Takie pytanie zadał sobie prof. dr hab. Stanisław Nicieja - autor książek "Kresowa Atlantyda. Historia i mitologia miast kresowych"
Kresy wschodnie Stanisław Nicieja odkrył przypadkiem. Jechał na wakacje do Bułgarii i na jedną noc zatrzymał się we Lwowie. Tam trafił na Cmentarz Łyczakowski. - Cmentarz w agonii: bluszcze, ptaki śpiewają, chłód, posąg Tanatosa. Odsłaniam tablicę, a tam Maria Konopnicka, dalej Stefan Banach. Kwiat polskiej inteligencji, a ja nic o tym nie wiem. Uległem fascynacji – opowiadał profesor podczas piątkowego spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Złotowie.
W ciągu dziesięciu lat zrobił na tej nekropolii dwanaście tysięcy zdjęć i zebrał ogrom informacji o pochowanych tam osobach (na pół miliona spoczywających tam Polaków 20 tys. „przekracza próg przeciętności”). Efektem tej pracy było powstanie książki „Cmentarz Łyczakowski we Lwowie 1786-1986”, która stała się książką roku 1989.
- Kiedy sprzedawano ją we Wrocławiu przy rynku, to kolejka po nią stała jak za mięsem. W rzędach po siedem, osiem osób. Z kolei w Bydgoszczy tłum tak napierał na sklep, że pękła szyba wystawowa i przecięła mężczyźnie aortę. Cudem go odratowano – czterokrotny rektor Uniwersytetu Opolskiego przyznał, że Kresy odmieniły jego życie. Z dnia na dzień stał się sławny. Dzięki tej sławie mógł bywać w domach znanych kresowiaków: Wojciecha Kilara, Kazimierza Górskiego, Ireny Dziedzic.
[[reklama]]
O Kresach nie dla kresowiaków
Obecnie profesor Nicieja pracuje nad książkami o dwustu miastach kresowych, których mieszkańcy zostali przeszczepieni do Polski centralnej i zachodniej. - To jak z Atlantydą – podobno była i jej nie ma. Tak było z Kresami. Polska jak klocek została przesunięta 250 km na zachód. Straciliśmy 200 miast, tysiące wsi i 170 tys. km² – historyk uważa, że dziejów Polski nie można rozpatrywać bez Kresów.
Zwłaszcza, że Polacy stamtąd przenieśli się w dużych grupach do innych miast. Do Opola przyjechał Stanisławów, do Wrocławia, Gliwic i Bytomia przybył Lwów, a do Raciborza Chodorów. Na temat utraconych miast St. Nicieja pisze właśnie piątą książkę. Pomagają mu w tym sami kresowiacy.
- Codziennie płynie do mnie rzeka informacji i zdjęć od ludzi. Piszą i proszą, by o nich wspomnieć. Dlatego moje książki są skonstruowane na fleszach biograficznych – miłośnik Kresów tłumaczy, że historię tworzą nie tylko książęta i oligarchowie, ale także zwykli ludzie. Również on chciałby zapisać się w historii.
- Ja nie piszę dla kresowiaków. Piszę dla Polaków, których jest 60 milionów (40 w kraju i 20 poza jego granicami). Zrobię panoramę miast utraconych, będę miał szansę, jak Jasienica, na zrobienie książki ponadczasowej.
Stanisław Sławomir Nicieja przyjechał do Złotowa na zaproszenie Miejskiej Biblioteki Publicznej. O jego zaproszenie od ponad dwóch lat zabiegali działacze Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo–Wschodnich.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze