Śpiączka mózgowa, zespół otępienny, alzheimer - złotowski szpital nie przyjął pacjenta z takimi schorzeniami. - To się w głowie nie mieści - mówi żona chorego. Dyrektor placówki uważa, że rodzina chce się pozbyć uciążliwego pacjenta
Spokojnie, to tylko śpiączka
Elżbieta Hołowiecka od kilku dni opiekuje się chorym mężem. Pan Władysław wychodzi z oddziału psychiatrycznego 31 sierpnia. W piątek 7 września 66–latek kładzie się do łóżka i już nie wstaje. Pięć dni później lekarz Bogdan Guzik wypisuje skierowanie pacjenta na oddział wewnętrzny złotowskiego szpitala. Wzywa karetkę transportową. Po około dwóch godzinach oczekiwania żona chorego dzwoni do szpitala. – Zapytałam, kiedy będzie karetka i pani powiedziała, że nie ma teraz wolnej, a poza tym nie mają ludzi, żeby go znieść, bo lekarz zalecił transport na noszach – E. Hołowiecka nie kryje zdenerwowania.
Dwóm pracownikom szpitala zanieść do karetki mieszkańca Złotowa pomagają jego wnuk i zięć.
Nocny dyżur na oddziale wewnętrznym ma Małgorzata Teusz–Chmielecka. Lekarka nie widzi potrzeby hospitalizacji mężczyzny. – Po konsultacji z ordynatorem oddziału psychiatrycznego stwierdzono, że pacjent ma przedawkowane leki. Podłączono mu kroplówkę na oddziale ratunkowym, a żona została poinstruowana, co ma dalej robić – personelu placówki broni dyrektor Jerzy Teusz.
Elżbieta Hołowiecka widzi to inaczej: - Pani doktor powiedziała, że ma na oddziale remont, wystawione okna i nie ma miejsc, żeby go przyjąć. Mówiła też, że jutro mąż będzie chodził. [[reklama]] Chory to nie problem?
Około północy pracownicy szpitala odwożą Władysława Hołowieckiego do domu. Rano kobieta dzwoni do lekarza rodzinnego, ten przysyła pielęgniarkę, która podłącza choremu kroplówkę. - To się w głowie nie mieści, żeby męża nie przyjęli – E. Hołowiecka skarży się lekarzowi. - Żeby on chociaż coś zjadł, ale leków nie połknie, a kroplówka niewiele daje – uważa kobieta.
Doktor Guzik dziwi się, że jego pacjent wrócił na czwarte piętro swego mieszkania: - W takim stanie ten człowiek powinien się znaleźć na oddziale. Jeśli nie chcieli go przyjąć na wewnętrzny, to mogli go dać na długoterminowy, a nie wozić w tę i z powrotem nieprzytomnego człowieka.
W przekazaniu mężczyzny pod opiekę szpitala sedno sprawy widzi Jerzy Teusz. Jego zdaniem żona pacjenta próbuje wymusić hospitalizację. – Jest on uciążliwy dla rodziny, ale to nie powód, żeby szpital się nim zajmował – dyrektor przypomina, że mężczyzna był wcześniej agresywny, stąd m.in. jego pobyt na oddziale psychiatrycznym.
Bliscy chorego starają się o jego ubezwłasnowolnienie i już szukają miejsca w zakładach opiekuńczych. Również w Złotowie. – Rodzina nie chce oddawać go do hospicjum – mówi B. Guzik. – Ja staram się załatwić mu miejsce na oddziale długoterminowym, ale tego nie robi się z dnia na dzień. A w domu u chorego nie ma warunków na prowadzenie leczenia – dodaje lekarz rodzinny.
Na miejsce na oddziale paliatywnym złotowskiego szpitala czeka się nawet kilka miesięcy.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze