Ostre słowa padły pod adresem byłego burmistrza Krajenki. Zarzucono mu mijanie się z prawdą i oszukiwanie mieszkańców gminy
Najdłuższa dyskusja na ostatniej sesji Rady Miejskiej Krajenki dotyczyła kanalizacji gminy. Na obrady został zaproszony były burmistrz Janusz Szczerbiak. Sekretarz Tomasz Ciechanowski i część radnych na projekcie kanalizacji gminy Krajenka nie zostawili suchej nitki. Zarzucano Januszowi Szczerbiakowi, że wybrał najgorszy i najdroższy wariant. Ten bronił się, przypominając, że wówczas były inne warunki, a krytykom zarzucił amnezję.
Tomasz Ciechanowski przypomniał najpierw historię kanalizacji gminy. Był to projekt w ramach „Ochrony wód zlewni Noteci”, do którego realizacji Krajenka została zaproszona. Obejmował on lata 2007-2013 i koszt 21,7 mln zł, z czego gmina miała otrzymać 18,5 mln zł dofinansowania.
Sekretarz stwierdził, że w pierwszej fazie rozważano pięć wariantów, wybrano ten, który w czterech miejscowościach zakładał zastosowanie sieci podciśnieniowej, co znacznie podrażało koszty, bowiem do podłączenia się do niej indywidualne gospodarstwo musiałoby wydać dodatkowo około 15 tys. zł. Poza tym jest to najbardziej awaryjna z metod. - Dlaczego odstąpiono od wariantu 1 i wariantu 3 na rzecz wariantu 2? Kto podjął i z jakich względów decyzję o tym wariancie? Czy radni wiedzieli o wszystkich wariantach i ich kosztach? – pytał Tomasz Ciechanowski. [[reklama]]
Sekretarz gminy podważył także zasadność zastosowania metody podciśnieniowej w kwestii uzyskania dodatkowych punktów w chwili pozyskiwania środków unijnych. Jak dziś wiadomo, za takie działanie nie było żadnych dodatkowych punktów. Mało tego, jak powiedział sekretarz gminy, niedawno okazało się, że gmina nie musiała startować w żadnym konkursie o dofinansowanie inwestycji kanalizacyjnej…
Wyrzucić do kosza
Sekretarz gminy przypomniał radnym, że na potrzeby projektu w 2008 roku zlecono zespołowi autorskiemu z Poznania pod kierunkiem Aleksandry Sójki opracowanie studium wykonalności. Studium stanowiło integracyjną część wniosku o dofinansowanie inwestycji. Gmina zapłaciła za ten dokument 46.800 zł. - Studium zostało przesłane do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego celem weryfikacji. W efekcie firma działająca na zlecenie ministerstwa zwróciła wspomniane studium wraz z raportem zawierającym ocenę dokumentu – kontynuował sekretarz Ciechanowski. – Raport wykazał, iż studium wykonalności nie nadaje się do niczego. Można było ten dokument, wraz z zapłaconą przez gminę kwotą, wyrzucić do kosza.
Taka sytuacja sprawiła, że cała inwestycja stanęła przed znakiem zapytania. W szybkim więc tempie gmina zleciła opracowanie nowego studium innej firmie, tym razem z Piły, gdyż studium musiało być załącznikiem do wniosku o dofinansowanie. Za kwotę 40 tys. zł studium zostało wykonane i przyjęte przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. [[nowa_strona]]
- Firma pani Sójki z Poznania przyjęła zawyżoną liczbę mieszkańców gminy na jeden kilometr bieżący sieci - tłumaczył Tomasz Ciechanowski. – Między innymi zakładano przyłączenie ok. 1000 mieszkańców z Osiedla Bydgoska, gdzie sieć kanalizacyjna została wykonana dużo wcześniej. Po odjęciu tych mieszkańców okazało się, że gmina znów nie spełnia kryteriów do dofinansowania. Dlatego też, aby projekt ratować, ówczesny burmistrz zlecił na koszt gminy wykonanie 17 km sieci tranzytowych – stwierdził sekretarz gminy.
Burmistrz wiedział, nie powiedział
Radny Zbigniew Morgulec uznał, że mieszkańców gminy nie interesuje to, jakie technologie są stosowane, kto to projektował, jakie były wersje. - Ludzi interesuje, ile będą płacić za kanalizację. Mało kto w gminie ma dochody w granicach średniej krajowej, a raczej na poziomie najniższego wynagrodzenia, a wzrost cen jest na poziomie 200-300 procent. Będzie nas drogo kosztowała ta kanalizacja, bo w optymistycznym wariancie będzie to ok. 12 zł za metr sześcienny ścieków. Dla porównania, w gmine Złotów mieszkańcy płacą 8 zł – mówił radny. – Odniosę się też do byłego burmistrza. Swego czasu, w czasie spotkań z mieszkańcami, na ich pytania o ceny ścieków ówczesny burmistrz mówił, że nie wie, jaka będzie cena, co było nieprawdą, bo przecież wiedział doskonale, jakie są kalkulacje – mówił do Janusza Szczerbiaka. [[reklama]]
Natomiast radny Adam Klaryński stwierdził, że były burmistrz Krajenki omijał Skórkę szerokim łukiem i też okłamał mieszkańców Skórki, i to dwa razy, obawiając się, że w przypadku wyłączeń prądu (a w Skórce zdarza się to często) sieć podciśnieniowa nie będzie mogła normalnie funkcjonować. W tym przypadku trzeba zakupić agregat prądotwórczy, a to kolejne koszty. - Ja nie dziękuję byłemu burmistrzowi za kanalizację, mieszkańcy Skórki także, bo w efekcie będą dużo płacić za ścieki – powiedział.
Były burmistrz miał możliwość odniesienia się to tych zarzutów. Przypomniał, że początki inwestycji sięgają roku 2003, czyli trwa to już dziesięć lat. - To nie jest tak, jak mi tu zarzucano, że to jest inwestycja na pstryknięcie palcem – stwierdził. – Było kilka koncepcji kanalizacji, ale nie można mylić słowa koncepcja z dokumentacją techniczną. Koncepcja to jest ogólny plan, zakładający, którędy kanalizacja powinna iść, biorąc pod uwagę zróżnicowanie terenu. Pracowaliśmy na wielu koncepcjach, szukając najlepszego rozwiązania. A rozwiązania nie wymyśla burmistrz tylko projektanci – tłumaczył Janusz Szczerbiak.
Nie pozwalano zobaczyć?
Były burmistrz swoje tłumaczenia podparł analizami specjalistów w tej dziedzinie z tytułami naukowymi. Opracowania takie rozdał wszystkim radnym. Przypomniał, jaka była debata w powiecie i w mediach, kiedy Krajenka przystąpiła do Towarzystwa Nadnoteckiego, zarzucano nawet, że chce się oderwać od Złotowa i przejść do Piły. Tłumaczył, że różne koszty, jakie się pojawiały w różnym czasie, były pochodną tego, jaki był kurs euro w stosunku do złotówki. [[nowa_strona]]
Odniósł się również do zarzutu o zawyżeniu liczby mieszkańców na jeden kilometr sieci. – Co chwila zmieniały się kryteria, nikt nie dał nam projektu na talerzu. Gdyby zastosować się do wszystkich kryteriów, to zapewnie Maryniec, Paruszka, Skórka nigdy by nie były skanalizowanie. Ale nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to dzisiaj jest bez sensu – stwierdził Janusz Szczerbiak.
Uznał jednocześnie, że twierdzenie jakoby nikt nie znał pozostałych wariantów jest niedorzeczne. – Chyba że chciał to zrobić sekretarz i nie pozwalano mu tego zobaczyć – oświadczył. – Ja pana nie obrażałem – odciął się Tomasz Ciechanowski. [[reklama]]
- Chcieliśmy usłyszeć kwestie techniczne inwestycji i usłyszeliśmy je. Czy kanalizacja jest robiona? Jest, robimy ją i to jest chyba najważniejsze – podsumował Piotr Gniot, a radny Anatol Najmowicz dodał: - Nie ulega wątpliwości, że najważniejsze jest to, że mimo różnych przeszkód inwestycja jest realizowana. Dziękuję także przewodniczącemu rady i burmistrzowi, że zaprosili na sesję byłego burmistrza Krajenki i za dzisiejszą dyskusję – mówił radny, wnioskujący o debatę kanalizacyjną i zaproszenie na sesję Janusza Szczerbiaka.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze