Namawialiśmy Państwa do rozmów z dziadkami, sąsiadami i krewnymi o II Wojnie Światowej. Chcieliśmy, byście wysłuchali ich opowieści o wojnie, spisali je i przysłali na nasz konkurs. I oto mamy zwycięzców. Najciekawszą naszym zdaniem rozmowę z dziadkiem, autorstwa Eweliny Skrentnej z Krzywej Wsi, zamieszczamy poniżej. Historie wyróżnione, Małgorzaty Piątkowskiej z Okonka i Mariusza Szczepańskiego z Lipki, będziecie mogli Państwo przeczytać w najbliższych dniach na portalu zlotowskie.pl
Ewelina Skrentna Krzywa Wieś
Mój dziadek urodził się 14 grudnia 1929 roku. Obecnie jest na emeryturze. Mieszka wraz ze swoją żoną Heleną w Jastrowiu. Ma pięciu synów i jedną córkę oraz czternaścioro wnucząt i dwoje prawnucząt. Jest człowiekiem kochającym życie. Dziadek mimo swojego wieku wciąż ma wiele ciekawych pomysłów. Nie potrafi usiedzieć bezczynnie nawet pięciu minut. Uwielbia fotografować wszystko i wszystkich. Posiada wiele albumów, w których gromadzi swoje zdjęcia. Prowadzi rodzinną kronikę, w której opisuje ważne wydarzenia. Jakiś czas temu w „Aktualnościach Lokalnych” ukazywał się „Pamiętnik Autochtona”, którego autorem był dziadek.
Gdzie mieszkałeś przed wojną? Mieszkałem w Złotowie, który należał wtedy do Rzeszy Niemieckiej. Granica przebiegała gdzieś za Kujanem i Rudną.
Ile miałeś wtedy lat? Kiedy rozpoczęła się wojna miałem około 10 lat.
Gdzie uczęszczałeś do szkoły? Na terenie Rzeszy Niemieckiej chodziłem do szkoły niemieckiej. W 1945 skończyłem VII klasę szkoły podstawowej, a następnie w Pile ukończyłem jedną klasę niemieckiej szkoły średniej.
W jakim języku się porozumiewaliście? Byłem autochtonem, a wszystkie autochtońskie rodziny w tamtym czasie znały przede wszystkim język niemiecki. Przed rozpoczęciem wojny właściwie nie znałem języka polskiego. W domu mówiło się głównie po niemiecku. Nawet modliliśmy się w tym języku, bo w Złotowie był kościół ewangelicki. [[reklama]] Co wskazywało na to, że rozpocznie się wojna? Przede wszystkim potężna koncentracja wojsk niemieckich. Budowano ogromne obozy wojska niemieckiego. Obóz, z którego Niemcy bezpośrednio uderzali na Polskę znajdował się w Złotowie na ulicy Kujańskiej. Było to duże pole otoczone drutem kolczastym. Tam Niemcy przeprowadzali ćwiczenia. Spodziewano się również ataku ze strony Polski. Na początku wojny Złotów był bardzo spokojnym miastem i nic nie wskazywało na to, że Polacy mogliby atakować. Wojska niemieckie stacjonowały wszędzie. Robili legowiska w stodołach. Tam gromadzili broń i przygotowywali się do wojny. Za mostem kolejowym w Złotowie jest brama, za którą ustawiono działa przeciwpancerne, w razie gdyby polskie czołgi chciały atakować Złotów z kierunku Rudnej. Co naturalnie się nie stało. Ta koncentracja wojsk była jedyną oznaką, że dzieje się coś niewłaściwego. Ale ja, jako małe dziecko traktowałem to raczej jako zabawę.
Jak wyglądał atak 1 września 1939 roku? Wieczorem 1 września w chwili ataku potężne kompanie wojsk z orkiestrą szły na Polskę. Śpiewali. Ja, jako dziecko z moim 10-letnim kuzynem Jankiem Hoppe odprowadzaliśmy ich ze Złotowa aż do Świętej. Żołnierze trzymali nas za ręce. Odbył się potężny przelot sił powietrznych. Czołgi jechały w kierunku Świętej i koło Rudnej, przekraczały granicę niemiecką. [[nowa_strona]] Czy kogoś z rodziny zamknięto w obozie koncentracyjnym? Z mojej rodziny tylko syn mojego dziadka Ignacy Skrentny, za działalność z ZPwN, został zamknięty w obozie koncentracyjnym. Właściwie już w 1938 roku wylądował w Sachsenhausen koło Berlina. O swoich tragicznych przeżyciach i psychicznych torturach obozu koncentracyjnego mówił Ignacy jeszcze wiele lat po wojnie. Wraz z przekroczeniem obozowej bramy mój stryj znalazł się w nowej ponurej rzeczywistości pozbawiony rzeczy osobistych, ubrany w cienkie pasiaki i drewniane chodaki. Nie był już Ignacym Skrentnym, a jedynie numerem 1338. Przed „zakwaterowaniem” spisano jego dane, Gestapowiec zapytał o adres rodziny, aby było kogo powiadomić w przypadku rozstrzelania. Ciężkie pobicia więźniów łącznie z morderstwami były na porządku dziennym. Zanim otrzymał przydział do prac fizycznych Ignacy musiał najpierw przejść tzw. „zaprawę sportową” pod nadzorem SS-manów. Na te nieludzkie ćwiczenia składały się biegi, toczenie się po ziemi, żabie skoki z rękoma nad głową. Zamiast skórzanego obuwia nosili drewniaki co utrudniało wykonanie tych ruchów, a trwało to cały dzień. Codzienne roboty fizyczne głównie poniżały więźniów poprzez traktowanie ich jak bezmyślne maszyny. Jednego dnia kazano wozić taczkami piach na drugi koniec lasu, po to aby następnego dnia wozić go w poprzednie miejsce. Słynne też były niespodziewane apele poranne i wieczorne, podczas których więźniów bez ruchu trzymano godzinami na mrozie.
Oprócz tego nikogo z mojej rodziny nie prześladowano, ponieważ pozostali członkowie nie brali udziału w wielkim spisku przeciwko Rzeszy Niemieckiej. [[reklama]] Co się stało z resztą rodziny? Tu była taka dziwna dwoistość losu naszych ludzi. Na przykład mój stryj wylądował w obozie koncentracyjnym za wrogą działalność przeciwko III Rzeszy, a jego bracia wylądowali w Wehrmachcie, ale przecież mieliśmy obywatelstwo niemieckie. Ta dwoistość istoty i poglądów politycznych polegała na tym, że wszyscy moi stryjowie czuli się Polakami, ale ze względu na swoją przynależność do obywatelstwa niemieckiego musieli służyć w Wehrmachcie. Mój ojciec i wszyscy jego bracia również tam służyli i brali udział na froncie wschodnim w bitwie o Stalingrad. Johannes Skrentny, brat mojego ojca, tam właśnie zginął. Kto by przypuszczał, że zginie za wielką ideę Rzeszy Niemieckiej, bo przecież Niemców nastawiono bardzo wrogo do Polski i ich rzeczywistości. Polaków uważano za niższą, a Niemców za wyższą rasę.
Czułeś się bardziej Polakiem, czy Niemcem? Tu w Złotowie czuliśmy się przede wszystkim Niemcami. Złotów był właściwie miastem bardziej niemieckim, niż polskim. Polaków było tu niewielu, chyba, że kilku autochtonów.
Czy należałeś do jakiejś organizacji? Należałem do Hitler Jugend i Jung Volk. Była to faszystowska organizacja młodzieży niemieckiej. Ubrano nas w różnego rodzaju piękne mundury, uczestniczyliśmy w wspaniałych szkoleniach i mieliśmy swoje domy Jugend Heihm. Siedziba Hitler Jugend znajdowała się nad jeziorem Zaleskim w Złotowie. Była to potężna budowla.
Kto był Waszym nauczycielem? Ćwiczyli nas oficerowie wojsk niemieckich. Takim bezpośrednim przełożonym był Rudolf Schtemler –as lotnictwa niemieckiego. Byli to ludzie bardzo wysoko cenieni przez naród niemiecki i ludność złotowską. W czasie urlopów przed całą szkołą opowiadali o swoich wyczynach bojowych.
Oni kształtowali naszą osobowość. Naszymi nauczycielami byli również oficerowie SS. Oni naturalnie nigdy nie chwalili się tym, że byli zabójcami, a wojnę traktowali jako zło konieczne.
[[nowa_strona]] Czy wiedzieliście jak Niemcy traktują Polaków? My mieliśmy inaczej niż moi rówieśnicy w Polsce, albo w krajach podbitych, tam gdzie panowała nędza i głód, gdzie Niemcy prześladowali. O tym wszystkim właściwie dowiedziałem się po wojnie z radia, prasy i telewizji. O obozach żaden z autochtonów nigdy się nie dowiadywał. Zawsze uważaliśmy, że Niemcy są narodem bardzo szlachetnym i w tym duchu nas wychowywano. Uwielbialiśmy polityką wodza Niemiec, bo nam się tu bardzo dobrze powodziło. Moja pięcioosobowa rodzina przez cały okres wojny nigdy nie zaznała głodu. Czy spotkałeś kiedyś Adolfa Hitlera? Tak, to było w roku 1944. Wojna skłaniała się już chyba ku końcowi, ale Niemcy jeszcze wierzyli w to, że Hitler wygra wojnę. Wtedy cała nasza jednostka Hitler Jugend ze Złotowa pojechała do Berlina na wielką manifestację. Nocą przemaszerowałem przed Hitlerem. Ludzie wariacko wiwatowali na cześć swojego wodza. Hitler stał około 40-50 metrów ode mnie. Przebiegaliśmy pod jego trybunami w otoczeniu generacji niemieckiej. Hitler pozdrawiał. Wygłosił potężną mowę do narodu niemieckiego. Oni zatruwali jadem, nienawiścią wszystko, co było antygermańskie, a przede wszystkim nienawidzili Żydów. Dziwiłem się, że Hitler jest w stanie otumanić 38 milionów Niemców, 99% z nich wierzyło w słuszność i zwycięstwo Hitlera. Tak właśnie wyglądało moje spotkanie z Hitlerem.
[[reklama]]
Czy walczyłeś z bronią w ręku? Właściwie bezpośrednio nie walczyłem. W 1945 roku, kiedy wojska polskie i wojska niemieckie nacierały na Piłę, wszystkich młodzieżowców wysłano na linię frontu koło Berlina. Staliśmy w okopach jakieś 3-4 dni, a później wszystkie dzieci zabrano do domów. Brałem udział w ataku lotnictwa angielskiego na Piłę. To był straszny dzień. Bombardowano zakłady, w których pracowałem. Anglicy rzucali na te tereny bomby fosforowe, które przy rozpryskaniu paliły wszystko, co spotkały na swojej drodze.
Jak wyglądało Twoje życie po wojnie? Moje życie po wojnie było okropne. Jeśli na przykład Polacy, na wschodzie, cieszyli się wyzwoleniem i zakończeniem wojny, to moja rodzina i autochtoni nie czuliśmy się zwycięzcami, to nie było zwycięstwo nad faszyzmem. Czuliśmy się jak niewolnicy, jak ludzie, którzy zostali okupowani przez wojska polskie i radzieckie. Polacy i radzieccy żołnierze robili wszystko, aby odrzucić od siebie całe moje pokolenie autochtonów złotowskich. Nie czuliśmy żadnej sympatii do wojsk polskich i radzieckich. Traktowaliśmy je nie jako wojska wyzwoleńcze, tylko jako wojska okupacyjne. Uczyniono nam niestety wiele krzywdy. Moją matkę zgwałcono na oczach całej rodziny. Mojego stryja Janka Hoppe zamęczono w komendanturze wojennej. Moją ciotkę Annę Hoppe zarażono syfilisem i zmarła w wielkich mękach. Wielu naszych ziomków traktowano w bestialski sposób, jak zwyczajnych przestępców, a przecież my nie robiliśmy nikomu krzywdy. Autochton dla wojsk polskich był Niemcem. W lutym 1945 roku komendantura polska zrobiła nagonkę na autochtonów. Zgarnięto nas, około 1000 osób, do dzisiejszego Starostwa. Tam nas więziono i traktowano jak niewolników niemieckich. Pod kontrolą silnie uzbrojonych wojsk polskich przeprowadzono nas do obozu koncentracyjnego w Pile. Czyli byłem więźniem obozu koncentracyjnego, który Polacy urządzili dla Niemców, na tych terenach niby wyzwolonych. W samym obozie działy się okropne sceny. Mojego przyjaciela, 14-letniego chłopca, zastrzelono dlatego, że miał przy sobie nóż do czyszczenia paznokci. Wielu ludzi zastrzelono na oczach całego obozu. Niektórzy umierali w nocy ze strachu. Podczas pobytu w obozie musieliśmy pracować przy sprzątaniu tych bomb, które nie eksplodowały. To była bardzo niebezpieczna praca. Ale jako niewolnicy niemieccy nie mogliśmy pozwolić sobie na żaden opór. W maju czy w czerwcu 1945 roku 5-6 tysięcy osób z obozu wywieziono do kopalń na Śląsk, gdzie pracowali przez pół roku. Nikt z tych ludzi nie powrócił po wojnie do swoich rodzin. Dla nas ten okres był tragiczny. Wielu moich przyjaciół Polacy zastrzelili tylko dlatego, że byli ranni. Polacy zabijali swoich chlebodawców, u których pracowali. Tak zabito moich kolegów, tylko dlatego, że to była chęć odwetu, albo zwyczajna radość z zabijania. My nigdy nie czuliśmy sympatii do tych Polaków. [[nowa_strona]] Czy uważasz, że obecne pokolenie młodzieży odczuwa we właściwy sposób groźne następstwa II Wojny Światowej? Na ten temat nie mam wyrobionego zdania. Ostatnio np. pan burmistrz Wojtiuk zorganizował w naszym mieście bardzo ciekawy Piknik Militarny. I tak np. w letnim kinie wyświetlony został film zrealizowany na podstawie sztuki Leona Kruczkowskiego „ Pierwszy dzień wolności”, ponieważ z tą postacią dramaturga i pisarza, który jako żołnierz więziony był w pobliskim oflagu Gross Born związana jest najnowsza historia Jastrowia. Młodszym czytelnikom warto przypomnieć, że sztuka i film powstała na podstawie zdarzeń, które miały miejsce w Jastrowiu. Oczywiście było wiele innych atrakcji m.in. inscenizacja walk o Jastrowie w wykonaniu grup rekonstrukcyjnych. Była wystawa pojazdów militarnych z możliwością przejażdżki, były również stoiska handlowe z militariami i liczne konkursy dla dorosłych i dzieci, która sprawdzała się w szczekaniu z broni pneumatycznej.
Pomyślano, że może warto stworzyć taką szansę by społeczność nawet w formie rozrywkowej mogło się zapoznać z historią II Wojny Światowej. Na początku źle mi się kojarzyła taka impreza- ze śmiercią wielu żołnierzy, uważałem bowiem, że to jest szarganie świętości. Kiedy jednak osobiście uczestniczyłem w tym wielkim festynie, przyglądając się tym rozrywkom widziałem, że Jastrowianie chyba po raz pierwszy od wielu lat tłumnie uczestniczyli w powyższej imprezie i przy okazji świetnie się bawili. Organizatorzy przy okazji wywołali całkowicie nowe spojrzenie na tragiczne losy ostatniej wojny światowej. Jestem również przekonany, że taka ocena będzie w przyszłości tematem intensywnych badań historycznych naukowców, ponieważ każde pokolenie na swój sposób komentuje wydarzenia tamtych lat.
[[reklama]]
Czy po tak drastycznych przeżyciach dziś możesz powiedzieć że jesteś spełnionym i szczęśliwym człowiekiem? Prawda historyczna o zbrodniach hitlerowskich na wschodzie i nie tylko tam dotarła do mojego germańskiego mózgu długo po zakończeniu wojny. Gdybym znał ją wcześniej, nie zdziwiła by mnie tak boleśnie żądza odwetu tuż po zajęciu terenów złotowskich przez żołnierzy polsko - radzieckich. Mój osąd tych „czynów” byłby bardziej obiektywny, ale czy zbrodnia jako taka, niezależnie od tego przez kogo dokonana, może być liberalnie traktowana? Niestety opisane przeze mnie bestialstwa ze strony Polaków i Sowietów nie są sprawiedliwie osądzone. Mało tego, polscy historycy też jakby nabrali wody w usta, jaka jest różnica między Katyniem, a zachodem Polski, skąd przepędzono miliony Niemców, zgwałcono w tym czasie setki młodych dziewcząt niemieckich, zamordowano wielu Niemców, katowano starców i kobiety. Osobiście mogę opisać wiele takich wypadków. Wszystko o czym piszę, jest oparte o tragiczne fakty historyczne i osobiste przeżycia. Dlaczego więc rozpamiętuję te mroczne nawet dla mnie zakamarki tak odległych przecież wydarzeń? Po trochę dlatego, by w taki właśnie sposób podziękować swoim wspaniałym przodkom, babciom i dziadkom, rodzicom, siostrom i bratu za pomoc w rozumieniu samego siebie. Wnikanie w zakamarki własnej duszy pomaga niekiedy w prowadzeniu ładu i rozsądku pomiędzy chciejstwem stale nienasyconym ciałem ludzkim i moralnym wyborem właściwej drogi życia! Po co moi wnukowie i wnuczki mają błądzić w obłokach, by twardo lądować, kiedy niechciane eksperymenty dziadka choć w pewnej mierze złagodzą to lądowanie lub wstrząsy na wyboistym padole ich też niełatwych ścieżek. Gdybym tego nie napisał, ta przeklęta wojna się dla nich nigdy nie skończy, gdyż bolesne wspomnienia zatrują radość współczesnych doznań. Człowiek mojego pokroju i wnętrza zbyt łatwo staje się łupem w rękach wytrawnych graczy. Nigdy nie miałem odwagi, aby rozpoczęte dzieło doprowadzić bezkompromisowo do zwycięskiego finału. Studiowałem ekonomikę, rolnictwo, nie broniąc pracy magisterskiej. W wojsku awansowałem do stopnia kapitana, nie służąc zawodowo; budowałem nowe spółdzielnie produkcyjne od podstaw w gołym polu, kiedy już była rentowna budowałem nową. Nigdy nie korzystałem z górnego pułapu przysługujących mi według ustawy poborów, a przydzielone nagrody i premie dzieliłem wśród kadry, bo na nie wspólnie przecież pracowaliśmy. Z tego też powodu aktualnie otrzymuję emeryturę na poziomie ubogiego krewnego. Życie w kłamstwie i bez miłości jest gorsze niż śmierć, więc taką właśnie drogę przez mękę wybrałbym ponownie, gdybym miał znów 20 lat. Hartowałem się dość długo, na starość jestem wreszcie w pełni dojrzałym dziadkiem swoich wnuków i prawnuków, z których cieszę się i tęsknię za każdą chwilą wspólnych doznań.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze