Uwaga! Pilnie potrzebna krew! Wymagania: waga min. 30 kg, dobry stan zdrowia. Pobranie krwi jest bezpieczne dla dawcy. Sprawa pilna, ponieważ suczka jest już w fatalnym stanie…
– tak Małgorzata Kondas, z pomocą weterynarzy, szukała przez facebooka dawcy dla Sary. Sara to jej dwunastoletni pies. Kundelek. W maju suczka zachorowała na ropomacicze.
Byłyśmy przekonane, że musimy ją ratować. Jest z nami tak długo, a do szesnastu lat na pewno może pożyć
– mieszkanka Złotowa mówi o decyzji swojej i mamy. To nic, że weterynarze mówili im, że wielu właścicieli decyduje się w takich sytuacjach na uśpienie pupila. Ze względu na koszty. Sara musiała żyć.
Tu często bardziej liczą się uczucia i traktowanie zwierzęcia jak członka rodzina niż pieniądze. Chomik, który kosztuje kilkanaście złotych leczony jest czasem za kilkaset złotych. Absurdalne? Nie, bo tu wchodzą w rachubę uczucia
– mówi Mirosław Lew–Kiedrowski, weterynarz i pionier leczenia małych zwierząt w Złotowie.
Gdy uczyłem się w technikum weterynaryjnym, to leczono jedynie duże zwierzęta gospodarskie. Małe szczepiono tylko przeciwko wściekliźnie. Gdy byłem na stażu po studiach, to starsi weterynarze, gdy słyszeli, że ktoś idzie z psem do leczenia, to wsiadali w auta i wyjeżdżali w teren, a my, młodzi, zostawaliśmy
Reklama
– śmieje się, wspominając początki zawodowej przygody. Leczeniem małych zwierząt zajął się z kolegą w połowie lat 80–tych. W czasach, gdy kot był od łapania myszy, a pies pełnił rolę dzwonka u bramy. Oba miały swoje daty przydatności do użycia. Zwłaszcza na wsi. I koniec.
W rozumieniu ich właścicieli one nie chorowały. Dlatego na początku praktyki ludzie zarzucali nam, że choroby zwierzętom wymyśliliśmy…
– opowiada weterynarz z ponad 30–letnim stażem.
Zwierzęta warte leczenia – W styczniu 2016 roku Gazeta Wyborcza podała, że w Polsce jest ponad 8 mln psów i ok. 6 mln kotów. Na ich leczenie właściciele wydają...
Bank krwi dla psów – Przykłady Bogdana Guzika i Małgorzaty Kondas pokazują, że realia te się zmieniają. Pani Małgosia najpierw u jednego weterynarza wydała...
W styczniu 2016 roku Gazeta Wyborcza podała, że w Polsce jest ponad 8 mln psów i ok. 6 mln kotów. Na ich leczenie właściciele wydają krocie. Ekstremalny był przykład właściciela owczarka niemieckiego, który woził pupila na dializy. Jedna kosztowała 600 zł, przez półtora roku mężczyzna wydał 50 tys. złotych. Pies zdechł.

Kot Bogdana Guzika jeszcze trochę musi pomęczyć się ze stabilizatorem. Potem znowu korzystać będzie z ukochanej wolności
To pokazuje, ile ludzie potrafią zrobić dla zwierząt, z którymi się zżyją. Jak Bogdan Guzik. Dwa lata temu córka znajomej przyniosła mu kotka. Przybłędę. Lekarz, który dotąd nie miał zwierząt, z miejsca się w nim zakochał.
To bardzo mądry, fajny kotek. Gdyby go pan widział… Wyjątkowo piękny, z grubym ogonem. I kocha wolność
– zachwycał się mieszkaniec Złotowa.
Tylko czasem podły jest, bo jak pójdzie w miasto, to na dwa albo i trzy dni. Lubi chuliganić.
17 lipca Becia (kot imię ma żeńskie, choć z czasem okazało się, że to samiec) wróciła do domu z połamaną łapą. Właściciel uważa, że ktoś kota uderzył, może kijem. Złamanie było skomplikowane, w Złotowie nikt nie chciał się podjąć złożenia pogruchotanych kości.
Propozycje były dwie: amputacja nóżki lub uśpienie. Mówili, że to drogi interes i właściciele kotów raczej się na takie zabiegi nie decydują
– wspomina emerytowany lekarz rodzinny. On zdecydował inaczej. Dwa dni później Becia przeszła operację w klinice w Pile. Zabieg trwał dwie i pół godziny i kosztował 800 złotych.
Kolejna też ma kosztować kilkaset złotych, ale pieniądze nie są tu ważne
– twierdzi B. Guzik.
Amputacji łapki u niego bym nie przeżył. Nie mógłbym na niego patrzeć.
O zdolnościach ortopedycznych M. Lwa–Kiedrowskiego właściciel operowanej kotki jeszcze nie wiedział. A weterynarz ze Złotowa ma czym się pochwalić. Choćby osteozyntezą kości palców obu łap boksera przeciętych kosiarką. Operacja prowadzona przez dwóch weterynarzy trwała pięć godzin.
Wprowadziliśmy drut Kirschnera w nawiercone kości palców. To było jak operacja chirurgii ręki – łączenie kości, nerwów, więzadeł. Potem robiliśmy opatrunki, konsultacje, które następnie właściciele psa kontynuowali w rodzimym Poznaniu
– opowiada lekarz małych zwierząt. I chwali się sukcesem:
Gdy ci państwo przyjechali ponownie za rok na wakacje, po operacji nie było śladu.
O kosztach takiego zabiegu nie chce jednak mówić.
Nie były wielkie, bo potraktowaliśmy to jako doświadczenie
– zapewnia. W Złotowie coraz częściej ludzie decydują się na kosztowne operacje pupili. Jak zauważa weterynarz, mamy coraz więcej pieniędzy, a nasze otwarcie na świat powoduje, że łatwo dostępne są produkowane na Zachodzie leki i materiały operacyjne. Stalowe nici, płytki do osteosyntezy, wkręty chromowo–kobaltowe i niklowe są na wyposażeniu wielu lecznic. Tak samo jak aparaty rentgenowskie wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Najdroższe są operacje okulistyczne czy ortopedyczne, zwykle w zakresie 300–400 złotych. Ale czasami granicą leczenia jest 100 zł. Leczenia za 1000 zł jeszcze nie proponowałem. Trzeba znać realia rynku
– twierdzi M. Lew–Kiedrowski.
Przykłady Bogdana Guzika i Małgorzaty Kondas pokazują, że realia te się zmieniają. Pani Małgosia najpierw u jednego weterynarza wydała 400 zł na antybiotykoterapię Sary.
Jak usłyszałam tę kwotę, o mało nie spadłam z krzesła
– mówi. Gdy stan psa się pogarszał, zdecydowała się na operację, ale już u innego specjalisty. Koszt – 500 złotych. Operacja się udała, ale suczka była bardzo słaba, miała anemię.
Powiedzieli mi, że umiera
– kobieta jeszcze dziś to przeżywa, choć od tej chwili minęły prawie trzy miesiące.
Natychmiast potrzebowała krwi do przetoczenia. To weterynarze zrobili jej zdjęcie i wstawili to na facebooka. Mnóstwo osób dzwoniło i proponowało swoją pomoc
– mieszkanka Złotowa uważa, że podejście ludzi do leczenia zwierząt bardzo się zmieniło. Dawcą krwi dla Sary został pies rasy husky. Co ciekawe, psy są pod tym względem mało skomplikowane – przetoczyć można im krew od każdego przedstawiciela ich gatunku.
Dlatego w Warszawie od 2003 roku działa Weterynaryjny Bank Krwi im. Milusia. Miluś był chorym na hemofilię labradorem. Dzięki transfuzjom żył dwa lata dłużej. Bank oferuje krew przez 24 godziny na dobę, przez cały rok.
Jest to możliwe dzięki „stałym” dawcom, czyli zwierzętom, które regularnie oddają krew
– tłumaczył Gazecie Pomorskiej Tomasz Garstecki.
Poza tym w razie potrzeby nasi weterynarze jeżdżą do zaprzyjaźnionych hodowli psów i na miejscu pobierają od zwierząt krew.
Krew od zwierząt pobiera się, wbijając igłę w tętnicę szyjną. Trwa to około dwudziestu minut. Po pierwszej wizycie zwierzę–krwiodawca otrzymuje czerwoną chustę z napisem „Ratuję życie”. W Złotowie mógłby dostać ją wspomniany husky. Dzięki jego krwi Sara przeżyła. W sumie na jej leczenie Małgorzata Kondas wydała 1300 złotych.
To bardzo dużo. Pytałyśmy weterynarzy, ile jeszcze, bo chyba wszystkie pieniądze na to wydałyśmy
– mówi, choć nie żałuje. Zdrowie ukochanej suczki było tego warte.
Podobnie uważa Bogdan Guzik, który szykuje się na kolejne wydatki. W ubiegłym tygodniu był z Becią w klinice, ale jej kość jeszcze się nie zrosła i kolejna operacja musi poczekać. Dobrze, że lekarz jest już na emeryturze, więc może poświęcić kotu więcej czasu.
W ubiegłym roku pół urlopu straciłem, bo nie miałem z kim Beci zostawić. W tym nie wyjechałem wcale przez te operacje. Ale nie mogłem zrobić inaczej, musiałem ją ratować
– przekonuje, ściskając pupila.
Rodzi się tylko jedno pytanie: czy leczenie zwierząt nie idzie zbyt daleko? Można zaryzykować stwierdzenie, że miewają one lepszą opiekę niż ludzie. Poza tym weterynarz mówi o zapaleniu gardła u kota, nowotworze u świnki morskiej, przyszywaniu rogówki oka u psa. Wszystko to brzmi tak po ludzku.
Dla mnie to normalne
– mówi Mirosław Lew–Kiedrowski. Tylko z „umieraniem” nie może się pogodzić.
Zwierzęta nie umierają
– zaznacza.
Umiera człowiek i to sformułowanie jest dla niego zarezerwowane. Pies czy kot zdycha, pada, może odchodzi… Jak ten kotek, który był ze swoim panem dwadzieścia cztery lata. Pan miał go na stancji w czasach szkoły średniej, potem w akademiku na studiach. Prosił, by go uśpić, bo kot już nie był w stanie załatwiać swoich potrzeb fizjologicznych. I były przy tym łzy, a pan miał ponad 40 lat…
Taka jest siła miłości, która każe nam ratować ukochane zwierzęta niemal za wszelką cenę.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
1.Jak jeździsz po dziurach jak ostatnia cipa, to nie dziw się, że uszkodzisz dętkę, kup sobie rower górski, 2. W przyszłości nie rób zakupów strasznie ciężkich, rób lżejsze, np. mniej butelek z piwem, 3. Nie musiałaś pchać roweru, mogłaś go ciągnąć, 4. Masz szczęście, że skisło mleko w lodówce, a nie w twoich c..ch. Chciałaś artykuł o swojej tragedii, to go masz. Mówisz i masz.
A miałeś badania że psiak jest uczulony na penicylinę ? Zapewne nie... tak jak z człowiekiem, nie przkonasz się co ci szkodzi aż się coś stanie, rozumiem rozżalenie ale to akurat nie jest wina weterynarza...
Dobre
przebiła mi się dętka w rowerze jak jechałam do biedronki na zakupy....moglibyśmy o tej smutnej jakże przykrej sytuacji dla mnie...napisać artykuł???...dodam jeszcze,ze zakupy były strasznie cięzkie i musiałam pchać ten mój rower....tak długo to trwało,że mleko w lodówce mi się zsiadło.Naprawdę napiszmy o tej tragedii
laska ładna to dlatego ...nie kumasz? to taka reklama
oczywiście,jak niedawno o panu ,który szukał pracy...gdyż stracił głos w poprzedniej...
Zgadzam się nie polecam .Pojechałam w niedzielę z suka bo źle się czula .Pan Kiedrowski przyjął zbadał podał antybiotyk powiedział że możemy iść po 15 min dramat w domu suczka dostała wstrząsu anafilaktycznego od penicyliny .Zadzwoniłam do dr. Usłyszałam nie pomogę wyjechałem a sam te leki podał .Nikomu nie życzę patrzeć jak jego zwierzę kina w cierpieniu bez pomocy .Inny wet nie dał rady odratować było za późno .To dramat kiedy jeszcze młody bo 4 letni zwierzak odchodzi na oczach dzieci.Szczerze żałuję że tego dnia padło na tego weta.Kazdy ma wybór ja już nigdy w życiu tam nie trafię chociaż pewnie nie jednemu pomógł .U nas żal pozostanie że nas nie przyjął z powikłaniami po jego leczeniu.To przykre
Nie sądzę ale może na order się złapiesz
czyli jak moje zwierze zachoruje i zdecyduje sie na leczenie ( co jest rzeczą oczywistą ) bedzie o mnie artykuł?
a po to żebyś się głupio pytał/a
zgadzam się w 100%
Gosia najpewniej miala na celu przekazac ludziom iz dobro zwierzat tez jest wazne. Ze to nasi przyjaciele ( czesto zwierzeta sa lepsi niz ludzie:/ ) Ze warto im pomagac a pieniadze w tym momencie nie maja znaczenia. Wedlug mnie nie chodzi tu zupelnie o rozglos. Ludzis skad w was tama podlosc ?! Anonimowo kazdy moze napisac co chce . Czujecie sie lepiej jak komus dowalicie ?! Gosiu jestes wspaniala osoba i znam Cie osobiscie. Wiele razy rowniez na licytacjach dla dzieci pomagalas :* Jestem z Ciebie bardzo dumna i zapewne Twoja rodzina rowniez , kazdego dnia. A zawistni ludzie zajmicie sie robieniem wszystkiego aby i wasze zycie bylo szczesliwe :) To powinien byc wasz priorytet bo plotkowaniem i zloscia to jedynie stoicie w miejscu. Miłego dnia i wiecej empati w ludziach
ja złego nie słowa nie powiem na Pana Kiedrowskiego u mojego psiaka wykrył ropomacicze i pomógł dzięki szybkiej operacji
A ja może trochę od innej strony. Niech każdy zacznie zajmować się swoją D... zrobiła co uważała. Artykuł ludziom przeszkadza... bo jest pozytywny? Nikt go nie udostępnia... bo jest pozytywny itp. Tak to moje sedno - jak jest wypadek to ludzie nie pomagają tylko bawią się w dziecinne udostępnianie i robienie sensacji z ludzkiego cierpienia. Zacznijmy tez zauważać pozytywne strony życia! Lepiej jest przeczytać z rana o kimś z dobrym gestem niż wyjść przed blok i słuchać narzekania jak to zle pani sprzątaczka zmyła podłogę... :) itd.
Zgadzam się. W 100000% pies najlepszym przyjacielem człowieka a nieraz lepszy niż człowiek
A ja mimo tych hejtow i zawiści gratuluję jej postawy ! Jedna osoba dała by sobie spokój z leczeniem , bo stwierdziliby ze szkoda pieniędzy a ona jednak walczyła o swojego pupila .Poznałam Gosie i wiem , ze ma dobre serce i jest wrażliwa na czyjas krzywdę . Podziwiam i gratuluję takiej miłości i poświęcenia . W dzisiejszych czasach jest tyle zła , ze taka postawa naprawdę powinna być doceniona .
Ludzie! O co taki hejt?? I to na swoim podwórku? Zawiść, zazdrość zero empatii... przykro się czyta te komentarze...
Akurat Pana Kiedrowskiego nie polecam żadnemu posiadaczowi zwierzęcia. U mojego psa Pan nie zdiagnozował nowotworu, a wystarczyło zrobić badania krwi. Gdy pojechaliśmy do lecznicy DONA do Piły było już za późno. Teraz na każde szczepienie czy odrobaczanie pieska jeżdżę do Piły do Pana Tomasza Boguckiego i z czystym sumieniem mogę go polecić pełen profesjonalizm, wiedza i dobry sprzęt.
Nie rozumiem po co ten artykuł? Tak dużo osób pomaga nie tylko swoim pupilom, ale każdemu w każdej sytuacji ( choćby schroniska ) i nie potrzebują żadnego rozgłosu i specjalnych artykułów poświęconym temu... hehehe zgadzam się, order im!
W Złotowie nie ma żadnego dobrego weterynarza sami Rzeźnicy
Tylko to ci pozostało
Ha ha aż się popłakałem taką przykrość sprawiłeś
Ty masz juz order za debilizm
Wiekszosc ludzi chodzi glodna na wlasne zyczenie. Niech wezmą sie do pracy to na chleb i cos do chleba zarobia. Dla mnie kazde zwierzę ma więcej miłości w sobie niz większość ludzi.szanuje ludzi ktorzy traktują zwierzęta jak czlonka rodziny. Szanuje ludzi ktorym los krzywdzonych zwierzat nie jest obojętny. Kazdego kto krzywdzi zwierzęta wyslalabym do szamba.
A ja wolę kontakt z moim psem niż z 99,999999999% ludźmi na świecie.Gdy przychodzę z pracy a pies się cieszy i zamiata ogonem, to wiem że to jest szczere uczucie.
Którzy ludzie nie mają co jeść? Podaj ich nazwiska.
To jest jakaś masakra dajcie jej jeszcze order bo własnego psa leczy jaja na maxa
ludzie nie mają co jeść a tu taki cyrk....widać,że komuś zrywa eternit z dachu.jego sprawa.
chyba zawod lekarza weterynarii to jedna z najtrudniejszych profesji- dlugie zmudne studia, a potem duzo stresu w pracy, na pewno trzeba miec duza sile psychiczna, by potrafic szybko podejmowac decyzje, od ktorej czasem zalezy zycie zwierzaka.
1.Jak jeździsz po dziurach jak ostatnia cipa, to nie dziw się, że uszkodzisz dętkę, kup sobie rower górski, 2. W przyszłości nie rób zakupów strasznie ciężkich, rób lżejsze, np. mniej butelek z piwem, 3. Nie musiałaś pchać roweru, mogłaś go ciągnąć, 4. Masz szczęście, że skisło mleko w lodówce, a nie w twoich c..ch. Chciałaś artykuł o swojej tragedii, to go masz. Mówisz i masz.
A miałeś badania że psiak jest uczulony na penicylinę ? Zapewne nie... tak jak z człowiekiem, nie przkonasz się co ci szkodzi aż się coś stanie, rozumiem rozżalenie ale to akurat nie jest wina weterynarza...
Dobre