Mam całkiem bogate CV, byłam barmanką, kelnerką i dziennikarką. Za granicą rozkładałam towar na półkach marketów, później sama szkoliłam ludzi, a jeszcze później rzuciłam wszystko i wyjechałam w Bieszczady. Po powrocie zaczęła się prawdziwa przygoda życia, czyli praca ze zwierzętami. Jestem związana z tutejszym schroniskiem, pracuję też w lecznicy jako technik weterynarii. Intensywnie rozwijam się w tym kierunku, wkrótce szykują się różne kursy i szkolenia.
Na pewno pomaga odnaleźć siebie i doświadczyć wielu różnych rzeczy. Chwytałam się wszystkiego, śpiewania, grania na instrumentach, tańca, ale to dzięki temu „zapałowi” dowiedziałam się, na co mnie stać, do czego się nie nadaję i co tak naprawdę chciałabym robić. Być może i w tym przypadku przyjdzie kiedyś moment, że temat mi się „przeje” i że wyczerpie mi się zapas wyobraźni, ale póki co nie ma takiej możliwości. Przypuszczam, że moje zainteresowania z czasem będą ewoluować w stronę jubilerstwa, bo marzy mi się praca z metalem.
Reklama
Przez pół roku w Bieszczadach pracowałam, żyłam, zwiedzałam, cieszyłam się naturą, kąpałam się w rzece i szukałam inspiracji. Tam jest całkiem inne życie, czas płynie wolniej i tak nie goni. W wiosce, w której pracowałam była taka dzielnica rękodzielników, gdzie lokalni twórcy pokazywali swoje rzeźby. Chyba właśnie tam upewniłam się, że sama chciałabym mieć małą galeryjkę i dłubać na werandzie swoją biżuterię. Wcześniej robiłam coś z koralików, coś tam na rzemyk założyłam, coś przeplotłam. Taki typowy handmade, ale wtedy postanowiłam, że to właśnie będzie mój sposób na życie.
Jako dziecko nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Nigdy nie lubiłam się nudzić i tak jest zresztą do dzisiaj. Jeżeli nawet siadam sobie z książką i odpoczywam, to już za chwilę może się okazać, że robię szalik na drutach, układam puzzle albo szukam sobie jeszcze czegoś innego. Po prostu muszę coś robić. Takiego podejścia nauczyły mnie babcia i mama, które też są kobietami czynu.
Reklama
Perfekcyjny melancholik... z zapędami cholerycznymi, czyli chyba „najgorszy” typ człowieka. Niby wchodzi na swój szczyt, cieszy się z tego co ma, ale, widząc już następny przed sobą, chciałby więcej. Lubię efekt. Kiedy poświęcam czemuś czas i robię to od „A” do „Z”, to lubię w końcu zobaczyć efekt. Chodzi o takie wewnętrzne spełnienie, nie mówiąc już o tym, że komuś też się to podoba i chce to nosić, co jeszcze dodatkowo łechcze moje ego. Jestem wymagająca dla innych, ale koniec końców wiem, że motywuję ich w ten sposób do pozytywnych zmian. Wydaję się towarzyska, ale jestem raczej osobą zamkniętą w sobie, może stąd to zamiłowanie do zwierząt i wyrobu biżuterii.
Magiczna i praktyczna, skromna i z klasą. Kocham naturę i las. Kiedy wchodzę do lasu znika chaos, urywa się szum miasta. Lubię przytulać się do drzew, dotykać ich, leżeć pod nimi. Każdą wolną chwilę chciałabym spędzać otoczona ciszą i spokojem lasu. Moja leśna biżuteria daje mi małą namiastkę tego uczucia w każdej chwili, niezależnie od tego gdzie jestem, będąc jednocześnie wyrazem mojego szacunku do natury i przyrody. Chciałabym w ten sposób nakłaniać innych do powrotu do korzeni, do tego, żebyśmy nie pędzili tak cały czas przed siebie, żebyśmy czasem pozwalali sobie na mały skręt w bok.
Reklama
Kiedyś chciałam uciec ze Złotowa, ale ostatecznie go pokochałam. Wcześniej byłam tu niespokojna, czegoś ciągle mi brakowało. Uciekłam, ale wróciłam mądrzejsza. Zapuściłam korzenie i to tu rozwijam swoją koronę. Nawet jeśli wyjadę ze Złotowa na dłużej, to wiem, że na pewno tu wrócę.

Biżuteria magiczna i praktyczna zarazem
Znalazłam sobie małą pracownię i na własną rękę przez dobre kilka miesięcy zgłębiałam tajemnice żywicy. Poza podstawową „instrukcją obsługi” niewiele jest dostępnych informacji, jak zabrać się do tworzenia tego typu biżuterii. Wobec braku wskazówek wiele rzeczy na początku musiałam robić po swojemu. Zanim powstał mój pierwszy naszyjnik metodą prób i błędów zużyłam kilka kilogramów żywicy. Najważniejsze jest dla mnie to, że mój wysiłek się opłacił, a efekty mogę zawdzięczać właściwie tylko sobie samej.
Reklama
Wielkie zrozumienie i pomoc okazuje mi również mój partner, który od początku wspierał mnie w całym tym pomyśle. Mogę też liczyć na przyjaciół, którzy na dobre i na złe trzymają za mnie kciuki. Mój przyjaciel Mateusz Kowalewski, który jest świetnym grafikiem i ma głowę do wymyślania ciekawych nazw jest odpowiedzialny za powstanie nazwy i obecnego logo mojej marki.
Mchu szukam w tutejszych lasach. Jego fragmenty umieszczone w stosownych formach przez kilka dni zastygają w żywicy. Potem jest szlifowanie, polerowanie, nadanie ostatecznego kształtu i osadzenie w łańcuszku, rzemykach lub sznurkach. Elementy metalowe dostaję już gotowe. I to właściwie wszystko. Jedna błyskotka potrafi mi zabrać do tygodnia czasu. Mogę pracować jedynie popołudniami, do dyspozycji mam zaledwie trzy, cztery godziny dziennie.
Reklama
To, że markę APPA firmować będzie mech okazywało się stopniowo i bardzo naturalnie. Na początku był to bursztyn, potem zatapiałam w żywicy kwiaty czy korę, zawsze coś związanego z naturą. W podjęciu takiej decyzji pomógł mi odzew ludzi i potencjalnych klientów, którzy utwierdzili mnie w przekonaniu, że idę we właściwym kierunku.
O taką pamiątkę poprosiła mnie koleżanka. Na początku nie byłam przekonana do tego pomysłu, to było kosmiczne przeżycie. Chodziło przecież o kobiecy skarb, a ja zwyczajnie się bałam, że coś może pójść nie tak. Wszystko się udało, a fragment pępowiny nawet przypomina trochę korę.
Reklama
Oczywiście. Jestem otwarta na wszelkie sugestie, wiele pomysłów klientek wykorzystuję potem w swoich pracach. Jeśli tylko widzę szansę od strony technicznej, z chęcią podejmuję się takich wyzwań. Śledzę też trendy, staram się szukać inspiracji w sobie i na zewnątrz.

Markę APPA firmuje leśny mech
Oznacza to, że coś nie jest robione w sposób maszynowy, hurtowy, ale zależy od konkretnej osoby, od czasu, który ona na to poświęci i od serca, które w to włoży. Nawet jeśli APPA miałaby się nagle stać marką rozpoznawalną w całej Europie, to nie zamierzam być fabryką, tylko manufakturą. Muszę być pewna, że będę w stanie zagwarantować właściwą jakość. Do teraz, jak przygotowuję paczuszkę tysiąc razy się upewniam, że wszystko jest na swoim miejscu i z niecierpliwością wyczekuję na feedback od klientów. Jak ktoś długo nie odpisuje, to chodzę cała w nerwach i martwię się, że czegoś nie zrobiłam czy coś sknociłam.
Reklama
Głównie przez Instagram, Facebook i inne platformy, jak choćby sprzedażowa DaWanda. Cenię sobie kontakt z klientem i personalne, imienne podejście do każdego z osobna. Twórca i konsument mają w tym równaniu mieć takie same prawa. Takie obopólne poszanowanie nakręca mnie do tego, by dawać z siebie to, co mam najlepszego. Mogę tylko dodać, że wkrótce w Złotowie będzie możliwość stacjonarnych zakupów moich produktów i czasami będzie można mnie tam spotkać.
To projekt, który łączy wspólne doświadczenia kobiet, które postawiły na siebie, rozwijają siebie w biznesie i nie boją się wziąć spraw w swoje ręce. To dodatkowy sposób promocji i szansa na zdobycie ciekawych znajomości oraz przydatnej wiedzy. Cieszę się, że to wszystko tak fajnie się rozwija i jestem dumna ze swoich własnych postępów. Co ważne, nie ciąży na mnie żadna presja czasu.
Reklama
Czasem po prostu muszę zaangażować się w coś, co mnie w jakiś szczególny sposób dotyka. Tak było ze zbiórką na rzecz gospodarstwa w Borach Tucholskich, które ucierpiało wskutek nawałnicy, a wcześniej organizowało warsztaty rękodzielnicze. Moje błyskotki regularnie trafiają też na aukcje organizowane dla zwierząt ze schronisk. Jedną z nich będzie można nabyć w zbiórce na rzecz bezdomnych kotów ze Złotowa, którą organizuje niebawem Stowarzyszenie Mammals. Gorąco polecam!
Rozmawiał Leszek Chełmowski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
czas zaczac zbierać kamienie obok domu i rozkręcić biznes...
Ale dzienki umjejentnosci pisania nie trafi do gazety
musisz...ale nauczyć się pisać
hyba musze zaczonc robic zamki z piazku. morze bende w gazecie...
Gratuluję pomysłu i determinacji!
Faktycznie po zalogowaniu można wykupić. U mnie działa
Proszę się najpierw zalogować, a później kliknąć prośbę o wykupienie subskrypcji
Wykup subskrypcji nie działa.
czas zaczac zbierać kamienie obok domu i rozkręcić biznes...
Ale dzienki umjejentnosci pisania nie trafi do gazety
musisz...ale nauczyć się pisać