Reklama

Kontrowersyjny dar

15/01/2013 00:00
Pomoc duchowa niesiona przez małżeństwo Stępniów od lat budzi w Tarnówce mieszane uczucia. Sami zainteresowani robią jednak swoje, wyliczając przykłady uzdrowień, do których się przyczynili przez modlitwę

Jak mówią o sobie, służą Bogu i ludziom. Uzdrawiają, leczą, dokonują cudów, niosą pomoc duchową – tak w skrócie można wyliczyć to, czym zajmuje się małżeństwo Stępniów od ponad 20 lat. A zajmują się tym zawodowo. Wszystko w obawie przed złośliwymi językami. I mimo, że miejscowi nie są przekonani co do skuteczności daru, jaki państwo Stępień otrzymali od Boga, to ludzi poszukujących u nich ratunku nie brakuje. Oni sami nie mają żalu do ludzi, którzy im nie wierzą, a wrogów błogosławią.

Szklany dom dla Boga

Danuta i Henryk Stępniowie to ludzie w średnim wieku. Zanim rozpoczęli swoją misję prowadzili sklepy w Tarnówce. Biznes szedł dobrze i z niego się utrzymywali. Gdy rozpoczęli działalność religijną zaczęły się ich kłopoty. Ludzie zaczęli ich krytykować i odwracać się od nich. Nowa działalność tak małżonków absorbowała, że nie mieli czasu prowadzić sklepów, więc je zlikwidowali.

Grzeczni, mili, bez cienia wątpliwości zapraszają do pokoju, w którym przyjmują gości, nazywanych przez siebie ludźmi chorymi, cierpiącymi i konającymi. Dużo mówią. Mówią z entuzjazmem, często wchodzą sobie w zdanie, chociaż od razu widać, że bardzo się szanują. Pokój urządzony jest niczym kapliczka. W jego centralnym punkcie stoi krzyż, który, jak mnie informują, jest kopią cudownego Krzyża Pana Jezusa Konającego z Limpias. Dom jest skromny, ale małżeństwo Stępniów marzy, "by wybudować Bogu" szklany dom. Mówią, że niosą „swój krzyż” już od 21 lat. Nie dla pieniędzy. Nie dla sławy. Nie dla oklasków. Twierdzą, że są sługami bożymi i to co robią to ich obowiązek.

Mamy dowody

Pani Danuta często podkreśla, że dostała wiele sygnałów od Boga, że dał jej dar, którym ma się dzielić z innymi. Jej słowa koją - twierdzi. Załamanych podnosi na duchu. Ale mówi, że to nie ona tego dokonuje. To Bóg. Na początku sceptycznie podchodziła do swoich zdolności, ale dziś wierzy w ten dar i pomaga. Wspiera ją w tym mąż. Małżonkowie opowiadają wiele historii ze swojej działalności. Nie podają imion, nazwisk, miejscowości, ale twierdzą, że mają dowody. Nie podają ich celowo, bo twierdzą, że to krzywdzi ludzi, którymi się zajmują. Zarzucają ludziom i prasie, że ich nie rozumieją i dlatego krytykują. Pan Henryk opowiada, że dopóki żona nie dostała daru miał szacunek, uznanie. Gdy Stępniowie zaczęli pomagać ludziom zaczęły się ataki, szykany i oskarżenia, że ich oszukują. Czuł się jak dziad i oszust. Ale teraz, po tak długim czasie czuje, że warto było to wszystko znosić. Opowiada, jak żona w Górce Klasztornej uleczyła umierającego człowieka, który nie mógł chodzić. Po dotknięciu rękami przez panią Danutę chory wstał i poszedł. Z ironią mówi o tych którzy twierdzili, że to było udawane. On to widział i wierzy w ten cud. Opowiada, jak żona uleczyła chorą na raka i serce dziewczynę. Po jakimś czasie matka tej dziewczyny przesłała im datek. Z wdzięczności za uzdrowienie. Uznali to za kolejny znak od Boga. Nie mieli wtedy pieniędzy i ten datek bardzo im pomógł. Mnożą przykłady. Podkreślają, że nie proszą o pieniądze. Pokazują wpisy w księdze gości. Ludzie wpisują się, dziękując za pomoc i modlitwę. Ich działalność nie ogranicza się tylko do Tarnówki. - Jeździmy po kraju, uzdrawiamy, modlimy się z ludźmi i pomagamy im w „dobrej śmierci” - mówi pani Danuta - gdy już nic innego nie można zrobić. Dodaje, że raz w roku odprawiana jest msza przy krzyżu u stóp Jezusa w ich domu, organizują rekolekcje w Wyższym Seminarium Duchownym w Koszalinie. Są i inne nabożeństwa, na które przyjeżdżają chętni. Mają swego opiekuna duchowego, ks. Prałata Krzysztofa Włodarczyka.

Błogosławię swoich wrogów


Stępniowie wspominają też o ludziach negatywnie patrzących na ich działania. Żalą się, że są oskarżani o dorabianie się na ludzkiej krzywdzie i naiwności. Szczególnie po tym, jak założyli własną działalność. Ale tłumaczą, że musieli tak zrobić, bo ludzie dawali datki (na przykład za zwrot kosztów dojazdów) i małżonkowie bali się, że będą mieli kłopoty z Urzędem Skarbowym: - Bo to wie pani, ludzie gadali, że to lewy dochód, że my za te pieniądze trzy mieszkania kupiliśmy, a to nieprawda. Poza tym potrzebowaliśmy świadczeń dla siebie - mówią Stępniowie. Nie uważają się za oszustów i twierdzą, że będą służyć ludziom bez względu na to, ile jeszcze trzeba będzie "znieść złego". - Ja błogosławię swoich wrogów i to daje im siłę, moje błogosławieństwo spływa na nich. Ja ratuję ludzi, ratując ich, ratuję siebie. Ja się nie liczę w tym wszystkim, jestem na samym końcu, ja służę Bogu i nie ja to robię, to robi Bóg – mówi Danuta Stępień.

Ja nie wierzę, inni tak

Mieszkańcy Tarnówki nie chcą się oficjalnie wypowiadać na temat Stępniów. Mówią anonimowo. Panie, które zapytałam, co we wsi ludzie o nich sądzą, odpowiadają, że już się do nich przyzwyczaili. Starsza kobieta mówi, że jest osobą wierząca, ale w takie rzeczy nie wierzy. Druga dodaje jednak: - Pani, my może nie wierzymy, ale dużo ludzi do nich przyjeżdża. Jakie tu limuzyny czasem stoją… Pan spotkany pod ośrodkiem zdrowia również odmawia podania imienia: - Niech sobie robią co chcą, to ich sprawa i ich życie - stwierdza. Jemu jest to obojętne.
Nie jest to jednak obojętne ludziom szukającym dla siebie i dla swoich bliskich ratunku. Bo dla nich nadzieja zawsze umiera ostatnia, choćby brzmiała nawet najbardziej niewiarygodnie.

Joanna Kozij
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Głodnych nakarmić - niezalogowany 2016-01-16 07:26:51

    Tą małą kaplicę w Tarnówce u Państwa Stępniów można porównać do stajenki Betlejemskiej. Tam w sercach ludzkich rodzi się na nowo Jezus , a ludzie powracają do Boga. Mieszkam daleko od Tarnówki , ale byłem tam wiele razy i zaświadczam , że moja wiara w Boga jest umocniona, a samo życie zmienione tak , aby podobało się Panu Bogu. Jest to miejsce dla ludzi wątpiących i wahających się czy zaufać Jezusowi. Państwo Stępniowie robią kawał dobrej roboty dla Kościoła Katolickiego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Jola - niezalogowany 2018-09-07 11:49:43

    Do Tarnówki jeżdżę już ok 4 lata, mieszkam w Rzeszowie (700 km od Tarnówki). Co miesiąc w pierwsze soboty miesiąca jeżdżę do Krzyża Jezusa Konającego, wynagradzając Matce Bożej za grzechy świata. Początkowo moje myślenie było takie jak u wielu ludzi, że za daleko a Jezus jest w każdym kościele. Ten okres mojego przyjazdu odmienił całe moje życie, moją rodzinę. Zrozumiałam,że największym nieszczęściem człowieka jest grzech. I zaczęłam się nawracać. Moje życie przewróciło się do góry nogami, straciłam pracę którą bardzo kochałam, lecz teraz wiem, że to było w ekonomii Bożej. Podczas pobytu w kaplicy przy Jezusie konającym oddawałam wszystkie swoje sprawy i problemy (Jezu, Ty się tym zajmij, bądź wola Twoja). Pani Danusia i pan Henryk są to osoby które mają w sobie dużo miłości, ciepła, entuzjazmu, i szanują każdego człowieka, który potrzebuje pomocy, i modlą się za nich. Dzięki tym wyjazdom stałam się osobą bardzo szczęśliwą, radosną, widzącą w każdym człowieku Jezusa. Nigdy nie złorzeczę, a błogosławię wszystkich swoich wrogów i nieprzyjaciół, i staram się ich kochać jeszcze bardziej. Wiem że Bóg mnie kocha i jestem jego ukochaną córeczką. Niech Bóg będzie uwielbiony w każdej osobie, która to czyta.Amen.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Marzena - niezalogowany 2023-04-06 07:56:04

    Bóg zapłać..również błogosławię ????????️

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama