Reklama

Jak z niczego zrobić coś - Honorata Hemelop zachęca do twórczej pracy

06/04/2018 10:00
Każdy ma fach w ręku. Nie można się zrażać, gdy coś nie wychodzi od razu. Trzeba próbować dalej - mówi artystka, która zajmuje się odnawianiem i wytwarzaniem jedynych w swoim rodzaju przedmiotów

Zamiłowanie do majsterkowania objawiało się w jej przypadku od dziecka.

Dzisiaj to co robię nazywa się rękodziełem. Gdy miałam kilka lat, takie „robótki” wchodziły w kanon niemal codziennych obowiązków domowych

– mówi Honorata. Świadomość tego, że z niczego (wkładając w to odpowiednią ilość pracy) można zrobić coś zaszczepili w niej rodzice.

Tata był stolarzem. Uwielbiałam mu pomagać, pracować z nim. Podawałam narzędzia, czasem coś przytrzymałam, dużo też rozmawialiśmy. Choć nie ma go już wśród nas, warsztat stolarski pozostał, a w nim pierwsze, własnoręcznie wbijane w blat stołu gwoździe. Nieco może pordzewiały, ale nadal budzą wspomnienia

Reklama

– stwierdza. Jej mama także dbała, by zwykłe na pozór czynności urastały do rangi sztuki.

W naszym domu nie było dróg na skróty czy półśrodków. Na przykład pieczenie ciast to było święto, z namaszczeniem każdego etapu, w procesie, w którym powstawał doskonały wypiek

– wspomina.

Szlifowanie talentu wyniesionego z domu nie zostało pogrzebane w szkole. Wręcz przeciwnie, przyszła jeszcze większa motywacja do działania.

Kiedy dzisiaj patrzę na to, jak w szkołach wyglądają lekcje techniki czy plastyki, to cieszę się, że mogłam doświadczać czegoś zupełnie innego. Wówczas program nauczania zakładał, że plastyka czy technika ma się wiązać głównie z praktyką, nie suchą teorią

Reklama

– mówi Honorata.


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 88% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Moim nauczycielem w tych przedmiotach był pan Karol Wójcik. Człowiek o niesamowitym talencie, nie tylko artystycznym, ale i pedagogicznym. Dziękuję mu, że nie dość, że tak wiele mnie nauczył, to potrafił też motywować, gdy coś nie szło zgodnie z planem, zamysłem

– dodaje.

Kierunek – Holandia

Chociaż w domowym zaciszu sukcesywnie przybywało własnoręcznie wykonywanych ozdób, Honorata nie myślała wówczas, by rękodziełem zająć się zawodowo. Tylko czysty przypadek sprawił, że trafiła do grona terapeutów zajęciowych i tam już zawodowo mogła rozwijać swoje pasje. Sporo też podróżowała. Pobyt w Holandii sprawił, że jej serce zabiło mocniej do pewnego Holendra. Szybko okazało się, że przyszły mąż, Erwin, także zakochał się w niej po uszy.

Reklama

Gdy skończyłam studia rozważaliśmy wszystkie „za” i „przeciw”, jeśli chodzi o wybór miejsca zamieszkania. Erwin w Holandii miał już dobrą pracę, ja mogłam natomiast zaczynać od zera. Postanowiliśmy więc, że zamieszkamy w Holandii, jednak kiedyś wrócimy do Polski

– wspomina Honorata. Priorytetem stała się dla niej nauka miejscowego języka.

Nie było łatwo, ale krok po kroku nabierałam wprawy. Szło na tyle dobrze, że z czasem zostałam tłumaczem. W Holandii pracuje sporo Polaków, więc miałam co robić. Często załatwiałam ich sprawy, pomagałam dogadywać się z pracodawcami, czasem strofowałam, gdy była taka potrzeba

Reklama

– dodaje. Hobbystycznie, po godzinach, tworzyła natomiast „cuda”, które za sprawą „sąsiedzkiej poczty pantoflowej” szybko zyskały uznanie w okolicy.

Bywało tak, że miałam pełen dom dzieci z sąsiedztwa, bo ich rodzice chcieli, by się czegoś nauczyły, rozwijały zdolności manualne. Trzeba przyznać, że Holendrzy mają gust, potrafią pięknie dekorować swoje otoczenie przy każdej nadarzającej się okazji, uczą się nawet, jak to robić, jednak nieczęsto wykonują coś sami od zera. Lubią półprodukty

– wyjaśnia Honorata. Tym samym podziw wywoływały jej umiejętności przeobrażania rzeczy już odrzuconych, zapomnianych w cudeńka najnowszych trendów dekoratorskich.

Reklama

Jeszcze bardziej mogła się wykazać, gdy Erwin dostał ciekawą propozycję pracy. Wiązało się to ze zmianą miejsca zamieszkania.

To był kompleks pałacowo–parkowy, w którym znajdował się m.in. gościniec, sklep z lokalnymi produktami itd. To wtedy ktoś stwierdził: „Honorata, Ty robisz takie fajne rzeczy – zrób coś dla nas” – no i się zaczęło

– śmieje się.

W miniony piątek pod okiem Honoraty Hemelop odbywały się warsztaty także dla dorosłych. Ich efektem były m.in. wielkanocne stroiki

Kierunek – Polska

Lata mijały, rosła tęsknota za krajem. Gdy okazało się, że ich rodzina ma się powiększyć zapadła decyzja o tym, by powrócić do Polski. – Złożyło się na to wiele czynników, m.in. holenderski system nauczania, gdzie dzieci mają obowiązek szkolny od drugiego roku życia. Nie podobało mi się to, że zabiera im się ten czas, gdzie jeszcze mogłyby być w domu i wrzuca w wir systemu oświaty. Ich dom stanął na skraju Witrogoszczy.

Reklama

Powstawał szybko, a jego budowa i wykończenie mnie pochłaniały. Od projektu po wykonawstwo.  Wyniosłam z domu to, że warto umieć albo uczyć się wielu rzeczy, bo nigdy nie wiadomo, co się może przydać. Nie można się zrażać, gdy coś nie wychodzi od razu. Trzeba próbować dalej. Wielu ludzi za szybko dziś odpuszcza, w wielu dziedzinach życia, nie chce walczyć o samych siebie , nie zdając sobie sprawy z  tego że każde nawet najmniejsze powodzenie doładowuje nas niesamowitą energią i nie pozwala przy tym na zgaszenie zapału i talentu jakim nas obdarzono

– stwierdza.

Reklama

Zrób nam coś!

Domowe majsterkowanie, tworzenie dekoracji, ozdób trafiło na podatny grunt także w Polsce.

Zaczęło się od znajomych, którzy przychodzili np. z jakimś starym meblem, pudełkiem, skrzynką, pytali, czy coś się da jeszcze z tymi przedmiotami zrobić, by znów były piękne. Początkowo zajęłam się tym hobbystycznie, bo skala była niewielka, jednak ponownie „poczta pantoflowa” i fala próśb, by coś uratować bądź stworzyć sprawiły, że w głowie zrodził się pomysł: „a może zacząć robić to zawodowo?”

– wspomina Honorata. Tak z pomocą dofinansowania na własny biznes powstała jej pracownia rękodzielnicza, której – co ciekawe – próżno szukać w internecie.

Reklama

Nie ma takiej potrzeby, bym funkcjonowała w wirtualnym świecie

– śmieje się i dodaje, że pracy jej nie brakuje.

Nie chcę tego rozbudowywać nadmiernie, bo to wymuszałoby podzielenie pracy jeszcze na kogoś, a wówczas to nie będą już rzeczy zrobione tylko przeze mnie

– dodaje. Co tworzy?

Nie mam utartych schematów. Dekoracje robię niemal ze wszystkiego. Wyciągnięty z ziemi korzeń ściętego drzewa, poddany lekkiej przeróbce może stać się niesamowitą ozdobą naszego domu czy ogrodu. Suche gałęzie pozbawione kory są bardzo dekoracyjne o każdej porze roku , suche kwiaty, mech, kolorowe kamienie czy „rzeźbione” kawałki drewna zostawione w prezencie przez pracowite bobry.  Wszystko to można zaaranżować jako piękną ozdobę

Reklama

– mówi.

Proszę Paniiii.....

Honorata Hemelop swoim talentem zaraża innych. Od ponad roku prowadzi zajęcia z prac plastycznych w Gminnych Centrum Kultury w Łobżenicy. Prowadzi również świetlicę socjoterapeutyczną w Witrogoszczy.

Tak jak kiedyś pan Karol uczył mnie, tak teraz mi przyszło pracować z dziećmi. Lubię tę pracę, zwłaszcza gdy widzę błysk w oku i uśmiechy na twarzach dzieciaków, gdy ze stosu rzeczy, który na pierwszy rzut oka nieco je przeraża, tworzą coś, co jest dziełem ich rąk, czym mogą się pochwalić, być z siebie dumne. Przy okazji zabawa polega na tym, że mogą się wybrudzić. Nie bez przeczymy mówi się, że „dziecko brudne to dziecko szczęśliwe”, ale spokojnie, sprzątanie też jest wpisane w te zajęcia. Ważne jest, że przy tym wszystkim nabywają umiejętności. Przekonują się, że nie ma słowa „nie da się”, bo trzeba tak pracować, tak ćwiczyć, doszlifowywać talent, żeby się dało. Każdy ma fach w ręku, mniej lub bardziej potrzebny, jednak nie można się poddawać na starcie. Nigdy

Reklama

– mówi Honorata Hemelop.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama