Po telefonie ze szpitala pani Kasia omal nie dostała zawału. - 0 10.00 miałam mieć wizytę u ortopedy, a o 8.00 zadzwonili, żebym przyszła we wrześniu - mówi załamana kobieta. Odsyłanych ze szpitala z kwitkiem jest więcej
Żona pana Sławomira od lat ma chory kręgosłup. W styczniu tego roku zarejestrowała się do ortopedy. Wizytę miała mieć w maju. W dniu planowanego badania dowiedziała się, że ma przyjść we... wrześniu. - Nie w najbliższym wolnym terminie – denerwuje się pan Sławek. - Dzieje się tak głównie dlatego, że dyrektor złotowskiego szpitala o 1/3 obniżył liczbę przyjmowanych pacjentów – skarży się złotowianin. Dokładniej rzecz biorąc ortopeda Piotr Kusz, bo do niego udać się miała małżonka mężczyzny, liczbę punktów ma zmniejszoną o ponad 20%. Z 900 w ubiegłym roku do 700 w obecnym. Sam lekarz przyznaje, że przez to kolejka oczekujących musi się wydłużyć, bo choć on mógłby przyjąć więcej pacjentów, to dyrektor nie zezwala na przekraczanie kontraktu i wykonywanie nadróbek. - Nie mogę tego pojąć, bo tydzień wcześniej czytałem, że wielcy naszego powiatu debatują, jaką panu dyrektorowi przyznać nagrodę za to, że szpital jest na plusie. W rozumieniu zwykłego człowieka jest on na plusie właśnie dlatego, że takie sytuacje jak ta mają miejsce. Ogranicza się wydatki, zmniejszając liczbę przyjętych pacjentów – pan Sławomir nie kryje irytacji i dodaje: - To są pozorne oszczędności. To się dzieje kosztem pacjentów. Dyrektor lecznicy Jerzy Teusz jednak twardo stoi na stanowisku, że szpital obowiązują limity. Na stronie szpitala widnieje nawet informacja: „Uprzejmie informujemy, iż szpital realizuje porady do wyczerpania limitu z NFZ”. - Czy ktoś się zgłasza, gdy doktor Thomas czy doktor Zawadzka wyczerpią limit? Każdy chyli głowę, rozumie, no trudno – mówi J. Teusz. Problemem nie jest jednak szpital w Złotowie sam w sobie. Jest nim system, w którym to nie ludzie są najważniejsi.
- Tutaj nie patrzy się na pacjentów, tylko na cyferki – ocenia pan Sławomir.
Kolejka widmo
Boleśnie przekonała się o tym pani Katarzyna. Mieszkanka Głomska trzy godziny stała w kolejce, by zarejestrować się do doktora Kusza. - Prawie tam zemdlałam, bo mam chory kręgosłup. Kucałam, klękałam, bo takie są tam warunki, że nawet nie można usiąść – wspomina wydarzenia ze stycznia tego roku. - I teraz zadzwonili, że mam wizytę przesuniętą na wrzesień. Myślałam, że dostanę zawału serca – dodaje kobieta, która ma całkowity zakaz pracy. Ubezpieczona jest w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego.
[[reklama]]
Na kolejną wizytę czekać musi około stu dni. To znacznie więcej niż wykazano w Ogólnopolskim Informatorze o Czasie Oczekiwania na Świadczenia Medyczne. Od stycznia sprawdzać tam można, ilu pacjentów oczekuje na wizytę do danej poradni i jak długi jest czas oczekiwania. Placówki medyczne mają obowiązek cotygodniowego raportowania kolejek do Narodowego Funduszu Zdrowia, podając liczbę oczekujących oraz pierwszy wolny termin. Z danych podanych nam przez Magdalenę Rozumek-Wenc z wielkopolskiego NFZ wynika, że kolejek nie ma. - Ponieważ od kwietnia br. część poradni sprawozdaje informacje bezpośrednio z aplikacji AP-KOLCE, a nie przez nas – nie mamy tych danych – są na www.kolejki.nfz.gov.pl w wyszukiwarce – stwierdziła rzeczniczka. Sprawdziliśmy, tam również znaleźć ich nie można. Wiadomo jedynie, ile czeka się na wizytę na oddziałach: chirurgia ogólna: 82 dni, 255 oczekujących; oddział wewnętrzny: 45 dni, 79 oczekujących; położniczo-ginekologiczny: 3 dni, 0 oczekujących; psychiatryczny: 2 dni, 0 oczekujących.
Choroba nie czeka
Problem w tym, że ani żona pana Sławka, ani pani Katarzyna czekać nie mogą. Obie muszą stawić się przed komisją przyznającą rentę. - Z czym pójdę na komisję? Z jednym wpisem z 2014 roku, bo w 2015 już się nie załapałam? Boję się, że mogą mi zabrać rentę, bo powiedzą, że się nie leczę – mieszkanka Głomska komisję umówioną ma na sierpień. Starała zapisać się do innego lekarza, ale bez skutku. - Próbowałam się dostać do doktora Adamka [drugi z ortopedów przyjmujących w poradni – przypis red.], ale powiedział, że mnie nie przyjmie, bo przyjmuje tylko pacjentów po operacjach. To gdzie ja mam iść? - załamuje ręce pani Katarzyna, która dzwoniła także do Piły. Tam natrafiła na równie długą kolejkę. - Nie wiem, czy mam pisać jakąś petycję do dyrektora, czy do kogo? - zastanawia się chora.
Na niewiele zdać się mogą także badania, które wykonała na własną rękę. Za rezonans magnetyczny odcinka piersiowego kręgosłupa zapłaciła 480 złotych. - Zrobiłam też później w Złotowie prześwietlenie kręgosłupa lędźwiowego. I co z tego, że mam papiery, jak nie mogę się do żadnego specjalisty dostać? On musi to opisać i z tym powinnam pójść na komisję. Prywatna wizyta też mi nic nie da, jak nie będę miała nic wpisane w kartotece – martwi się mieszkanka gminy Zakrzewo.
Podobnego zdania jest pan Sławomir. Uważa on, że przekładanie wizyt i tak długi czas oczekiwania może spowodować, że badania się zdezaktualizują. - Po roku mogą być takie zmiany, że to badanie nie ma już znaczenia. Trzeba będzie je ponawiać, bo tamte nie będą wiarygodne. To jest wyrzucanie publicznych pieniędzy w błoto – złotowian bardzo krytycznie ocenia polską służbę zdrowia. - Płacimy ubezpieczenie i uważam, że z tego tytułu należy nam się opieka zdrowotna – to już brzmi jak truizm.
Co więc pozostaje pacjentom?
- Wezmę te badania, za które sama zapłaciłam, kartotekę od doktora Kusza, u którego byłam w listopadzie, i to wszystko. Zobaczymy, co będzie – mówi pani Katarzyna.
Rok 2014 Szpital Powiatowy im. Alfreda Sokołowskiego w Złotowie zamknął z zyskiem 75 tys. złotych. Poradnia chirurgiczno-ortopedyczna, w której przyjmuje dwóch ortopedów, w roku 2014 nie miała nadwykonań. Cała lecznica zaś przekroczyła realizację kontraktu o 9,5%. - Jest to wynik zwiększającej się zgłaszalności chorych do szpitala. Mimo weryfikacji skierowania w izbie przyjęć, obłożenie i wykorzystanie łóżek jest wysokie. Obserwujemy stały wzrost średniej wieku leczonych pacjentów – podaje dyrektor Teusz. Zaznacza przy tym, że „panuje złudne przekonanie, że Szpital Powiatowy w Złotowie był, jest i będzie wiecznie. Jak pokazują przykłady w najbliższym otoczeniu, jest to przekonanie nietrafne”.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze