Coraz więcej osób skarży na sąsiadów. Bo nie płacą za śmieci, bo gdzieś je wynoszą. - Traktujemy to jak spełnienie obywatelskiego obowiązku - mówi A. Ruta
Polak kombinuje, jak może. Jeśli może zapłacić mniej, to zrobi wiele, by tak było. Tak jest z opłatami za odbiór odpadów.
- Ludzie nas oszukują - niby segregują, ale tak naprawdę wyrzucają do pojemników wszystko, w tym odpady niebezpieczne jak farby, rozpuszczalniki, szyby - teorię tę potwierdza kierownik biura Związku Gmin Krajny Andrzej Ruta.
Na szczęście coraz częściej oszustów udaje się złapać. Dzięki donosom. Takich cynków na zasadzie "uprzejmie donoszę" jest coraz więcej. Telefonicznych i osobistych.
- Zgłoszeń jest do dziesięciu tygodniowo. Ludzie mówią nam, że ten (tu pada nazwisko i adres) nie płaci. Albo że sąsiad wynosi gdzieś śmieci - A. Ruta zaznacza, że nie są to anonimy, bo zgłaszający nie mają oporów przed podaniem swoich nazwisk. Skoro oni uczciwie płacą, to dlaczego sąsiad ma bezkarnie oszukiwać?
Donos obywatelski
Każde takie zgłoszenie jest wnikliwie sprawdzane. Problem, zależnie od jego wagi, przekazywany jest straży miejskiej lub policji. Większość doniesień się potwierdza.
Nałożony zostaje mandat karny, naliczona zostaje opłata za odbiór odpadów. Życzliwi obywatele więc się przydają. - Traktuję to jak spełnienie obywatelskiego obowiązku. Jeżeli ustawa ma rzeczywiście chronić środowisko, to takie zgłoszenia są potrzebne - uważa kierownik biura Związku Gmin Krajny.
[[reklama]]
Tu jednak sporo jest jeszcze do zrobienia. Nadal wielu mieszkańców powiatu nie złożyło deklaracji śmieciowych. Gdzie trafiają ich odpady? Wójt gminy Złotów, a zarazem leśnik z zawodu Piotr Lach nie ma wątpliwości. - Pozytywnych skutków wejścia w życie ustawy nie widać. W lasach jest coraz więcej śmieci.
Tylko w tym roku ZGK wystawił około półtora tysiąca upomnień dotyczących deklaracji i opłat za śmieci. To dużo, bo w drugim półroczu ubiegłego roku było ich nieco ponad dwa tysiące.
Pozytywne jest to, że coraz więcej osób zmienia deklaracje i przechodzi ze zbiórki nieselektywnej na selektywną.
[[reklama]]
W pierwszym kwartale tego roku liczba segregujących wzrosła o niemal dziewięćset osób. Andrzej Ruta nie ma jednak złudzeń - najczęściej nie chodzi tu o rosnącą świadomość ekologiczną mieszkańców, lecz o oszczędności.
- Wiemy, że nie zawsze za tym idzie autentyczna segregacja - twierdzi kierownik. Wygląda więc na to, że miejsca na obywatelski donos nie zabraknie.
Łukasz Opłatek
Zdjęcie z serwisu: Fotolia.pl
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze