To jest tajemnica Boża, dlaczego wybrałam zakon bezhabitowy, a niehabitowy. Stało się to poprzez rekolekcje oazowe Ruchu Światło – Życie, prowadzone przez zakonnice i przez poznanie ich bliżej. W Złotowie są elżbietanki i z nimi też miałam kontakt, ale jednak wybrałam Wspólnotę Dzieci Łaski Bożej.
Po maturze byłam na oazie i tam, przez modlitwę, podjęłam taką decyzję. Sama, nikt mnie do tego nie namawiał.
Każde powołanie, nawet do małżeństwa, jeśli ktoś patrzy przez pryzmat wiary, jest darem od Pana Boga. Ktoś może powiedzieć, że to jest przypadek albo moje pragnienie, ale to Pan Bóg kieruje naszymi pragnieniami i podpowiada nam w różnych sytuacjach. Ale to człowiek podejmuje ostateczną decyzję.
Reklama
Brakiem habitu, bo w samej istocie nie ma żadnej różnicy. Tak samo składamy śluby i prowadzimy życie wspólne. Inny może być charyzmat, czyli dar od Boga. Nasz mieści się w nazwie, która zrodziła się na modlitwie osób, które były na początku. Początek naszej wspólnoty sięga 1977 roku. W 1986 roku były pierwsze uroczyste śluby.
Można tak na to patrzeć. Za czasów komunizmu, II wojny światowej czy jeszcze wcześniej zaborów zgromadzenia niehabitowe powstawały po to, by chronić katolików. Dzięki braku habitu siostry mogły docierać ze słowem Bożym i pomocą do ludzi w bardziej bezpieczny sposób. Trochę incognito.
Reklama
Mogłybyśmy założyć habity, ale uznałyśmy, że nie ma takiej potrzeby. Proszę zauważyć, że my nie kryjemy się z tym, że jesteśmy zakonnicami. W środowisku, w którym żyjemy i pracujemy (w szkołach uczymy katechezy, odwiedzamy zakłady zamknięte dla osób uzależnionych) wszyscy wiedzą, że jesteśmy siostrami. Tylko na pierwszy rzut oka tego nie widać i ja też, poznając nową osobę, nie mówię jej na starcie, że jestem zakonnicą.
Skrytki mówiono czy mówi się dalej o tych siostrach, których zakony powstawały w tych trudnych czasach. My tak o sobie nie mówimy. Bezhabitowe i już.
Reklama
Może tak być. Miałam taką sytuację, ale to był człowiek, który mnie zupełnie nie znał, a o tym, że jestem w zakonie dowiedział się od innych osób. Siostry też czasem o tym mówią, bo zdarzają się takie pomyłki, ale nie potrafię żadnej przytoczyć.
Przychodziły wątpliwości, to jest nieodzowne w każdym życiu i stanie. Miałam na przykład myśli dotyczące macierzyństwa, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. To samo przeżywają księża. Tak to jest, że człowiek raz wybierając musi później nieustannie w różnych życiowych sytuacjach ten wybór potwierdzać.
ReklamaPo formacji także zdarzały mi się chwile słabości i myśli o odejściu. Czasem powodem był trud, cierpienie, złe potraktowanie, samotność... Wówczas pojawiała się myśl: może rzucić to wszystko i pójść inną drogą? Wtedy szłam na rozmowę z przełożoną czy do spowiedzi i kiedy emocje opadły mówiłam sobie, że jakaś trudna sytuacja nie może kierować moim życiem. Oddałam swoje życie Panu Jezusowi i w Nim chcę trwać. Przez modlitwę Pan Bóg daje mi wtedy pocieszenie.

Brak habitu niesie za sobą plusy i minusy. Tych pierwszych jest więcej
Ślub ubóstwa nie oznacza nieposiadania. Możemy różne rzeczy posiadać, ale dysponujemy nimi w zależności od decyzji przełożonych. Mamy domy i samochody, ale nie chełpimy się tym. Te rzeczy są po to, byśmy mogły służyć innym. Wewnętrznie jestem wolna od przywiązania do materialnych rzeczy. Mam świadomość, że wszystko, czym dysponuję w tym momencie, jest nasze, wspólne – to jest dar od Boga. Dana siostra ma opiekę nad jakąś droższą rzeczą, ale ona i tak jest nasza.
Generalnie nie. Wiem, co ślubowałam. Swoje pragnienia i marzenia daję pod rozeznanie przełożonych. Jeśli jakaś ich decyzja jest dla mnie trudna lub uważam, że do danego zadania się nie nadaję, to rozmawiam z nimi. Jeśli przełożona, po poznaniu moich wątpliwości i lęku podtrzymuje decyzję, to się jej poddaję. Mówię: Panie Jezu, Tobie ofiaruję ten trud i liczę na Twoją pomoc.
Reklama
Nie w naszej wspólnocie.
O 6:30 jest wspólna jutrznia, o 7:00 msza święta, śniadanie i potem idziemy z siostrami do pracy. W seminarium diecezjalnym w Koszalinie jesteśmy we trzy. Jedna siostra siedzi na furcie, druga pracuje poza seminarium w biurze, a ja jestem intendentką i kierowcą. Zaopatruję seminarium w środki czystości i produkty spożywcze. Dbam, by seminarzyści mieli czysto i by mieli co jeść. O 13:20 jemy wspólny obiad i wracamy do obowiązków. Ja mam nienormowany czas pracy, więc muszę być do dyspozycji w różnych godzinach.
ReklamaWieczorem jemy wspólną kolację. W ciągu dnia poświęcamy też godzinę adoracji, pół godziny na rozmyślania i modlitwę tekstem Pisma Świętego i na jedną część różańca. Posiłki, modlitwa brewiarzowa i msza – to wszystko w miarę możliwości czynimy wspólnie.
Można by było tak powiedzieć. Niektórzy księża tak szukają sióstr do pracy: jedna do kuchni, druga jako organistka, a trzecia jako zakrystianka. Zwłaszcza starsze roczniki kapłanów tak traktują siostry. Dlatego mówimy głośno, że taki standard to przeszłość i młodzi inaczej do tego podchodzą. Oczywiście to żadna ujma dla sióstr, że gotują na plebanii czy opiekują się księżmi w ośrodkach, ale mogą one dać Kościołowi znacznie więcej.
Reklama
Nie do końca, bo wartość mojego powołania nie mierzy się tym co robię, lecz tym, kim jestem. A jestem oblubienicą Jezusa Chrystusa, żyję z Nim, dla Niego i to jest moja pierwsza wartość. To co robię jest w tej sytuacji rzeczą drugorzędną.
Coraz częściej studiujemy, jedna z naszych sióstr jest na przykład psychologiem, terapeutką uzależnień, jesteśmy przecież katechetkami, zdobywamy różne wykształcenie.
W dzisiejszych czasach młodym jest trudniej podjąć decyzję o wyborze tej drogi, bo jest wiele rzeczy zewnętrznych, które przytrzymują je w życiu świeckim. Choćby to życie wirtualne, technologia, łatwy dostęp do świata. Była u nas młoda osoba, robiła studia pedagogiczne, która ciągle chodziła z komórką lub tabletem, bo musiała coś sprawdzić, zobaczyć, czy ktoś do niej coś napisał...
Reklama
Tak, ale to nie znaczy, że Pan Bóg nie powołuje. Robi to, ale dzisiaj młodzi ludzie długo nie potrafią wziąć odpowiedzialności za życie swoje i innych. Niech pan spojrzy choćby na małżeństwa – wiek ich zawierania podwyższa się. Ludzie najpierw dbają o siebie, żeby coś mieć, a dopiero potem, żeby coś zbudować z drugim człowiekiem.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zostawcie te swoje komentarze dla siebie.
Śluby ślubami a życie i pocią seksualny to drugie.Krew nie woda...Dlatego jest coraz wiecej dzieci księży z takim służącymi i katechetkami.
ale jesteś głupi, czytaj wywiad ze zrozumieniem-składają takie same śluby jak siostry w habicie
Nie oceniaj innych.. Bo myślę że mieżysz swoją miarą...
kobieta w Kościele może być co najwyżej służącą....
Nie "wspulnego" jełopie, tylko "wspólnego".
celibat to u nich fikcja robia co chca ludzimi manipuluja a z Bogiem to maja tyle wspulnego co ja z chinskim baletem
Zostawcie te swoje komentarze dla siebie.
Śluby ślubami a życie i pocią seksualny to drugie.Krew nie woda...Dlatego jest coraz wiecej dzieci księży z takim służącymi i katechetkami.
ale jesteś głupi, czytaj wywiad ze zrozumieniem-składają takie same śluby jak siostry w habicie