Reklama

Siostra trochę incognito. Złotowianka w zakonie bezhabitowym

11/09/2016 19:00
Dlaczego poszła do zakonu? Czy jest służącą księdza? Jak to możliwe, że nie nosi habitu? Rozmowa z siostrą Joanną Nitką

Dlaczego zatrzymała się Siostra w pół drogi?

To jest tajemnica Boża, dlaczego wybrałam zakon bezhabitowy, a niehabitowy. Stało się to poprzez rekolekcje oazowe Ruchu Światło – Życie, prowadzone przez zakonnice i przez poznanie ich bliżej. W Złotowie są elżbietanki i z nimi też miałam kontakt, ale jednak wybrałam Wspólnotę Dzieci Łaski Bożej.

To był rok 1987, a Siostra była tuż po maturze. Wiedziała Siostra, co robi?

Po maturze byłam na oazie i tam, przez modlitwę, podjęłam taką decyzję. Sama, nikt mnie do tego nie namawiał.

Siostrą niehabitową zostaje się dzięki łasce Bożego wezwania, tak jak w przypadku zakonnic habitowych i księży?

Każde powołanie, nawet do małżeństwa, jeśli ktoś patrzy przez pryzmat wiary, jest darem od Pana Boga. Ktoś może powiedzieć, że to jest przypadek albo moje pragnienie, ale to Pan Bóg kieruje naszymi pragnieniami i podpowiada nam w różnych sytuacjach. Ale to człowiek podejmuje ostateczną decyzję.

Reklama

Czym się różni zakon habitowy od niehabitowego?

Brakiem habitu, bo w samej istocie nie ma żadnej różnicy. Tak samo składamy śluby i prowadzimy życie wspólne. Inny może być charyzmat, czyli dar od Boga. Nasz mieści się w nazwie, która zrodziła się na modlitwie osób, które były na początku. Początek naszej wspólnoty sięga 1977 roku. W 1986 roku były pierwsze uroczyste śluby.

Zgromadzenia niehabitowe powstały po to, żeby, działając wśród ludzi, nie odróżniać się od nich. To taka ewangelizacja po kryjomu?

Można tak na to patrzeć. Za czasów komunizmu, II wojny światowej czy jeszcze wcześniej zaborów zgromadzenia niehabitowe powstawały po to, by chronić katolików. Dzięki braku habitu siostry mogły docierać ze słowem Bożym i pomocą do ludzi w bardziej bezpieczny sposób. Trochę incognito.

Reklama

Ale siostry zakon powstał w czasie, gdy Kościół i jego członkowie nie byli prześladowani. Po co więc ten kamuflaż?

Mogłybyśmy założyć habity, ale uznałyśmy, że nie ma takiej potrzeby. Proszę zauważyć, że my nie kryjemy się z tym, że jesteśmy zakonnicami. W środowisku, w którym żyjemy i pracujemy (w szkołach uczymy katechezy, odwiedzamy zakłady zamknięte dla osób uzależnionych) wszyscy wiedzą, że jesteśmy siostrami. Tylko na pierwszy rzut oka tego nie widać i ja też, poznając nową osobę, nie mówię jej na starcie, że jestem zakonnicą.

„Skrytki”, jak czasem mówi się o siostrach bezhabitowych, często pracują w szkołach, bo ucząc nawet innych przedmiotów mogą dotrzeć ze Słowem Bożym już do najmłodszych dzieci. To nie zawsze podoba się rodzicom.

Skrytki mówiono czy mówi się dalej o tych siostrach, których zakony powstawały w tych trudnych czasach. My tak o sobie nie mówimy. Bezhabitowe i już.

Reklama

To że nie ma siostra habitu niesie ze sobą też niespodzianki? Mam na myśli zainteresowanie ze strony mężczyzn, których habit skutecznie by odstraszał...

Może tak być. Miałam taką sytuację, ale to był człowiek, który mnie zupełnie nie znał, a o tym, że jestem w zakonie dowiedział się od innych osób. Siostry też czasem o tym mówią, bo zdarzają się takie pomyłki, ale nie potrafię żadnej przytoczyć.

Formacja przed ślubami trwa 9 lat. To czas na przemyślenie decyzji o wyborze życia zakonnego i na ewentualne odejście. Siostra chciała porzucić zakon?

Przychodziły wątpliwości, to jest nieodzowne w każdym życiu i stanie. Miałam na przykład myśli dotyczące macierzyństwa, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. To samo przeżywają księża. Tak to jest, że człowiek raz wybierając musi później nieustannie w różnych życiowych sytuacjach ten wybór potwierdzać.

Reklama

Po formacji także zdarzały mi się chwile słabości i myśli o odejściu. Czasem powodem był trud, cierpienie, złe potraktowanie, samotność... Wówczas pojawiała się myśl: może rzucić to wszystko i pójść inną drogą? Wtedy szłam na rozmowę z przełożoną czy do spowiedzi i kiedy emocje opadły mówiłam sobie, że jakaś trudna sytuacja nie może kierować moim życiem. Oddałam swoje życie Panu Jezusowi i w Nim chcę trwać. Przez modlitwę Pan Bóg daje mi wtedy pocieszenie.

Brak habitu niesie za sobą plusy i minusy. Tych pierwszych jest więcej

Reklama

Zastanawiam się, jak Siostra radzi sobie ze ślubami. Choćby z nakazem ubóstwa w dzisiejszym, nastawionym na zdobywanie dóbr materialnych, świecie.

Ślub ubóstwa nie oznacza nieposiadania. Możemy różne rzeczy posiadać, ale dysponujemy nimi w zależności od decyzji przełożonych. Mamy domy i samochody, ale nie chełpimy się tym. Te rzeczy są po to, byśmy mogły służyć innym. Wewnętrznie jestem wolna od przywiązania do materialnych rzeczy. Mam świadomość, że wszystko, czym dysponuję w tym momencie, jest nasze, wspólne – to jest dar od Boga. Dana siostra ma opiekę nad jakąś droższą rzeczą, ale ona i tak jest nasza.

A ślub posłuszeństwa? Nie ma Siostra problemu, by poddać się woli przełożonej?

Generalnie nie. Wiem, co ślubowałam. Swoje pragnienia i marzenia daję pod rozeznanie przełożonych. Jeśli jakaś ich decyzja jest dla mnie trudna lub uważam, że do danego zadania się nie nadaję, to rozmawiam z nimi. Jeśli przełożona, po poznaniu moich wątpliwości i lęku podtrzymuje decyzję, to się jej poddaję. Mówię: Panie Jezu, Tobie ofiaruję ten trud i liczę na Twoją pomoc.

Reklama

Siostry, które odeszły z zakonów mówiły choćby w książce „Zakonnice odchodzą po cichu”, że jeśli czegoś bardzo się nie chce, to można być pewnym, że się to dostanie. W zakonie panuje taki styl formowania charakterów?

Nie w naszej wspólnocie.

Jak wygląda Siostry dzień?

O 6:30 jest wspólna jutrznia, o 7:00 msza święta, śniadanie i potem idziemy z siostrami do pracy. W seminarium diecezjalnym w Koszalinie jesteśmy we trzy. Jedna siostra siedzi na furcie, druga pracuje poza seminarium w biurze, a ja jestem intendentką i kierowcą. Zaopatruję seminarium w środki czystości i produkty spożywcze. Dbam, by seminarzyści mieli czysto i by mieli co jeść. O 13:20 jemy wspólny obiad i wracamy do obowiązków. Ja mam nienormowany czas pracy, więc muszę być do dyspozycji w różnych godzinach.

Reklama

Wieczorem jemy wspólną kolację. W ciągu dnia poświęcamy też godzinę adoracji, pół godziny na rozmyślania i modlitwę tekstem Pisma Świętego i na jedną część różańca. Posiłki, modlitwa brewiarzowa i msza – to wszystko w miarę możliwości czynimy wspólnie.

Gdy Siostra opowiada o swojej pracy przypominają mi się słowa śp. księdza Kaczkowskiego, który denerwował się na traktowanie zakonnic w Kościele. Mają być one często służącymi księży: ugotować, posprzątać, może nad papierami posiedzieć.

Można by było tak powiedzieć. Niektórzy księża tak szukają sióstr do pracy: jedna do kuchni, druga jako organistka, a trzecia jako zakrystianka. Zwłaszcza starsze roczniki kapłanów tak traktują siostry. Dlatego mówimy głośno, że taki standard to przeszłość i młodzi inaczej do tego podchodzą. Oczywiście to żadna ujma dla sióstr, że gotują na plebanii czy opiekują się księżmi w ośrodkach, ale mogą one dać Kościołowi znacznie więcej.

Reklama

Ta niezgoda to przejaw emancypacji kobiet w Kościele?

Nie do końca, bo wartość mojego powołania nie mierzy się tym co robię, lecz tym, kim jestem. A jestem oblubienicą Jezusa Chrystusa, żyję z Nim, dla Niego i to jest moja pierwsza wartość. To co robię jest w tej sytuacji rzeczą drugorzędną.

Coraz częściej studiujemy, jedna z naszych sióstr jest na przykład psychologiem, terapeutką uzależnień, jesteśmy przecież katechetkami, zdobywamy różne wykształcenie.

W zakonie jest Siostra niemal trzydzieści lat. Ma też Siostra kontakt z klerykami. Jacy są ludzie, którzy trafiają do zakonu czy seminarium?

W dzisiejszych czasach młodym jest trudniej podjąć decyzję o wyborze tej drogi, bo jest wiele rzeczy zewnętrznych, które przytrzymują je w życiu świeckim. Choćby to życie wirtualne, technologia, łatwy dostęp do świata. Była u nas młoda osoba, robiła studia pedagogiczne, która ciągle chodziła z komórką lub tabletem, bo musiała coś sprawdzić, zobaczyć, czy ktoś do niej coś napisał...

Reklama

Czy powołań zakonnych jest mniej niż gdy Siostra wybierała tę drogę?

Tak, ale to nie znaczy, że Pan Bóg nie powołuje. Robi to, ale dzisiaj młodzi ludzie długo nie potrafią wziąć odpowiedzialności za życie swoje i innych. Niech pan spojrzy choćby na małżeństwa – wiek ich zawierania podwyższa się. Ludzie najpierw dbają o siebie, żeby coś mieć, a dopiero potem, żeby coś zbudować z drugim człowiekiem.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    luz - niezalogowany 2016-09-12 14:02:45

    Zostawcie te swoje komentarze dla siebie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    anilo - niezalogowany 2016-09-12 13:41:43

    Śluby ślubami a życie i pocią seksualny to drugie.Krew nie woda...Dlatego jest coraz wiecej dzieci księży z takim służącymi i katechetkami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    xxx - niezalogowany 2016-09-12 12:13:04

    ale jesteś głupi, czytaj wywiad ze zrozumieniem-składają takie same śluby jak siostry w habicie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama