Rozstajemy się częściej, chętniej i szybciej. Z jakich powodów? - Często błahych – zauważają prawnicy. Zwłaszcza młodzi ludzie nie podejmują walki o przetrwanie małżeństw
– Biorę rozwód, ale muszę poczekać kilka miesięcy na termin rozprawy, takie jest obłożenie w sądzie – usłyszeliśmy od jednego z mieszkańców powiatu. Rzeczywiście aż tak to wygląda?
– Zdarza się, że od chwili złożenia pozwu rozwodowego do daty wyznaczenia pierwszej rozprawy mijają trzy tygodnie. Ale są okresy, kiedy oczekiwanie do rozprawy się wydłuża. Nawet do kilku miesięcy – mecenas Jarosław Grochowski potwierdza, że złożenie pozwu w obecnym okresie, a więc na przełomie maja i czerwca, może skutkować pierwszą rozprawą np. we wrześniu. Wynika to z tego, że w lipcu i sierpniu jest sezon urlopowy w sądach.

Jarosław Grochowski kancelarię radcy prawnego prowadzi od lutego 2015 roku, jednak w branży pracuje znacznie dłużej.
– Łącznie to dwanaście lat, jeśli liczyć od okresu, kiedy jeszcze jako młody chłopak w szkole średniej pomagałem w prowadzeniu kancelarii mojej mamie, która również była radcą prawnym. Od 2007 roku pracowałem już w jednej ze złotowskich kancelarii jako aplikant radcowski.
Jakie ma spostrzeżenia w kwestii rozwodów?
– U mnie tych spraw jest bardzo dużo i coraz więcej – mówi nie tylko o funkcjonowaniu kancelarii, ale także o współpracy, obecnie z powiatem, na świadczenie pomocy w ramach nieodpłatnej pomocy prawnej, jak i występowaniu w sprawach jako pełnomocnik substytucyjny.
– To nie jest już nawet wzrost liczby spraw rozwodowych czy tematów okołorozwodowych z roku na rok, ale z miesiąca na miesiąc. Często bywam w sądzie w Pile [tutaj zapada większość takich wyroków dla mieszkańców powiatu złotowskiego – red.]. Są tam trzy sale rozpraw, z reguły zwykle w co najmniej dwóch z nich są rozpoznawane sprawy o rozwód. Średnio na wokandzie jest około pięciu takich spraw dziennie na jednej z sal rozpraw – stwierdza.
Podobne spostrzeżenia ma mecenas Michał Pacholik.
– Nie mam w branży doświadczenia kilku dekad, więc ta perspektywa nie jest wieloletnia, ale nawet na podstawie kilku lat widać, że tych spraw jest więcej. Tendencja zdecydowanie jest taka, że od pewnego czasu dużo prościej przychodzi nam decyzja, żeby się rozstać. Żyje się szybciej, trochę łatwiej, jako społeczeństwo mamy nieco więcej pieniędzy i trend jest taki, żeby życie organizować sobie na nowo – uważa.
– Rozwodów rzeczywiście jest bardzo dużo – potwierdza Wiesława Kaźmierczak–Barabasz, adwokat z kilkunastoletnim doświadczeniem w zawodzie.
Z jeszcze szerszej perspektywy zjawisko ocenia Stanisław Godlewski.
– Kiedyś mężowie też pili, bili, ale kobiety się nie rozwodziły. Obecnie nie ma ostracyzmu, presji społecznej. Celebryci żenią się po cztery razy, ludzie żyją w związkach partnerskich, mamy inne podejście do tych spraw. Ludzie zdają sobie sprawę, że nie muszą żyć w beznadziejnych związkach.
Jakie są przyczyny rozwodów?
– Przemoc, związki z innymi osobami, całkowite niedopasowanie małżonków, również emocjonalne. Coraz częściej ludzie nie znajdują kompromisu, bo małżeństwo to przecież kompromis. Znam takich, gdzie nie było problemów, żyło się dobrze, ale którym zwyczajnie nie chciało się ze sobą gadać, nie mieli wspólnych tematów, prowadzili w większości swoje życie i tak wszystko się wypaliło – mówi Stanisław Godlewski.

- Kiedyś mężowie też pili, bili, ale kobiety się nie rozwodziły. Obecnie nie ma ostracyzmu, presji społecznej - porównuje Stanisław Godlewski
– Nałogi, nawet uzależnienie od internetu, gier, nie tylko alkoholu czy narkotyków. Jeżeli wracasz do domu i siedzisz przy komputerze czy konsoli sześć godzin, trudno, żebyś zbudował dobre relacje z żoną czy dziećmi – do listy przyczyn dodaje Michał Pacholik.
– Oczywiście, że przyczyną są agresje, konflikty charakterów, zdrady, kwestie finansowe, gdy padają zarzuty małych zarobków czy zbyt niskiego standardu życia. Z własnej obserwacji mogę jednak powiedzieć, że na pierwszych miejscach wśród powodów rozstań zaczyna być łatwy dostęp do nowych znajomości za pośrednictwem internetu, w tym do mediów społecznościowych, które sprzyjają łatwości nawiązywania kontaktów. Jest to przyczyną zdrad małżeńskich. Coraz częściej w tego typu sprawach przewija się kwestia wystawianych przez panie zdjęć, bo to głównie ich jednak dotyczy. Czasami zdjęć wyzywających, w określonych pozach, co też może powodować, że ta rzesza odbiorców jest większa. No i się zaczyna. Wystarczy polajkować zdjęcie, dochodzi do pisemnej zaczepki, zostaje nawiązany kontakt, pada propozycja spotkania i tak dalej – ocenia Jarosław Grochowski.
Media społecznościowe to jednak domena młodszych pokoleń. Wiesława Kaźmierczak–Barabasz również uważa, że właśnie wśród nich zwiększa się liczba rozwodów.
– Starsze małżeństwa również decydują się na rozstanie, ale znacznie rzadziej. Przyczyną jest wypalenie związku – porównuje.
– W przypadku naszego powiatu jest jeszcze jedna przyczyna: zarobkowa emigracja. Ludzie najzwyczajniej w świecie się od siebie odzwyczajają, bo długotrwała rozłąka powoduje, że nie ma już między nimi tych motyli, które były wcześniej. Nawet gdy mąż wraca do domu po dłuższej nieobecności, jak najszybciej chce wrócić do pracy zagranicę, żeby po prostu mieć spokój. Zwłaszcza, gdy tam kogoś poznaje i nagle okazuje się, że z tą drugą osobą ma więcej tematów niż ze współmałżonkiem. Z powodu odległości wygasają więzi. Pozostają wprawdzie ekonomiczne, ale je łatwo osłabić – podkreśla Stanisław Godlewski.
– Dlatego małżeństwa się rozpadają. Niestety, większe pieniądze powodują, że pojawiają się inne priorytety – dodaje Wiesława Kaźmierczak–Barabasz.
– Kwestie ekonomiczne mają istotne znaczenie. Uważam, że program 500+ pomógł niektórym kobietom. Pomógł w tym sensie, że łatwiej jest im podjąć decyzję o rozstaniu. Kiedyś kobiety były finansowo bardziej uzależnione od mężczyzn. Szybsza i łatwiejsza perspektywa usamodzielnienia ułatwia podejmowanie takich decyzji – nie ma wątpliwości Michał Pacholik. Zgadza się z tym Stanisław Godlewski.
– Kiedyś kobiety nie tylko były bardziej uzależnione od mężczyzn, ale też funkcjonowała zasada: co ludzie powiedzą? Dzisiaj dla wielu nie ma to kompletnie żadnego znaczenia albo jest ono minimalne. Natomiast większe bezpieczeństwo ekonomiczne, szczególnie teraz, gdy socjalna strona życia została podniesiona, także wpływa na podejmowanie decyzji – mecenas zauważa, że jego klientkami najczęściej są kobiety w wieku 30–40 lat.
– Wynika to pewnie z tego, że wychodzą z założenia, iż jeśli mają podjąć decyzję, to lepiej teraz, gdy jest jeszcze łatwiejsza perspektywa ułożenia sobie życia z kimś innym – po latach w branży to kolejna z jego refleksji.
– Jest też druga grupa. Tych, którzy się rozstają i kwestie ekonomiczne nie mają tam znaczenia albo jest ono niewielkie. To te osoby, które rozstają się dlatego, że po prostu nie chcą ze sobą być – mówi Stanisław Godlewski.
– Sytuacje, w których dochodzi do znęcania, przemocy są coraz rzadziej spotykane wśród przyczyn rozwodów – ocenia Michał Pacholik. Ale, obok alkoholu, wciąż są oczywiście jednym z powodów rozstań.

- Uważam, że program 500+ pomógł niektórym kobietom. Pomógł w tym sensie, że łatwiej jest im podjąć decyzję o rozstaniu – ocenia Michał Pacholik
– Mąż był alkoholikiem. Mieli dwie nastoletnie córki. Kobieta powiedziała, że mąż jest dobry, pracowity, nawet ich nie tłukł, ale jego nałóg był już nie do zniesienia dla niej i córek. Miały marzenie, że gdyby umarł, zrobiłyby mu piękny grób i by o niego dbały. Aby tylko go już nie było. To była kobieta w wieku około czterdziestu lat – wspomina Stanisław Godlewski. Doświadczył też odmiennej historii.
– Mąż był alkoholikiem, ale w końcu przestał pić. I wtedy się rozstali. Kobieta przez lata żyła tym, że miała poczucie misji. Sprzątała jego rzygowiny, walczyła o niego. Nagle, kiedy okazało się, że walki nie ma, sięgnęła pamięcią w przeszłość i obrazy, które pozostały sprawiły, że od niego odeszła.
To smutne, dramatyczne historie. Nie wszystkie są takie. Współcześnie powód rozstania może być, przynajmniej patrząc na to z boku, niewiele znaczący. Z jakich przyczyn najczęściej dochodzi obecnie do rozwodów, zdaniem Wiesławy Kaźmierczak–Barabasz?
– Właśnie błahych – nie ma wątpliwości adwokat.
– Przychodzi powódka i mówi: bo mąż pije dwa piwa dziennie i potem siada do komputera. To jest przykładowy powód do rozwodu – zaznacza, że w tym przypadku absolutnie nie chodzi o sytuację, kiedy mężczyzna czyni to latami.
– Ludzie zawierają związki w bardzo młodym wieku. Działają spontanicznie, a później nie wytrzymują trosk dnia codziennego. Przychodzą dzieci i strony nie dają rady podołać zadaniom. Uważam, że obecnie młodzi ludzie coraz częściej są niedojrzali do zawierania małżeństw – uważa adwokat.
– Zdarza się, że pojawia się ciąża, która jest powodem zawarcia związku, a gdy dziecko jest odchowane, ma kilkanaście lat, wtedy zapada decyzja o rozstaniu – dodaje Michał Pacholik.
Przyczyny bywają też… nietypowe. Stanisław Godlewski:
– Para się pobrała, gdy małżonkowie byli w wieku około siedemdziesięciu lat. Po trzech latach mąż wniósł o rozwód z powodu zdrady. Na sali rozpraw sędzia pyta, czy ma na nią dowody. Ten oznajmia, że tak, po czym wykłada zwiniętą gazetę. W środku był... wibrator.
– Po dwóch, trzech latach małżeństwa. Miałam też parę, która rozwiodła się po roku od zawarcia związku – Wiesława Kaźmierczak–Barabasz mówi o małżeńskich stażach tych, którzy pojawiają się w jej kancelarii z decyzją o rozwodzie.
– Sąd orzeka rozwód, gdy stwierdzi trwały i zupełny rozkład pożycia małżeńskiego. Dlatego sąd pyta podczas rozprawy o pożycie seksualne, więź ekonomiczną i uczuciową. Jeśli sąd to stwierdzi, a strony nie chcą być ze sobą, generalnie nie ma żadnego problemu z rozwodami, rozstrzygnięcie zapada bardzo szybko – mówi Stanisław Godlewski. Michał Pacholik i Jarosław Grochowski przyznają, że coraz częściej sprawy rozwodowe kończą się na jednej – dwóch rozprawach.
– Strony coraz rzadziej walczą o siebie – uważa Wiesława Kaźmierczak–Barabasz.
– Rekord, bo rozprawy są nagrywane, więc widzę, jak to wygląda, to było trzynaście minut – podaje przykład Stanisław Godlewski.
– Rzeczywiście jest tendencja ku temu, żeby wziąć rozwód bez orzekania winy, nie rozstrzygać jej i rozstać się nawet na pierwszej rozprawie. Najszybszy rozwód, jaki prowadziłem, dotyczył małżeństwa z zaledwie trzymiesięcznym stażem – Jarosław Grochowski opisuje, że przed zawarciem związku narodziło się dziecko, najpierw młodzi zamieszkali u rodziców jednego, później drugiego, na trzeci miesiąc wynajęli mieszkanie, a gdy skończyły się pieniądze, zapadła decyzja o rozstaniu.

- Spraw rozwodowych przybywa wręcz z miesiąca na miesiąc - zauważa Jarosław Grochowski
– Rzadko mam do czynienia z rozwodami, które trwałyby dwa czy trzy lata, choć się zdarzają. Obecnie, kiedy zapada decyzja o rozwodzie, małżonkowie jak najszybciej chcą to mieć za sobą – porównuje mecenas Pacholik.
– Niekiedy dochodzi do przypadków, kiedy strony za wszelką cenę chcą udowodnić sobie winę. Dlatego zawsze staram się przekonywać klientów, do większości to raczej dociera, że skoro pobierali się w zgodzie, to w zgodzie powinni się też rozchodzić – podkreśla mecenas Grochowski.
Michał Pacholik:
– Z opowiadań wiem o sytuacji, kiedy na weselu państwo młodzi byli już zdecydowani na rozwód, ale nie zdążyli odwołać wesela. Odbyła się więc uroczystość, a krótko później się rozwiedli. Osobiście miałem też postępowanie, w którego trakcie klient, gdy trzeba było ustalić jego możliwości zarobkowe pod kątem alimentacyjnym, miał jeszcze do spłacenia kredyt za uroczystość weselną.
Coraz częstsze „szybkie” rozwody nie zmieniają faktu, że od chwili złożenia pozwu do rozstrzygnięcia standardowo trzeba czekać minimum kilka tygodni, najczęściej kilka miesięcy, do roku. Zdarzają się sytuacje, gdy sprawy toczą się latami (u mecenas Kaźmierczak–Barabasz nawet sześć lat), ale to coraz rzadsze przypadki. Sporne rzeczy najczęściej wynikają z uporu przy udowadnianiu winy małżonkowi i z kwestii dotyczących dzieci, które są, jeśli nie jedynymi, to na pewno największymi ofiarami rozwodów.
– Niestety, rozstający się rodzice czasami rozgrywają konflikt dziećmi – zauważa Wiesława Kaźmierczak–Barabasz. Potwierdza to Michał Pacholik. Z przykrością obserwuje sytuacje, gdy jedna ze stron stwierdza: dasz mi więcej alimentów, będziesz częściej widział dzieci.
– Dlatego zawsze zachęcam strony do polubownego rozstania, bo właśnie za sprawą dzieci, wcześniej czy później, strony nie tylko się spotkają, ale wręcz będą częściej się widywać, choćby przy okazji różnych uroczystości – podkreśla mecenas Grochowski. Wyciąganie brudów przed sądem nie sprzyja późniejszym wzajemnym stosunkom zarówno małżonków jak i ich rodzin – podkreśla mecenas Grochowski.
– Kodeks rodzinny wymaga, aby rozwód nie wpłynął negatywnie na małoletnie dzieci – Michał Pacholik przypomina o wymogu tego, aby sąd mógł orzec rozwód.
Czy adwokaci zachęcają klientów do rezygnacji z rozwodów?
– Osobiście z przykrością obserwuję to zjawisko i negatywnie je oceniam. Wartości, które kiedyś były silniejsze, poczucie odpowiedzialności za drugą osobę, dzisiaj mają niestety mniejsze znaczenie. Czy przysięga składana przed ołtarzem czy w urzędzie stanu cywilnego jest tak samo silna jak kiedyś? Mam dużo wątpliwości. Kiedy ktoś poznaje dzisiaj drugą osobę, małżonek i dzieci są niestety mniej ważni. Niemniej absolutnie nie wnikam w te kwestie. Inna sprawa, że przynajmniej jak dotychczas, trafiały do mnie osoby raczej zdecydowane. Jeżeli natomiast widzę, że decyzja nie została podjęta, absolutnie nie zachęcam. Pozostawiam to decyzji klientów – mówi Michał Pacholik.
– Zadaję tylko pytania. Odpowiedzi, jakich udziela klient powodują, że sam najlepiej wie, co robić – opisuje Stanisław Godlewski.

Wiesława Kaźmierczak-Barabasz ze smutkiem konstatuje, że ludzie coraz mniej walczą o swoje związki
– Nie namawiam do rozwodów. Jeśli są podstawy, żeby małżeństwo ratować, próbuję, zachęcam. Czasami się udaje. Miałam przypadki, że klientka wnosiła sprawę rozwodową, przychodziliśmy już na salę rozpraw i małżonkowie się wycofywali – Wiesława Kaźmierczak–Barabsz zauważa, że niejednokrotnie pary zdają egzamin, po czasie okazują się dobrymi małżeństwami.
– Choć oczywiście te powroty nie zawsze się udają. Są tacy, którzy wycofują pozew, ale po dwóch–trzech latach dochodzą do wniosku, że to jednak nie działa – nasi rozmówcy słyszeli albo doświadczali przypadków, gdzie doszło do rozwodu, ale para ponownie się zeszła. Już na partnerskich warunkach.
Inny wniosek?
– Wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji, gdzie na rozprawie rozwodowej to mężczyzna się rozpłakał, a nie kobieta. Gdy ona podejmuje decyzję o rozstaniu, raczej zamyka za sobą drzwi i nie wraca do tematu. Mężczyźni często do końca wierzą, że może jednak będzie dobrze. Nawet na sądowym korytarzu to oni próbują podejść, zachęcać, mówią o daniu szansy – spostrzega Jarosław Grochowski.
Większość wyroków w sprawach o rozwody dla mieszkańców powiatu zapada w zamiejscowym IX Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego w Poznaniu z siedzibą w Pile. W sądowym systemie danych nie ma możliwości wyodrębnienia statystyk wyłącznie dla naszego powiatu. Ogólna liczba rozstrzyganych przez poznański sąd spraw rozwodowych, na przestrzeni ostatnich kilku lat (2012–2018) pozostaje zbliżoną – kształtuje się na poziomie sześciu tysięcy rocznie. Rzecznik prasowy ds. cywilnych, sędzia sądu okręgowego ma na sprawę inne spojrzenie niż mecenasi, z którymi rozmawialiśmy.
– Ludzie zaczynają chodzić do pełnomocników, zamiast sami iść do sądu. Stąd u adwokatów może być wrażenie, że tych spraw przybywa. Kiedyś ludzie przychodzili do sądu bez adwokatów. Orzekam od 2003 roku, więc mam dość szeroką perspektywę. Uważam, że rozwody robią się coraz bardziej skomplikowane i czasochłonne, choć sprawy o rozwód merytorycznie są tak naprawdę proste. Komplikują je strony i właśnie pełnomocnicy. Ale nie pod kątem prawnym, bo tego nie da się skomplikować, tylko pod względem roszczeniowym i idącą za tym biurokracją. Kiedyś, gdy wzywałam świadków w sprawie rozwodowej, było ich czterech na godzinę. Teraz? Godzina może nie wystarczyć na jednego. Wszystko stało się sporne. Strony walczą jak lwy nie wiadomo o co. Robią innym na złość i dają żyć pełnomocnikom. Nie myślą o tym, że to jest ich życie, ich sprawy, ich emocje, a przede wszystkim ich dzieci – wyraża pogląd z perspektywy Poznania.
Mecenasi, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że sprawy dotyczące mieszkańców powiatu toczą się nie tylko w pilskim wydziale poznańskiego sądu.
– Niejednokrotnie jeżdżę do Słupska czy Koszalina. O tym, gdzie toczy się rozprawa decyduje ostatnie miejsce zamieszkania, a nie to, gdzie zawierało się związek – wyjaśnia Wiesława Kaźmierczak–Barabasz.
– Poza tym trzeba na to spojrzeć z innej perspektywy. Nie tylko ostatnich lat, ale przynajmniej kilkunastu. Należy również uwzględnić fakt, że coraz więcej osób decyduje się na życie w partnerskich związkach i nie zawierają związków małżeńskich. Więc ta relacja liczby rozwodów do ilości zawieranych małżeństw procentowo też będzie wyglądać inaczej, zwłaszcza oceniając z wieloletniej perspektywy – uważa mecenas Godlewski.
– Kiedy dzisiaj wejdziemy do grupy przedszkolnej czy klasy w szkole okazuje się, że 1/3 dzieci jest ze związków partnerskich albo małżeństw rozwiedzionych – szacuje adwokat.
Dane Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają złudzeń. Na przestrzeni lat 1999–2017 liczba rozwodów w powiecie złotowskim wzrosła. W kolejnych latach wynosiła: 69, 83, 82, 81, 92, 87, 107, 163 – rekordowy 2006 rok, 120, 138, 117, 115, 104, 115, 106, 135, 100, 135, 135.
W jakim zmierza to kierunku?
– W złym – nie ma wątpliwości Wiesława Kaźmierczak–Barabasz.
– Kiedyś te małżeństwa były i kościelne, i cywilne. I kiedyś to była określona wartość. To było ważne, a rozwód to była trudna decyzja. Teraz wziąć rozwód… – pstryka palcami.
– Nie wiem, czy tej młodzieży nie przekazano pewnych wartości? – choć adwokat ma świadomość, że to bardziej złożony, społeczny problem.
– Każdy jest zabiegany, wielu bardzo dużo pracuje, mało poświęcamy czasu dzieciom. Nie przekazujemy im tylu wartości, ile kiedyś nam przekazywali rodzice. Tego, że pewne rzeczy są święte i trzeba je szanować. Szkoła czy tym bardziej Kościół również przestały być autorytetem. Dzieci w zasadzie same się wychowują. Nie ma skutku bez przyczyny – szuka ich m.in. w tych zjawiskach.
– Nie idzie to w dobrym kierunku. Ludzie nie potrafią wspólnie sprostać problemom dnia codziennego. Nie potrafią odnajdywać kompromisów w konfliktach, które są normalnością i rozwiązywać często błahych problemów. Z tego, co obserwuję obecnie, tego kompromisu pomiędzy małżonkami brakuje, dlatego sądzę, że spraw rozwodowych będzie coraz więcej – rokuje mecenas Grochowski.
Piotr Steffen
Artykuł ukazał się pierwotnie w Aktualnościach Lokalnych nr 23 (1073), 5 czerwca 2019 r.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!