Reklama

Damian Wrzesiński z Klukowa opowiada jak został Mistrzem Polski w boksie

09/05/2019 18:00

Damian Wrzesiński po raz drugi sięgnął po tytuł Mistrza Polski w boksie w wadze superlekkiej. Pochodzący z Klukowa zawodnik za cel stawa sobie zdobycie w najbliższym czasie tytułu Mistrza Europy.

Piwnica to był jego pierwszy ring. Worek po ziemniakach służył jako pierwszy sparingpartner. Ćwiczył niczym Rocky Balboa, który, gdy Damian miał kilkanaście lat, stanowił dla niego wzór do naśladowania.

– Do osiemnastego roku życia mieszkałem w Klukowie. Jeżeli chodzi o sporty walki, to zaczęło się właśnie od filmów z serii Rocky. Wówczas w okolicy nie było żadnej sekcji, klubu, osoby, od której można by się czegoś nauczyć. Ten film był jak instruktaż. Wiedziałem, że jeżeli chcę walczyć, to muszę mieć kondycję i technikę. Zacząłem od biegania. Bardzo dużo i bardzo często, bez względu na pogodę – wspomina Damian.

Reklama

Rękawice

Jeszcze większą chęcią do tego sportu zapałał, gdy u wujka, Konrada Kotta w Złotowie znalazł stare rękawice bokserskie marki batos.

– Miałem może z dwanaście lat kiedy po raz pierwszy je założyłem. Mam je do dzisiaj i stanowią bezcenną pamiątkę w rodzinnej kolekcji. Wypełnione końskim włosiem, były świadkami pierwszych, bardzo amatorskich walk z kolegami, głównie starszymi ode mnie. Ponieważ był tylko jeden komplet, walczyło się w taki sposób, że każdy dostawał po jednej rękawicy. Wtedy najczęściej obrywałem, ale z perspektywy czasu widzę, że to dawało mi motywację do tego, by się rozwijać – mówi Damian.

Reklama

Z początkiem nowego tysiąclecia pojawiła się szansa, by zacząć trenować na poważnie.

– Powstał klub Spider Złotów, gdzie pod okiem trenera ze Szczecinka ćwiczyłem taekwondo i kickboxing. Ta przygoda trwała aż do 2003 roku. Nabawiłem się kontuzji – zwichnięcia rzepki, która wyeliminowała mnie z rywalizacji na pół roku – wspomina Damian. Wtedy trafił na treningi do Jana Bezimiennego w Sparcie Złotów.

– Przez chwilę ciągnąłem oba rodzaje treningów. Ostatecznie trzeba było jednak wybrać, a że bliższy sercu był boks, postawiłem na tę dyscyplinę – mówi Damian. W 2006 roku pojechał na swoje pierwsze Grand Prix.

Reklama

– Jechał ze mną pan Czesław Trusiński. Z Wałcza zabieraliśmy po drodze Krzysztofa i Jacka Głowackich, których obecnie każdemu, kto choć trochę interesuje się boksem, nie trzeba przedstawiać. W swojej pierwszej, poważnej walce na GP trafiłem na poważnego zawodnika. W ringu naprzeciw mnie stanął Marcin Łęgowski, utytułowany już wówczas zawodnik, znany też pod pseudonimem „Hiena”. To ze względu na długie ręce i ruchy. Na tle jego dwustu wygranych walk byłem żółtodziobem. Trema mnie jednak nie zjadła. Co prawda przegrałem na punkty, to jednak ja ganiałem go podczas tej walki po ringu. W głowie ustawił mi się celownik, żeby dobrze oddawać ciosy i „ku chwale ojczyzny”, chciałem to wygrać – śmieje się Damian. Podczas Pucharu Polski we Wrocławiu zakwalifikował się na Mistrzostwa Polski, które odbywały się we Włocławku.

– Ranga rosła, jednak podchodziłem do tego całkiem na luzie, po prostu: zawody to zawody. Stoczyłem trzy walki z zawodnikami, którzy byli wówczas w kadrze Polski w mojej grupie wiekowej. Wszystkie walki wygrałem. Wtedy wypatrzył mnie Zdzisław Nowak, prezes PKB Poznań. Po walkach przyszedł do szatni i zaproponował, żebym reprezentował klub, któremu przywodzi. To było jak spełnienie marzeń, najwyższa liga. Co więcej, wszystko się dobrze zgrywało. Kończyłem szkołę średnią w Krajence i chciałem iść na studia, na AWF do Poznania – mówi Damian.

Reklama

Damian często podkreśla skąd pochodzi. Jego sukcesy docenili też samorządowcy


Z amatora na zawodowca

W 2012 roku Damian kończył z amatorskim boksem.

– Łączenie PKB i studiów to było niezłe wyzwanie. Jeżeli chodzi o klub, to jestem wdzięczny za to, że mogłem się tam nie tylko rozwijać, ale też przetrwać w tym mieście m.in. dzięki stypendium. Ciężko na to pracowałem. Miałem wiele determinacji, żeby dalej zwyciężać. Treningi odbywały się dwa razy dziennie. Czasem, gdy zbliżała się walka, trenowałem jeszcze intensywniej – wspomina Damian. Sportowa kariera zawisła na włosku, gdy podczas pobytu w Norwegii Damian uległ wypadkowi.

Reklama

– Wpadłem na szklane drzwi. Skończyło się to przeciętą tętnicą ramienną i przeciętym nerwem łokciowym. Mogło się to skończyć tragicznie, np. wykrwawieniem. Pomoc nadeszła na czas. Drugi raz czarne myśli zebrały mi się w głowie, gdy dowiedziałem się, że stracę czucie w części dłoni. Do dzisiaj się z tym zmagam, jednak w dwa tygodnie po zdjęciu gipsu ponownie byłem na ringu – mówi Damian. Jeszcze bardziej zadomowił się w Poznaniu, gdzie poznał swoją żonę, Natalię.

– Bardzo wiele jej zawdzięczam. Niesamowicie mnie wspiera w tym, co robię. Jest wyrozumiała – tak dzielimy obowiązki domowe, gdy szykuję się do walki, bym mógł się poświęcić niemal tylko temu. Wtedy na jej głowie jest cały dom i dzieci – dodaje sportowiec.
Poza ringiem Damian jest nauczycielem wychowania fizycznego.

Reklama

– Lubię tę pracę. Staram się wśród dzieciaków zaszczepiać chęć do aktywności fizycznej. Sportów walki ich nie uczę, na to muszą się zdecydować same. Dzięki tej pracy mam też możliwość własnego rozwoju. Nie rzucam im piłki, nie nakazuję ćwiczeń, tylko ćwiczę razem z nimi – wyjaśnia Damian. Dodaje, że szkoła jest też zabezpieczeniem na przyszłość, bowiem boks zawodowy, nawet na poziomie, na którym on walczy, nie jest do końca pewnym źródłem dochodu.

– Stawki są owiane tajemnicą, którą chronią umowy. W tym sporcie, jeżeli poważnie myślisz o zawodowstwie, będzie ci trudno bez dobrego trenera i promotora–managera, który będzie organizował ci walki. Jeżeli chodzi o trening, to ćwiczę pod okiem Mariusza Koperskiego, dzięki któremu od roku stale się rozwijam. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Co do managera, to pracuję z Mariuszem Grabowskim i bardzo sobie tę współpracę chwalę. To najwyższy poziom jeżeli chodzi o tego typu osoby w Polsce. Współpracuje on też z Mateuszem Borkiem, znanym z organizacji największych gal boksu, o największej randze w kraju. Przygotowanie takiej gali to nie tylko ta cała oprawa, ale przede wszystkim zapłacenie zawodnikom, którzy będą chcieli z Tobą walczyć. Nie zarabiamy jak piłkarze, ale skłamałbym, że źle wychodzę na walkach. Nie jest to jednak ciągłe źródło dochodu. Podobnie jak na ringu mam więc taktykę A, B, C itd. Szkoła gwarantuje mi pewną stabilizację, no i jak mówiłem: lubię tę pracę – mówi Damian.

Reklama

Kolejne cele Damiana to Mistrzostwo Europa i Świata. Chciałby zdobyć te tytuły przed ukończeniem 35 lat


Mistrz Europy?

Pochodzący z Klukowa zawodnik na początku kwietnia obronił tytuł Mistrza Polski w boksie w kategorii superlekkiej, który po raz pierwszy wywalczył w grudniu 2018 roku.

– Wtedy zrobiło się o mnie trochę głośniej – śmieje się Damian. Docenia fakt, że za sprawą Artura Małaczka zyskał grono kibiców ze swoich rodzinnych stron.

– Jeżdżą na moje walki, co jest dla mnie bardzo dużym wsparciem – mówi zawodnik. Podobnie jak przed laty, gdy pierwszy raz stawał na zawodach w ringu, ma już upatrzony cel. Jest nim Mistrzostwo Europy.

Reklama

– Pracuję nie tylko nad kondycją, techniką, ale też psychiką. To pozwala wskoczyć na jeszcze wyższy pułap zawodowstwa. Chodzi o to, że nie raz już przekonałem się, że sport to też analiza, logika, taktyka. Mam w głowie pewien plan, który – jeżeli dojdzie do skutku – może sprawić, że w drugiej połowie tego roku zrealizuję swoje marzenie, stoczę walkę o Mistrzostwo Europy – mówi Damian. Czy to będzie koniec jego kariery? – Jestem nr 1 w Polsce, w pierwszej 30. w Europie, w pierwszej 100. na świecie. To jeszcze nie czas, by kończyć. Marzę o tym, żeby po Mistrzostwie Europy powalczyć o tytuł Mistrza Świata. Mam obecnie 32 lata. Z tego sportu chciałbym odejść w wieku 35 lat. Tak jak mówiłem wcześniej: mam plan i chcę go zrealizować – wyjaśnia zawodnik. Dodaje też, że nawet zejście z ringu nie zakończy przygody z boksem.

Reklama

W dzieciństwie idolem Damiana był filmowy bokser Rocky Balboa


– Tak jak kiedyś mnie trenowano, wskazywano drogę, tak i ja chciałbym zająć się szkoleniem, przekazywać wiedzę, którą zdobyłem. Trzeba żyć pasją, realizować się w niej, wtedy to, co robisz, będziesz robił dobrze i będą sukcesy – mówi Damian.

Sz. Chwaliszewski, fot. AL i przekazane przez D. Wrzesińskiego

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-05-10 08:08:30

    Chłopak z klasą i determinacja ,piękne wychowanie , podkreśla skąd pochodzi i jest dumny z tego .Brawo chłopak!, młodzież powinna brać przykład z ciebie !.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama