Triduum paschalne to wydarzenie najważniejsze w roku liturgicznym katolików. Nie bez szczególnego znaczenia jest ono również dla strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej w Lotyniu, którzy mniej więcej od pół wieku przez trzy dni na zmianę adorują Grób Pański.
Nie jesteśmy w stanie dokładnie określić roku, w którym nasi druhowie po raz pierwszy pojawili się w tej roli w kościele, ale wiemy, że było to w latach `60
– uściśla Konrad Kopkiewicz.
Od tego czasu tradycja ewoluowała – aktywność strażaków stopniowo się zwiększała. Dziś już żaden z mieszkańców Lotynia nie wyobraża sobie, by druhów przy Grobie Pańskim mogło zabraknąć. Dla nich samych natomiast, prócz wspomnianej warty, tradycją stało się też wspólne świąteczne śniadanie.
Na czas adoracji sprawowanej w Wielki Piątek, Wielką Sobotę i Niedzielę Wielkanocną strażacy nie rezygnują z bojowej działalności. Wręcz przeciwnie – dzięki ciągłej obecności w remizie, jeśli tylko odezwie się syrena do wozu są w stanie wskoczyć nie tylko w komplecie, ale i w ekstremalnie szybkim czasie. Oczywiście za wyjątkiem tych, którzy akurat pełnią wartę, bo o nieoczekiwanych przerwach nie ma mowy – druhowie, dumnie nosząc mundur, przestrzegają wyznaczonych pór zmian. Te następują co dwadzieścia minut.
Każda warta to minimum cztery osoby. Zawsze wysyłamy dwie osoby w mundurze galowym, do tego dwie w „koszarkach” lub w dresach
Reklama
– Konrad Kopkiewicz zaznacza, że dorosłych wspomagają członkowie Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej.

Białe hełmy, rękawiczki, halabardy... W takim stroju strażaków na co dzień nie zobaczymy (fot. OSP Lotyń)
Pierwsza warta melduje się w kościele w piątek po wieczornym nabożeństwie. Przestrzegając harmonogramu zmian strażacy w czapkach rogatywkach z halabardami w ręku i białych rękawiczkach naciągniętych na dłonie, z szerokimi pasami i w podkutych butach sprawują adorację do 21.00.
Dawniej trwali przy grobie również w nocy, ale ten zwyczaj został zarzucony
Reklama
– naczelnik wskazuje na uciążliwości związane z wielogodzinnym staniem w kościele.
Wielka Sobota to najbardziej wyczerpujący dzień – druhowie są w dyspozycji od 9.00 do 21.00. Czas pomiędzy wartami z reguły niemal w całości spędzają w remizie – ze względu na częstotliwość zmian niekoniecznie opłaca się wracać do domu, w strażnicy więc odbywają się wszelkiego rodzaju rozgrywki karciane, oblegane są komputery, trwa również wspólne oglądanie telewizji itp.

Co można robić gdy czeka się na swoją wartę A na przykład pograć w karty (fot. OSP Lotyń)
Czy rodziny strażaków nie złoszczą się o ten wspólny czas, który w związku z ich obowiązkami niejako zostaje im wydarty na dzień przed Wielkanocą?
Absolutnie
– mówi Konrad Kopkiewicz.
Nasi bliscy w stu procentach to akceptują, bo przecież wychodzimy z domu w słusznym celu. Zresztą w moim przypadku to i żona jest członkiem OSP, i dzieci, więc nie ma problemu
– uśmiecha się.
Myli się ten, kto sądzi, że strażaków szczególnie trzeba do adoracji zachęcać. Dwadzieścia – trzydzieści osób zjawia się bez proszenia. Bo Wielkanoc to święto rodzinne, a więc również strażackie. Druhowie z Lotynia są tego najlepszym dowodem – od 2011 roku wspólnie przygotowują koszyczek do święcenia. O zawartość sami nie muszą się martwić.
Ksiądz Leszek Kuśmierzak z własnej inicjatywy zaapelował kiedyś o dary dla nas i ta „składka” stała się kolejną tradycją
– wspomina Konrad Kopkiewicz.
Dzięki proboszczowi, który nas wspiera, jest na pewno łatwiej
– dodaje. Tradycją też jest, że prócz żywności w koszyczku, który w niedzielę trafia na stół w remizie, znajduje się również Żarek – strażacka maskotka.
Wielka Sobota pod jednym jeszcze względem różni się od codziennej działalności druhów. W ciągu roku, jeśli akurat nie pomagają oni przy usuwaniu skutków kolizji czy wypadku albo nie „walczą” z owadami, zazwyczaj gaszą. W przededniu wielkanocnej niedzieli – podpalają… małe ognisko, od którego proboszcz zapala paschał. Przez częściowe zanurzenie go w wodzie ogień zostaje poświęcony.

Zapalanie paschału od ognia rozpalonego przez strażaków to tradycja, którą zapoczątkował ks. Leszek Kuśmierzak (fot. OSP Lotyń)
Niedziela w Lotyniu zaczyna się bardzo wcześnie. O 5.30 rozbrzmiewa syrena, która oznajmia zmartwychwstanie Chrystusa i zbiórkę w strażnicy.
Włącza ją zawsze ten, kto pierwszy zjawi się przy remizie
– uściśla naczelnik. Jak wyczytaliśmy w kronice, zdarzył się przypadek, że jeden z druhów, właśnie chcąc być tym pierwszym, stał przed budynkiem od 3.00.

(fot. OSP Lotyń)
O 6.00 strażacy wraz z innymi wiernymi gromadzą się w kościele. Nie siadają jednak, a stają przy ławkach. Wytypowana wcześniej czwórka, pełniąca wartę przed ołtarzem oczekuje znamiennych słów. Gdy z ust księdza Leszka Kuśmierzaka pada: „Wesoły nam dziś dzień nastał” druhowie, robiąc przy tym wiele hałasu w hołdzie Jezusowi padają na posadzkę. Na tym rola mundurowych się nie kończy – po mszy, obwieszczając światu Dobrą Nowinę o zmartwychwstaniu, biorą udział w rezurekcyjnej procesji ulicami Lotynia.

Rok 2008 - wtedy Wielkonoc była biała (fot. OSP Lotyń)

Strażacy OSP Lotyń od lat angażują się również w procesję - niesienie figury Chrystusa to jeden z elementów (fot. OSP Lotyń)
Nie od razu wracają potem do domów – obierają kierunek na remizę. Tam, jak nakazuje zwyczaj, dzielą się jajkiem, na stoły trafiają też wiktuały ze wspólnego koszyczka. Jest także pamiątkowe zdjęcie. Dzieci i młodzież tradycyjnie dostają po czekoladzie. I koniec.
Kiedyś te nasze śniadania trwały trochę dłużej, ale rodzinom zależało, byśmy prędzej wracali do domów, więc nie mieliśmy wyjścia jak tylko podzielić ten czas sprawiedliwie
Reklama
– uśmiecha się Konrad Kopkiewicz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
ale cyrk
ale cyrk