Na terenie niegdysiejszej Wyspy Pokrzywnickiej doskonale znają potrzeby swoich gości:
Były plany, abyśmy oprowadzali po Złotowie, mieli takie punkty turystyczne, ale przecież oni tego nie chcą. Turysta chce odpoczywać, mieć wszystko w jednym miejscu
– zaczyna Zygmunt Lenc, regionalista i pracownik Zagrody Krajeńskiej. Oprowadzanie rozpoczyna od rekonstrukcji osiemnastowiecznej chałupy ze Starej Świętej. W środku poznamy nie tylko tradycje i obyczaje tamtych czasów, ale też zastosowanie przedmiotów wypartych z czasem przez cuda techniki. Narzędzi można dotknąć, obrócić i samemu domyślić się sposobu użycia, co sprawia frajdę zarówno zwiedzającym jak i gospodarzom. Następnie Zygmunt Lenc wykonuje swój popisowy numer:
Czy można być w kominie, gdy pali się w piecyku?
– pyta. Sprawdzamy i wychodzimy cali i zdrowi.
Sporo jest odwiedzających?
Na brak gości nie narzekamy. Teraz jest tu pusto, ale zobaczy pan za pół godziny. Odwiedza nas mnóstwo ludzi z większych miast, mamy też sporo wizyt z zagranicy
– przyznaje Z. Lenc. W kronice widnieją wpisy gości z Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych, Kuby, Etiopii i prawie całej Europy. Nie sposób wymienić wszystkich miejsc. Oprócz zdjęć turystów i zagranicznych historyków jedno zdaje się być szczególne. Widnieją na nim ukraińskie dzieci, osierocone w trakcie konfliktu z Rosją.
W międzyczasie za naszymi plecami ktoś rozpala w piecu, by i mały chłopiec mógł poznać tajemnice komina. Gości przybyło, a my z trudem wychodzimy z chatki:
Ludzie czasem myślą, że nic nie robimy, bo widzą nas tylko, gdy siedzimy przed chatą
– wskazuje na narożny podcień, dawne miejsce wypoczynku. Na tabliczce przed wejściem rozpisane są godziny wstępu, lecz panowie często urzędują poza godzinami pracy. Mniejsze zainteresowanie jest tylko w poniedziałek, gdy ludzie wracają do pracy.
Na zewnątrz robi się gwarno, biegają dzieci, a my stoimy przed kronikami miasta Złotowa, mając za tło piękne makiety i wyróżnione na konkursach prace plastyczne o tematyce złotowskiej. Obok znajduje się wypożyczalnia rowerów, która również ma się całkiem dobrze:
Ludzie ze Złotowa raczej z niej nie korzystają. U nas jest gdzie jeździć, to mają swoje rowery. Zainteresowaniem cieszą się natomiast wśród turystów
– tłumaczy historyk. Istotnie, podczas mojej wizyty wypożyczonych zostało 5 rowerów, wszystkie na czas znacznie dłuższy niż potrzebne na przejechanie promenady 15 minut.
W drodze do kuźni natrafiamy na… grządki z warzywami. Gdy Bolesław Piotrów, gospodarz skansenu usłyszał od dzieci, że warzywa biorą się z Biedronki, postanowił, że sam będzie edukować maluchy. Za wspomnianą kuźnią, wyposażoną w kowalskie narzędzia i idealnie nadające się na grilla palenisko, zamontowano niespełna miesiąc temu młyńskie koło. Obu panom marzy się, by drewniane koło produkowało prąd.
W pewnym momencie podchodzi do nas pani, chcąc wypożyczyć rowery. Przysłuchuję się rozmowie. Potrzeba kilku chwil i stwierdzenia, że pochodzi z Krakowa, by uzmysłowić sobie, że rozmówcy nie są spokrewnieni i prawdopodobnie widzą się pierwszy raz. I to chyba w tej rodzinnej atmosferze tkwi sekret Krajeńskiej Zagrody.
Mateusz Konitzer
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak właśnie. Caly zlotow to skansen
Romek jak najbardziej masz racje.Faktycznie przesiadywacze robią złe wrażenie .A po co w Zagrodzie Krajeńskiej ten wolontariusz Adam? Nie ogolony,zarośnięty,siedzi i nic nigdy nie robi nic.jak był sadzony Dąb pamięci to gospodarz Bolesław Piotrów ,wziął łopatę i sadził a ten Adam stał i patrzył i zgrywał dyrektora czy co? Przegonić tego lenia.Wyglądem odstrasza zwiedzających.
Tam trzeba zrobić porządek, bo na razie jest pole do popisu TV w ramach serii Mania Chomikowania. Pan Zygmunt, owszem, ale reszta tych przesiadywaczy sprawia złe wrażenie. I skansen, nie scansen.
Panie Mateuszu ,załóż pan stronę internetową dla Scansenu .
Tak .Pan Zygmunt Lenc to Historyk z prawdziwego zdarzenia,który zna dobrze historię i każdemu potrafi poświęcić czas aby opowiedzieć i ma dużo cierpliwościJest wielkim patriotą.Potrafi po angielsku dogadywac się z Turystami. Scansen-zagroda krajeńska powinna się rozbudować poza płotek Scansenu. Na przeciw wejścia do scansenu powinna być postawiona Chata pokryta słomą do której przeniesiono by część eksponatów a prąd jak będzie wytwarzany w Scansenie oświetli nocą cały scansen.NAPISU DUZEGO BRAK : SCANSEN-ZAGROGA KRAJEŃSKA. Widac tylko napis ;wypożyczalnia rowerów Panie Burmistrzu.
Tak właśnie. Caly zlotow to skansen
Romek jak najbardziej masz racje.Faktycznie przesiadywacze robią złe wrażenie .A po co w Zagrodzie Krajeńskiej ten wolontariusz Adam? Nie ogolony,zarośnięty,siedzi i nic nigdy nie robi nic.jak był sadzony Dąb pamięci to gospodarz Bolesław Piotrów ,wziął łopatę i sadził a ten Adam stał i patrzył i zgrywał dyrektora czy co? Przegonić tego lenia.Wyglądem odstrasza zwiedzających.
Tam trzeba zrobić porządek, bo na razie jest pole do popisu TV w ramach serii Mania Chomikowania. Pan Zygmunt, owszem, ale reszta tych przesiadywaczy sprawia złe wrażenie. I skansen, nie scansen.