Reklama

Dwie śnieżne kule - Piotr Lach o budżecie gminy

07/01/2018 18:00
Czy kula dochodów dogoni pędzącą kulę wydatków? Wójt Piotr Lach o budżecie gminy i inwestycyjnych dylematach

W kontekście miasta i gminy co jakiś czas odżywa pomysł połączenia tych dwóch samorządów. Z Pana punktu widzenia ma to sens?

Trudno oczekiwać mojej obiektywnej wypowiedzi w tym zakresie. Patrząc na naszych radnych i wielu mieszkańców dobrze im jest z tym jak jest. Co innego jeśli chodzi o stronę miejską. Tam dostrzega się takie poglądy, że panaceum na pewne niedogodności w mieście byłoby połączenie z gminą. Jak czytam, że deweloperzy w mieście muszą się gdzieś wciskać, bo tereny miasta są ograniczone, to uważam, że to wcale tak nie jest, bo np. Warszawa jest ogromną aglomeracją, a i tak wszyscy dyskutują o działce przed Pałacem Kultury. Centrum miast zawsze będzie budziło największe zainteresowanie. Czy miasto będzie miało 100 czy 500 hektarów powierzchni, presja na centrum zawsze będzie duża. Uważam natomiast, że poprzedni włodarze i obecny burmistrz zrobili bardzo dużo. Miasto jest piękne i przez wszystkich dostrzegane i myślę, że to jest zasługa m.in. tego, że pracuje na swój rachunek. Natomiast my wyspecjalizowaliśmy się w pozyskiwaniu funduszy na rozwój wsi i też mamy parę rzeczy, którymi możemy się pochwalić. Bilans kto by na tym zyskał, kto by stracił, jest trudny do oceny. Moim zdaniem miasto ma jeszcze pole manewru, są tereny, które można jeszcze zagospodarować.

W ciągu 5 lat wydatki na inwestycje w gminie właściwie się podwoiły i gmina dogoniła miasto, które wolniej rozwija się pod tym względem. Z czego to wynika? Wzrost podatków jest widoczny, ale to tylko przeszło milion złotych.

Wiąże się to z tym, że część inwestycji zaplanowanych na dwa lata, jak np. modernizacja sali wiejskiej w Nowym Dworze, opóźniła się, więc pieniądze z tego roku zostaną przeniesione na 2018 r. Niemniej rzeczywiście ostatnie założenia są bardzo ambitne. Można to porównać do pchania dwóch kul śniegowych. Z jednej strony jest ta kula wydatkowa, która rośnie ostatnio z roku na rok. Mamy cichą nadzieję, że ta kula obok, pod nazwą dochody, również będzie rosła. Zdajemy sobie sprawę, że przyjdzie taki moment, w którym będziemy musieli nieco wyhamować inwestycje, po to aby pozwolić tej drugiej kuli dogonić pierwszą. Część zadań będzie pokrytych z kredytu. W tym roku przez długi czas tego unikaliśmy, ale na sam koniec jakąś kwotę będziemy musieli wykorzystać. Trudno znaleźć zadania, które można by w łatwy sposób odsunąć na lata następne. Ciąży na nas m.in. wysoka presja, z jednej strony Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, a z drugiej mieszkańców, odnośnie budowy kanalizacji. Oprócz tego naszą bolączkę stanowią drogi i tutaj także dłużej czekać nie można i pewne inwestycje trzeba realizować. Ciągle musimy pamiętać też o tym, że budżet to całe mnóstwo innych wydatków. Żeby wydać na inwestycje trzeba próbować na nich zaoszczędzić. Dlatego w każdym punkcie realizacji zadań budżetowych staramy się racjonalnie gospodarować pieniędzmi, żeby na to, co jest najbardziej widoczne i potrzebne, czyli inwestycje, zostało jak najwięcej.

Reklama

Gdzie dostrzega Pan największe perspektywy wzrostu dochodów?


Pozostało jeszcze 81% wywiadu[[pay]]

Liczymy bardzo na utrzymanie wzrostu gospodarczego. Wszyscy starają się ten wzrost wykorzystać. Przede wszystkim kwestia zdolności do płacenia podatków, podejmowania decyzji o rozwijaniu swojej działalności, lokalizowanie nowych przedsięwzięć gospodarczych na terenie gminy – to są czynniki, które może dalej będą powodowały wzrost. Wiemy, że są już w trakcie inwestycje, które w przyszłości przyniosą nam pieniądze. Drugim czynnikiem jest oczywiście osadnictwo na terenie gminy Złotów, choć ma to też drugą stronę medalu. Nikt nie zadaje sobie pytania, jakie to niesie za sobą koszty. Nakłady, które musimy ponieść na rozbudowę sieci wodociągowej, to są miliony na przyszyły rok, żeby podłączyć nowo powstające domy. Kiedy ten milion wpłynie z podatków od tych domów - trudno powiedzieć. Podatek od nieruchomości to jedno, go łatwiej wyegzekwować, ale jest jeszcze kwestia meldunku i idącego za tym odpisu od podatku dochodowego, a to też jest bardzo ważne. Wtedy można w jakiś sposób współpracować i słusznie dzwonić do nas, że „płacę podatki i czegoś oczekuję”. Najczęściej te telefony pochodzą od ludzi, którzy podatków nie płacą. Zagrożeniem natomiast są pojawiające się doniesienia o próbach przerzucania na gminy kosztów tzw. zadań zleconych, czyli tych, które powinny być finansowane z budżetu państwa, a nie gminy. Wiadomo np. że musimy dokładać do oświaty, gdyż subwencja jest niewystarczająca, a krew w żyłach mrożą takie pomysły jak ten, o którym słyszałem ostatnio, że samorządy miałyby partycypować w regulacji jakichś roszczeń repatriacyjnych.

Często negatywnie wypowiada się Pan o podejściu rządzących do samorządu. Uważa Pan, że samorządność jest zagrożona?

Każda moja wypowiedź będzie postrzegana z perspektywy stołka, na którym siedzę. Podkreślę tylko, że samorząd był obijany przez każdą rządzącą opcję. Tak samo mieliśmy trudne sytuacje i kryzysy w czasie rządów PiS-u, Platformy i SLD. Zawsze rząd próbuje rękami samorządu pewne rzeczy załatwić. Natomiast najbardziej boli to, że w celu realizacji jakichś zamierzeń, być może słusznych i potrzebnych, wrzuca się nas wszystkich do jednego worka, tworząc obraz skorumpowanego samorządu, który tworzy dziwne układy, sitwy itd. Myślę, że to jest daleko idące uproszczenie, które nie powinno mieć miejsca. Sądzę, że każdy obywatel, gdyby trwała dyskusja na temat jego branży, miejsca pracy, byłby niespokojny o rozstrzygnięcia, które mogą zapaść. Tym bardziej, że nikt nie pyta o zdanie bezpośrednio zainteresowanych. W tym przypadku, tak jak przy wielu innych zmianach, te konsultacje są albo symboliczne, albo nie ma ich wcale.

Reklama

Z jednej strony wzrost pieniędzy na inwestycje cieszy wójta i skarbnik gminy. Z drugiej potrzeby także szybko rosną, a problem dróg wydaje się nie mieć końca

Przy okazji zmian w ordynacji wyborczej zastanawiał się Pan, co będzie robił, jeśli nie będzie już wójtem?

Jasne. Człowiek nie zna dnia i godziny, zwłaszcza w obliczu takich dynamicznych działań politycznych. To są pewne rzeczy ode mnie niezależne. W głębi duszy ciągle czuję się leśnikiem i to jest moja pasja i zawód, do którego bardzo chętnie bym wrócił. Tak czy inaczej będzie trzeba się starać, dopóki zdrowie pozwoli, po to żeby utrzymywać siebie i rodzinę. W życiu robiłem różne rzeczy i przy wykonywaniu każdej kierowałem się rzetelnością, uczciwością i próbą kompetentnego wykonywania powierzonych obowiązków. Zatem tego gdzie będę pracował nie wiem, ale wiem, jak będę pracował.

Reklama

Wspomniał Pan o pomyśle wybierania wójta spośród radnych. W pewien sposób wpisywałoby się to w Pana, byłego przewodniczącego rady, sposób budowania relacji z radą. W odróżnieniu od wielu innych włodarzy gmin nie stara się Pan narzucać radnym swoich pomysłów, ale raczej wskazuje możliwe rozwiązania, pozostawiając wybór, czego najlepszym przykładem prace nad budżetem.

Śledząc pracę samorządową wielokrotnie spotykałem się z takimi rozważaniami, żeby wójt był członkiem rady. Te kompetencje są podzielone, jeżeli rada jest organem uchwałodawczym, a wójt wykonawczym, to myślę, że w związku z tym przecenia się, że wójt czy burmistrz ma nieograniczoną władzę i może działać na przekór radnym. Nie wyobrażam sobie, żebym próbował w jakiś sposób walczyć z radą. Może wynika to z tego, że właśnie już na etapie przewodniczącego rady starałem się ją konsolidować i nie wchodzić w niepotrzebne dyskusje, skupić się tylko na tym, co jest niezbędne do realizacji zadań. Współpraca z poprzednim wójtem opierała się na merytoryce. Ludzie myśleli o jakichś dziwnych układach, bo jak można współpracować tak spokojnie, kulturalnie. W naszej radzie tak samo są osoby, które wzbudzają pewne kontrowersje, ale ja nie jestem tutaj po to, żeby komuś coś udowadniać, tylko realizować pewne zadania. Z takiego założenia wychodzę i jestem w stanie współpracować z każdą radą. Musiałbym się głęboko zastanowić, żeby przypomnieć sobie, kto startował z mojego komitetu, a kto nie, bo nie przychodzi mi do głowy, żeby w ten sposób dzielić radnych.

Wracając do przyszłorocznego budżetu: z jednej strony można się cieszyć, że do wydania będzie przeszło 10 mln, ale perspektywę zmienia fakt, że konstruując projekt musiano wybierać inwestycje spośród potrzeb i wniosków opiewających na przeszło 30 mln, a samo Międzybłocie, gdyby zrealizować wszystkie zamierzenia odnośnie tej wsi, pochłonęłoby połowę budżetu.

Patrząc na zestawienie zadań niezbędnych do realizacji, które zrobiliśmy w zeszłym roku i wychodziła nam kwota do realizacji 20 mln zł, ktoś by powiedział, że w prostym rachunku jeśli udało się wykonać zadania za 10 mln złotych, to na drugi rok pozostaje też 10 mln i wszyscy będą szczęśliwi. Kiedy zrobiliśmy zestawienia tegoroczne okazało się, że ta kwota przekracza 30 mln i podejrzewam, że w kolejnych latach będzie podobnie. Często powtarzam, że tak w samorządzie jak i skali kraju to nie jest kwestia pieniędzy. Nasi zachodni sąsiedzi mają więcej pieniędzy i do tego lepszą infrastrukturę, a też jest mnóstwo problemów do rozwiązania. Paradoksalnie częściej oglądaliśmy obrazki wskazujące na niezadowolenie społeczne w tych krajach niż u nas. No może pomijając ostatnie dwa lata. Im bardziej będziemy się rozwijali, tym roszczenia będą większe. Kończą się czasy tanich i prowizorycznych rozwiązań. Trudno mówić przy tym o wygórowanych oczekiwaniach mieszkańców. To że ktoś chce mieć dojazd do domu to nie jest wielkie marzenie i budowa dróg na nowych osiedlach to zadania na wiele lat.

Reklama

Jak w takiej sytuacji wybierać, które inwestycje wykonać w pierwszej kolejności?

Weźmy np. Międzybłocie, które ma pewną kumulację potrzeb. Dynamika rozwoju tej miejscowości jest tak duża, że mieliśmy pewne problemy z podejmowaniem decyzji jeżeli chodzi np. o lokalizację przydomowych oczyszczalni. Początkowo pojawiały się pojedyncze domy i wydawało się, że tak będzie wiele lat, a nagle okazuje się, że powstaje niemal szeregowa zabudowa i należałoby zastanowić się nad kanalizacją. W pierwszej kolejności przydałaby się jednak droga. Ona jeszcze bardziej wzmogłaby zainteresowanie tym obszarem. Natomiast trudno budować drogę, kiedy nierozwiązana jest kwestia kanalizacji. Ktoś powie, że w Nowej Świętej jest większa potrzeba, bo tam te domy już są, jest struktura wsi i dlatego też im nie odmówiliśmy. Natomiast nie można też pozostawić Międzybłocia. Jeżeli nie weźmiemy się za kanalizację, to nie możemy myśleć o drodze w krótkiej perspektywie, a droga jest tam niezbędna.

W porównaniu z innymi gminami gorzej wypada za to w gminie Złotów kultura i sport. Brakuje wiodącego klubu, sztandarowej imprezy, zajęć dla młodzieży.

Zdajemy sobie sprawę z tej dysfunkcji. Specyfika gminy, w której nie ma jednej dominującej miejscowości powoduje taką sytuację. Staramy się to rekompensować mieszkańcom w postaci licznych inwestycji w małą infrastrukturę: wiaty, place zabaw, siłownie zewnętrzne itd. Mam pełną świadomość, że pewne rzeczy możemy zrobić dlatego, że nie rozpraszamy wydatków na inne działania. Sport jest przykładem tego, że rzeczywiście nastąpiło zamrożenie wydatków od wielu lat. Może należałoby się temu przyjrzeć, ale brakuje wiodącej dyscypliny, oczywiście poza piłką nożną, która mogłaby te środki przejąć. Nie ma większego nacisku ze strony działaczy sportowych ani też radnych, żeby takie działania podjąć. Na pewno nie ograniczałbym takiej oddolnej inicjatywy, jeżeliby się pojawiła. Cieszymy się bardzo, że udało się wybudować halę sportową w Radawnicy. Ostatni turniej pokazał, że się sprawdza. Śmiałem się, że cel został osiągnięty, bo wygrała Radawnica, czyli najwidoczniej dobrze wykorzystują halę. Jeżeli ktoś mówi, że są małe nakłady na sport, to zwracam uwagę, że mamy sale gimnastyczne w Sławianowie, Świętej, Kleszczynie, Radawnicy, mniejszą w Górznej, także praktycznie każda placówka oświatowa ma dostęp do jako takich warunków kształcenia w zakresie kultury fizycznej i spędzania wolnego czasu przez mieszkańców. Żeby tylko mieszkańcy chcieli z tego korzystać.

Reklama

Ma Pan jakąś wizję gminy, takie marzenie, oderwane może od tych podstawowych potrzeb, o których mówimy, które chciałby w dłuższej perspektywie urzeczywistnić?

Nie mam takiego obrazu stworzonego, ponieważ uważam, że dywersyfikacja marzeń bardziej je urealnia. Wiemy, że są w naszej okolicy samorządowcy z pewną wizją, pasją, próbują te cele realizować. Ja generalnie, biorąc pod uwagę ilość zadań takich podstawowych, realnych, które trzeba jeszcze wykonać, nie odbiegam w sferę fantazji. Najbardziej cieszę się z nowo powstających dróg. Proszę mi wierzyć, że każdego ranka robimy tu burzę mózgów i z niepokojem patrzymy w okno właśnie w kontekście stanu naszych dróg gminnych. To jest nasz największy problem w tej chwili i nie pozostawia zbyt wiele miejsca na inne życzenia.

Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama