Scena jak w klasycznym horrorze - rój pszczół opanował dom. Dla gospodyni mogło się to skończyć tragicznie. Nie każdy jednak zrozumiał tragizm sytuacji
Pszczoły to ostatnio temat na czasie, szczególnie w gminie Tarnówka. Tym razem sprawa była poważna. Ogromny rój przez komin dostał się do domu Stanisławy Ambryszewskiej z Płytnicy. Konieczna był interwencja strażaków. Ci orzekli, że czegoś podobnego jeszcze nie widzieli.
- Jak zwykle przyszedł do mnie rano sąsiad, lubimy sobie na podwórku wypić kawę. Kiedy byłam w kuchni zawołał: „Stasia, pszczoły wpadły do komina” – wspomina pani Stanisława. Myślała, że sąsiad żartuje, ale w pewniej chwili sama zobaczyła to niesamowite zjawisko. - Nie wiem, czy pan oglądał film „Rój”, tak to mniej więcej wyglądało. Chmura pszczół – dodaje. Wpadła na pomysł, że jak napali w piecu to dym je wygoni. I napaliła. Z nieba lał się żar, grzejniki gorące, w domu jak w piekle. - Wnuczka przyjechała na niedzielę ze studiów i mówiła, że się udusi, tak było gorąco– przyznaje. Wypłoszenie za pomocą dymu nic nie dało, bo, jak się potem okazało, pszczoły siedziały w kominie, ale w kanale wentylacyjnym, a nie dymnym.
Wór martwych pszczół
Aby ugotować obiad musiała zejść po kartofle do piwnicy. Zastanawiała się, co też leży na podłodze, przecież niedawno ją zamiatała. Zapaliła światło. - Dobrze, że zeszłam tylko na pół schodów, jak się „to” ruszyło to zaczęłam uciekać, ledwo zamknęłam drzwi – mówi z przerażeniem. Okazało się, że owady obsiadły posadzkę w piwnicy. Pszczół było tyle, że aby dostać się do piwnicy wypchały kratkę w kanale wentylacyjnym, która była zabezpieczona pianką montażową. [[reklama]] Poprosiła znajomego, który ma pszczoły, żeby pomógł, jednak ten uznał, że nic nie jest w stanie zrobić, bo do komina przecież nie wejdzie. Zadzwoniła do wójta Ireneusza Barana, ten kazał dzwonić po straż. Przyjechali, stwierdzili, że nic podobnego w życiu jeszcze nie widzieli. Wlewali do kanału wentylacyjnego jakiś płyn, który je uśmiercił. W pewnym momencie nawet tego zabrakło i musieli dowozić. Martwych pszczół zebrali pełen worek.
Jestem alergikiem
Nie spodobało się to jednemu z sąsiadów. - Z premedytacją zabili około dziesięć kilogramów pszczół. Jak pytałem jednego z pszczelarzy, czy to nie czasami z jego pasieki, to mi odpowiedział: „Na dupie nie miały napisane, czyje” – skarżył się w rozmowie z nami mieszkaniec Płytnicy. Mężczyzna tłumaczył, że nie chciał wszczynać awantury, chodzi mu tylko o to, że nie można w taki sposób pozbywać się nieproszonych gości. Tylko czy w tej sytuacji było jakieś inne wyjście?
Stanisława Ambryszewska mówi, że do strachliwych nie należy, ale boi się wszelkiego rodzaju ukąszeń, bo jest alergikiem. - Mnie jak nie daj Boże mrówka ugryzie, to muszę odchorować. Po oparzeniu pokrzywą mam bąble przez kilka dni. Gdyby mnie te pszczoły tam w piwnicy dopadły, to pewnie byłoby po mnie.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze