To była decyzja Jana Pawła II. Po szkole podstawowej znalazłem się w szkole w Słupsku. Tam zacząłem chodzić na katechezę do Salezjanów i nie wiedząc może nawet jeszcze do końca, kim są, zaczerpnąłem ich ducha. Bardzo mi się spodobała postawa księży, którzy byli dla młodych ludzi bardzo otwarci. Zacząłem służyć do mszy. Spotkałem kapłana, który mnie do tego zachęcił, a w przyszłości losy tak się potoczyły, że on był proboszczem, a ja byłem jego dyrektorem. Potem w 1979 r. wyjechałem na pielgrzymkę Jana Pawła II do Warszawy i tam, wysłuchawszy słów papieża na żywo, poszedłem potem do kościoła św. Krzyża i jakoś tak poczułem, że może mnie też Pan Bóg woła, żeby taką drogę wybrać. Także czuję się powołaniem Jana Pawła II, bo zawsze byłem i jestem z nim związany. Ten głos powołania był z nieba, ale przez niego kierowany do mnie.
Przybyłem tutaj w 1993 r. To była taka pustynia. Czasy popegeerowskie, zamykane zakłady pracy, smutna rzeczywistość. Trzeba było coś robić. Miałem różne pomysły. Otworzyliśmy na nowo oratorium, czyli miejsce, w którym młodzież może się gromadzić i grać np. w ping pong albo piłkarzyki. Uważałem jednak, że to było mało. W tym czasie w Polsce powstawała salezjańska organizacja sportowa SALOS. Zakładając stowarzyszenie zebrałem ludzi, z których wielu dotąd w nim pracuje, choć wielu było też takich, którzy na sam pomysł pukali się w czoło i uważali mnie za nawiedzonego. Zaczynaliśmy od zera, ale krok po kroku, przy udziale wielu ludzi dobrej woli rozpoczęliśmy działalność wychowawczo-sportową na terenie trzech gmin. Nie powiem, że to była łatwa praca. Trzeba było iść na podwórka i ulice tych dzieciaków. Wiele czasu spędzałem na boisku. Gwizdałem im, byłem trochę trenerem, opiekunem. W międzyczasie biegłem, aby odprawić nabożeństwo, mszę, potem szedłem do oratorium. Wymagało to dobrej organizacji pracy i systematyczności, bo to z roku na rok rozrastało się. Po trzech latach przyszedł pierwszy duży sukces. Na mistrzostwach Polski w piłkę nożną zwyciężyliśmy, pokonując gospodarzy z Lubina. Ludzie pytali się, gdzie jest to Debrzno. Z tego sukcesu zrodził się następny. Dostaliśmy się na mistrzostwa świata SALOS, które rozgrywały się w Turynie. Zdobyliśmy tam wicemistrzostwo świata. Potem dalej sypały się sukcesy, nie tylko sportowe, ale i wychowawcze. Duża liczba tamtych osób ze „Złotej 11” to dzisiaj bardzo dobrzy nauczyciele, wychowawcy, ale też biznesmeni. Potem były kolejne pokolenia. Mamy kontakt, zapraszają mnie na śluby. Jeden z byłych podopiecznych napisał nawet na poznańskim AWF-ie pracę magisterską o działalności oratorium w Debrznie. Tutaj stworzyliśmy też jeden z pierwszych w Polsce inkubatorów przedsiębiorczości. Ludzie potem się na nim wzorowali.
Reklama

[[pay]]
Po Debrznie zostałem dyrektorem dużego dzieła na Fordonie w Bydgoszczy. Tam rozpocząłem znów taką pracę u podstaw. Stworzyłem z współbraćmi oratorium, które należy dziś do najlepszych w Polsce. Pomagaliśmy dzieciom z chorobami nowotworowymi i prowadziliśmy masę innych akcji. Zakładałem różnego rodzaju stowarzyszenia i pomagałem przy tym innym. Działałem także w Pile i Czaplinku. Przez 16 lat byłem prezesem SALOS-u inspektorii pilskiej, obejmującej całą północ Polski. Byłem w zarządzie SALOS w kraju. Poza tym przez 24 lata uczyłem młodzież w różnych szkołach i ośrodku wychowawczym. W tym roku po raz pierwszy tego nie robię. Ta praca przynosiła mi dużo wewnętrznej radości z dawania młodzieży dobrego startu. Ksiądz Bosko zawsze mówił, żebyśmy kochali młodych ludzi, a oni nam się odwdzięczą swoją radością. Teraz jestem proboszczem w Nowogródku Pomorskim. Nowa rola, nowe marzenia i perspektywy. Jest to gmina, gdzie jest dużo wiosek, ale bardzo dobrze się w takim środowisku pracuje. Wiem, że tkwi w tych ludziach bardzo dużo dobra i trzeba je wykrzesać. Młodzi ludzie już się do mnie zwrócili, wiedząc, że miałem do czynienia ze sportem. Myślę, że na początek uda nam się stworzyć sekcję siatkówki. Do tej pory powołałem trzy rady: parafialną, ekonomiczną oraz młodzieżową.
Reklama
Okonek jest miejscem szczególnym. Tam dorastałem i miałem dobre środowisko jeśli chodzi o rozwój duchowy. Trafiłem na bardzo dobrych duszpasterzy, którzy otaczali nas swoją opieką, a plebania była zawsze otwarta dla młodych ludzi. Z tamtego grona było sporo powołań. To był czas młodych bardzo lat, ale znaczących. Potem, mając 15 lat, wyszedłem z domu i tak naprawdę od tamtego momentu już mnie tam nie ma. Dojrzewanie i dorosłość przeżyłem poza domem rodzinnym, ale do Okonka zawsze wracam jako do wspomnienia lat dziecięcych.
Jako Salezjanie mamy to w DNA po księdzu Bosko. Od początku sport był w jego życiu jednym z elementów wychowawczych. On sam był bardzo wysportowany. Zachęcał do tego innych, a potem w oratoriach i szkołach salezjańskich zawsze boisko tętniło życiem. Tam gdzie jest żywe boisko, diabeł jest martwy. Ksiądz Bosko najpierw z nimi grał, rozmawiał, a przy okazji katechizował. Trzeba kształtować nie tylko umiejętności fizyczne młodego człowieka, ale także duchowo go rozwijać.
Reklama
Młodzież zawsze jest ta sama. Zmieniają się akcenty, które w danej epoce kształtują młodzież. Był romantyzm, pozytywizm, Młoda Polska, teraz mamy inne czasy. Jak zaczynałem pracować, to młodzież nie miała tabletów, telefonów komórkowych. Człowiek żył w realu. Ja do tej pory nie mam facebook’a. Mam telefon do moich podopiecznych, ale dzwonię i mówię, że chcę się z nimi spotkać w realu. Młody człowiek musi spotkać bezpośrednio drugiego człowieka i to jest zadanie nasze, żeby im to umożliwić, m.in. przez sport, który młodzież lubi, ale dzisiaj, w erze internetu, trzeba ją odrywać od wirtualnego spędzania czasu. To jest dobro, które ma też w sobie dużo złego i jeśli ktoś nie potrafi z tego korzystać, to łatwo może w to wsiąknąć. Trzeba dać im też okazję do mówienia. Dzisiaj mało jest bezpośrednich rozmów z drugim człowiekiem. Człowiek potrzebuje wypowiedzieć to co czuje, nie tylko określić to sms-owym skrótem. Człowiek potrzebuje czyjegoś wsparcia, czuć, że ktoś go kocha, interesuje się nim. Dlatego zachęcam do realu, a takim realem jest też sport. Idą mistrzostwa świata, to jest żywa piłka i okazja do tego, żeby być razem. Możemy się spotkać, pokrzyczeć, radować się lub smucić. Młodzież jest bardzo fajna, tylko czasami gubi się w tym świecie. Poza tym jest wiele osób, które chcą zarobić na ich ciekawości, seksualności, młodzieńczości. Młody człowiek potrzebuje więc wskazówek, żeby nie dać złapać się w sieć, którą zarzucają ci kierujący się wyłącznie perspektywą zysku, nie myśląc o odpowiedzialności za czyjś los.
Cieszę się, że moja praca jest doceniana. Wcześniej otrzymałem też Złoty Krzyż Zasługi od prezydenta Kwaśniewskiego, nagradzali mnie minister edukacji Krystyna Łybacka i premier Jerzy Buzek, zostałem honorowym człowiekiem roku Pomorza, wyróżniano mnie w Debrznie i Bydgoszczy. Byłem więc doceniany, ale zawsze podkreślam, że bez ludzi świeckich bym tego nie otrzymał. To były wspólne sukcesy. Choć często jestem inicjatorem, to zawsze staram się tak postępować, żeby zgromadzić wokół siebie ludzi, którzy mają jakąś pasję. Rozbudzam ją jeszcze bardziej i staram się zrobić tak, żeby, gdy odejdę, to dzieło trwało. Ksiądz jest tym, który ma ukierunkować, pokazać pewne rzeczy, ale trzeba sprawić, żeby ludzie przywiązywali się do dzieła, a nie księdza, który prędzej czy później odejdzie.
Reklama
Swego czasu grałem w piłkę, co przypłaciłem złamaniem nogi. Dzisiaj jestem już po różnych kontuzjach, więc moja aktywność jest ograniczona.
Mamy wielu dobrych zawodników, ale to będzie wielka loteria. Oprócz talentu i chęci trzeba mieć szczęście. Musimy wykazać się ogromnym zapałem i do końca walczyć, tak jak często robi to reprezentacja Niemiec. Do końca walczą i tym sposobem często wygrywali. Oczywiście każdy życzy naszym jak najlepiej, ale drużyny są bardzo mocne, więc naprawdę trudno przewidywać wyniki.
Reklama
Wszyscy mi mówili, że aktorem powinienem zostać. Nawet profesor ze szkoły średniej widział we mnie aktora. Występowałem w teatrze, zespołach, tańczyłem, śpiewałem, deklamowałem, byłem na różnych konkursach recytatorskich. To wszystko czego doświadczyłem jako młody człowiek pomogło mi i do tej pory pomaga w pracy duszpasterskiej. Uwielbiam wplatać w kazania wątki z literatury i sztuki.
Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Oczywiście że nie. Przecież diabeł tkwi w szczegółach.
Oczywiście że nie. Przecież diabeł tkwi w szczegółach.