Reklama

Dzika rzeka

19/01/2013 00:00
Piotr Piszczek kilka tygodni temu wrócił z Zimowej Ekspedycji Wisła organizowanej przez fundację Marka Kamińskiego. Latem samotnie przepłynął całą Wisłę. Mieszkający w Poznaniu 30-latek z Zakrzewa wspomina niezwykłe wyprawy

Swoją turystyczno-sportową pasję Piotr zaczął od roweru. Najpierw kręcił kilometry „wokół komina”, później za chlebem wyjechał do Holandii, gdzie trenował kolarstwo. Tam narodził się pomysł prawdziwej wyprawy rowerowej. Wypadło na Rzym. Z kolegą poznanym przez internet w miesiąc przejechali 3 tys. kilometrów. Po powrocie zaczął ścigać się w maratonach kolarskich. Trzy razy udało mu się stanąć na podium. W zeszłym roku w Gorzowie Wielkopolskim Piotr zdobył nawet pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej. Ze względu na problemy z kolanami zaczął jednak szukać innego zajęcia. Wybór padł na turystykę kajakową. Zakrzewianin przepłynął już kilka mniejszych i większych rzek w Polsce. Nabrał też apetytu na coś ambitniejszego. – Rozważałem między Odrą a Wisłą. Zdecydował dziki charakter Wisły, która na dużym odcinku nie jest rzeką uregulowaną. O Wiśle mówi się często, że to ostatnia dzika rzeka Europy. Zdecydowanie najbardziej wartościowy przyrodniczo jest najdłuższy, środkowy odcinek, pomiędzy Zawichostem a Płockiem. Jest on uregulowany w bardzo małym stopniu, a rzeka ma swobodę działania – uzasadnia.
[[reklama]]
Pasjonaci i wrogowie

Na przełomie lipca i sierpnia ubiegłego roku Piotr wybrał się w samotny spływ Wisłą. – Po Polskiej Pięknej Królowej Naszej płynąłem 15 dni, pokonując cały odcinek żeglugowy, dokładnie 941 km. Poznałem wielu ludzi mniej lub bardziej związanych z życiem rzeki. Poznawałem historie Wisły, różne aspekty życia przy niej. Poznałem pasjonatów rzeki i jej wrogów – wspomina, wyjaśniając dalej... – Pasjonaci Wisły to osoby, które żyją razem z rzeką. Kochają jej nieobliczalny charakter, zmienność i piękno. Tak spotkałem fotografa, który co roku przemierza Wisłę wzdłuż brzegu fotografując liczne walory przyrodnicze. Jednym z poznanych pasjonatów jest też Marek Spitalniak. Przemierzał rzekę po raz piąty z rzędu ze swoja rodziną. Marek przepłynął już Amazonkę, Nil, Dunaj i wiele innych rzek. Kilka razy powtarzał, że Wisła wcale nie odstaje od tych największych, najpiękniejszych rzek. Poznałem też ludzi, którzy spływali na tratwach wybudowanych na brzegu. Właściwie każdego dnia widywałem osobę, z którą chętnie spędziłbym więcej czasu. Byli też tacy, którzy zwyczajnie boją się żyć nad Wisłą. Pamiętają lata, kiedy ich dobytek stanął w głębokiej wodzie. Dla nich mieszkanie nad Wisłą to życie przy granicy, którą przez małą ilość przepraw, jak mosty i przeprawy promowe, nie da się przekroczyć. Mieszkają, pracują, uczą się po jednej stronie rzeki, często zazdroszcząc sąsiadom z drugiego brzegu – relacjonuje.

Latem i zimą

Piotr przyznaje, że Wisła uwiodła go od pierwszego kilometra, a każdy kolejny dostarcza wielu wrażeń, często ekstremalnych. Krytyczny moment przyszedł po trzech dniach. – Byłem bliski rezygnacji ze względu na kontuzję przedramienia. Na szczęście pomoc aptekarki z Niepołomic pozwoliła mi uwierzyć w powodzenie spływu – wspomina, dodając, że dużym wyzwaniem było płynięcie w pełnym słońcu. – Dziennie musiałem przemierzyć 60 km, co było bardzo wyczerpujące. Byłem zdany tylko na siebie, co jakiś czas uzupełniałem zapasy prowiantu i wody. Wiązało się to z długimi poszukiwaniami sklepu, a później z powrotem z ciężkimi zakupami. Oprócz tego rozbicie obozowiska i przygotowanie posiłków też były bardzo czasochłonne – wspomina letnią wyprawę, która mimo wszystko pozostawiła niedosyt i chęć zmierzenia się z rzeką... zimą.
[[nowa_strona]]
Okazja nadarzyła się bardzo szybko. W grudniu wyruszyła Zimowa Ekspedycja Wisła organizowana przez Fundację Marka Kamińskiego. Kilkunastu śmiałków, trzytygodniową wyprawą chciało powtórzyć wyczyn Marka Kamińskiego z 2010 roku i pokonać ponad 900 km Wisły. Oczywiście był wśród nich zakrzewianin. – Zimowa Ekspedycja Wisła 2012 to nie jest zwykła wyprawa kajakowa. To próba zmierzenia się z największą polską rzeką i własnymi słabościami w ekstremalnych warunkach – w internecie promowano tą niezwykłą wyprawę.

Ekstremalne warunki

– Zimowy spływ wiązał się oczywiście z niską temperaturą. Chodź byliśmy dobrze przygotowani i nie narzekaliśmy na temperaturę, to uciążliwy był lód, który gromadził się wszędzie, na całym kokpicie i na wiosłach. Dużym utrudnieniem były krótkie dni. Płynęliśmy od świtu do zmierzchu i często brakowało nam czasu na przepłynięcie zamierzonego odcinka. Po zmierzchu nie widać nurtu, powalonych drzew i przede wszystkim kierunku. Kolejnym negatywnym czynnikiem była mgła. Często pozbawiała nas punktu odniesienia, dlatego traciliśmy sporo czasu płynąc po omacku. Bardzo ekstremalnym czynnikiem była szybko powstająca na rzece kra, która pojawiła się już po dwóch dniach. Lód najczęściej przemieszcza się razem z nurtem rzeki, dlatego aby ominąć przeszkodę często płynęliśmy w miejscach, gdzie woda płynie bardzo wolno – wspomina Piotr.
[[reklama]]
Asekurowani

Wodowanie kajaków oraz wychodzenie na oblodzone brzegi także było trudne. – Czasami wodowanie trwało nawet dwie godziny. Wisła przez swój dziki charakter ma w korycie mnóstwo powalonych drzew. O ile są widoczne, to nie stanowią zagrożenia. Trudniej było w sytuacji, kiedy konar nie był widoczny. Na szczęście obyło się bez wywrotki. Problemem były też mielizny, na które wpadaliśmy kilka razy dziennie. Latem wystarczyło wyjść z kajaka i przespacerować kilkanaście metrów z kajakiem na linie. Zimą musieliśmy radzić sobie w inny sposób, przepychając kajak po mieliźnie lub cofając się w górę rzeki.

Ze względu na arcytrudne warunki, zimowej wyprawy nie udało się dokończyć, pokonano około 90% trasy. – Ja płynąłem od Sandomierza do Torunia pokonując 400 km. Spływ okazał się bardzo ekstremalny, ale byliśmy asekurowani z brzegu. Noclegi mieliśmy zorganizowane – mówi Piotr. Przyznaje, że trzeba było spełnić określone warunki, aby w ogóle uczestniczyć w ekspedycji: obowiązkowe ubezpieczenie od uprawiania sportów ekstremalnych oraz wykazanie się mniejszym lub większym doświadczeniem w spływach poważniejszymi rzekami.

Tej wiedzy nie ma w książkach

Jak na niezwykłą pasję Piotra zapatrują się najbliżsi? – O letnim spływie wiedziała tylko moja dziewczyna Agata i przyjaciel Marcin. Nie chciałem innych narażać na stres. Sam nie wiedziałem, czego mam się spodziewać, dlatego nie zakładałem, że uda mi się pokonać całość w tak krótkim czasie. Im mniej osób wiedziało o pomyśle, tym lepiej. Rodzicom powiedziałem o letnim spływie trzy dni przed jego zakończeniem. O zimowym spływie wiedziała już większość osób z mojego otoczenia.

Czy przeciętny człowiek, z dnia na dzień, może wziąć udział w takiej wyprawie? Co jest niezbędne, żeby spróbować zmierzyć się z takim wyzwaniem? – Oprócz przygotowania kondycyjnego trzeba posiąść wiedzę, której nikt nie przelał jeszcze na papier. Potrzebne są umiejętności czytania nurtu rzeki, rozpoznawania przeszkód ukrytych tuż pod lustrem wody, manewrowania w trudnych sytuacjach. Należy też przećwiczyć wywrotki, wchodzenie na kajak z wody czy też holowanie kajaka po wywrotce. Dlatego warto zacząć od mniejszych rzek, jak Noteć czy Warta.

Bajkał, Skandynawia, Grenlandia?

Jakie jest obecnie największe marzenie Piotra o udziale w niezwykłym, być może ekstremalnym przedsięwzięciu? – Staram się nie marzyć tylko planować. Oczywiście wejście na biegun jest niestety poza moimi możliwościami, jednak nie brak mi ambicji, dlatego będę realizował plany, którym jestem w stanie podołać. Z wypiekami na twarzy czytam o relacjach z wypraw na jezioro Bajkał, Grenlandię, czy do Skandynawii... Mam nadzieję, że na to wszystko starczy mi kiedyś funduszy, czasu, zdrowia i przede wszystkim zapału. Obecnie przygotowuję się do półmaratonu, który chcę pokonać na rolkach. Wraz z przyjaciółmi z zimowej ekspedycji planuję też wyprawę kajakiem z Kołobrzegu na Bornholm. Chcemy opłynąć wyspę i wrócić. Latem chcę też się wybrać na wyspy w Chorwacji. Będą też kolejne starty w maratonach kolarskich. Na Wisłę z pewnością również znajdę jeszcze czas...

Piotr Steffen
fot. arch. Piotr Piszczek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama