Reklama

Adwokat mafii? To nie ja

28/12/2017 07:00
Dlaczego broni morderców czy pedofilów? Za co karze się adwokatów i czy ma moralnego kaca? O pracy adwokata opowiada Stanisław Godlewski

Jak Pan może go bronić?! Często Pan to słyszy?

Czasami. Odpowiadam, że tak jak lekarz nie może odmówić pomocy, tak adwokat nie może odmówić obrony. Ludzie zawsze wiedzą lepiej. Córka broniła mężczyzny oskarżonego o uszkodzenie ciała dziecka z Jastrowia, a pod artykułem wylała się fala hejtu. A przecież nikt z nas, ani ja, ani sędzia nie jest w stanie powiedzieć, co dokładnie zaszło. Każdy może mieć na to swój pogląd, bo jeśli z dzieckiem kontakt miały dwie czy trzy osoby, to pewnie któraś z nich te obrażenia spowodowała. Biegli powiedzieli, że mechanizm był prawdopodobny. I tyle. A ludzie wydają wyroki. Tylko że obrońca nie może patrzeć na to, co ludzie powiedzą.

Reklama

Nie może Pan odmówić obrony, choćby uważał, że czyn klienta jest moralnie naganny i sprzeczny z jego przekonaniami?

Każdy czyn opisany w kodeksie karnym jest niemoralny, bo stanowi przestępstwo. Jest wówczas sprzeczny z moimi zasadami. Ale to nie oznacza, że mam być sędzią danego człowieka. Każdy kto trafia przed sąd staje naprzeciwko całego aparatu państwowego: policji, prokuratora, sędziego. Potrzebuje wówczas osoby z wiedzą prawniczą, która mu pomoże. Moim celem jest podnoszenie argumentów pokazujących, że mógł on danego czynu nie popełnić lub zrobił to w określonych okolicznościach łagodzących. Sąd musi je rozważyć i wtedy mówimy o uczciwym procesie.

Lubi Pan sprawy medialne?


Pozostało jeszcze 92% wywiadu[[pay]]

Miałem w tym powiecie, niedawno, trzy sprawy, w których moich klienci byli oskarżeni o usiłowanie zabójstwa. Wszystkie zakończyły się korzystnie, gdyż sąd nie podzielił argumentów prokuratora, że czyny te wyczerpywały znamiona przestępstwa zabójstwa. Jeden z nich otrzymał karę dwóch lat pozbawiania wolności, jeszcze z warunkowym zawieszeniem. Im trudniejsza sprawa, tym większa satysfakcja z takiego rozstrzygnięcia.

Reklama

To ekscytujące bronić kogoś, przeciwko komu są silne dowody?

Sala sądowa to nie jest teatr, w którym aktora oklaskuje publiczność. Ale wykazać się rzeczywiście można.

Wiąże się Pan emocjonalnie ze sprawami, a przegraną traktuje jak osobistą porażkę?

Gdy wchodzę na salę, skacze mi adrenalina, ale po wyjściu ona opada. Nie żyję daną sprawą, bo za chwilę mam kolejną. Czasem kończy się to zawałami prawników, bo to stresujące zajęcie. Choć nie utożsamiam się z klientami, to żyję ich sprawami. Nie mam poczucia porażki i nie roztrząsam spraw po ich zakończeniu. Miałbym do siebie pretensje, gdybym nie wykorzystał wszystkich znanych mi dowodów lub argumentów prawniczych.

Reklama

Nawet gdy broni Pan kogoś, kto ewidentnie jest winny?

Nigdy nie pytam klienta, czy popełnił dany czyn. Pytam go, czy przyznaje się do zarzucanego czynu. Jeśli mówi, że nie, to linia obrony opiera się na argumentach podważających dowody oskarżyciela. Nie chciałbym znaleźć się w sytuacji, w której np. któryś z tych oskarżonych o zabójstwo powiedział mi, że chciał zabić człowieka, ale mam twierdzić, że jest niewinny. Powstałby wtedy relatywizm, bo miałbym mówić przed sądem, że jest niewinny, a wiedziałbym, że jest inaczej. Takiemu przypadkowi bym nie podołał. Nie mógłbym prezentować dwóch prawd.

Tyle że oskarżony może kłamać jak z nut. Takie jego prawo.

W polskim systemie prawnym oskarżony może mówić nieprawdę, a ponieważ nie są to zeznania, więc nie ponosi odpowiedzialności karnej (chyba że pomawia inną osobę). Może więc bronić się w każdy sposób. Może mówić, że nie było go na miejscu przestępstwa, choć jest na monitoringu i potwierdza to pięćdziesięciu świadków. W USA jest podobnie, tyle że kłamstwo w sądzie może być traktowane jako obraza sądu.

Reklama

Pana to nie obraża, gdy klient kłamie w żywe oczy?

Ja o tym nie wiem. Jeśli mówi, że nie było go na miejscu, to pytam, jak to udowodni, bo przecież jest na monitoringu…

To dopiero jest relatywizm moralny!

Nie, bo mówię, że takiego argumentu klienta nie podniosę, bo nie jestem w stanie go podważyć. To nie jest tak, że jeśli klient może mówić nieprawdę, to adwokat jest zobowiązany za nim tę nieprawdę poświadczać. O adwokatach mówi się „papugi”, ale ja nią nie jestem. Nie podnoszę rzeczy, które obrażałyby inteligencję sądu.

Jak do adwokatury ma się powiedzenie: nasz klient, nasz pan?

Klient wymaga starannego działania w jego interesie. Ja nie twierdzę o stanie faktycznym, nie zeznaję. Przedstawiam argumenty i proszę sąd, by rozważył, czy jest w nich coś na rzeczy. A gdyby było, to proszę o uniewinnienie.

Reklama

Skąd w takim razie zarzuty wysuwane pod adresem adwokatów, że naginają prawo, by pomóc klientowi?

Adwokaci są różni. Od lat jestem sędzią dyscyplinarnym w Radzie Adwokackiej w Poznaniu i jesteśmy tam bezlitośni dla tych, którzy łamią zasady etyki. Adwokat nie może utożsamiać się ze zbrodnią. Nie broni przestępstwa, tylko przestępcy. Nie czynu, tylko człowieka. Jest teraz niestety wielu prawników, którzy w walce o klienta posuwają się do różnych rzeczy. Często przed sądem dyscyplinarnym stają młodzi ludzie, którzy myślą, że w adwokaturze jest jak w amerykańskich filmach – wszystko wolno.

Naczelna Rada Adwokacka podaje, że rośnie lizba postępowań dyscyplinarnych wobec adwokatów.

Pamiętam sprawę adwokata, który ujawnił dane personalne osób, które leczyły się psychiatrycznie. Napisał to co prawda w piśmie do sądu, ale złamał zasady. Jest tych przypadków trochę, co dwa miesiące orzekam w tych sprawach. I orzekamy kary – od pieniężnych po wydalenie z zawodu, choć tej ostatniej, na szczęście, nie było potrzeby stosować. Proszę pamiętać, że w Wielkopolskiej Izbie wykonuje zawód ok. 1300 adwokatów i kształcimy kilkuset aplikantów w każdym roku. Skala przewinień nie jest duża, a jeśli liczba postępowań rośnie, to dlatego, że władze korporacji nie tolerują naruszania zasad etyki adwokackiej.

Reklama

Staram się żyć godnie i nikomu nie wyrządzać szkody. Bym nie mógł sobie zarzucić złamania norm, które wyznaję

Pan w zawodzie jest ponad trzydzieści lat. Chce Pan powiedzieć, że stare wygi zasad nie łamią?

Mam ustabilizowaną sytuację materialną, pozycję i nie muszę nikomu nadskakiwać i nosić teczki za klientem, który np. handluje narkotykami. Znam swoją wartość i jeżeli nawet bronię tego handlarza, to nie znaczy, że mu się sprzedaję. To ja wybieram sprawy, a nie one mnie.

Niektóre sprawy są obarczone pewnym ryzykiem, bo wpływają na Pański wizerunek. Ludzie mówią: to ten, który bronił zabójcy, gwałciciela, damskiego boksera…

To mi w ogóle nie przeszkadza. Broniłem w sprawach narkotykowych i słyszałem słowa „adwokat mafii”, ale mnie to nie rusza, bo nim nie jestem. Jeżeli bronię człowieka oskarżonego o zabójstwo i on zostaje wypuszczony z aresztu, to jest to porażka oskarżyciela. Ja spełniłem swoją rolę, a wyrok wydał sąd. Rzecz w tym, by nie było tak, że ktoś został skazany na podstawie niedostatecznych dowodów. By sąd nie powiedział, że dowody nie są za silne, ale ja go już pięć razy skazywałem, to na pewno jest winny...
Nigdy nie spotkałem się z ostracyzmem ze strony społeczeństwa. Więcej, mam klientów, którzy przyszli do mnie po tym, jak przegrali ze mną sprawy cywilne.

Reklama

Poszli do zwycięzcy.

Jeśli jestem skuteczny, to przegrany nie może mieć do mnie pretensji. Broniąc klienta nie naruszam niczyjej godności, tylko prezentuję jego racje. Tak, zdarzyło mi się wygrać sprawę, której wygrać nie powinienem. Tyle że druga strona broniła się nieporadnie. Ostatnio np. mój klient dostał kilkadziesiąt tysięcy złotych więcej wskutek pomyłki prawnika drugiej strony, którą to wykorzystałem.

I nie miał Pan kaca moralnego?

Klient chce, żebym wykazał jego racje i to robię. Jeżeli druga strona (w sprawach cywilnych) nie walczy, to przegrywa. Nie zastanawiam się, co by było gdyby. W sprawach cywilnych jest zasada prawdy formalnej, wygrywa ten, kto wykaże rację, a sąd nie może z urzędu dążyć do ustalenia prawdy materialnej, gdyż wtedy by faworyzował jedną ze stron.

Reklama

Lubi Pan wygrywać?

Skuteczność daje mi satysfakcję. Spełniam się nie w zwycięstwach, ale w tym, że pomagam ludziom. Czasem przychodzą do mnie załamani, z poplątaną sytuacją, ale zanim skończą mówić znajduję dla nich korzystne rozwiązanie.

Jaka była Pańska najtrudniejsza sprawa?

Oskarżenie pana po siedemdziesiątce o usiłowanie zabójstwa pasierba. Ten pasierb był złym człowiekiem, znęcał się nad staruszkiem, doprowadził go desperacji. Sąd uznał, że mój klient może odpowiadać jedynie za użycie noża, bo uderzał w miejsca, które nie niosły ryzyka zabicia. I ten schorowany człowiek dostał karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu. Gdyby otrzymał minimalne osiem lat za próbę zabójstwa, nie przeżyłby tego.

Reklama

A sprawy, w których najwięcej Pan ryzykował?

Miałem kiedyś poczucie ogromnego lęku, spać po nocach nie mogłem. Chodziło o oskarżenie osiemnastu nauczycieli jednej z lokalnych szkół przez innego nauczyciela o jego zniesławienie. Pan domagał się przeprosin i zadośćuczynienia. Ci ludzie zebrali się tutaj, a ja przekonałem ich do walki w sądzie. Gdyby zostali skazani, to zgodnie z Kartą Nauczyciela straciliby pracę. Wziąłem na siebie wielką odpowiedzialność, ale doprowadziłem do uniewinnienia.

Gdyby Pan zawiódł, ich życie ległoby w gruzach.

Wie pan, kiedy bronię osobę oskarżoną o stręczycielstwo czy handel narkotykami i ona dostanie pięć lat, to mogę powiedzieć: ok, nie byłem dość przekonywujący, a gdybym był bardziej, to dostałaby 4,5. Z tym, że sama wina nie budzi wątpliwości. W przypadku tych nauczycieli było inaczej. To ja odpowiadałem za los osiemnastu osób i ich rodzin.

Reklama

Mówi Pan, że wybiera sobie sprawy, ale tych przydzielanych z urzędu nie może Pan odrzucić.

Są osoby o ograniczonej poczytalności lub po prostu biedne, które mogą się zwrócić do sądu o przyznanie obrońcy z urzędu. Obrona z urzędu od obrony z wyboru niczym się nie różni. Z tym, że w pierwszej płatnikiem jest Skarb Państwa.

I stawki są inne.

Wczoraj uczestniczyłem w takim posiedzeniu z urzędu i zapłata wynosiła 140 złotych, w tym podatek VAT.

W tym czasie mógłby Pan prowadzić bardziej opłacalne sprawy.

Nie zdarzyło mi się odmówić i nie znam takiego przypadku. Nie podjąć się tego mógłbym tylko, gdybym wcześniej, w tej samej sprawie, udzielił porady drugiej stronie procesu. Nawet gdybym np. od żony otrzymał niewielkie wynagrodzenie, na poziomie lekarskim, za poradę w sprawie podziału majątku, a potem przyszedłby mąż z teczką pieniędzy, to nie mogę tej sprawy wziąć.

Teraz bronił Pan, z urzędu, złotowianina oskarżonego o molestowanie nieletnich dziewczynek. Na sali sądowej sprawiał Pan wrażenie rozdartego. Jakby Pan czuł, że dowody są przytłaczające, ale nie chciał Pan wyjść z roli obrońcy.

W większości spraw karnych, po zapoznaniu się z aktami, jestem w stanie przewidzieć wyrok. Chyba że wydarzy się coś niespodziewanego. Mam świadomość, że sąd może mojego klienta uznać winnym molestowania, więc jestem zobowiązany podnieść argumenty łagodzące: jego wiek, sposób działania, skutki...

Jakich spraw by Pan nie przyjął?

Nie biorę z wyboru spraw ludzi oskarżonych o przemoc wobec dzieci, rodziny. Chyba że stwierdziłbym pomówienie. Ostatnio wygrałem sprawę o znęcanie się nad żoną. Było oczywiste, że pani wniosła oskarżenie w związku ze sprawą rozwodową. Mówiła o znęcaniu się i wieloletnich gwałtach, a z drugiej strony pisała do męża bardzo miłe listy. Dodam, że mój klient jest osobą zamożną i zapewne liczyła na alimenty. Umorzono postępowanie wobec niepopełnienia zarzucanych czynów.

Jak Pan radzi sobie z obciążeniem psychicznym w tej pracy?

Mówię: ok, może mój klient coś ukradł, może kogoś uderzył, ale nie zostało to udowodnione. Ja mam czyste sumienie, bo moim zadaniem jest jedynie budzić wątpliwości. Każdy powinien to ocenić pozytywnie. W końcu każdy z nas mógłby trafić przed sąd pod byle oskarżeniem i zostać skazany. Adwokat jest po to, by zapewnić mu uczciwy proces.

Gdy myślimy o adwokacie idealnym rozumiemy przez to „etyczny”, a gdy nam podwinie się noga, np. potrącimy kogoś prowadząc pod wpływem, chcemy, by adwokat załatwił nam uniewinnienie, nieważne jakimi metodami, prawda?

Nikt nie powie: zrobiłem to, proszę mnie ukarać. Ci, którzy piszą hejty na forach, jeżeli zostaną pozwani do sądu, powiedzą, że działali w interesie społecznym, wyrazili tylko powszechną opinię i błagają o łagodne potraktowanie. Wtedy zmienia się ich postawa wobec adwokata. Kiedy człowiek staje naprzeciwko aparatu oskarżycielskiego, to adwokat jest najlepszym wyborem. Osobą, na której można się oprzeć i której można zaufać.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ja - niezalogowany 2017-12-29 15:28:56

    Do wyborcy masz słuszna racje

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    smiech - niezalogowany 2017-12-29 14:56:42

    - taki mały paradoks;);)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    wyborca - niezalogowany 2017-12-28 16:50:48

    ty a kto nie lubi

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama