Nóż do krojenia chleba ma trzydzieści centymetrów. Około, bo Zdzisław nigdy go nie mierzył. Nawet po tym, gdy stal weszła w jego szyję. Dwa razy
- To dwa ukłucia były. Bym chciał, to bym mu tak przejechał... – Zenon, pulchny 61–latek z cukrzycą na karku jedzie kciukiem od ucha do ucha. - Ja najmniej wypite miałem – opowiada, patrząc w telewizor. Dziesięć dni po tym, jak dźgnął kolegę w szyję, siedzi w domu i zastanawia się nad karą. Ma na koncie jeden wyrok (nie powie, za co), ale czterdzieści lat temu. Na policji mówią, że to się nie liczy.
Ważne, że sąsiad patrzy w lustro. Szwy z lewej, szwy z prawej. A nożownik ładny, ogorzały. - I co gnoju narobiłeś? Jak ja wyglądam? Ja sam tego nie zrobiłem, tylko ktoś mnie załatwił, to inaczej na to patrzę – Zdzisław, 65–latek z klatą podbarwioną krwią, swojego oprawcę spotyka kilka dni po lekcji fechtunku - uczył go Zenon. - Ja tam nie wiem, ile centymetrów ten nóż tam weszedł. Im słabiej się tego..., to więcej krwi jest, nie? – mężczyzna zna się, z wykształcenia jest rzeźnikiem. Trzody nie zabija z dziesięć lat, ale fachu nie zapomniał.
Jak to słabiej bić trzeba? - Jak świniaka siekierą się biło kiedyś (bo później nożyce elektryczne były), to jak się za mocno ogłuszyło, to nie dało krwi dużo – tłumaczy obrazowo.
- Ze dwa litry, litr poszło – przykład Zdzisława malującego krwią mieszkanie potwierdza rzeźniczą teorię. - Szczęście, że przeżyłeś. Pół godziny i byłoby po tobie, mówili - mężczyzna krwią puszczoną przez kolegę maluje dywan, kanapę i na dodatek nowe spodnie. Mówi, że strat jak cholera się narobiło. Kto za to zapłaci? - Ja nie jestem mściwy. Oby nie siedział, nie życzę mu. Odsiedzi i co? Wyjdzie przedterminowo i będzie taki sam głupi jak był. Dopieprzcie mu sprawę finansową, żeby się nie pozbierał – ot, sąsiedzkie miłosierdzie.
Znajomość przez szkło
Zdzisław i Zenon na jednej ulicy stoją. Znają się ze dwanaście albo i dziesięć lat. – Widzi pan, kawał ch... – opisuje sąsiada z końca ulicy Zdzisław. - My się kolegowalim. Jak nie miałem pieniędzy, to pożyczałem od niego. Nawet mi je przywiózł samochodem – chwali kolegę Zenon. Znajomość podsycają alkoholem. Tego dnia Zenon chciał rozliczyć PIT. Wziął do tego trzy wina i dwa szampany. Co by się liczyło lepiej. – Dwa to na jednego, to pięć wziąłem. Ona tam miała jednego szampana no i pilim – były rzeźnik wspomina żonę Zdzisława i drapie się po nodze. Bąble z wodą podobno swędzą jak cholera, a opuchliznę ma po pępek. Dzięki niej z aresztu wyszedł. Podwija nogawkę dresowych spodni: łydka jak balon. Tylko siny taki.
- On to baniak musiał mieć. Ja to trochę lubię wypić, a on nie ma umiaru. A jak wypije, to wariat – skarży się Zdzisław. Nerwy Zenona sprawdzają regularnie.
Łóżko zamiast krat
Policja, ta to denerwuje. Pytają pięć razy o to samo i na koszty narażają. - Jeszcze muszę płacić 260 chyba – droga noc, jak w hotelu. No że po alkoholu? Tam taki alkohol – 61–latek wspomina izbę wytrzeźwień. Skarży się, że kiedy procenty z niego wychodziły, to o mało nie umarł. Dwa dni bez tabletek był. - No policja mnie zabrała. Ja im mówię, że chory jestem człowiek. Ich to nie obchodzi, jakbym umarł tam. I na izbę wytrzeźwień. Tak nie powinno być. Ja mam nogi takie banie, ja mam wodę w sobie, ja mam cukrzycę typu drugiego...
Doktorowi dodatkowo Zenon zgłasza duszność. – Chcieli mnie zamknąć, ale lekarz nie pozwolił – mężczyzna pokazuje papiery, wypisy, historię choroby. 8 kwietnia poszedł do szpitala. Wskazanie: zaostrzenie przewlekłej niewydolności krążenia i cukrzyca.
Zdzisław w szpitalu, tym co to mówili mu, że cudem przeżył, spędził parę dni. Plastrów już nie nosi, szwy ma na wierzchu. Podobno tak rana szybciej się goi. Blizna w głowie pozostaje dłużej. - Na razie nie przychodź do nas tam, damy znać – Zenon twierdzi, że sąsiad zaprasza go do siebie. Nie wie, kiedy, ale może i pójdzie. W dniu wyjścia z aresztu idzie tam po skuter, ale pani Halina nie wychodzi. – Otworzyła tylko okno, może się bała? – oskarżony o uszkodzenie ciała drapie się po nodze. [[reklama]] Cała Polska kłamie?
Pani Halina to żona dźgniętego. Jak sąsiad noża używał - nie widziała. Mąż jej opowiedział, a ona innym. - Jak ja wstałem, to złapał mnie za szyję i zaczął mnie dusić. Średnio byłem wzięty, dokładnie nie pamiętam. Pamiętam, że widziałem, jak wziął nóż i zadał cios jeden, i drugi. Żona była w łazience. Jakby nie była w łazience, to byłby spokój, nie? A on okazję wykorzystał i doskoczył do mnie – Zdzisław to samo co policji mówi i teraz. Kłamać nie ma po co.
A Zenon kłamstwem się brzydzi. - To co było, to było, ale to duszenie jest niewiarygodne według mnie. Po co to kłamać? To dorosłe ludzie są. To w całej Polsce tak jest?
A jak było? - On pali, to też na dwór szedł zapalić. I ona mi mówiła o nim złe rzeczy, ale tego nie możecie pisać... I to on chyba słyszał, nas podsłuchiwał jak żeśmy rozmawiali. I wleciał, i zaś do mnie. Ja tam się nie dam zaraz tak wygonić, no – Zenon odwraca głowę gdy dodaje, że na stole było jeszcze co pić.
- Się szarpalim, ten nóż tam leżał, złapałem i tak go żem delikatnie. Jakbym chciał, to by oczy zamknął – mężczyzna zaciska małą grubą dłoń. To co, bronił się pan? - Tak to wychodzi. [[nowa_strona]] Adrenalina oczyszcza z alkoholu lepiej niż płukanie żołądka. I działa szybciej. Zenon trzeźwieje na podwórku. Zanim wyszedł obejrzał kolegę. – A gdzie tam upadł, kręcił się. Żadnej żyły nie miał przeciętej. Widziałem jak krew tryska – nóż do chleba gość Zdzisława odłożył na swoje miejsce. [[reklama]] Ręczna robota
Przy stole, którym dźgał były rzeźnik, Zdzisław spędza noce. Z bezsenności. Rozwiązuje krzyżówki i myśli, co sąsiadowi odbiło. – Taki porządny chłop, jakiś kur... szatan w niego wstąpił czy co?
Diabeł, nie diabeł, zapłacić musi. – Albo rybki, albo pipki – mówi Zdzisław, gdy rozmawiamy po raz pierwszy. Opiera się o płot i opowiada, że najpierw chciał nożownikowi odpuścić, teraz już nie, ale właściwie to dogadać się mogą. Pieniądze godzą lepiej niż załzawione „przepraszam” Zenona. - Będę się jeszcze domagał odszkodowania. I tak słabo mówię, nie wiem, czy mi krtani nie uszkodził – Zdzisław podbija stawkę, dotykając kilkucentymetrowej rany. Jakby krtań była uszkodzona, to chyba by ze szpitala nie puścili? – Oni tam olewają. Jak prywatnie to co innego – 65–latek wie swoje.
Powinien też wiedzieć, że Zenon płacić nie ma z czego. Trochę ponad osiemset złotych renty, litania chorób i dom pełen pamiątek po zmarłej konkubinie to niewiele. - Musi pogrążyć się. Jakby to było ręcznie, to co innego, nie? Na pięści, nie? – tego noża Zdzisław koledze wybaczyć nie może.
Zenon sobie również. – Jasne, że o tym myślę. Ani do kogo się użalić nie mam, ani co. Zawsze tam chodziłem i oni tu przyszli latem, zawsze dobrze było – napastnik tęskni za ofiarą. Na stole przed telewizorem ma komórkę. Starą, odrapaną, ale z numerem do Zdzicha. - Dzisiaj nie będę dzwonił – mężczyzna odkłada telefon.
W słuchawce: możliwość wykonywania połączeń wychodzących została zablokowana. Uzupełnij swoje konto.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze