Miasto ogłosiło drugi konkurs na stanowisko dyrektora Muzeum Ziemi Złotowskiej. Nieoficjalnie wiadomo, że o funkcję nie będzie ubiegać się dotychczasowa szefowa placówki Kamila Krzanik–Dworanowska
Dwa miesiące temu władze miasta ogłosiły konkurs na stanowisko dyrektora Muzeum Ziemi Złotowskiej. Od ponad dwóch lat obowiązki dyrektora pełni Katarzyna Józefowska, po tym jak Kamila Krzanik–Dworanowska przeszła na urlop macierzyński.
Dziś wiadomo już, że była dyrektor nie wróci na swoje stanowisko i nie weźmie udziału w konkursie. Z informacji, które udało nam się uzyskać, wiemy, nie wzięła udziału już w pierwszym konkursie. Nie jest tajemnicą, że...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 84% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wielka szkoda, że p. Kamila Krzanik- Dworanowska nie chce pełnić funkcji dyrektora przez kolejną kadencję. Uważam, źe b. dobrze kierowała MZZ przez ostatnie lata.
Przeciez urodziła dziecko.Dziecko chyba jest wazniejsze i rodzina niż praca z Ludzmi bez wiedzy historycznej,pomijając p.Jelonka,Violette i p.Justynę.
Do konkursu na Dyrektora Muzeum w Złotowie ,zgłosiło się troje chetnych,jednak po przesłuchaniach ,ODPADLI. Szukamy takiej osoby jak pan Marek Fijałkowski .kustosz Muzeum w Pile. W Złotowie Pulit zamiast kustoszem,mianował Dyrektorem Muzeum. Obecnie z innych miast trzeba poszukac historyka dyplomowanego na Kustosza Muzeum Ziemi Złotowskiej. Dużo trzeba zmienić i Zagrodę Krajeńska trzeba odłączyc jako samodzielna jednostkę dla trzech osób.Niech będa tam same kobiety,które tez kosiarka potrafią trawe skosić i beda podlewać wszystkie rośliny. Obecnie niepodlewane były żadne rosliny i krzewy a tylko obcinane i wyniszczone przez tego zatrudnionego robotnika z Kleszczyny. Żądamy aby on kupił dwa krzaki szlachetnych białych róż i posadził w to miejsce przed okno chaty,tam gdzie posadził pan Piotrów poniewaz nigdy nie podlewał w gorace lato i róże wymarły a w dodatku obcinał i zaszkodził rózom. Dziekujemy juz takim leniwym robotnikom,którzy kłamią.Pan Mariusz miał wyższe wykształcenie i zawsze cos wyskubywał,zamiatał a ten robotnik ,ze wsi rozkazywał magistrowi co ma robic.Robotnik ten z Kleszczyny nigdy nic nie robił.Dlatego p.Mariusz odszedł z pracy z Zagrody.Tak brak całkowitej kontroli i rozliczania z czasu pracy. Musi sie to zmienic.
Akurat za kwiaty była odpowiedzialna Pani Kasia J. która sama przyznała, że obciałe róże za krótko przez co nie obiłoy. Pan z Kleszczyny akurat podlewa kwiaty rano przed otwarciem Zagrody i na koniec pracy
Niech Pan/i nie pisze bzdur na temat pracowników. Pracował Pan/i, że wie lepiej od tego co jest faktyczną prawdą? Nic co jest napisane nie jest nawet ułamkiem prawdy. Czy to jakaś ujma dla pracownika z "magistrem" dbanie o zieleń i wizerunek obiektu? Jeśl był "magister" to śmiało mógł iść do lepszej pracy. Proszę samemu się zatrudnić i zapoznać z prawdą a potem się wypowiadać a nie wypisywać bzdury w internecie o których nie ma się zielonego pojęcia. Anonimowy to każdy jest mocny w tym co pisze. Nie zna się sytuacji i faktów to się nie wypowiada. Żadna kobieta nie będzie biegać i naprawiać obiektów, zajmować się kołem wodnym, naprawą rowerów czy np. dachem i zapchanymi rynnami. Do tej pracy jest potrzebny mężczyzna. Dlaczego żadna z Pań z muzeum nie przychodzi dbać o obiekt? Dlaczego mają non stop urlopy, w święta MZZ jest zamknięte? Czynna jest tylko Zagroda nikt inny z MZZ nie przychodzi pracować do Zagrody i dbać o nią. Widać to gołym okiem i nie trudno dostrzec. W końcu Zagroda jest czynna i w weekendy i w święta i do późnych godzin dlatego proszę się zatrudnić i zobaczyć jak wygląda ta praca a następnie komentować.
Nie kłam.On też kłamie,że podlewa Może fusami po kawie. Rowerami ekolodzy codziennie jeżdżą i nawet z daleka widać ,że ten z Kleszczyny to umi się oszczędzać a nie podlewa roślinności nigdy. Z rzeki miał podlewac to powiedział,że woda w rzece jest zatruta.Za to najbardziej lubi przesiadywać na ławce.
Burmistrz musi sam przyjść do Zagrody Krajeńskiej powyrywać pokrzywy,które już co roku zarastają coraz dalej na Zagrodę. Ten z Kleszczyny 3 lata temu dostał polecenie aby pokrzywy powyrywac aż do trzciny to nie posłuchał . Powiedział ,skłamał ,że kaczka siedzi na jajkach i dlatego on nie będzie chwastów i pokrzyw wyrywał. On jest na wczasach a nie w pracy, w Zagrodzie Krajeńskiej.
Jak mozna zgłaszac się na stanowisko Dyrektora Muzeum Złotowskiego,nie znając języka angielskiego. Ja znam język angielski bo jest bardzo pomocny ,w róznych sprawach ,w życiu.Pomogłam ,w życiu wielu ludziom i miałam z tego satysfakcje.Język angielski jest łatwy,prosty i szybko przyswajalny ale najwiekszy problem jest w tym,że inaczej sie pisze a inaczej czyta wyrazy. Każdemu polecam aby sie nauczyc choćby podstawy jezyka angielskiego.Moje jedyne dziecko miało 3 latka i juz w przedszkolu uczył sie języka angielskiego a jak wrócił z przedszkola to po angielsku zaspiewał mi kawałek piosenki angielskiej,której nauczył sie w przedszkolu. Język angielski na kazdym kroku jest tak potrzebny jak język polski dlatego słusznie,że DYREKTOR MUZEUM W ZŁOTOWIE MUSI UMIEC MÓWIC PO ANGIELSKU.
Wstawianie wysokich wymagań jest totalnie nie adekwatne do oferowanego wynagrodzenia i zakresu obowiązków. Jakoś tłumów chętnych nie widać. Na to stanowisko tylko pasjonat się zgodzi.
Umowa będzie na kilka lat i praca zapewniona ale nie dla pseudoMuzealnika. Przez ostatni rok to wstyd dla miasta aby dyrektorka nie potrafiła prawidłowo sporzadzic Sprawozdania Finansowego i nie panowała nad sytuacją Muzealniczą Muzeum w Złotowie.Takim osobom dziękujemy. Musimy powrócić do rangi i powagi Muzeum.
A propos obowiązków .Każdy dyrektor ma obowiązek napisania i wręczenia swojemu pracownikowi Zakresu Obowiązków aby szeregowy robotnik nie rządził wspolpracownikiem. Wówczas każdy wykonuje swoje obowiązki bo za to ma płacone. Czy Dyrektorka dopełniła swego obowiązku ??? Skoro robotnik rozkazuje koledze co ma robić ???
Odnośnie perfum na randkę... C.R.E.A.M
Czyli znaczy,że Pan Pieniązkowski jest najlepszym znawcą kto może obejmować stanowisko dyrektora muzeum? Noi to już parodia .
Konkurs z wynikiem z góry Wszyscy wiemy, że konkursy w urzędach są po to, by wybrać najlepszego. No, prawie wszyscy. Bo są też tacy, którzy wiedzą, że „najlepszy” to ten, którego już dawno wybrano, tylko teraz trzeba to ładnie udokumentować. Dziś w Pogaduchach o tym, jak w wielu samorządach rekrutacja zamienia się w teatrzyk kukiełkowy z obsadą znaną od pierwszej sceny. Zasłona dymna? Jest. Protokół? Jest. Kandydaci? Są. Ale wynik… też już jest. W pewnym urzędzie ogłoszono konkurs. W Biuletynie Informacji Publicznej pojawiło się starannie przygotowane ogłoszenie, z całą litanią wymagań: wykształcenie, doświadczenie, referencje, znajomość przepisów, dyspozycyjność, kreatywność, komunikatywność… wszystko, co trzeba. Na papierze , profesjonalizm. W rzeczywistości , teatr. Bo w tym konkursie zwycięzca był znany jeszcze zanim ktoś zdążył wypełnić wniosek o udział. Nie dlatego, że był najlepszy. Po prostu – był „nasz”. Kulisy ustawionej rekrutacji Scenariusz wygląda zawsze podobnie. Najpierw przygotowuje się ogłoszenie „pod konkretną osobę”: wpisuje się wymagania, które przypadkiem pokrywają się z doświadczeniem przyszłego zwycięzcy. Następnie publikuje się informację na 14 dni, żeby „było zgodnie z procedurą”. Później komisja spotyka się, by „dokonać oceny”. A że oceniają osoby z tej samej komórki, z tego samego układu, z tymi samymi oczekiwaniami, wynik jest oczywisty. Na końcu powstaje protokół. Czasem z jednym zdaniem: „Kandydat spełnił wszystkie wymagania.” Czasem z dziesięcioma akapitami uzasadnienia, dlaczego właśnie on , a nie ci inni, którzy mieli czelność się zgłosić. Dla pozoru i świętego spokoju. To właśnie jedna z największych patologii samorządowej codzienności: pozór równości szans. Formalnie wszystko gra: BIP, terminy, protokół, podpisy, decyzja. Nikt nie może zarzucić złamania przepisów. Ale każdy, kto zna realia, wie, że to czysta fikcja proceduralna. Bo „konkurs” bywa często ceremonią zatwierdzania decyzji podjętej wcześniej w kuluarach, w gabinecie, „przy kawie”. Wystarczy spojrzeć, kto później zasiada przy tym samym biurku: kuzyn, znajoma z poprzedniej gminy, członek komitetu wyborczego, czasem ktoś, kto jeszcze niedawno obsługiwał tego samego szefa w sekretariacie. A system na to pozwala. W teorii ustawa o pracownikach samorządowych mówi o naborze „otwartym i konkurencyjnym”. W praktyce oznacza to często tyle, że drzwi są otwarte, ale tylko dla wybranych. Bo prawo, choć nie zabrania znajomości, nie zna pojęcia „braku przyzwoitości”. A ta jest niestety poza ustawą. Nie pomaga też to, że kontrola nad naborem jest iluzoryczna. Komisje są wewnętrzne, weryfikacja formalna to formalność, a nikt z zewnątrz nie ma wglądu w to, jak naprawdę wyglądało „porównanie kandydatów”. W efekcie urzędy stają się zamkniętymi klubami towarzyskimi, w których każdy konkurs to nowa dekoracja tego samego spektaklu. A urzędnicy? Milczą. Większość patrzy i wzrusza ramionami. Nie dlatego, że to akceptują, ale dlatego, że wiedzą: „Nie ruszaj, bo sobie zaszkodzisz.” W urzędzie zbyt często działa zasada: lojalność wobec układu ważniejsza niż uczciwość wobec zasad. Niektórzy próbują protestować, inni piszą anonimowe skargi, które lądują tam, gdzie wszystko, co niewygodne: w szufladzie. I tak system trwa. Nowi kandydaci tracą wiarę, starsi tracą nadzieję, a zaufanie obywateli do urzędów spada jak papier na biurko z dopiskiem „do wiadomości”. Największa patologia w konkursach nie polega na tym, że ktoś wygrał niesprawiedliwie. Tylko na tym, że wszyscy wokół udają, iż nic się nie stało. Bo dopóki urzędowy teatr będzie miał widownię spektakl się nie skończy.
Najlepiej to wybrać Martę Ostatek ,bez matury ale to prawa ręka burmistrza .Ona na wszystkim się zna bo wszędzie jej pełno i burmistrz będzie więcej wiedział o muzeum.Na rehabilitacji jej za ciężko .
Zagrodę Krajeńska omijamy z rodziną, szerokim łukiem jak jest tam ten z Kleszczyny
Ktoś tu napisał, że za kwiaty odpowiada Pani K.Jozefowska to prosimy posadzic dwa krzaki białych szlachetnych róż pod oknem chaty. Takie jakie rosły za poprzedników. Zniszczyliście całkowicie to odkupić i posadzić .
Czyli jest to przekroczenie uprawnień , zlekceważenie,niedopilnowanie państwowych spraw ,zagrożone karą grzywny i otrzymanie świadectwa pracy z natychmiastowym zwolnieniem z pracy.
Wielka szkoda, że p. Kamila Krzanik- Dworanowska nie chce pełnić funkcji dyrektora przez kolejną kadencję. Uważam, źe b. dobrze kierowała MZZ przez ostatnie lata.
Przeciez urodziła dziecko.Dziecko chyba jest wazniejsze i rodzina niż praca z Ludzmi bez wiedzy historycznej,pomijając p.Jelonka,Violette i p.Justynę.
Do konkursu na Dyrektora Muzeum w Złotowie ,zgłosiło się troje chetnych,jednak po przesłuchaniach ,ODPADLI. Szukamy takiej osoby jak pan Marek Fijałkowski .kustosz Muzeum w Pile. W Złotowie Pulit zamiast kustoszem,mianował Dyrektorem Muzeum. Obecnie z innych miast trzeba poszukac historyka dyplomowanego na Kustosza Muzeum Ziemi Złotowskiej. Dużo trzeba zmienić i Zagrodę Krajeńska trzeba odłączyc jako samodzielna jednostkę dla trzech osób.Niech będa tam same kobiety,które tez kosiarka potrafią trawe skosić i beda podlewać wszystkie rośliny. Obecnie niepodlewane były żadne rosliny i krzewy a tylko obcinane i wyniszczone przez tego zatrudnionego robotnika z Kleszczyny. Żądamy aby on kupił dwa krzaki szlachetnych białych róż i posadził w to miejsce przed okno chaty,tam gdzie posadził pan Piotrów poniewaz nigdy nie podlewał w gorace lato i róże wymarły a w dodatku obcinał i zaszkodził rózom. Dziekujemy juz takim leniwym robotnikom,którzy kłamią.Pan Mariusz miał wyższe wykształcenie i zawsze cos wyskubywał,zamiatał a ten robotnik ,ze wsi rozkazywał magistrowi co ma robic.Robotnik ten z Kleszczyny nigdy nic nie robił.Dlatego p.Mariusz odszedł z pracy z Zagrody.Tak brak całkowitej kontroli i rozliczania z czasu pracy. Musi sie to zmienic.