Kilka miesięcy temu zakończono kapitalny remont organów w lipkowskim kościele, a niedawno remont przeszedł mechanizm zegarowy w kościelnej wieży
Wykonane pod koniec marca prace były niezbędne do tego, żeby zegar właściwie działał. Prace wykonał mistrz zegarmistrzostwa z Piły Henryk Chróst. Zegar się spóźniał, mechanizm działał krócej, przez co trzeba było częściej go nakręcać. Największe problemy były zimą. – Gdy nadchodziła pora mrozów, smar za bardzo gęstniał i mechanizm się zatrzymywał, a po uruchomieniu chodził zaledwie przez około dwie godziny – mówi Marek Tomasz. 24-latek z Lipki od 2011 roku jest tym, który regularnie nakręca zegar. Kilka lat temu przejął ten obowiązek od wujka, śp. Jana Glugli.
Fachowa robota
– Teraz mechanizm prawidłowo funkcjonuje. Wcześniej wszystko było łączone nie za pomocą specjalnych kołków, ale zwykłymi gwoździami. Obecnie nie tylko wszystko jest profesjonalnie połączone, ale też zakonserwowane specjalnymi smarami i olejami. Przez kolejne lata mechanizm powinien bez przeszkód prawidłowo działać – mówi młody lipczanin, którego Henryk Chróst poinstruował, jak cyklicznie przeprowadzać konserwację urządzenia. Chłopak z zawodu jest ślusarzem. – Chyba dlatego wujek zaproponował mi przejęcie obowiązku opieki nad mechanizmem i jego nakręcania. Wiedział, że w pracy na co dzień mam do czynienia z obróbką metali, a niemal każdy element tego mechanizmu jest metalowy – mówi młody lipczanin. Marek przyznaje, że przed remontem było trochę zachodu z nakręcaniem mechanizmu, obecnie czynność jest dużo łatwiejsza do wykonania.
Pół tony napędu
Przejęcie obowiązku wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Marek nie może na dłużej wyjechać z Lipki, bo co tydzień mechanizm trzeba nakręcić. Chłopak robi to co sobotę. – Dla mnie to czysta przyjemność, lubię grzebać przy takich zabytkowych rzeczach – mówi, choć przyznaje, że musi rozejrzeć się za kimś, kto w zastępstwie będzie mógł nakręcać kościelny zegar. Zapewnia, że ludzie z niego korzystają. – Zdarzało się, że pytano mnie, dlaczego się spóźnia, więc obserwują wieżę – mówi Marek. Podkreśla, że szczególnie teraz efekt jest przyjemny dla oka, bo od jakiegoś czasu na wskazówkach przyklejone jest pokruszone szkło, które odbija reflektory i godzinę widać przez całą noc. Zdaniem Marka mechanizm nie jest skomplikowany, jest też nieduży, jego główna część mieści się w niewielkiej szafie. Sporo ważą jednak ciężary, które nadają całości odpowiedniego napędu. Każdy z dwóch zalanych betonem walców waży 200-250 kg.
Kto wie?
O każdej okrągłej godzinie dzwon wybija tyle razy, ile pełnych godzin pokazują wskazówki na tarczy. Na wieży są trzy dzwony, jeden, ze starości, nie funkcjonuje. – Ma tak skorodowane łożyska, że nawet ręką nie można ich ruszyć – opisuje chłopak. Odlany został w 1879 roku. Marek sądzi, że pierwotnie mechanizm musiał składać się z pięciu dzwonów, na to wskazuje przynajmniej liczba otworów znajdujących się w konstrukcji. Stąd zachęca miejscowych do przekazania informacji o tym, gdzie i kiedy mogły trafić pozostałe dzwony. – Być może ktoś w okolicy posiada wiedzę, dzięki której kiedyś będzie możliwe odzyskanie dzwonów – przypuszcza chłopak. Dwa działające dzwony powstały w 1921 roku. – Gdyby konstrukcja była kompletna, efekt wybijanej godziny byłby pełniejszy – podkreśla.
Piotr Steffen
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze