Reklama

Marek Tomasz - ślusarz od zegara

27/05/2015 12:31
Kilka miesięcy temu zakończono kapitalny remont organów w lipkowskim kościele, a niedawno remont przeszedł mechanizm zegarowy w kościelnej wieży

Wykonane pod koniec marca prace były niezbędne do tego, żeby zegar właściwie działał. Prace wykonał mistrz zegarmistrzostwa z Piły Henryk Chróst. Zegar się spóźniał, mechanizm działał krócej, przez co trzeba było częściej go nakręcać. Największe problemy były zimą. – Gdy nadchodziła pora mrozów, smar za bardzo gęstniał i mechanizm się zatrzymywał, a po uruchomieniu chodził zaledwie przez około dwie godziny – mówi Marek Tomasz. 24-latek z Lipki od 2011 roku jest tym, który regularnie nakręca zegar. Kilka lat temu przejął ten obowiązek od wujka, śp. Jana Glugli.

Fachowa robota

– Teraz mechanizm prawidłowo funkcjonuje. Wcześniej wszystko było łączone nie za pomocą specjalnych kołków, ale zwykłymi gwoździami. Obecnie nie tylko wszystko jest profesjonalnie połączone, ale też zakonserwowane specjalnymi smarami i olejami. Przez kolejne lata mechanizm powinien bez przeszkód prawidłowo działać – mówi młody lipczanin, którego Henryk Chróst poinstruował, jak cyklicznie przeprowadzać konserwację urządzenia. Chłopak z zawodu jest ślusarzem. – Chyba dlatego wujek zaproponował mi przejęcie obowiązku opieki nad mechanizmem i jego nakręcania. Wiedział, że w pracy na co dzień mam do czynienia z obróbką metali, a niemal każdy element tego mechanizmu jest metalowy – mówi młody lipczanin. Marek przyznaje, że przed remontem było trochę zachodu z nakręcaniem mechanizmu, obecnie czynność jest dużo łatwiejsza do wykonania.

Pół tony napędu

Przejęcie obowiązku wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Marek nie może na dłużej wyjechać z Lipki, bo co tydzień mechanizm trzeba nakręcić. Chłopak robi to co sobotę. – Dla mnie to czysta przyjemność, lubię grzebać przy takich zabytkowych rzeczach – mówi, choć przyznaje, że musi rozejrzeć się za kimś, kto w zastępstwie będzie mógł nakręcać kościelny zegar. Zapewnia, że ludzie z niego korzystają. – Zdarzało się, że pytano mnie, dlaczego się spóźnia, więc obserwują wieżę – mówi Marek. Podkreśla, że szczególnie teraz efekt jest przyjemny dla oka, bo od jakiegoś czasu na wskazówkach przyklejone jest pokruszone szkło, które odbija reflektory i godzinę widać przez całą noc. Zdaniem Marka mechanizm nie jest skomplikowany, jest też nieduży, jego główna część mieści się w niewielkiej szafie. Sporo ważą jednak ciężary, które nadają całości odpowiedniego napędu. Każdy z dwóch zalanych betonem walców waży 200-250 kg.

Kto wie?

O każdej okrągłej godzinie dzwon wybija tyle razy, ile pełnych godzin pokazują wskazówki na tarczy. Na wieży są trzy dzwony, jeden, ze starości, nie funkcjonuje. – Ma tak skorodowane łożyska, że nawet ręką nie można ich ruszyć – opisuje chłopak. Odlany został w 1879 roku. Marek sądzi, że pierwotnie mechanizm musiał składać się z pięciu dzwonów, na to wskazuje przynajmniej liczba otworów znajdujących się w konstrukcji. Stąd zachęca miejscowych do przekazania informacji o tym, gdzie i kiedy mogły trafić pozostałe dzwony. – Być może ktoś w okolicy posiada wiedzę, dzięki której kiedyś będzie możliwe odzyskanie dzwonów – przypuszcza chłopak. Dwa działające dzwony powstały w 1921 roku. – Gdyby konstrukcja była kompletna, efekt wybijanej godziny byłby pełniejszy – podkreśla.

Piotr Steffen

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości