Reklama

To se ne vrati czyli tęsknota za poligonem w Okonku

12/03/2018 12:00
Podczas gdy jedni obiecują wyborcom reaktywację poligonu, inni nie mają złudzeń, że taki pomysł nie ma przyszłości, choć z sentymentem wspominają i pielęgnują historię jednostki w Okonku

Młody kandydat Prawa i Sprawiedliwości na burmistrza Okonka, Marcin Kalisz, obiecuje wyborcom, że będzie zabiegał, a właściwie to już to czyni, o reaktywację poligonu w Okonku. Uważa, że został on zamknięty przez niedopatrzenie i jest szansa, że MON wycofa się z tej, pomyłkowej jego zdaniem, decyzji. Szerzej o jego planach pisaliśmy we wcześniejszych numerach. Hasło trafia na podatny grunt, gdyż wiele osób z sentymentem wspomina jednostkę wojskową.

Nie te czasy

Tym, który ma prawo szczególnie za nią tęsknić jest Tadeusz Brodzicz, dla którego historia poligonu to 30 lat jego życia. Służbę wojskową w Okonku rozpoczął w 1972 r., a więc dwa lata po sprowadzeniu jednostki na ten teren. Na emeryturę odszedł natomiast w 2001 r., gdy wojsko pakowało już manatki, choć formalnie poligon zamknięty został rok później. Był szefem pododdziału i odpowiadał przede wszystkim za organizację życia kulturalnego, m.in. w ramach nieetatowego klubu żołnierskiego.

Reklama

Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 89% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Trzy dekady przepracowane na poligonie wspomina z ogromnym sentymentem i wciąż ma duży szacunek do wojska, lecz mimo to uważa, że wojsko już nie wróci ćwiczyć na te tereny. Po pierwsze, po likwidacji poligonu jego teren został mocno przekształcony – zlikwidowano infrastrukturę, np. w postaci wież, z których nie tylko obserwowano, ale także organizowano ćwiczenia strzelnicze, dokonano także wielu zalesień. Zaadaptowanie tego na powrót do potrzeb wojska wiązałoby się więc z dużym wysiłkiem finansowym i organizacyjnym. W ocenie emerytowanego żołnierza, który przez 30 lat z bliska obserwował życie poligonu, jest jednak jeszcze ważniejszy powód, dla którego trudno liczyć na jego reaktywację.

Dzisiaj jest zupełnie inna technika wojskowa, inne parametry zasięgu i pola rażenia pocisków. Ten poligon już by się nie sprawdził

Reklama

– zwraca zresztą uwagę, że nie bez kozery jednostka została zamknięta, gdyż już wówczas zdawano sobie sprawę z jej ograniczonych możliwości w związku z zachodzącymi w sposobie walki na polu bitwy zmianami.

Historia zaklęta w kronikach

Dlatego Tadeusz Brodzicz uważa, że poligon w Okonku to już wyłącznie historia, a w tym temacie jest chyba najlepszym źródłem wiedzy. Chociażby ze względu na posiadane kroniki. Ksiąg dokumentujących życie poligonu, w tym od strony kulturalnej, sportowej i turystycznej, którymi to obszarami się zajmował, ma całe szafy. Z licznych zdjęć i opisów kronikarza, którym także był okonczanin, wyłania się bogaty obraz tego, czym zajmowali się żołnierze pracujący w Okonku oraz ci, którzy przyjeżdżali tu tylko na ćwiczenia. A niewiele brakowało, by te wszystkie pamiątki przeszłości poszły z dymem. Podczas likwidacji jednostki były głosy, aby je spalić. Taka była wówczas praktyka, tym bardziej, że archiwa nie przyjmowały tego typu dokumentów, zdawałoby się nikomu już niepotrzebnych. Tadeusz Brodzicz zdołał jednak wyprosić, aby nie niszczyć kronik, w których zawarta była spora część jego życia i sam się nimi zaopiekował, znajdując dla nich miejsce we własnym domu. W ten sposób ocalił od zapomnienia ważną część miejscowej historii, a – jak się później okazało – jej badaniem zainteresowane były także inne osoby. Byli m.in. tacy, którzy na podstawie tych materiałów pisali nawet prace magisterskie.

Reklama

Popularni Czesi i nielubiani Niemcy

Podczas gdy funkcjonujący do dzisiaj poligon drawski pełnił funkcję centralnego poligonu, to obiekt w Okonku służył do ćwiczeń jednostkom zmechanizowanym i pancernym, przede wszystkim z okręgu pomorskiego polskiej armii, w którym stacjonowały m.in.: dywizje zmechanizowane w Szczecinie i Elblągu, pancerna w Szczecinku, obrona wybrzeża oraz wiele samodzielnych i mniejszych jednostek. W jednostce pracowało ok. 120 żołnierzy oraz niewiele mniej pracowników cywilnych. Z punktu widzenia Okonka był to więc ważny pracodawca. Natomiast podczas ćwiczeń jednorazowo mogło na terenie poligonu przebywać nawet do 3 tys. osób. Ćwiczyły tu nie tylko wojska z Pomorza, ale na manewry przyjeżdżały także zagraniczne jednostki. Najpierw z Układu Warszawskiego. Zdarzało się, że ćwiczenia wojsk z bloku komunistycznego obserwowały i nadzorowały takie tuzy jak gen. Wojciech Jaruzelski czy gen. Anatolij Gripkow, który był szefem sztabu zjednoczonych sił Układu Warszawskiego. Z tamtych czasów pan Tadeusz z sympatią wspomina Czechów.

Chętnie grali z orkiestrą, bo bardzo lubili muzykę. Zawsze po obiedzie koncertowali. Czechów bardzo tutaj wszyscy lubili

Reklama

– sąsiedzi z południa sympatię potrafili sobie zaskarbić m.in. przywiezionym piwem, które z chęcią wymieniali na polską wódkę. Takiej komitywy nie było natomiast z Niemcami z NRD. Wprawdzie rozdawali lokalnym dzieciom słodkości i inne rarytasy, których wtedy nie było u nas w kraju pod dostatkiem, ale niekoniecznie robili to z dobrej woli, lecz po to, aby potem zrobić zdjęcia i pokazać, jak u nas biednie. W takich sytuacjach musieli interweniować zwierzchnicy. Po upadku bloku komunistycznego dużymi międzynarodowymi manewrami były ćwiczenia pod kryptonimem „Brzozowa Góra” w 1996 r. Przeważnie poszczególne oddziały dojeżdżały do Okonka koleją, korzystając z miejscowego dworca czy też ewentualnie z tych w Lotyniu lub Jastrowiu albo lotnisk w Laskach i Mirosławcu. Wtedy natomiast szczególnego wyczynu dokonali Francuzi.

Założyli sobie ćwiczenie logistyczne: w ile czasu taki pułk na kołach specjalnych pojazdów, a nie wagonami, uda się przerzucić spod Wersalu tutaj –

Reklama

czołgi spod Paryża przyjechały więc do Okonka samodzielnie, pokonując tysiące kilometrów po drogach.

Żołnierskie wycieczki

Życie na poligonie to jednak nie tylko ćwiczenia z bronią. Tadeusz Brodzicz dbał o to, by żołnierze mieli co robić także w czasie wolnym. Kroniki pełne są m.in. zdjęć przedstawiających zawody sportowe, mecze siatkówki i piłki nożnej, biegi, turnieje ping ponga, zawody strzeleckie. Swego czasu działała również żołnierska drużyna piłkarska. Pan Tadeusz wspomina, że grała chyba w A–klasie. Wojsko miało do swojej dyspozycji także salę gimnastyczną, jedyną wtedy w Okonku. Dzieliło się nią jednak z miejscowymi cywilami, którzy zresztą byli zapraszani też do zmagań sportowych oraz na koncerty. Jeśli chodzi o wydarzenia muzyczne, to sprowadzało się na występy głównie liczne wtedy zespoły wojskowe o takich nazwach jak Czarne Berety czy Flotylla. Na co dzień zaś żołnierze mogli korzystać ze swojej kawiarni, świetlicy czy radiowęzła. Jedną z zasług Tadeusz Brodzicza było prężnie działające koło Polskiego Towarzystwa Turystyczno–Krajoznawczego.

Reklama

Był okres, że przydzielano tu wielu żołnierzy z Podkarpacia i wschodniej Polski. Byli wśród nich tacy, którzy nawet morza nie widzieli. Pierwszy raz z nami pojechali

– wspomina organizator wycieczek, podczas których wojskowi odwiedzali także Poznań, Wrocław, Mazury, a także najbliższą okolicę. To było oficjalne życie towarzyskie. O tym jak żołnierze bawili się nieoficjalnie były wojskowy nie chce mówić, choć przyznaje, że w miejscu, w którym wspólnie czas musiało spędzić tylu mężczyzn, do różnych incydentów dochodziło.

Reklama

Tam gdzie drwa robią, tam wióry lecą, a jak się zawsze mówiło, wojsko to nie fabryka pepsi coli

– powtarza pan Tadeusz.

Kto chciał, ten korzystał

Emerytowany szef nieetatowego klubu żołnierskiego czasy funkcjonowania poligonu wspomina więc niezmiernie miło, ale podkreśla też, że z poligonem dobrze żyło się również cywilom. – Społeczeństwo Okonka i okolicznych wiosek nie mogło chyba narzekać na sąsiedztwo poligonu, choć byli tacy, którzy zawsze byli temu przeciw, choćby ze względów ideologicznych. Jednak kto trzeźwo myślał, ten potrafił z poligonu korzystać – jako przykład podaje chociażby zaopatrzenie. W czasach kiedy dystrybucja dóbr odbywała się na zasadach przydziałów, np. mięsnych, wojsko poprzez gminną spółdzielnię zamawiało więcej niż mogło wykorzystać, a tego co zostało nie zwracało. Jeśli mowa o kontaktach wojskowo–cywilnych, to pan Tadeusz podkreśla także, że wielu żołnierzy tutaj się ożeniło i zostało w Okonku.
[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    B - niezalogowany 2018-03-12 16:54:23

    Po jakiego czorta to wojsko za dużo kasy mamy utrzymywać kolejne resortowe buble lepiej niech kasę dadzą na programy dla małych firm wystarczy że musimy utrzymywać te setki tysięcy młodych resortowych emerytów którzy prawdę powiedziawszy nie robili nic oprócz brania naszej kasy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    hej - niezalogowany 2018-03-12 16:33:57

    chyba wojsko wróci będzie spało w namiocie i będą się uczyć strzelać z łuku według tych marzeń i opowieści kandydata na burmistrza, teren został sprzedany LP teren zrekultywowało, to jest kiełbasa wyborcza bez pokrycia.......... W OKONKU jest wiele więcej pilnych prac miasto wygląda jak w latach 70 w porównaniu do KRAJENKI zostaje z tyłu, chodniki itd tragedia,,,,,,,,,,,,

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-01-28 23:02:15

    Było tak jak pisze chorazy Brodzicz.Mowilismy na niego tata.siał jednak rygor na kompani.Ale miało to dobre strony,czegos to nas nauczyło.Zawsze wspominał ze mu jeszcze bedziemy dziekowac .pozdrawiam kierowca zima 97

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama