Pani Jolanta płacze. Jej mąż właśnie kupił nowe auto. Wydał na nie ostatnie oszczędności, a wraca najętym żukiem. Kobieta z przerażeniem patrzy przez okno co z tego będzie. Skrzynie żelastwa, koła leżące każde sobie, fotele bez nóg. Wspaniale.
Tata kupił to wszystko w 1986 roku od taksówkarza z Jastrowia, który rozebrał swoje auto, bo chciał je wyremontować, ale z jakichś powodów nie dał rady
– opowiada Łukasz Piszczek, którego w chwili zakupu skody S100 nie było na świecie. Marian Piszczek zamyka się z kolegami w garażu i dłubie. Każdy z mężczyzn robi co umie, aż w końcu na Zakrzewo wyjeżdża wiśniowe auto, rocznik 1972, wyprodukowane w fabryce w Mlada Boleslav w Czechosłowacji. Wiśniowa jest też nowa tapicerka, a szyku dopełniają fiatowskie lusterka oraz hak i kierunkowskazy od poloneza. Dwa lata później, w 1988 roku rodzi się Łukasz. Skoda jest jego placem zabaw.
Wychowałem się w niej. Nią nauczyłem się jeździć. To auto mnie zafascynowało
– twierdzi członek klubu skody.
Tyle, że po ojcu „setkę” przejmuje najstarszy syn, Grzegorz. Uczy się na mechanika, a skoda jest jego poligonem. Dojeżdża nią też do szkoły w Trzciance.
Z auta wyłaziła rdza i zawodziło na niemal każdym wyjeździe. Do tego wszyscy koledzy się z tego auta śmiali, choć było wówczas niezawodne
– opowiada Łukasz. Po trzech latach auto przejął kolejny z braci, Piotr. Niestety przez ten czas „setka” nie była tak dopieszczana, co skutkowało licznymi awariami. W ruinę „setka” popadła gdy Piotr Piszczek wyjechał na studia do Bydgoszczy. Skoda została w domu.
Jako nastolatek codziennie do niej zaglądałem i odpalałem silnik, a później nauczyłem się nią jeździć. Od tego zaczęła się moja fascynacja
– twierdzi Łukasz.
Kto się nie śmiał słysząc utwór „Jozin z Bazin”? Piosenka czeskiej grupy Banjo Band opowiada o potworze, który zjada ludzi, głównie mieszkańców Pragi. Pokonać go można robiąc oprysk z samolotu. Mládek śpiewa, że zrobił to, złapał potwora i postanowił sprzedać go do ZOO. Jak podaje Auto–świat, pogromca Jozina był właścicielem Skody 100 – czeskiego przeboju motoryzacyjnego. Rodzina Piszczków ludożerców pod nosem nie ma, ale sama starzejąca się „setka” jest dla nich nie lada wyzwaniem. Cudem unika zezłomowania, spędza lata pod chmurką, ale w 2000 roku przechodzi remont.
Wtedy wiedzieliśmy, że to już nie jest dla nas zwykłe auto. Znalazły się pieniądze na remont blacharski. Wstawiliśmy nowe drzwi (niestety już z innymi klamkami), pomalowaliśmy felgi i karoserię
– Łukasz wspomina narodziny „Mandaryny”. Przydomek auto zyskuje dzięki kolorowi nadwozia.

Skodziarze tak mają, że miłość do aut pochłania ich całkowicie. Stąd kolejne zakupy
Mandaryną zakrzewianin dojeżdża do szkoły w Złotowie. Auto z silnikiem OHV umieszczonym wzdłużnie nad tylną osią wywołuje uśmiechy i politowania kolegów. W drugiej połowie lat 90–tych pod „Rolniczakiem” królują golfy II i astry, a tu podjeżdża coś takiego. Z otworami wentylacyjnymi w błotnikach i w tym atakującym oczy kolorze. Auto Świat pisze, że skoda S 100 była niedociążona, dlatego jej właściciele „dociskają” ją do drogi workami z piaskiem lub płytami chodnikowymi wkładanymi do bagażnika umieszczonego z przodu auta. Podczas upałów silnikowi „setki” robi się gorąco, dlatego „skodziarze” modyfikują termostaty, a nawet je demontują. Łukaszowi Piszczkowi jednak to nie przeszkadza. Podobnie jak docinki kolegów. O golfie nie marzy.
Współczesne auta mają plastikowe dusze
– twierdzi wsiadając do Mandaryny.
Miłosny kryzys Łukasz przechodzi w czasie studiów. Nie może zgrać pracy i zjazdów, więc szef nie przedłuża mu umowy. Oszczędności topnieją, pojawia się pytanie: sprzedać Mandarynę? Tak by było najrozsądniej, w końcu chłopak ma drugie auto – na co dzień, a skodą jeździ od święta. Poza tym „setka” prosi o kolejny remont.
Studia, niestety, poszły w niepamięć, a skoda została. Ja i ona to jedno
– ogłasza triumfalnie mieszkaniec Zakrzewa. Wariactwo? Być może. Człowiek w tym, na co go nie stać samemu, dopatruje się szaleństwa (Andrzej Mularczyk „Polskie miłości”). Łukasz pracuje, a zarobione pieniądze pompuje w pomarańczową przyjaciółkę.
Na szrocie w Gorzowie Wielkopolskim wyhaczyłem takie właśnie auto. Facet nie chciał go sprzedać w całości, więc musiałem wyciągnąć z wozu co się dało. Do zrobienia było wiele: od malowania podłogi, przez oryginalne lusterka chromowane, halogeny, nowe felgi, kołpaki, nowe opony, nową tapicerkę z bogatszej wersji, chromowane zderzaki, listwy aluminiowe… Pozbyłem się również haka. Pomalowałem komorę silnika i sprawiłem, że zaczął błyszczeć. Musiałem także zająć się tylnymi błotnikami, które nie wytrzymały, gdyż minęło 10 lat od remontu
– Ł. Piszczek rozbiera i składa silnik. Trzy razy.
PIR 1616 – zabytek bez papierów – Skoda S 100 Łukasza Piszczka to zabytek, ale właściciel nie zamierza zmieniać jej tablic na żółte. Ma sentyment do numeru PIR 1616. Poza tym...
Skodziarz chce więcej – Skody pochłonęły Łukasza Piszczka. Podziw na wystawach, setki lajków na forum skody to za mało. Motoryzacyjny apetyt...
Jako laik czytałem, posiłkowałem się fachową literaturą i robiłem błędy. Pośpiech też robił swoje. Niestety nie dałem rady i nie pojechałem na najbardziej popularną wystawę w sezonie
Reklama
– opowiada mieszkaniec Zakrzewa. Prace trwały długo, ale zakończyły się sukcesem.

Łukasz i jego komar na pedały z 1965 roku. W dzieciństwie tego cudeńka zazdrościli mu wszyscy koledzy
Zrobiliśmy kapitalny remont, nawet ulepszyliśmy fabrykę bez ingerencji w oryginalność silnika. Nowa chłodnica, nowa pompa wody i paliwa, szlif głowicy i bloku. No tak. Zapomniałem wspomnieć o tym, że jeszcze zanim ja zacząłem jeździć, oryginalny silnik został zatarty. Zastąpiono go silnikiem od nowszego modelu 105. Różnica polegała tylko na zwiększonej pojemności a wizualnie tylko użebrowanie bloku i pokrywa zaworów była inna
Reklama
– początkowo zakrzewianin zbiera każdy paragon za części, ale z czasem daje spokój. Nie wie ile kosztował go ten remont, ale przekonuje, że było warto.
Czuję mega satysfakcję, gdy widzę podziw w oczach ludzi, mimo że jeżdżę autem, które ma 45. To moje dziecko
– Łukasz przypomina sytuację, gdy w klasie maturalnej jego Mandaryna miała być bohaterką filmu studniówkowego. Nie zgodził się.
Miało się przez nią przewinąć ponad dwadzieścia osób. Przez moje dziecko!
Skoda S 100 Łukasza Piszczka to zabytek, ale właściciel nie zamierza zmieniać jej tablic na żółte. Ma sentyment do numeru PIR 1616. Poza tym rejestracja zabytku to spory koszt i pewne ograniczenia, np. w wyjazdach zagranicznych. A Łukasz w sezonie na zloty pojazdów zabytkowych i rajdów turystycznych (zaczyna się w marcu i trwa do późnej jesieni) pojeździć lubi.
Kiedyś po zlocie pojechaliśmy ze znajomymi w góry, a potem na Słowację robiąc ponad 2 tysiące kilometrów
– mieszkaniec Zakrzewa chwali swoje 42–konne cacko. Niestety bez awarii się nie obyło.
Na wzniesieniach przestawał pracować jeden gar. Jakimś cudem udało nam się dostać nowe świece i kable oraz elementy aparatu zapłonowego, ale nic to nie pomogło. Ponieważ wystąpił problem ze spalaniem oleju, postanowiliśmy wlać MotoDoktora i tak udało się wrócić do domu na czterech garach. Dziś już nie mam z tym problemu
Reklama
– opowiada. Mało tego – jego „setka” potrafi postawić się mocniejszym autom.
Podczas zlotu na torze w Poznaniu odbyła się próba sprawnościowa. Startowały bmw 6, mustangi, a ja z moją skodą zająłem drugie miejsce. A wygrał jeszcze starszy i mniejszy samochód
– Łukasz mówi o wyścigu na slalomy, nawroty i ósemki. Perełką w jego opowieściach jest historia z innego zlotu. Coś, co utwierdza go w przekonaniu, że dobrze zrobił zachowując stary samochód ojca.
Kobieta ogląda moją Mandarynę i mówi do męża: widzisz durniu, kiedyś wywiozłeś nasze auto na złom, a dzisiaj mógłbyś w takiej wystawie brać udział!
Skody pochłonęły Łukasza Piszczka. Podziw na wystawach, setki lajków na forum skody to za mało. Motoryzacyjny apetyt zakrzewianina zaspokoić może jedynie kolejna skoda.
Chciałem MBX, matkę mojej skody, wersję dwudrzwiową z szybami bez ramek – okaz niezwykle rzadki. Musiałbym się zadłużyć, by kupić taką do remontu
– zdradza domorosły mechanik.
Potem zakochałem się w skodzie 110 R w wersji coupe, zwanej czeskim porsche. Stać mnie na nią było, ale koledzy z klubu podrzucili mi ofertę tej skody
– nasz gospodarz pokazuje oliwkową „setkę” rdzewiejącą obok garażu. Rocznik 1971, z detalami takimi jak wlew paliwa z otwieranym znaczkiem. Auto stało przy czeskiej granicy.
Do zrobienia jest tu wszystko
– Ł. Piszczek zapala się do pomysłu odrestaurowania samochodu. Ma już oryginalne fotele, boczki drzwi, zderzaki i wiele innych elementów. Wszystko zdobyte przez internet i znajomych skodziarzy. Na remont daje sobie cztery lata.
Nie chcę jej przeszlifować i zamalować. Chcę to zrobić porządnie, w końcu zrobię ją dla siebie. Dlatego zamierzam rozebrać ją do ostatniej śrubki. Wiem, że w trakcie padnie wiele niecenzuralnych słów, bo wiele napraw chcę wykonać samodzielnie. Ale gdy się wkurzę, to pójdę do domu, pooglądam zdjęcia fajnych samochodów i wrócę do garażu. A w złych chwilach wystarczy widok już odrestaurowanych elementów, co z pewnością będzie mobilizowało do dalszej pracy
– twierdzi fan skody. Tylko musi jeszcze znaleźć na to czas – oprócz pracy zawodowej, hobbystycznie zajmuje się kosmetyką samochodową. I organizuje zloty. Pierwszy już w kwietniu w Złotowie. Kolejny – 10 czerwca – w ramach Dni Otwartych Strażnic organizowanych przez Ochotniczą Straż Pożarną w Zakrzewie – zacznie się w Złotowie, a zakończy przed remizą w Zakrzewie właśnie. Łukasz Piszczek i Mandaryna będą tam na pewno.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten Pan Łukasz szybko zaczął dojeżdżać do szkoły w Złotowie - urodził się w 1988, a w drugiej połowie lat 90. już dojeżdżał... Coś tu się nie zgadza.
Tak. To ja :) Dzięki
to ten Pan od wystawy aut? Super pomysł na pewno będziemy
Ten Pan Łukasz szybko zaczął dojeżdżać do szkoły w Złotowie - urodził się w 1988, a w drugiej połowie lat 90. już dojeżdżał... Coś tu się nie zgadza.
Tak. To ja :) Dzięki
to ten Pan od wystawy aut? Super pomysł na pewno będziemy