Reklama

Tarnówka, znaczy Wilkowyje

04/05/2013 00:00
Opozycyjni radni nie szczędzą wójtowi krytyki. Mówią o układach, dyktaturze, przekonują, że serialową rzeczywistość "Rancza" mają na co dzień. Z Jerzym Sławskim, Kazimierzem Cybulskim i Jackiem Mościckim rozmawia Piotr Steffen

Od początku kadencji jesteście Panowie w opozycji wśród radnych Rady Gminy Tarnówka. Po 2,5 roku wciąż jeszcze chce Wam się być radnymi?
J.S.
My musimy być radnymi. Zostaliśmy wybrani przez ludzi i nie możemy się poddać.
K.C. Wiemy, że ludzie nas potrzebują. Zwracają się do nas, bo liczą, że im pomożemy. Przykładów, kiedy oczekiwali takiego wsparcia, było wiele. Najlepszym dowodem, że czasami się udaje, było położenie chodnika przy ulicy Przedszkolnej, o który bezskutecznie zabiegano od lat.

Powstał dzięki Waszej inicjatywie?
J.S.
Przede wszystkim z inicjatywy Kazia. My się tylko przyłączyliśmy.
K.C. Zaczęło się pod egidą naszej straży pożarnej. Założyliśmy swego czasu pierwszy w Polsce klub dawców szpiku kostnego. Wspomógł nas starosta Ryszard Goławski. Zapytał, co chcemy za podjęcie tej inicjatywy? Otrzymaliśmy piłę dla jednostki i poprosiliśmy o pomoc w przygotowaniu chodnika. To centrum wsi, jest to droga do ośrodka zdrowia, do przedszkola, wstyd, żeby w okresie jesienno-zimowym nie było praktycznie możliwości przejścia. Ulicą ludzie chodzili, bo na chodniku można było sobie zęby połamać. Starosta dał nam polbruk, a w czynie społecznym wykonaliśmy prace. Padło hasło i zebrało się ponad 40 osób, pięć ciągników z przyczepami. Jeden człowiek to specjalnie ruchem musiał kierować, tylu było chętnych do pracy. W dwa tygodnie chodnik był zrobiony. Jak się chce, można.

W radzie zostaliście jedynymi przedstawicielami opozycji?
K.C.
Początkowo, zaraz po wyborach, było nas czterech. Dwóch odeszło, doszedł Jurek....
J.S. Przyłączyłem się, bo widząc lokalne zależności wiedziałem, że jako niezależny nic nie wskóram. W dyskusjach, głosowaniach nic nie mogłem zrobić. Ostatecznie połączył nas problem funduszu sołeckiego. Przyłączył się pan Grzybek. Chcieliśmy, żeby powstał nowy klub. Nazywał się „Aktywni w Działaniu II”. Z czasem przyłączył się też Jacek ze swoim klubem.
J.M. Startowałem w wyborach z listy Zygmunta Stażyńskiego, do rady weszła nas trójka. Od początku byliśmy piętnowani, dlatego wiedzieliśmy, że trzeba połączyć siły. Stąd wspólnie z Sylwią Orłowską oraz Ryszardem Aszykiem założyliśmy klub „Niezależnych”, nasz klub ma się dobrze. W pewnym momencie było nawet siedmiu opozycyjnych radnych. Niestety z czasem grupa się rozmyła.
[[reklama]]
I chociaż opozycja coraz mniejsza, Wy wciąż jesteście...
J.S.
Nie tylko my, bo sądzę, że na kolejne dwie osoby też możemy wciąż liczyć. Chociaż Ryszard Aszyk jakoś mniej się ostatnio udziela, ale wierzę, że wciąż jeszcze jest z nami. Mamy świadomość, że radni koalicji to silna grupa. Nie wiem, czy jeszcze tak się dzieje, ale swego czasu radni spotykali się nawet nieoficjalnie. To były spotkania integracyjne wójta z członkami jego klubu. To tam podejmowali decyzje. Swego czasu były to regularne spotkania. Niby mają do nich prawo, ale w moim odczuciu nie jest to dobrze postrzegane, żeby decyzje zapadały poza oficjalnymi zebraniami.
J.M. I dlatego teraz mogę odpowiedzieć na pytanie, czy dalej chcę być radnym. Oczywiście. Uważam, że wciąż jest wiele spraw, które można i które trzeba załatwić. Mam jeszcze sporo sił, żeby powalczyć dla mieszkańców, przynajmniej o najpilniejsze sprawy. Chociażby o fundusz sołecki. Przecież aż się prosi, żeby go powołać. Ostatnie lata pokazują, jak wiele zrobiono w sąsiednich gminach.

Może ludzie wcale nie mają wobec Was oczekiwań? Może jest im dobrze w obecnej rzeczywistości?
J.S.
Nieprawda. Ludzie po prostu boją się zabierać głos publicznie. Dlatego jedynie szemrają po kątach.

Jak większość może bać się mniejszości? Nawet jeśli w tej mniejszości jest wójt?
J.S.
To jest rozbita większość. Nie organizuje się zebrań, dlatego ludzie nawet nie mają okazji do tego, żeby się wypowiedzieć. Jeśli już takie zebrania są, to wyłącznie z inicjatywy radnych czy sołtysów. Na ostatnim, zorganizowanym przez sołtysa Tarnówki, było ponad 50 osób. Ale co z tego, to było kolejne zebranie, na którym wójt nie zaszczycił nas obecnością.

Możecie nie być zadowoleni z wójta, ale musicie pamiętać, że choćby patrząc na wysokość budżetu, jesteście najbiedniejszą gminą w powiecie.
K.C.
Wiemy. Dlatego chodzi nam o to, żeby się nie pogrążać w tym braku pieniędzy. Wiele rzeczy można zrobić bez funduszy albo przy ich małym wkładzie. Wystarczy dobra wola. Tymczasem w naszej gminie pieniądze często wydawane są bezsensownie. Choćby koszty energii elektrycznej na ulicach. Ile musieliśmy walczyć o to, żeby z rozsądkiem oświetlać gminne miejscowości.
J.S. Takich postulatów było wiele i zawsze były torpedowane, odrzucane przez koalicję. Choćby sprawa zbędnego oświetlenia wokół hali, próba administracyjnego łączenia placówek oświatowych w celu szukania oszczędności czy kontrolowania ścieków, bo okazuje się, że płacimy za deszczówkę wprowadzaną do kanalizacji... Reszta radnych nabiera niestety wody w usta i przechodzi się do kolejnego punktu. Cały czas próbujemy uświadomić tym ludziom, że nie jest sztuką ciągłe podnoszenie podatków. Zacznijmy wreszcie patrzeć, jak wydawać pieniądze, a nie ciągle sięgamy do kieszeni podatników.
K.C. Chciałem nawet powołać grupę radnych, która miałaby szukać takich oszczędności. To usłyszałem, że wzrosłyby koszty obsługi rady gminy. To dodałem, że radni mogą to robić społecznie. Wtedy usłyszałem, że radny nie może pracować za darmo. Była też propozycja, żeby jeden z radnych uczestniczył przy przetargach, np. jeden z członków komisji rewizyjnej. Dlaczego? Bo ludzie pytają nas o te sprawy. Pytają, jak wyglądają przetargi, na jakiej zasadzie to wszystko funkcjonuje. Po co domysły i niepotrzebne dyskusje? Oczywiście inicjatywę storpedowano.
J.M. Wspomniał Pan o niewielkim budżecie. Dobrze, ale proszę zauważyć, że choć budżet gminy nie jest duży, to mamy jednocześnie jednego z najlepiej zarabiających wójtów, jeśli przeliczyć jego dochody na liczbę mieszkańców.
[[nowa_strona]]
Wspomnieliście o tym, że ludzie w Tarnówce boją się zabierać głos. Mam rozumieć, że radni będący w koalicji też się boją?
J.S.
Jeden z radnych poprzedniej kadencji powiedział swego czasu na sesji do wójta, a był on wtedy w koalicji: „panie wójcie, proszę zaprosić do Tarnówki Łukaszenkę i pokazać mu, jak się uprawia dyktaturę”. Tak to u nas niestety jest. My naprawdę chcemy zrobić wiele rzeczy, ale nam się nie pozwala.

Jeśli tak jest, wytłumaczcie mi, jakim cudem tego niechcianego Barana ludzie od lat wybierają na wójta?
J.S.
A zna Pan słowo układy? To jest odpowiedź na pytanie. Ludzie naprawdę mają już dosyć. Wójt dba przede wszystkim o rejony, z których pochodzą jego koalicjanci, inwestycje są naokoło, a w Tarnówce bryndza. Nie podoba nam się to gospodarowanie publicznymi pieniędzmi, ale jako mniejszość w radzie niestety nie mamy nic do powiedzenia.
J.M. Niczego się z nami nie konsultuje. Decyzje zapadają poza radą. I nie są to decyzje rady, ale pojedynczych osób, a przede wszystkim wójta. W tej gminie robi się wszystko jedynie po to, żeby dobrze wyglądać medialnie, żeby dobrze wypaść przed kolejnymi wyborami. A niezadowolenie na pewno jest duże, jednak nikt nie chce o tym głośno mówić.
J.S. Hala wybudowana za potężne pieniądze, bez złotówki dotacji. Było 60 zł za godzinę, to zmniejszyli stawkę, bo pusta stała. Nawet od radnych z koalicji wiem, że do Krajenki jeździli, bo tam mieli taniej. Podobnych wątków jest wiele, godzinami można byłoby o nich dyskutować. Niestety u nas w gminie liczy się tylko realizacja budżetu i następne wybory. A gdzie miejsce na głos ludzi? Co z debatą publiczną? Co z problemami przeciętnego Kowalskiego, których jest coraz więcej?

Jaka jest możliwość zmian?
K.C.
Dalej będziemy robili co uważamy za stosowne. Wiemy, że nie będzie łatwo, ale na pewno nie popuścimy.

Rozmawiacie z radnymi koalicji? Próbujecie ich namawiać do swoich przekonań?
J.S.
Tak. I mówią: Jurek, wiesz jak jest, ale co my możemy zrobić? Były w historii przypadki, że radni za bardzo podnosili głowę, to zaraz odbijało się to na ich prywatnym życiu. Ręce opadają. Tarnówka to średniowiecze. „Rancza” nie musimy oglądać, Wilkowyje mamy na co dzień.

[[nowa_strona]]
A z wójtem próbujecie rozmawiać? Przekonać do swoich racji? Może da się jednak z chłopem jakoś dogadać?
J.S.
Byłem. Rozmawiałem. Zaraz na początku kadencji. To była pewna drażniąca sprawa, o której dzisiaj nie będę mówił, bo jeszcze nie czas i miejsce. Ona wypłynie. Powiedziałem: „panie wójcie, tak nie można...”. Nie będę cytował, co usłyszałem, bo nie nadaje się to do gazety. Wójt niestety zapomina o zwykłych ludziach. Jak widać, dzięki dobrym układom w gminie, na takim stanowisku, można długo funkcjonować.
J.M. Gmina Tarnówka jest w agonii, a to oznacza, że ktoś nie potrafi tu liczyć. Tutaj rządzi się na zasadzie potrzeby chwili, a nie wedle określonej strategii działania.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama