podać.

Mówi Pani o profilaktyce. Co się na nią składa? Pamiętam np. szczotkowanie zębów, w którym brała udział cała szkoła na szkolnym boisku.
To się nadal odbywa i wygląda nawet dość podobnie. Dla mnie jedną z najbardziej kluczowych kwestii jest uświadamianie jak duży wpływ na funkcjonowanie organizmu ma zjedzenie pierwszego śniadania. Przez tyle lat praktyki, od razu jestem w stanie wskazać, które z dzieci go nie jadło. Gdy spotykamy się w ramach pogadanek okazuje się, że część z uczniów nie może się skoncentrować, chociaż to na przykład dopiero druga godzina lekcyjna. Inna sprawa, że przychodzą do gabinetu mówiąc, że boli ich głowa, że nie mają siły. Na pytanie czy jedli pierwsze śniadanie, często pada odpowiedź: nie. Co ważne tego posiłku nie zastąpi drożdżówka czy chipsy, bo niektórzy rodzice idą w ten sposób na skróty, dając pieniądze, żeby dziecko sobie coś kupiło. W domu musi się znaleźć czas, żeby to śniadanie było zjedzone. Za moich czasów to była norma, tak jak poranny i wieczorny pacierz.

Reklama

Jak wychodzi Pani ta walka z niezdrowymi nawykami wśród dzieci i młodzieży, ale też wśród rodziców?
To nawet nie tyle walka, co ciągłość powtarzania pewnych kwestii, by ludzie zdali sobie z nich sprawę. Wiele osób nie przyjmuje, że na pewien stan rzeczy pracuje się latami, małymi kroczkami. Wrócę znów do tematu śniadania. Dawniej diety opierały się w sporej mierze na warzywach, owocach. Żyjemy w czasach, gdzie dostęp do przetworzonej żywności, pełnej kalorii, za to z małą ilością składników odżywczych nie stanowi problemu. Dzieciaki, albo nawet całe rodziny sięgają wieczorami np. po pizzę. Efekt? Kiepsko przespana noc, bo organizm, a zatem i metabolizm zwalnia, usypia się. Tymczasem dajemy mu sporo roboty do wykonania. Rano mamy jeszcze uczucie sytości, ale ono szybko przemija. Jesteśmy rozdrażnieni, nie możemy się skupić na pracy. Spada poziom cukru w organizmie, obniża się sprawność komórek, stajemy się agresywni. W kość dostają nerki i wątroba, układ kostno- mięśniowy - pojawiają się zwyrodnienia. Niedobór witamin. To nie od razu da o sobie znać, ale konsekwencja w złym działaniu w końcu wyjdzie na jaw. Ważne jest też odpowiednie nawodnienie. Brak wody, to zagęszczenie krwi, podwyższone ciśnienie, które może skończyć się tragicznie.

Zdarzyło się, że ktoś przyszedł i powiedział: „miała Pani rację”?
Owszem. Wiele takich kwestii wychodzi podczas przygotowywania do bilansu w różnym wieku dzieci. Rozmowy z nimi, z rodzicami pozwalają wykryć co jest nie tak. To też pokazuje, że obecność higienistki szkolnej, choć to zawód marginalizowany i niedoceniany jest potrzebna. To często my wyłapujemy wady wzroku, czy postawy. Te ostatnie biorą się z tego, że od lat trąbi się, że dzieci noszą zbyt ciężkie plecaki, jednak na słowach się kończy. Kiedyś w jednej ze szkół zrobiliśmy doświadczenie w ramach szerszej akcji. Tornister ucznia w trzeciej klasie ważył osiem kilogramów, tyle co niezłe hantle na siłowni. Zaczyna mieć więc znaczenie to, czy uczeń taki plecak nosi na jednym ramieniu, czy na dwóch. Do tego dochodzą odpowiednie do wzrostu krzesła, właściwe oświetlenie i wiele innych rzeczy. Wiem, że nie da się wszystkiego zmienić za jednym pociągnięciem magicznej różdżki, ale ważne jest przeciwdziałanie tam, gdzie może być źródło problemów. Mam wrażenie, że wiele mówi się o promocji rodziny i zdrowia, ale za tym nie idą konkretne, systemowe rozwiązania.

Reklama

Rozmawiał Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Pacjent - niezalogowany 2018-11-23 08:45:21

    No tak , ta pani się w życiu na pracowała ....... jak popracuje na oddziale zabiegowym tak np. 30 - 40 lat to jej współczuję zwłaszcza w Złotowie przy pojedyńczych dyżurach , tak jak dzisiaj tam pracują pielęgniarki za te marne pieniądze.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Stachu 100% hardkore - niezalogowany 2018-11-23 10:00:01

    A ja jestem pozerem i akceptuje siebie takiego jakim jestem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-11-23 15:06:25

    tylko nie na wewnętrzny ...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama