Reklama

Nowy Dwór i Podróżna mówią NIE!

29/08/2018 18:11

W kolejnych miejscowościach powiatu złotowskiego odbyły się pikiety przeciwko budowie następnych, dużych chlewni

W poprzednim wydaniu „AL” relacjonowaliśmy przebieg protestu w Krajence. W minionym tygodniu sprzeciw przeciwko planowanym inwestycjom, w których na dużą skalę miałaby być hodowana trzoda chlewna, wyrazili mieszkańcy Nowego Dworu i Podróżnej.

Protest społeczny

Mieszkańcy Nowego Dworu i okolic zebrali się w miniony poniedziałek. Wśród zastrzeżeń wskazywali m.in. na bliską odległość funkcjonującego i planowanego budynku inwentarskiego od domostw. Zwracali też uwagę, że w okolicy działają ośrodki agroturystyczne, w które zainwestowano sporo pieniędzy, a które stracą na atrakcyjności, jeśli w powietrzu będzie unosił się odór z chlewni czy z gnojowicy wylewanej na pola. Poruszano też temat bliskiej odległości osiedli mieszkaniowych, które powstają m.in. w Dzierżążenku i które, zdaniem protestujących, także nie unikną uciążliwości związanych z funkcjonującą i planowaną inwestycją. Kwestia odległości pojawiła się też w kontekście Nowego Dworu. Protestujący podawali bowiem, że dystans dzielący obiekty inwentarskie od mieszkalnych wynosi około 140 metrów. Komentowano również, że wnioskodawca, Sebastian Beger, wnuk Renaty Beger, będzie mieszkał w Złotowie, nie narażony na codzienne nieprzyjemności związane z działaniem chlewni.

Reklama

Niecałe sto metrów za stawem jest ujęcie wody, które obsługuje Nowy Dwór, Radawnicę, Franciszkowo i Stawnicę. Jeśli dojdzie do zatrucia wody, co będziemy mieli za wodę?

– pytał sołtys Mieczysław Gadecki.

Mieszkańcy Nowego Dworu najpierw protestowali u siebie. Dzień później wpierali protestujących w Podróżnej


RDOŚ nałożył raport

Wnioskodawca, który zamierza wybudować chlewnię w Nowym Dworze stosowne, kompletne dokumenty złożył w urzędzie gminy w drugiej połowie stycznia. – Zadeklarowana wówczas ilość zwierząt, na potrzeby hodowli których ten obiekt ma powstać, nie wymagała przygotowania raportu oddziaływania na środowisko. Narzucała na niego jedynie obowiązek sporządzenia karty informacyjnej – mówi Emilia Piechowska–Ciozda, inspektor m.in. ds. ochrony środowiska w gminie Złotów. Wniosek z gminy trafił także do instytucji, które biorą udział w tego typu postępowaniu, czyli do Sanepidu, Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Reklama

Z RDOŚ otrzymaliśmy informację, że przed wydaniem decyzji środowiskowej powinniśmy nałożyć na inwestora obowiązek sporządzenia raportu oddziaływania na środowisko

– dodaje E. Piechowska–Ciozda. Decyzja o konieczności sporządzenia raportu zapadła pod koniec maja.

W momencie, gdy procedura zakłada raport oddziaływania na środowisko, pod uwagę brany jest też udział społeczeństwa. Może ono wnosić uwagi do planowanej inwestycji

– wyjaśnia inspektor. Tym samym jeszcze w czerwcu do magistratu gminy Złotów wpłynęły cztery pisma, pod którymi łącznie podpisało się blisko sto osób. W ich tytule można przeczytać: „Protest przeciwko budowie budynku inwentarskiego–tuczarni do chowu trzody chlewnej w miejscowości Nowy Dwór”. Treść natomiast przedstawia obawy protestujących. Odór, ogromne ilości gnojowicy wywożonej na okoliczne pola, skażenie środowiska, w tym wód oraz znaczny spadek wartości nieruchomości – to tylko niektóre z nich. Protestujący wskazali ponadto, że obawiają się, że z czasem powstawać będą kolejne budynki inwentarskie.

Reklama

Raport został przekazany do uzgodnień. Otrzymaliśmy informację z PGWWP, że zaopiniowano go pozytywnie. Takie samo stanowisko przedstawił Sanepid. Czekamy na decyzję RDOŚ

– mówi Emilia Piechowska–Ciozda. W momencie jej uzyskania i kompletacji dokumentów, społeczeństwo jeszcze raz będzie mogło wziąć udział w postępowaniu, poprzedzającym wydanie decyzji środowiskowej, mając wgląd do pełnej dokumentacji.

Chlewnia powstanie

Jestem właścicielem terenu, na którym planowana jest inwestycja i będę bronić wnuka. To młody człowiek, który już na starcie swojej pracy w rolnictwie został zaatakowany w brutalny sposób. Obecnie rozważa, czy faktycznie chce się tym zajmować

Reklama

– protest komentuje Renata Beger. Nie zgadza się z zarzutem, że wnuk jest tzw. „słupem”.

Tak mówi się w przypadku, gdy podstawia się obcą osobę. Wnuk jest moim spadkobiercą. Ten majątek kiedyś będzie należał do niego. Natomiast to, w jaki sposób go przekazuję, to jest moja sprawa

– stwierdza. Dziwi ją też oburzenie zapachami, które od zawsze kojarzone są ze wsią.

Niedawno miałam okazję przejeżdżać przez tereny miejskie, przemysłowe na południu Wielkopolski. Tam powietrze wypełniają nieprzyjemne, chemiczne zapachy. Fabryki, śmietniska, oczyszczalnie też wydzielają odory

Reklama

– mówi R. Beger. Podkreśla, że technologia, która jest stosowana w już istniejącym, zmodernizowanym obiekcie inwentarskim jest z najwyższej półki.

To dobra technologia, przyjazna dla zwierząt i ludzi. Stosujemy biokomponenty, by maksymalnie zredukować fetory. Chlewnia wnuka także będzie nowoczesna, wyposażona we wszystko co jest dostępne na rynku, by nie był to obiekt uciążliwy

– dodaje. Ma żal do sąsiadów z Nowego Dworu, że oprotestowują inwestycje, której chce podjąć się jej rodzina, nie mówiąc o tym, że sami dopuszczają się np. przelewania szamb.

Reklama

Mieszkańcy od 16 lat korzystają z dwóch szamb, które znajdują się na naszym terenie. Taka była umowa z agencją, gdy kupowaliśmy ten teren, że przez pięć lat im to udostępnimy. Potem minęło kolejnych dziesięć a myśmy nie chcieli robić problemów swoim. Nie pobieraliśmy za to pieniędzy, teraz żałuję. Te szamba często się przelewają i smród jest gorszy niż z chlewni

– mówi Renata Beger. Dodaje jeszcze, że z planów inwestycyjnych nie zamierza się wycofać.

Gdyby nie ta afera pewnie przeszłabym już na emeryturę, jednak póki co nie widzę takiej możliwości. Chcę pomóc synowi, wnukom, by mogli się rozwijać

Reklama

– kwituje Renata Beger.

Podróżna protestuje

Dzień po Nowym Dworze protestowała Podróżna. Mieszkańcy i delegacje z innych miejscowości, w tym z Nowego Dworu, pikietowały przy już istniejącym budynku inwentarskim we wsi. Domagali się, by w jego sąsiedztwie nie stanęła kolejna chlewnia. Jako główny problem wskazywano odór.

Nie możemy otworzyć okien, napić się kawy przy domu czy popracować w ogrodzie

– wskazywali sąsiedzi. Dodali też, że w okolicy bawią się dzieci, także narażone na fetory. Wskazywali, że w tego typu budynkach można zastosować technologie, które ograniczą emisję nieprzyjemnych zapachów, bo są na to przykłady. Takie zabiegi jednak mają wiązać się z kosztami. Zwracali uwagę na konieczność kontroli przez uprawnione służby, czy w budynku inwentarskim faktycznie znajduje się tyle zwierząt, ile powinno, czy jest ich więcej.

Reklama

Protestujemy przeciwko kolejnej budowie. Wiemy już, co dzieje się przez ten budynek, jaki jest odór, jaka to jest uciążliwość dla całej wsi. Nie idzie tutaj normalnie żyć. Nie jesteśmy przeciwko sąsiadom. Oni pracują, mają z tego pieniądze – rozumiemy to, tylko nie godzimy się na wąchanie tych smrodów

– mówili. Wątpliwości protestujących budziła też kwestia działalności służb funkcjonujących na rzecz ochrony środowiska.

Budowa chlewni 3, 5, 10 kilometrów od domostw – jesteśmy za, ale w środku wioski!?

Reklama

– wskazywano. Protestujący skandowali: „Nie chcemy smrodu”, zakładając osłaniające nos maski. Następnie pikieta przeszła przez wieś, jeszcze raz wyrażając swój sprzeciw.

O komentarz do sprawy poprosiliśmy inwestora, ten jednak nie chciał się wypowiadać.

Mieszkańcy Podróżnej pikietowali obok już istniejącej chlewni. Domagali się m.in., by nie powstała kolejna


Gmina nakłada raport

Wniosek inwestora wpłynął do urzędu w drugiej połowie lutego

– o początkach procedury dotyczącej planowanej w Podróżnej inwestycji mówi Aleksandra Sawicka, wiceburmistrz Krajenki. Z końcem lutego do postępowania włączony został Sanepid, PGW Wody Polskie i RDOŚ. 

Reklama

Jednostki te nie wniosły uwag. W chlewni ma być hodowanych 1000 sztuk tucznika. To sprawia, że nie był wymagany raport oddziaływania na środowisko, lecz jedynie karta informacyjna

– wyjaśnia A. Sawicka. Oznacza to też, że nie było obowiązku obwieszczenia na temat planowanej inwestycji. Poinformowani zostali tylko sąsiedzi.

Pierwsze pisemne protesty wpłynęły do nas w kwietniu, tym samym wnioskodawca został poproszony o złożenie wyjaśnień. Chodziło przede wszystkim o to, jakie zamierza zastosować technologie i środki chemiczne, by zniwelować nieprzyjemne zapachy. Ponieważ projekt zakładał wentylację kotarową podjęliśmy decyzję, żeby został przygotowany raport oddziaływania na środowisko, na co wnioskodawca przystał

– mówi Stefan Kitela, burmistrz Krajenki.

Postępowanie środowiskowe zostało zawieszone do momentu przedstawienia raportu. Gdy go otrzymamy, będziemy o tym informować mieszkańców

– dodaje Aleksandra Sawicka.

Bardzo dobrze, że mieszkańcy na tak wczesnym etapie angażują się w tego typu postępowanie. Jest wiele regionów w Polsce, gdzie takie inwestycje powstały i jest już za późno, by cokolwiek zrobić. Mieszkańcy są częścią środowiska, więc mają prawo zajmować głos w jego obronie. Jeśli istnieje obawa, że inwestycja może mieć na nie negatywny wpływ. Niepokojące jest natomiast to, że służby środowiskowe często nie widzą w tego typu działaniach żadnego problemu, natomiast potrafią poświęcić sporo czasu na analizowanie, czy drzewo, które rośnie przy drodze, mającej podlegać remontowi – poszerzeniu na pewno powinno zostać wycięte

– kwituje S. Kitela.

Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Jozef - niezalogowany 2018-08-29 20:32:07

    Renata a jak tam wyszło to zbieranie podpisów do Sejmu bo jakoś ucichło...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama