Reklama

Marcin walczy o normalne życie

07/12/2018 16:30

29-letni mieszkaniec Świętej od niemal dekady zmaga się ze stwardnieniem rozsianym. Pojawiła się szansa na przezwyciężenie choroby. - Chcę spróbować, mam dla kogo żyć – mówi ojciec trójki dzieci

Jest 2008 rok. Marcin Kaczmarek wraz z ówczesną narzeczoną, a obecnie żoną Martą jadą samochodem w stronę Podróżnej. Nic nie wskazuje na to, że za chwilę rozegra się dramat.  Wszystko trwa ułamki sekund, choć wydaje się, jakby to była wieczność. Słychać pisk opon, a po nim głuche uderzenie. Kawałki szkła lecą w stronę podróżujących jak wystrzelone z karabinu. Auto Marcina i Marty z impetem zatrzymuje się na przydrożnym drzewie.

Początek

Oboje z licznymi obrażeniami trafiają do szpitala. Choć ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, to jednak wydarzenie sprzed kilku godzin odciśnie piętno na ich przyszłości.

Reklama

– Zaczęło się od tego, że zacząłem tracić czucie w paliczkach palców. Zupełne ich odrętwienie. Zrobiono mi rezonans kręgów szyjnych. Pierwsze z podejrzeń lekarzy wskazywały na to, że ten stan może mieć związek z urazami odniesionymi w wypadku. Wszystko miało wrócić z czasem do normy – wspomina Marcin. Jednak czas mijał, a sytuacja się nie polepszała ani nie wyjaśniała.

– Podejrzewano też u mnie boreliozę, bo jej objawy są zbliżone. Dopiero rok później punkcja, czyli pobranie płynu z rdzenia kręgowego na 100% wykazała, że cierpię na stwardnienie rozsiane w postaci rzutowo–remisyjnej. To jedna z łagodniejszych form stwardnienia – mówi Marcin. Jak przyjął diagnozę?

Reklama

– Chyba nie do końca to do mnie dotarło. Myślałem zupełnie o czymś innym: o żonie, o dziecku, o tym, że mam dla kogo żyć i chcę żyć. Nie chcę poddać się chorobie – mówi Marcin. Jego walka ze stwardnieniem rozsianym nie jest równa.

– Co drugi dzień muszę brać zastrzyki. Co kilka miesięcy muszę wykonywać rezonans magnetyczny, być pod stałą kontrolą, by lekarze mogli analizować u mnie zmiany neurologiczne i im przeciwdziałać. Mówi się o tym, że tej choroby nie da się zatrzymać. Mój układ odpornościowy praktycznie nie funkcjonuje, wręcz mnie wyniszcza w przypadku infekcji, na które jestem bardzo podatny. Pojawiają się tzw. rzuty. Ostatni miałem w październiku, gdy straciłem czucie w nogach. To przeszło, jednak wcześniej miałem też prawostronne osłabienie mięśni, które już mi zostało. Po przejściu pozagałkowego zapalenia nerwu wzrokowego musiałem na stałe zacząć nosić okulary korekcyjne. Mam zaburzenia równowagi, spowodowane uszkodzeniem błędnika. Przez to kiedyś zarzucono mi w sklepie, że przyszedłem pijany z dzieckiem na ręku. Trzeba było wyjaśniać sytuację, że to stan spowodowany nasileniem choroby. Nie mogę wykonywać ciężkiej fizycznej pracy. Choć kiedyś byłem biegaczem–sprinterem, teraz nie mam siły pograć z synem w piłkę w ogródku. Muszę też unikać upałów, więc tegoroczne lato było dla mnie szczególnie trudne – wylicza Marcin. Jednak mimo wielu dolegliwości nie poddaje się.

Reklama

– Pracuję, bo chcę pracować, bo jeszcze mogę. W sporej mierze sam remontowałem nasz dom. Nie widzę możliwości, żebym zamknął się w domu i czekał, aż stwardnienie rozsiane zrobi ze mną co chce – dodaje pewnym głosem.

Jest nadzieja?

Oprócz kontroli i opieki lekarskiej Marcin stara się też szukać innych, często pionierskich sposobów na walkę ze stwardnieniem.

– Trafiłem na informacje dotyczące metody dr. Mariana Simki, pracującego na Śląsku. Według jego praktyki przyczyną stwardnienia mogą być niedrożne tętnice żylne. Można temu przeciwdziałać, wszczepiając do nich tzw. standy. Są przykłady na to, że metoda się sprawdza. Pacjentom polepsza się krążenie. Ma też jednak pewne wady: posiadanie standów w szyi może sprawić, że nie będę mógł mieć wykonywanego rezonansu magnetycznego – o sposobie walki z chorobą mówi Marcin. Któregoś wieczora jeden ze znajomych przesłał mu informacje o klinice leczenia stwardnienia rozsianego we Wrocławiu.

Reklama

– Zapoznałem się z tą terapią i widzę w niej szansę na powrót do zdrowia. Wszystko zaczyna się od wykonania bardzo szczegółowego rezonansu magnetycznego. Jest tylko kilka takich urządzeń w Polsce, które pozwalają wykonać dokładną, trójwymiarową mapę układu żylnego. Ponadto to jedyna klinika na świecie, gdzie wykonywane są zabiegi także w żyłach podczaszkowych. Ich rozszerzanie, jeżeli wykazana zostanie niedrożność, odbywa się metodą balonowania, tj. żyła zostaje rozepchana – wyjaśnia Marcin, który odbył rozmowę telefoniczną z szefem kliniki.

– Potwierdził, że niedrożność żył, ich zdeformowanie ma znaczenie w przypadku walki ze stwardnieniem rozsianym. Podawał przykład, że gdy jednemu z jego pacjentów podano środek kontrastowy do rezonansu ten miał problem by dotrzeć do żył podczaszkowych Dopiero ich operacyjne udrożnienie pozwoliło na dalszy przepływ kontrastu. Zabieg może trwać od 3 do 7 godzin. Nie określają stopnia jego ryzyka. Wskazują tylko, że jest to skomplikowana, neurochirurgiczna operacja – mówi Marcin. Dodaje też, że nie każdy zostaje zakwalifikowany do zabiegu.

Reklama

– Najpierw należy stwierdzić, czy pacjent nie ma wirusa JCV. W większości przypadków my, chorzy na stwardnienie rozsiane, jesteśmy jego nosicielami. To skutek uboczny zażywania leków na stwardnienie. Można go jednak wyeliminować z organizmu. Następnie wykonywany jest biorezonans, po którym z pomocą ziół należy oczyścić organizm. Dalej jest rezonans 3d, o którym mówiłem, zakwalifikowanie i zabieg. Całość, ponieważ to prywatna klinika, zamyka się w kwocie 57 tys. złotych. To suma, która na tę chwilę jest poza zasięgiem mojej rodziny. Z drugiej strony czym jest 57 tys. złotych wobec szansy na w miarę normalne życie, wychowanie dzieci i doczekanie sędziwego wieku u boku kochanej żony...? – pyta retorycznie Marcin.

Pomóżmy

Rehabilitację i leczenie Marcina można wesprzeć. Marcin jest podopiecznym Fundacji Złotowianka. Darowizny na jego walkę z chorobą można wpłacać na numer konta 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010 SBL Zakrzewo, w tytule wpisując: dla Marcina Kaczmarka K/122. Można też przekazać 1% swojego podatku na nr KRS 0000308316, także z dopiskiem Marcin Kaczmarek K/122. – Chcę walczyć, dopóki będzie to możliwe, dopóki będę miał siły. Chcę walczyć, bo wierzę, że jeszcze całe życie przede mną – powtarza Marcin, zerkając na rodzinną fotografię, która pojawia się też przy tym tekście.

Reklama

Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-12-07 17:55:38

    Ja np. chciałbym założyć rodzinę niestety bez mieszkania to jest niemożliwe znając dzisiejsze dziewczyny. I też proszę o pomoc ha ha ha...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    xXx - niezalogowany 2018-12-07 18:14:19

    No głupi dałeś gościu komentarz...oj głupi głupi. Jesteś sprawny i zdrowy, idź zarób, kup mieszkanie, załóż rodzinę i bądź zdrów wychowując dzieci....a w wolnej chwili zastanów się po co napisałeś ten swój komentarz.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Josef - niezalogowany 2018-12-07 18:41:08

    Jak możesz mały człowieczku szydzić w ten sposób z kogoś kto chce żyć,walczy o zdrowie ze wszystkich sił.On daje od siebie wszystko co może dać dla swojej rodziny,chce po prostu żyć.A ty szydząc co dajesz od siebie, jakie świadectwo sobie wystawiasz.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama