Reklama

Spokojnie, pacjent poczeka

08/06/2015 08:20
Po telefonie ze szpitala pani Kasia omal nie dostała zawału. - 0 10.00 miałam mieć wizytę u ortopedy, a o 8.00 zadzwonili, żebym przyszła we wrześniu - mówi załamana kobieta. Odsyłanych ze szpitala z kwitkiem jest więcej

Żona pana Sławomira od lat ma chory kręgosłup. W styczniu tego roku zarejestrowała się do ortopedy. Wizytę miała mieć w maju. W dniu planowanego badania dowiedziała się, że ma przyjść we... wrześniu. - Nie w najbliższym wolnym terminie – denerwuje się pan Sławek. - Dzieje się tak głównie dlatego, że dyrektor złotowskiego szpitala o 1/3 obniżył liczbę przyjmowanych pacjentów – skarży się złotowianin. Dokładniej rzecz biorąc ortopeda Piotr Kusz, bo do niego udać się miała małżonka mężczyzny, liczbę punktów ma zmniejszoną o ponad 20%. Z 900 w ubiegłym roku do 700 w obecnym. Sam lekarz przyznaje, że przez to kolejka oczekujących musi się wydłużyć, bo choć on mógłby przyjąć więcej pacjentów, to dyrektor nie zezwala na przekraczanie kontraktu i wykonywanie nadróbek. - Nie mogę tego pojąć, bo tydzień wcześniej czytałem, że wielcy naszego powiatu debatują, jaką panu dyrektorowi przyznać nagrodę za to, że szpital jest na plusie. W rozumieniu zwykłego człowieka jest on na plusie właśnie dlatego, że takie sytuacje jak ta mają miejsce. Ogranicza się wydatki, zmniejszając liczbę przyjętych pacjentów – pan Sławomir nie kryje irytacji i dodaje: - To są pozorne oszczędności. To się dzieje kosztem pacjentów. Dyrektor lecznicy Jerzy Teusz jednak twardo stoi na stanowisku, że szpital obowiązują limity. Na stronie szpitala widnieje nawet informacja: „Uprzejmie informujemy, iż szpital realizuje porady do wyczerpania limitu z NFZ”. - Czy ktoś się zgłasza, gdy doktor Thomas czy doktor Zawadzka wyczerpią limit? Każdy chyli głowę, rozumie, no trudno – mówi J. Teusz. Problemem nie jest jednak szpital w Złotowie sam w sobie. Jest nim system, w którym to nie ludzie są najważniejsi.
- Tutaj nie patrzy się na pacjentów, tylko na cyferki – ocenia pan Sławomir.

Kolejka widmo

Boleśnie przekonała się o tym pani Katarzyna. Mieszkanka Głomska trzy godziny stała w kolejce, by zarejestrować się do doktora Kusza. - Prawie tam zemdlałam, bo mam chory kręgosłup. Kucałam, klękałam, bo takie są tam warunki, że nawet nie można usiąść – wspomina wydarzenia ze stycznia tego roku. - I teraz zadzwonili, że mam wizytę przesuniętą na wrzesień. Myślałam, że dostanę zawału serca – dodaje kobieta, która ma całkowity zakaz pracy. Ubezpieczona jest w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego.

[[reklama]]

Na kolejną wizytę czekać musi około stu dni. To znacznie więcej niż wykazano w Ogólnopolskim Informatorze o Czasie Oczekiwania na Świadczenia Medyczne. Od stycznia sprawdzać tam można, ilu pacjentów oczekuje na wizytę do danej poradni i jak długi jest czas oczekiwania. Placówki medyczne mają obowiązek cotygodniowego raportowania kolejek do Narodowego Funduszu Zdrowia, podając liczbę oczekujących oraz pierwszy wolny termin. Z danych podanych nam przez Magdalenę Rozumek-Wenc z wielkopolskiego NFZ wynika, że kolejek nie ma. - Ponieważ od kwietnia br. część poradni sprawozdaje informacje bezpośrednio z aplikacji AP-KOLCE, a nie przez nas – nie mamy tych danych – są na www.kolejki.nfz.gov.pl w wyszukiwarce – stwierdziła rzeczniczka. Sprawdziliśmy, tam również znaleźć ich nie można. Wiadomo jedynie, ile czeka się na wizytę na oddziałach: chirurgia ogólna: 82 dni, 255 oczekujących; oddział wewnętrzny: 45 dni, 79 oczekujących; położniczo-ginekologiczny: 3 dni, 0 oczekujących; psychiatryczny: 2 dni, 0 oczekujących.

Choroba nie czeka

Problem w tym, że ani żona pana Sławka, ani pani Katarzyna czekać nie mogą. Obie muszą stawić się przed komisją przyznającą rentę.  - Z czym pójdę na komisję? Z jednym wpisem z 2014 roku, bo w 2015 już się nie załapałam? Boję się, że mogą mi zabrać rentę, bo powiedzą, że się nie leczę – mieszkanka Głomska komisję umówioną ma na sierpień. Starała zapisać się do innego lekarza, ale bez skutku. - Próbowałam się dostać do doktora Adamka [drugi z ortopedów przyjmujących w poradni – przypis red.], ale powiedział, że mnie nie przyjmie, bo przyjmuje tylko pacjentów po operacjach. To gdzie ja mam iść? - załamuje ręce pani Katarzyna, która dzwoniła także do Piły. Tam natrafiła na równie długą kolejkę. - Nie wiem, czy mam pisać jakąś petycję do dyrektora, czy do kogo? - zastanawia się chora.
Na niewiele zdać się mogą także badania, które wykonała na własną rękę. Za rezonans magnetyczny odcinka piersiowego kręgosłupa zapłaciła 480 złotych. - Zrobiłam też później w Złotowie prześwietlenie kręgosłupa lędźwiowego. I co z tego, że mam papiery, jak nie mogę się do żadnego specjalisty dostać? On musi to opisać i z tym powinnam pójść na komisję. Prywatna wizyta też mi nic nie da, jak nie będę miała nic wpisane w kartotece – martwi się mieszkanka gminy Zakrzewo.
Podobnego zdania jest pan Sławomir. Uważa on, że przekładanie wizyt i tak długi czas oczekiwania może spowodować, że badania się zdezaktualizują. - Po roku mogą być takie zmiany, że to badanie nie ma już znaczenia. Trzeba będzie je ponawiać, bo tamte nie będą wiarygodne. To jest wyrzucanie publicznych pieniędzy w błoto – złotowian bardzo krytycznie ocenia polską służbę zdrowia. - Płacimy ubezpieczenie i uważam, że z tego tytułu należy nam się opieka zdrowotna – to już brzmi jak truizm.

Co więc pozostaje pacjentom?

- Wezmę te badania, za które sama zapłaciłam, kartotekę od doktora Kusza, u którego byłam w listopadzie, i to wszystko. Zobaczymy, co będzie – mówi pani Katarzyna.
Rok 2014 Szpital Powiatowy im. Alfreda Sokołowskiego w Złotowie zamknął z zyskiem 75 tys. złotych. Poradnia chirurgiczno-ortopedyczna, w której przyjmuje dwóch ortopedów, w roku 2014 nie miała nadwykonań. Cała lecznica zaś przekroczyła realizację kontraktu o 9,5%. - Jest to wynik zwiększającej się zgłaszalności chorych do szpitala. Mimo weryfikacji skierowania w izbie przyjęć, obłożenie i wykorzystanie łóżek jest wysokie. Obserwujemy stały wzrost średniej wieku leczonych pacjentów – podaje dyrektor Teusz. Zaznacza przy tym, że „panuje złudne przekonanie, że Szpital Powiatowy w Złotowie był, jest i będzie wiecznie. Jak pokazują przykłady w najbliższym otoczeniu, jest to przekonanie nietrafne”.

Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama