Reklama

Całe życie z psami

14/09/2014 00:00
Nazwisko Stanisława Olszanowskiego pochodzącego z Krajenki na terenie całej Polski nierozerwalnie kojarzy się z hodowlą owczarków niemieckich. Jego psy oprócz wojska i policji trafiły też m.in. do Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich

-Pochodzę z gospodarstwa, więc ze zwierzętami miałem do czynienia od zawsze. Od zawsze też bardzo lubiłem psy. Zwykle, jak to na wsi, mieliśmy ich kilka – wspomina S. Olszanowski pytany o to, jak to wszystko się zaczęło.

Być na swoim


Na poważnie przygodę z hodowlą rozpoczął około dwadzieścia lat temu. Najpierw przy swoim domu w Złotowie, gdzie się wyprowadził. Od czternastu lat, gdy psów przybyło na tyle, że podwórko zaczęło robić się za ciasne, przeniósł się do gospodarstwa po rodzicach, gdzie się wychował, pod Krajenką. - Pomysł na takie zajęcie przyniosło samo życie. Chciałem pracować u siebie i dla siebie i najlepiej z psami. Nie byłem policjantem czy wojskowym, który miał przydzielonego do służby psa. Po prostu poczułem, że to jest zajęcie dla mnie – mówi Stanisław Olszanowski. Dlaczego postanowił, że to właśnie owczarek niemiecki jest rasą, którą warto się zająć? - Jest to pies właściwie do wszystkiego. Duży, silny, obdarzony mocnym charakterem, który potrafi być też miły i towarzyski, przyjazny dzieciom. Jest też bardzo podatny na naukę, dlatego to rasa tak popularna wśród służb mundurowych. Jeśli trzeba potrafi też skutecznie chronić posesji – wyjaśnia hodowca. W jego gospodarstwie pod Krajenką można spotkać kilkadziesiąt owczarków niemieckich, krótko i długowłosych, przeróżnej maści. – Psy, które sprzedaję, mają od sześciu tygodni. Wcześniej nie wolno ich odstawiać. Idą też starsze, od pół roku do roku. Wszystko zależy od tego, kto jakiego psa szuka – wyjaśnia S. Olszanowski. Zwierzęta z jego hodowli nie mają rodowodu. Ten pan Stanisław uważa za zbędny. - Hodowla jest zgłoszona do polskiego związku hodowców, zgodnie z prawem. Rodowód nie jest najważniejszy, bo zdecydowanie podnosi cenę. Bardziej liczy się to, by pies był ładny, zdrowy oraz z charakterem – stwierdza hodowca.

[[reklama]]

Pierwszy pies Polski

Okazuje się, że takie podejście wcale nie musi odstraszać klientów. Krajeńska hodowla jest mocno rozpoznawalna w kraju. Po części wzięło się to też z tego, że dwa z psów pana Stanisława trafiły do pary prezydenckiej Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. - Jak to się stało? Sprzedałem psa jednemu z ich przyjaciół. Kwaśniewskim podobno tak spodobały się owczarki, że wzięli dwa. To było bodajże w 2005 roku. Nie odbierali ich osobiście, także nigdy się nie spotkaliśmy. Trochę szkoda.


Stanisław Olszanowski z Krajenki od około dwudziestu lat zajmuje się hodowlą owczarków niemieckich

A psy? Jednego widziałem jeszcze w zeszłym roku w telewizji. Grał w reklamie z panią prezydentową – wspomina hodowca. Zwierzęta spod Krajenki nierzadko spotkać też można było na służbie. - Kiedyś psy brały ode mnie głównie jednostki mundurowe, ale to się zmieniło, bo teraz oczekiwania są takie, by pies nie tylko był odchowany, zachipowany, zaszczepiony, przebadany - to podstawowe minimum, lecz także wyszkolony. Mówiąc bardziej obrazowo - chcą mieć gotowy produkt – wyjaśnia pan Stanisław. Klienci indywidualni też nie zawsze mogą kupić psa. Najpierw przeprowadzany jest bowiem wywiad: gdzie zwierzę będzie trzymane, jakim celom ma służyć. Nie ma też możliwości wysłania szczeniaka. Każdy po swojego pupila musi stawić się w Krajence osobiście, a ludzie przyjeżdżają z całego kraju.

[[reklama]]

Od rana do nocy

Dzień Stanisława Olszanowskiego zaczyna się jak u większości z nas, tyle tylko, że praca w tym wypadku nie trwa osiem, lecz co najmniej dwanaście godzin. - Gdy tu przyjeżdżam, od razu wiedzą, że jestem. Zaczynają się „śpiewy”. Około godziny 9:00 karmione są szczeniaki, później zaczyna się sprzątanie kojców, czesanie sierści, mycie, karmienie, przyjeżdżają klienci i tak w kółko do 20:00 - 21:00. Codziennie – mówi S. Olszanowski, który dodaje jeszcze, że nie liczy tego czasu. - Lubię tę pracę, sam ją sobie wymyśliłem i działam tak już tyle lat. To moje jedyne źródło utrzymania, ale kokosów to z tego nie ma. Ludzie często myślą sobie „pies kosztuje około tysiąca złotych, to on musi mieć sporo pieniędzy”. Zapominają, że dobra karma swoje kosztuje, że kosztują też leki, środki pielęgnacyjne, opieka weterynarza – mówi pan Stanisław. Mimo to nie widzi siebie w innej roli, w innym zawodzie. - Inna praca nie wchodzi w grę. To moje całe życie i nie zamieniłbym go za żadne skarby – podsumowuje.

Sz. Chwaliszewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama