Reklama

Jak budowałem Tarnovię

02/04/2013 00:00
Bruno Radowski wiedziałby, jak zrobić w Złotowie trzecią ligę. Rozbieraliśmy się pod chmurką i kapaliśmy w pobliskim strumyku

Prezes klubu, działacz sportowy, gospodarczy, rolnik, piłkarz - trudno wyliczyć wszystkie role, które w życiu pełnił Eugeniusz Grzybek. Pomimo trudności gospodarczych nie zważał na to i wraz z piłkarzami, działaczami, władzami zbudował wizytówkę wsi. - Chciałbym, żeby ten stadion był nasza chlubą – mówi honorowy prezes LKS Tarnovii Tarnówka.

Od zawieszacza siatek do prezesa


We wszystkich środowiskach wiejskich w latach 50-60 dominowała piłka nożna albo tenis stołowy. - Po prostu kocham piłkę nożną i dlatego tak potoczyło się moje życie – mówi E. Grzybek. - Mieszkałem niedaleko boiska i że tak powiem z „nadania” zanosiłem siatki na bramki i wieszałem je. Był to mój obowiązek, a miałem wtedy 12 lat. Po skończeniu szkoły podstawowej poszedłem do szkoły zawodowej w Złotowie dla pracujących. Tam szkolił mnie M. Jaworski. Był to rok 1963, Mirek zawsze ciągnął nas na Spartę – wspomina prezes. Jak opowiada, szkoły średnie miały wtedy cykl rozgrywek międzyszkolnych w piłkę nożną, hokeja i piłkę siatkową dziewcząt. - Wychowawcy klas wybierali najlepszych do reprezentacji szkół i rywalizowaliśmy, żartów nie było. Pracowałem w „Pomie” i uczyłem się – mówi mieszkaniec Tarnówki. W tym czasie występował w B klasie w Tarnovii. - Graliśmy z Sławborzem, Wierzchowem, Szczecinkiem, Kaliszem. Tarnovia tułała się między A i B klasą. Prezesem był wtedy Wiesław Tereszczuk, sekretarzem, w wieku 15 lat, został bohater naszego artykułu. - Ciągnęliśmy to wspólnie, a czasy nie były łatwe. Problemy były nie do porównania z czasami obecnymi. Teraz działacze narzekają, że nie ma kasy, a wtedy… szatni nie było, prądu, wody. Teren boiska był zaledwie ogrodzony, stały dwie bramki i to wszystko – opowiada ówczesny sekretarz.

Po służbie wojskowej E. Grzybek wrócił do rodzinnej Tarnówki. Wielu zawodników z Tarnówki grało wtedy w Złotowie i okolicach. - Przyszła mi do głowy myśl, aby wszystkich piłkarzy pozbierać z okolicznych miejscowości i stworzyć drużynę, która grała będzie wysoko. Cały czas graliśmy w C klasie, potem była B klasa, w następnym roku weszliśmy do A klasy. Założeniem było doprowadzić do tego, żeby drużyna LZS-owska na stałe występowała w tej klasie rozgrywkowej i nie spadała z ligi. Poszedłem do naczelnika gminy o pomoc finansową, a on na to, że będzie ze mną rozmawiał jak zapłacimy długi klubu. Tyle że nie ja je narobiłem, ale cóż, trzeba było jakąś wybrnąć z nieciekawej sytuacji – wspomina prezes.

Zabawy taneczne - niezły biznes

W tamtym czasie w większości wsi organizowane były zabawy. - Organizowaliśmy takie imprezy, które przynosiły nam całkiem spory dochód dla klubu – uśmiecha się nasz rozmówca. - Pieniędzy z gminy nie starczało nawet na stroje.

Na pierwszej zabawie klub zarobił ponad 3 tys. zł, co w tamtym czasie pozwoliło na zakup 30 par butów. To był rok 1972. - Robiliśmy zabawy jedną po drugiej. Rozliczaliśmy się z naczelnikiem i to było źródło utrzymania klubu. W końcu też utrzymaliśmy zespół w A klasie i efekty naszych działań zaczęły być widoczne. Problem był nadal z bazą treningową i boiskiem, na bieżące potrzeby drużynie już wystarczało. - Największe boje piłkarskie toczyliśmy wtedy ze Spartą Złotów – mówi mieszkaniec Tarnówki.

Mycie w strumyku

- Rozbieraliśmy się pod chmurką, myliśmy w strumyku, więc za dobrze nie było. Jeździliśmy na mecze do Wielima, Darzboru Szczecinek, a tam były fajne zaplecza socjalne, aż człowiek zazdrościł. Sparta postawiła w tym czasie budyneczek gospodarczy na stadionie przy Al. Mickiewicza. Dogadałem się z Śp. Brunem Radowskim, którego zresztą doskonale wspominam. Konkretny facet. Współpraca z nim nie była łatwa, ale owocna. Pamiętam słynne jego stwierdzenie: „jak ja będę potrzebował, to mnie poratujesz”.

W tamtych czasach Sparta dobrze współpracowała z młodzieżą. - Z piłką seniorską były problemy. Teraz, gdyby Brunon żył, Sparta grałaby w czwartej, trzeciej lidze. On wiedziałby, co zrobić. Był działaczem z krwi i kości. Faktem jest, że w naszej części Wielkopolski o sponsorowanie mimo wszystko jest ciężko, biedniejszy rejon i trudno przekonać właścicieli firm do sponsoringu. Są jednak mechanizmy, które uruchamiam do dnia dzisiejszego i na co dzień nadal staram się pomagać klubowi Tarnovia Tarnówka – mówi prezes.
[[reklama]]
Sami budowaliśmy stadion

Działacz społeczny to rola niełatwa. Cały czas jest się na świeczniku. Każdą złotówkę trzeba oglądać dwa razy. - Trzeba robić wszystko zgodnie z prawem. Radowski dał projekt zaplecza, a my zrobiliśmy pomieszczenie dla piłkarzy. Udało się pociągnąć kabel i był prąd, to już było coś – mówi honorowy prezes. Cały czas jednak brakowało trybun. Trzeba było nawieź ziemi, wał usypać. Wszystko robili w czynie społecznym zawodnicy, pracownicy i działacze klubu. W niedzielę był mecz, ale od godz. 9:00 zawodnicy z działaczami budowali trybuny, by około 13:00 jechać na mecz autobusem. - Ja ich do tego namówiłem – mówi dumny. Jak wspomina, piłkarze to niegrzeczni chłopcy, ale byli i do pracy, i do grania w piłkę. Obecnym zawodnikom, uważa, daleko do ich starszych kolegów. - Po prostu mieli ambicje, jak wchodzili na boisko wiedziałem, że będą szły iskry i zrobią wszystko, co jest możliwe, aby wygrywać.

Szweda, Graczyk, Muszyński, Bosak, Ciupa, Sztubowie, Paciepnik, Chiliński, Łukasik, Mikulisz, Najdowie, Straszak i wielu innych, nie sposób wszystkich wymienić. Dla tych chłopaków warto było pracować społecznie. Zespół występował wtedy w A klasie bez trenera, trenując dwa razy w tygodniu. - Krawężniki, ławki - wszystko robiliśmy sami, fakt, przy pomocy fabryki tektury czy naczelnika, ale udało się budować stadion. Jak zauważa prezes, społeczność zaczęła zupełnie inaczej patrzeć na zawodników. - My dodatkowo, jako klub, pełniliśmy rolę kuratora - mieliśmy zawodnika, który wyszedł z więzienia – zaznacza pan Eugeniusz.
[[nowa_strona]]
Na mecze zaczęło przychodzić dużo ludzi, społeczność zaczęła utożsamiać się z klubem, a prasa pisać dobrze o Tarnovii. W 1974 roku w zawodach na szczeblu krajowym, prowadzonym przez Główną Radę LZS, Tarnovia zajęła trzecie miejsce w Polsce. Klub dostał nagrodę, pieniądze i znów mógł zainwestować w zaplecze. - Kupiliśmy sprzęt i wszystko zaczęło się fajnie układać. Pamiętam taki konkurs w województwie, wtedy koszalińskim, na wieś sportową. W zakres rywalizacji wchodziła działalność finansowa i rekreacyjna klubu, pozyskiwanie środków etc. Zajęliśmy pierwsze miejsce, gazety pisały o nas, co tylko motywowało do kolejnych działań. Zawodnicy i działacze stworzyli zespół, aż się chciało pracować. Łatwo nie było, jak to w grupie ludzi. Dochodziło do różnicy zdań, trzeba było niektórych hamować, żeby nie było za ostro, ale warto było – zawiesza wzrok pan Eugeniusz.

Miała być "liga"

W 1975 roku wybrano mnie na delegata LZS w Koszalinie. Jeździłem tam z Zenkiem Mrotkiem i naczelnikiem Zakrzewa. Potem wybrali mnie na Zjazd Krajowy Delegatów. Na jednym z takich spotkań poznałem się z delegatem z Koszalina, który powiedział, że ma do mnie sprawę. Czy Tarnówka to środowisko PGR-owskie, czy są zakłady, jakieś filie? - Mamy pieniądze i chcemy, aby w środowisku wiejskim stworzyć bazę i klub ligowy, który może nawet dojść do pierwszej ligi – powiedział. „Jezus Maria” - pomyślałem. Wszystko zależało od tego, czy powiat złotowski zostanie w województwie koszalińskim. W tamtym czasie powstawały nowe województwa. Niestety, powiat nasz wszedł w województwo pilskie i było po zawodach.

Rury za kabanosy

- Byłem młodym człowiekiem z inicjatywą i nie cofałem się przed niczym, urzędnicy przeklinali mnie nie raz – wspomina prezes. - Było jednak nowe województwo i od razu wrzucili nas do ligi okręgowej. Pojechaliśmy na pierwszy mecz do Wronek, graliśmy w Chojnie - jak popatrzyłem na płytę boiska to padł na mnie blady strach, będzie wstyd - pomyślałem – relacjonuje pan Eugeniusz. Poszedł więc do szefa Zakładu Usług Wodnych. – Powiedziałem, że potrzebuję 600 metrów rurociągu, a on na to: wie pan, to jest i nie jest problem. Załatwiłem więc w masarni kabanosy i pojechałem do Piły do Urzędu Wojewódzkiego, do dyrektora Funduszu Rozwoju Sportu i Turystyki, który załatwił mi to od ręki. Miałem wcześniej zrobioną dokumentację i powiedziałem, że chcemy wodociąg na stadionie. Rury ocynkowane zakupiliśmy z NRD. Z hydrantu już można się było myć – z uśmiechem na twarzy wspomina prezes.

[[reklama]]
Obiekt – powód do dumy


Obiekt gościł już zawodników z Lecha Poznań, Pogoni Szczecin i kilku innych klubów. Jak uważa honorowy prezes, budynek socjalny trzeba jeszcze poprawić. - Na każde „lecie” oddajemy coś do użytku. Pomagam cały czas, jestem blisko swojego klubu. Gospodarz obiektu może mnie nie lubi, bo bywam upierdliwy, ale ja chciałbym, żeby ten stadion był naszą wizytówką – zakończył E. Grzybek, prezes Tarnovii w latach 1972-82 i 1994-2000. Kolejni prezesi kontynuują dzieło prezesa Grzybka.

Karol Zabel


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama