Reklama

Nie trzeba mnie lubić, ale można na mnie polegać, mówi prezes sądu

30/01/2018 18:00
Marcin Dziamski, prezes Sądu Rejonowego w Złotowie opowiada o kampanii zohydzania sędziów i z kim nie może się zadawać

Dlaczego nie pojawił się Pan pod sądem w Złotowie, kiedy mieszkańcy stawali w obronie niezawisłości sądownictwa w Polsce?

W lipcu byłem na urlopie, a nie wykluczam, że wziąłbym udział w tego rodzaju wydarzeniu. Z kolei w listopadzie podszedłem bezrefleksyjnie do tematu. Nawet nie wiedziałem, czy coś jest w Złotowie organizowane.

Co znaczy bezrefleksyjnie? Przecież to sprawa sędziów.

Uważam, że za zmianami w sądownictwie stoi słuszna idea, choć sposób jej wprowadzania może budzić wątpliwości. To jest przedmiotem mojej troski. Nie jestem jednak przekonany, czy piastując urząd prezesa powinienem angażować się w spór polityczny. Sędziowie są od stosowania prawa, a nie od komentowania.

Reklama

Są w kraju sędziowie, którzy otwarcie krytykują pewne zmiany wprowadzane przez rząd. Panu wszystko się podoba?

Moje stanowisko pozostaje moim prywatnym. W momencie gdy coś staje się prawem, muszę je stosować. Nawet jeśli ustawa jest niezgodna z konstytucją, istnieje obowiązek jej stosowania. Problem w tym, że są zarzuty wobec Trybunału Konstytucyjnego, ale jeśli nawet on nie stwierdzi niezgodności z konstytucją, to powinniśmy domniemywać zgodność ustawy z konstytucją. Masa osób uważa, że część zmian w sądach jest tak daleko idąca, że jednoznacznie narusza konstytucję. Ja bym tak daleko nie poszedł.

Po dojściu PiSu do władzy okazało się, że sędziowie w Polsce mają wiele na sumieniu. Epatuje się ich błędami i przypadkami nadużyć. To prawdziwy obraz?


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 92% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem. Zaloguj się i subskrybuj treści portalu [[pay]]

Obraz w mediach jest zdecydowanie zaskakujący. Pracuję 15 lat w Złotowie, miałem do czynienia z szeregiem sędziów i takich przypadków nie było. Akcja z „uświadamianiem” społeczeństwa o skali rzekomej patologii w sądach ma charakter polityczny. Jest przesadzona. Nie bazuje na faktach, lecz na emocjach.

Reklama

To kampania zohydzania sędziów Polakom.

I przekonania społeczeństwa, że potrzeba zmian. Ja też ją widzę, ale nie dlatego, że ktoś 12 lat temu ukradł kiełbasę, za co został zresztą z zawodu usunięty (już nie żyje). Taki obraz przedstawia się jako normę i mówi, że wśród nas panuje patologia. To nieprawda. To głęboko krzywdzący obraz.

Profesor Małgorzata Gersdorf stwierdziła: „sędziowie nie przywykli do takich ataków, jakie dziś prowadzi na nich władza i nie nauczyli się chronić siebie. Boją się.” Pan się boi?

Prezesem się bywa, sędzią się jest. Jeżeli na fali zmian zostanę odwołany, to będę robić swoje jako sędzia. Natomiast nie zawsze jest łatwo zachować się odpowiednio. Profesor Gersdorf ma rację, mówiąc o skali ataków, bo przeciętny sędzia dotąd ich nie spotykał. Nie jesteśmy też nadzwyczajną kastą. Ba, my nie jesteśmy od tego, by nas lubić. Mamy być osobami, na których można polegać. Ludzie mają wiedzieć, że w sądzie żadna ze stron nie będzie faworyzowana, a wyrok wydamy zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą i wolą. A ponieważ nie jesteśmy od lubienia, to najprościej nas w ten sposób atakować. W końcu wychodząc z sądu prawie zawsze ktoś jest niezadowolony.

Reklama

Mówiąc o naciskach postawmy sprawę po ludzku - sędziowie też mają kredyty, rodziny i dzieci. I potrzebują pracy.

Oczywiście, ale jak pracuję 15 lat, tak nikt nie próbował wywierać na mnie nacisków. Nie mówił, jak mam orzekać. Wierzę, że umiałbym się wówczas zachować jak należy. Jestem przekonany, że nie poddałbym się naciskom.
Oczywiście, że to wiąże się z lękiem, zwłaszcza że instytucja dyscyplinarna – postępowanie dyscyplinarne przebudowywane jest tak, by łatwiej było sędziów karać. Jeśli zasłużą, to ok, ale oby nie było sytuacji karania za to, że są niezawiśli, a wydane orzeczenia nie podobają się którejś ze stron.

Jak Pan radzi sobie z odpowiedzialnością? Od Pańskich wyroków zależy czyjeś życie.

Dużo czytam, mam rodzinę, staram się w domu odcinać od pracy zawodowej.
Tyle że sędzia nie ma praktycznie czasu wolnego. Nawet mając 400 spraw na wokandzie nie może odmówić przyjęcia kolejnych 100.

Reklama

Wpływu na ilość spraw nie mamy żadnego. Sędzia ma pracować tak długo, jak długo jest taka potrzeba. To abstrahuje od jego potrzeb jako człowieka, męża czy ojca.

Taką drogę życiową wybrałem i teraz ponoszę konsekwencje... Choć bardzo lubię to, co robię, to szukam sposobów na oderwanie się od pracy.

Rozstrzyga Pan w sprawach swoich sąsiadów, bliższych bądź dalszych. To musi być trudne.

Mieszkam w Pile, na co mam zgodę prezesa sądu okręgowego, ale gdy byłem w Złotowie miałem pewien problem, bo miasto jest małe i spotykałem strony postępowań. Sędziowie, którzy się tutaj wychowali częściej mają ten kłopot. Zasady etyki wymagają, byśmy nie orzekali w sprawach, w których istnieje choćby cień wątpliwości do co naszej bezstronności. Wystarczy, że ktoś w ten sposób pomyśli.

Reklama

Sędzia powinien zachowywać się tak, jak społeczeństwo oczekuje, także w sytuacjach prywatnych. Jeden z Pańskich kolegów po fachu został usunięty z zawodu, bo zwyzywał uczestnika kolizji drogowej, w której brał udział.

Podlegamy odpowiedzialności dyscyplinarnej za to co robimy w ciągu całej doby. Poza pracą także. A kary są drakońskie. Mamy być nieskazitelnego charakteru i każdego dnia to udowadniać. Wystarczy być w miejscu, które nie cieszy się dobrą sławą lub pokazać się na zdjęciu z osobą napiętnowaną w środowisku i już mamy problem.

Pan w ogóle wychodzi z domu?

W Pile trochę mi łatwiej, ale bywa, że unikam korzystania z usług osoby, której sprawę prowadziłem w przeszłości. Nie jeżdżę do restauracji czy hoteli, w których bywają określone osoby. Nieraz zmieniam swoje plany, by uniknąć kontaktu np. ze skazanym.

Reklama

Takie życie w stanie czuwania musi być męczące.

Zbiór zasad etyki zawodowej mówi np., że naruszenie dobrych obyczajów może skutkować postępowaniem dyscyplinarnym. Tak samo jak nie wolno sędziemu wykorzystywać swojego statusu i prestiżu do załatwiania swoich spraw. Nie wpycham się np. przed kolejkę w urzędzie, jest normalne i oczywiste że stoję jak każdy obywatel.. Sędzia swoim zachowaniem nie może stwarzać nawet pozorów nie respektowania porządku prawnego. Gdy np. kolega przywiezie mi paczkę, a ja potem będę się z nim widzieć w sądzie, to ktoś pomyśli, że przyjmowałem łapówkę. Nieraz intuicja podpowiada mi, co wypada, a czego robić nie należy.

Wygląda na to, że to zawód skazany na samotność.

Nie jest tak źle, ale na wszelki wypadek trzymamy się w swoim środowisku, bo kontakty towarzyskie mogą być dla nas źródłem dylematów i problemów. Nieraz zdarzało się, że w towarzystwie pojawiał się ktoś, co do kogo miałem wątpliwości, czy powinniśmy siedzieć przy jednym stole, więc wychodziłem.

Reklama

Orzekając pyta Pan samego siebie: jak ja bym się zachował?

Obecnie nie zajmuję się sprawami karnymi. Zawsze jednak  starałem się wejść w buty oskarżonego. To trudne, bo oprócz samego zdarzenia istnieje szereg okoliczności wokół, jak choćby jego wychowanie, dom, z którego wyszedł. Nie jest powiedziane, że on, będąc tak ukształtowanym człowiekiem, miał szansę inaczej się zachować. Czasem stosując prawo mam wewnętrzne poczucie, że rozumiem oskarżonego, co nie znaczy, że mu odpuszczam, bo nie mam takiej mocy. Za grzechy, ewentualnie, odpuścić może Bóg. Zawsze pierwszeństwo daję literze prawa.

Podobno sędzia, który nie ma dylematów, jest bardzo niebezpieczny...

Sędzia zawsze powinien mieć wątpliwości i rozstrzygać sprawy nie tylko w zgodzie z wiedzą, ale też zasadami etycznymi. Rutyna nie może brać góry. Przykład. Dwie osoby prowadziły auto po pijanemu. Oczywiście złamały prawo. Tyle że jedna przestawiła auto z parkingu pod dom, 100 metrów, a druga spotkała się z kolegami, wypiła i miała zamiar wracać tym autem do domu. To są różne okoliczności tego samego czynu.

Reklama

Z badań fundacji Court Watch wynika, że na sprawiedliwy proces w opinii skazanych wpływało zachowanie sędziego. To, że patrzył im w oczy, nie poganiał, życzliwie tłumaczył i odpowiadał na ich „Dzień dobry”.

Takie niuanse mają kolosalne znaczenie. Sędzia musi być bezstronny i równo traktować wszystkie strony postępowania. Nie może np. pozwalać jednej ze stron być w sali, gdy druga wchodzi. To że należy się do nich zwracać z kulturą jest oczywiste. Nie mam zwyczaju krzyczeć, choć zdarza mi się podnosić głos. Strony są przed sądem równe, w każdej kwestii.

Zawód sędziego nie jest tak atrakcyjny jak się wydaje. Choćby ze względów finansowych – większe pieniądze zarabiają adwokaci czy radcy.

Mało tego, ja jako sędzia nie mogę robić nic poza orzekaniem, np. prowadzić działalności gospodarczej. Jestem w tej kwestii rażąco ograniczony. Nawet mój udział w jakiejś konferencji czy przeprowadzenie wykładu na uczelni wymaga poinformowania i zgody prezesa sądu okręgowego. To samo z działalnością pro bono.

Reklama

Dlaczego sprawy w sądach ciągną się miesiącami, a czasem latami?

W małych sądach, jak złotowski, nieobecność jednego sędziego bardzo wpływa na tempo prac pozostałych, a niestety wakaty nie są szybko uzupełniane. W tym roku dwóch naszych sędziów przejdzie w stan spoczynku, więc czekają nas ciężkie dni. Poza tym ja obecnie prowadzę 800 spraw, którym miałbym nadać bieg w ciągu miesiąca. To fizycznie niewykonalne. Termin będzie dłuższy.
Strony też często, wbrew temu co się myśli, przewlekają postępowanie. W coraz większe liczbie spraw potrzebna jest opinia biegłych, a czeka się na nią kilka miesięcy, a bywa że są one kiepskie. Na wokandę mam 10 dni w miesiącu, a bywa, że do jednej sprawy jest po kilkunastu świadków. Tego nie da się przez miesiąc zrobić. Do tego dochodzą postępowania odwoławcze.

Sędzia - leń to kolejny obrazek z telewizji.

Bynajmniej nie jest tak, że mamy 2 teczuszki i o 14:00-15:00 kończymy pracę. To absurd. Codziennie pracuję w domu poza godzinami urzędowania sądu.

Reklama

Jak długo trwała najdłuższa sprawa, którą Pan prowadził?

Sprawa spadkowa trwała 12 lat, z czego ja prowadziłem ją przez ostatnie 6. Udało mi się ją zakończyć. Obecnie mamy sprawy trwające w granicach 5 - 8 lat. Starszych nie mamy.

Ocena pracy sędziów przez zwierzchników jest bardzo prosta – zakończył sprawę, ma punkt. Niezależnie od tego, jakiej wagi ona była. Dlatego sędziowie „odfajkowują” proste procesy, a te trudne odkładają na później.

Tak może być. Sprawy trudne zawsze człowiek chce odsunąć na później. Staramy się tego nie robić, ale jesteśmy tylko ludźmi. Obecny system losowego przydziału spraw ma wykluczyć uznaniowość ich przyznawania, choć u nas w sądzie nigdy z tym problemów nie było, z czego jestem dumny.

Od lat mówi się o informatyzacji sądów, tymczasem komputery w salach rozpraw służą za maszyny do pisania, a cała dokumentacja sprawy i tak jest drukowana.

Sądownictwo w Polsce jest na etapie wprowadzania elektronicznego protokołu. Wszystko ma być nagrywane, od a do z. To ma skrócić postępowania. Nagrywanie jest dobre, bo będzie można wszystko zweryfikować. Poza tym strony bardziej się hamują podczas nagrywania. Takie rozprawy są spokojniejsze.
Z drugiej strony przy pisaniu orzeczenia sędzia będzie musiał odsłuchać np. 5 godzin nagrania (zapoznanie się z pisemnym protokołem trwać może godzinę), co kolosalnie wydłuży czas przygotowania do rozprawy. Także pełnomocników stron. Dlatego teraz wszystko się nagrywa, ale i tak przygotowuje się skrócony protokół. W tym roku program nagrywania rozpraw ma być w naszym sądzie wdrażany.

Brak informatyzacji doprowadza do takich sytuacji jak umówienie kilku rozpraw w jednej sali w tym samym czasie.

Zdarzają się takie błędy, nad czym ubolewam. Bywa też, że na rozprawę przeznaczy się za mało czasu. System komputerowy jednak już nam pokazuje, jak wygląda dzień wokandowy i nie da się już rozpisać spraw na ten sam termin.

Dlaczego postanowił Pan rozmawiać z mediami? Mógł Pan, wzorem poprzednika, schować się za autorytetem urzędu i odsyłać dziennikarzy do rzecznika w Poznaniu.

Kontrola sprawowana nad sądami przez media jest podstawą demokracji. To że mogę być z ingerencji prasy czy artykułu niezadowolony nie oznacza, że będę dziennikarzom utrudniał dostęp do wiedzy. Media są potrzebne i ważne. Gdyby nie media, wiele złego by się w Polsce działo. Mają kontrolować, także sądy, a ja im tę kontrolę ułatwiam.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wr - niezalogowany 2018-01-31 09:41:01

    Hola hola jacy mieszkańcy Złotowa? Chyba ich promil!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Xxx - niezalogowany 2018-01-31 07:18:28

    Haha ha

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czesiek - niezalogowany 2018-01-31 03:50:30

    No widzisz, a pod sądem rejonowym latem zmanipulowani przez poprzednią władzę, manifestowali swoją zgodę na to, żeby sądy działały jak dotychczas, po staremu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama