Reklama

Cena miłości do czworonoga

31/08/2017 18:30
Dializy dla psa za 50 tys. zł, łączenie kości palców boksera podczas 5-godzinnej operacji. Szok? - Nie, bo tu wchodzą w rachubę uczucia – uważa Mirosław Lew–Kiedrowski, weterynarz

Uwaga! Pilnie potrzebna krew! Wymagania: waga min. 30 kg, dobry stan zdrowia. Pobranie krwi jest bezpieczne dla dawcy. Sprawa pilna, ponieważ suczka jest już w fatalnym stanie…

– tak Małgorzata Kondas, z pomocą weterynarzy, szukała przez facebooka dawcy dla Sary. Sara to jej dwunastoletni pies. Kundelek. W maju suczka zachorowała na ropomacicze.

Byłyśmy przekonane, że musimy ją ratować. Jest z nami tak długo, a do szesnastu lat na pewno może pożyć

– mieszkanka Złotowa mówi o decyzji swojej i mamy. To nic, że weterynarze mówili im, że wielu właścicieli decyduje się w takich sytuacjach na uśpienie pupila. Ze względu na koszty. Sara musiała żyć.

Reklama

Tu często bardziej liczą się uczucia i traktowanie zwierzęcia jak członka rodzina niż pieniądze. Chomik, który kosztuje kilkanaście złotych leczony jest czasem za kilkaset złotych. Absurdalne? Nie, bo tu wchodzą w rachubę uczucia

– mówi Mirosław Lew–Kiedrowski, weterynarz i pionier leczenia małych zwierząt w Złotowie.

Gdy uczyłem się w technikum weterynaryjnym, to leczono jedynie duże zwierzęta gospodarskie. Małe szczepiono tylko przeciwko wściekliźnie. Gdy byłem na stażu po studiach, to starsi weterynarze, gdy słyszeli, że ktoś idzie z psem do leczenia, to wsiadali w auta i wyjeżdżali w teren, a my, młodzi, zostawaliśmy

Reklama

– śmieje się, wspominając początki zawodowej przygody. Leczeniem małych zwierząt zajął się z kolegą w połowie lat 80–tych. W czasach, gdy kot był od łapania myszy, a pies pełnił rolę dzwonka u bramy. Oba miały swoje daty przydatności do użycia. Zwłaszcza na wsi. I koniec.

W rozumieniu ich właścicieli one nie chorowały. Dlatego na początku praktyki ludzie zarzucali nam, że choroby zwierzętom wymyśliliśmy…

– opowiada weterynarz z ponad 30–letnim stażem.


To dopiero 30% artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Zwierzęta warte leczenia – W styczniu 2016 roku Gazeta Wyborcza podała, że w Polsce jest ponad 8 mln psów i ok. 6 mln kotów. Na ich leczenie właściciele wydają...

Reklama

Bank krwi dla psów – Przykłady Bogdana Guzika i Małgorzaty Kondas pokazują, że realia te się zmieniają. Pani Małgosia najpierw u jednego weterynarza wydała...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Zwierzęta warte leczenia

W styczniu 2016 roku Gazeta Wyborcza podała, że w Polsce jest ponad 8 mln psów i ok. 6 mln kotów. Na ich leczenie właściciele wydają krocie. Ekstremalny był przykład właściciela owczarka niemieckiego, który woził pupila na dializy. Jedna kosztowała 600 zł, przez półtora roku mężczyzna wydał 50 tys. złotych. Pies zdechł.

Kot Bogdana Guzika jeszcze trochę musi pomęczyć się ze stabilizatorem. Potem znowu korzystać będzie z ukochanej wolności

Reklama

To pokazuje, ile ludzie potrafią zrobić dla zwierząt, z którymi się zżyją. Jak Bogdan Guzik. Dwa lata temu córka znajomej przyniosła mu kotka. Przybłędę. Lekarz, który dotąd nie miał zwierząt, z miejsca się w nim zakochał.

To bardzo mądry, fajny kotek. Gdyby go pan widział… Wyjątkowo piękny, z grubym ogonem. I kocha wolność

– zachwycał się mieszkaniec Złotowa.

Tylko czasem podły jest, bo jak pójdzie w miasto, to na dwa albo i trzy dni. Lubi chuliganić.

17 lipca Becia (kot imię ma żeńskie, choć z czasem okazało się, że to samiec) wróciła do domu z połamaną łapą. Właściciel uważa, że ktoś kota uderzył, może kijem. Złamanie było skomplikowane, w Złotowie nikt nie chciał się podjąć złożenia pogruchotanych kości.

Reklama

Propozycje były dwie: amputacja nóżki lub uśpienie. Mówili, że to drogi interes i właściciele kotów raczej się na takie zabiegi nie decydują

– wspomina emerytowany lekarz rodzinny. On zdecydował inaczej. Dwa dni później Becia przeszła operację w klinice w Pile. Zabieg trwał dwie i pół godziny i kosztował 800 złotych.

Kolejna też ma kosztować kilkaset złotych, ale pieniądze nie są tu ważne

– twierdzi B. Guzik.

Amputacji łapki u niego bym nie przeżył. Nie mógłbym na niego patrzeć.

O zdolnościach ortopedycznych M. Lwa–Kiedrowskiego właściciel operowanej kotki jeszcze nie wiedział. A weterynarz ze Złotowa ma czym się pochwalić. Choćby osteozyntezą kości palców obu łap boksera przeciętych kosiarką. Operacja prowadzona przez dwóch weterynarzy trwała pięć godzin.

Reklama

Wprowadziliśmy drut Kirschnera w nawiercone kości palców. To było jak operacja chirurgii ręki – łączenie kości, nerwów, więzadeł. Potem robiliśmy opatrunki, konsultacje, które następnie właściciele psa kontynuowali w rodzimym Poznaniu

– opowiada lekarz małych zwierząt. I chwali się sukcesem:

Gdy ci państwo przyjechali ponownie za rok na wakacje, po operacji nie było śladu.

O kosztach takiego zabiegu nie chce jednak mówić.

Nie były wielkie, bo potraktowaliśmy to jako doświadczenie

– zapewnia. W Złotowie coraz częściej ludzie decydują się na kosztowne operacje pupili. Jak zauważa weterynarz, mamy coraz więcej pieniędzy, a nasze otwarcie na świat powoduje, że łatwo dostępne są produkowane na Zachodzie leki i materiały operacyjne. Stalowe nici, płytki do osteosyntezy, wkręty chromowo–kobaltowe i niklowe są na wyposażeniu wielu lecznic. Tak samo jak aparaty rentgenowskie wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Reklama

Najdroższe są operacje okulistyczne czy ortopedyczne, zwykle w zakresie 300–400 złotych. Ale czasami granicą leczenia jest 100 zł. Leczenia za 1000 zł jeszcze nie proponowałem. Trzeba znać realia rynku

– twierdzi M. Lew–Kiedrowski.

Bank krwi dla psów

Przykłady Bogdana Guzika i Małgorzaty Kondas pokazują, że realia te się zmieniają. Pani Małgosia najpierw u jednego weterynarza wydała 400 zł na antybiotykoterapię Sary.

Jak usłyszałam tę kwotę, o mało nie spadłam z krzesła

– mówi. Gdy stan psa się pogarszał, zdecydowała się na operację, ale już u innego specjalisty. Koszt – 500 złotych. Operacja się udała, ale suczka była bardzo słaba, miała anemię.

Reklama

Powiedzieli mi, że umiera

– kobieta jeszcze dziś to przeżywa, choć od  tej chwili minęły prawie trzy miesiące.

Natychmiast potrzebowała krwi do przetoczenia. To weterynarze zrobili jej zdjęcie i wstawili to na facebooka. Mnóstwo osób dzwoniło i proponowało swoją pomoc

– mieszkanka Złotowa uważa, że podejście ludzi do leczenia zwierząt bardzo się zmieniło. Dawcą krwi dla Sary został pies rasy husky. Co ciekawe, psy są pod tym względem mało skomplikowane – przetoczyć można im krew od każdego przedstawiciela ich gatunku.

Reklama

Dlatego w Warszawie od 2003 roku działa Weterynaryjny Bank Krwi im. Milusia. Miluś był chorym na hemofilię labradorem. Dzięki transfuzjom żył dwa lata dłużej. Bank oferuje krew przez 24 godziny na dobę, przez cały rok.

Jest to możliwe dzięki „stałym” dawcom, czyli zwierzętom, które regularnie oddają krew

– tłumaczył Gazecie Pomorskiej Tomasz Garstecki.

Poza tym w razie potrzeby nasi weterynarze jeżdżą do zaprzyjaźnionych hodowli psów i na miejscu pobierają od zwierząt krew.

Krew od zwierząt pobiera się, wbijając igłę w tętnicę szyjną. Trwa to około dwudziestu minut. Po pierwszej wizycie zwierzę–krwiodawca otrzymuje czerwoną chustę z napisem „Ratuję życie”. W Złotowie mógłby dostać ją wspomniany husky. Dzięki jego krwi Sara przeżyła. W sumie na jej leczenie Małgorzata Kondas wydała 1300 złotych.

Reklama

To bardzo dużo. Pytałyśmy weterynarzy, ile jeszcze, bo chyba wszystkie pieniądze na to wydałyśmy

– mówi, choć nie żałuje. Zdrowie ukochanej suczki było tego warte.

Podobnie uważa Bogdan Guzik, który szykuje się na kolejne wydatki. W ubiegłym tygodniu był z Becią w klinice, ale jej kość jeszcze się nie zrosła i kolejna operacja musi poczekać. Dobrze, że lekarz jest już na emeryturze, więc może poświęcić kotu więcej czasu.

W ubiegłym roku pół urlopu straciłem, bo nie miałem z kim Beci zostawić. W tym nie wyjechałem wcale przez te operacje. Ale nie mogłem zrobić inaczej, musiałem ją ratować

– przekonuje, ściskając pupila.
Rodzi się tylko jedno pytanie: czy leczenie zwierząt nie idzie zbyt daleko? Można zaryzykować stwierdzenie, że miewają one lepszą opiekę niż ludzie. Poza tym weterynarz mówi o zapaleniu gardła u kota, nowotworze u świnki morskiej, przyszywaniu rogówki oka u psa. Wszystko to brzmi tak po ludzku.

Dla mnie to normalne

– mówi Mirosław Lew–Kiedrowski. Tylko z „umieraniem” nie może się pogodzić.

Zwierzęta nie umierają

– zaznacza.

Umiera człowiek i to sformułowanie jest dla niego zarezerwowane. Pies czy kot zdycha, pada, może odchodzi… Jak ten kotek, który był ze swoim panem dwadzieścia cztery lata. Pan miał go na stancji w czasach szkoły średniej, potem w akademiku na studiach. Prosił, by go uśpić, bo kot już nie był w stanie załatwiać swoich potrzeb fizjologicznych. I były przy tym łzy, a pan miał ponad 40 lat…

Taka jest siła miłości, która każe nam ratować ukochane zwierzęta niemal za wszelką cenę.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    do juliet - niezalogowany 2017-09-01 21:09:04

    1.Jak jeździsz po dziurach jak ostatnia cipa, to nie dziw się, że uszkodzisz dętkę, kup sobie rower górski, 2. W przyszłości nie rób zakupów strasznie ciężkich, rób lżejsze, np. mniej butelek z piwem, 3. Nie musiałaś pchać roweru, mogłaś go ciągnąć, 4. Masz szczęście, że skisło mleko w lodówce, a nie w twoich c..ch. Chciałaś artykuł o swojej tragedii, to go masz. Mówisz i masz.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mieszkanka - niezalogowany 2017-09-01 20:55:36

    A miałeś badania że psiak jest uczulony na penicylinę ? Zapewne nie... tak jak z człowiekiem, nie przkonasz się co ci szkodzi aż się coś stanie, rozumiem rozżalenie ale to akurat nie jest wina weterynarza...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Riczi - niezalogowany 2017-09-01 19:16:20

    Dobre

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama