Reklama

SpełniOna 2015

08/08/2015 00:00
Stworzyła elementy scenografii do filmu Tima Burtona i wydała książkę. Mieszka w Złotowie, ale swe prace wystawia w wielu krajach Europy i za Oceanem. Z Jolantą Surmą rozmawia Wanda Bihun

SpełniOna 2015 – wyróżnienie spośród 4 tys. osób z całej Polski

Tak. Wysyłając zgłoszenie na konkurs zostałam zakwalifikowana na warsztaty rozwoju osobistego wraz z 29 paniami z całej Polski za najlepsze zgłoszenie na konkurs. Były to 3-dniowe warsztaty w Warszawie w Hotelu Intercontinental, prowadzone przez Mateusza Grzesiaka, coacha i trenera rozwoju osobistego. Poznałam tam Beatę Pawlikowską, podróżniczkę i pisarkę, która była gościem specjalnym warsztatów. Wieczorem zostałyśmy zaproszone na wystawną kolację do Plater by Karol Okrasa, gdzie ambasadorki akcji SpełniOna 2015 ogłosiły wyniki z obrad jury. W drugim dniu warsztatów przeszłyśmy metamorfozę przy pomocy stylistki i wizażystki, zmieniając swój wizerunek. Na koniec profesjonalny fotograf wykonał każdej z nas piękny portret. Wspominam ten wyjazd bardzo miło, zwłaszcza że poznałam wiele pań z całej Polski, a z kilkoma z Poznania i okolic utrzymujemy stały kontakt. To było ciekawe i inspirujące przeżycie.

Reklama

Spełnienie – co to takiego?

Ponad trzydzieści lat zajmuję się makramą. To moja pasja, to wiele wolnych chwil jej poświęconych, to tworzenie, inspiracje, zaszywanie się we własnej wyobraźni. To właśnie w takich chwilach powstaje sznurkowy obraz lub element dekoracyjny.
Od dziecka zajmowałam się różnego rodzaju rękodziełem. W domu rodzinnym to mój tatuś był tą osobą, która zaszczepiła we mnie zamiłowanie do piękna i sztuki. To on chodził za mną na długie wędrówki po lesie i rzeźbił łódki z kory, przynosił glinę, z której robiliśmy garnki, a z wikliny zerwanej na rowach wyplatał kosze. Potem z koleżankami szydełkowałam, a w czasach licealnych robiłam na drutach. Gdy w latach 80. ubiegłego stulecia bardzo modne stały się makramy, kupiłam książkę „Uczmy się makramy” i zaczęłam wyplatać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będzie to pasja na całe życie. Na początku uczyłam się wzorów, wiązań z książki, potem sama już projektowałam własne kompozycje. Nieustannie wymyślam nowe wzory splotów. Inspiracje do tworzenia prac czerpałam z natury, z dzieł sztuki, z otoczenia.
No i stało się. W 2014 roku spełniłam swoje marzenie i wydałam książkę pt. „Makrama. Kwiaty sznurkiem wyplatane”, która zawiera opisy wszystkich moich autorskich wzorów splotów, dokładne opisy ich wykonania, sposoby malowania gotowych wyrobów i galerię zdjęć, ułatwiającą wykonanie sznurkowych kwiatów.

Ze Złotowa do Londynu, a potem do Stanów

W latach 2010-2011 prowadziłam w Anglii, na Polskim Festiwalu Sztuki, warsztaty makramy. Moja córka zrobiła w bad roomie wystrój z moich makram, na temat których ukazał się artykuł w prasie angielskiej, że odbyła się sesja zdjęć z projektantką Jolantą Surma z Polski. Moje nazwisko pojawiło się tam, ponieważ dałam makramy na aukcję WOŚP. Potem dowiedziałam się, że poszukiwane są osoby, które robią makramy, a jednocześnie dostałam maila z zapytaniem, czy podjęłabym się wykonania masek do filmu. Postanowiłam spróbować. Była to trudna praca, bo maska miała być przestrzenna. Zrobiłam jednak, mimo krótkiego czasu realizacji, dwie prace, uważając, że druga będzie lepsza niż pierwsza. Zawiozłam prace do Londynu, spotkałam się z asystentką reżysera filmu i pokazałam jej obydwie maski. Wybrała jedną z nich, sugerując, że jeśli spodobają się głównemu scenarzyście, to zamówią u mnie jeszcze inne makramy. Zamówili u mnie moją autorską sowę, wazon z kwiatami, motyla, kilka pająków, naszyjniki, wiszące ogrody i sporo biżuterii robionej z cienkiej nitki splotami makramowymi. Łącznie do scenografii tego filmu wykonałam 20 prac wyplecionych techniką makramy. Była to bardzo precyzyjna i żmudna praca. Miałam na wykonanie wszystkich prac tylko 1,5 miesiąca, a oprócz tego normalnie pracowałam zawodowo. Żeby zdążyć, siedziałam nocami i plotłam. Zdążyłam i wysłałam. Honorarium, jakie dostałam za te prace wystarczyło na wyjazd zagraniczny z mężem na wakacje. Czekałam cały rok na ten moment, żeby zobaczyć, czy moje prace będą w filmie. Doczekałam się. Córka, mieszkająca w Londynie, była na projekcji filmu i potwierdziła, że w jednej scenie filmu scenografia zawierała wszystkie moje makramy. To był film pt. „Mroczne cienie”, w reżyserii Tima Burtona, a moje makramy „grały” w scenie z Johnny’em Deppem i Michelle Pfeiffer. W Polsce film był wyświetlany w maju 2012 roku.

Reklama

Wolontariat i festiwale

Udzielam się charytatywnie, prowadząc warsztaty wolontariackie podczas ogólnopolskiej akcji PaT – Profilaktyka a Ty. PaT to program Komendy Głównej Policji dla młodzieży szkół gimnazjalnych i średnich, mający na celu propagowanie mody na życie bez uzależnień i profilaktyki rówieśniczej. Raz w roku spotyka się 500-600 osób –w tym roku spotkanie było w kwietniu w Toruniu, odbyło się na nim 25 różnych warsztatów. Ja prowadziłam warsztaty z makramy. Robiliśmy róże, które wręczane były potem wszystkim gościom. Akcje takie odbywają się w wielu miastach Polski. Szkoda, że nie ma tego w Złotowie. Może czas zainteresować złotowskich włodarzy taką impreza? Są też równolegle prowadzone warsztaty, np. zumby, kulinarne, fryzjerskie, makijażu, teatralne czy dziennikarskie. W sierpniu jadę do Nowego Tomyśla na III światowy festiwal plecionkarstwa i wikliny, na którym odbywa się konkurs wyplatania. To będzie mój drugi z kolei udział w tym konkursie. Na dwa dni sierpnia przyjeżdżają do Nowego Tomyśla ludzie z całego świata – z Wietnamu, Australii, Boliwii, krajów Afryki. Jest to festiwal plecionkarstwa, więc każdy wyplata z tego, co u niego jest dostępne: od prawdziwej wikliny, przez liście, liany, wiklinę papierową czy sznurek. Ostatnio wyplotłam gałąź z winogronami. W tym roku nie mam pomysłu, co wypleść, Mam dwa dni na to, żeby podczas festiwalu wykonać pracę. Trzeba więc mieć pomysł wcześniej, żeby tam go zrealizować.

Hobby, pasja i… zawód?

Tak. Choć nie od razu zdobyłam wykształcenie, z jakiego korzystam najbardziej w mojej obecnej pracy zawodowej. Maturę zdawałam w LO w Więcborku, a potem skończyłam Studium Reklamy w Pile. Przez wiele lat pracowałam jako dekorator wnętrz, rozwijając jednocześnie moją pasję – makramę. W 2005 roku, gdy zaczęłam pracę jako instruktor rękodzieła artystycznego w POPP, moje hobby, pasja i zawód wykonywany zaczęły tworzyć całość. Wtedy zdecydowałam się na naukę na Uniwersytecie Ludowego Rzemiosła Artystycznego w Woli Sękowej koło Sanoka. Był to dla mnie okres bardzo wytężonej pracy twórczej. Wtedy powstało wiele moich nowych prac, inspirowanych nauką na Uniwersytecie Ludowym, które wystawiałam w takich miastach Europy jak Sofia, Berlin, Londyn, w Grecji i Francji, ale i za oceanem, w USA czy Australii. Moje „obrazy sznurkiem malowane” zdobyły wiele nagród i wyróżnień w konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych. Ozdabiają wiele prywatnych galerii w Polsce i na świecie.

Reklama

Następca pilnie poszukiwany

Czy myślę o następczyni i pomocy na najbliższe lata? Coraz częściej. Są dziewczęta, które już kończą studia i nadal wyplatają, ale nie robią tego zawodowo, tylko rekreacyjnie, dla siebie. Praca jest ciężka. Bolą ręce i trzeba też samemu wymyślać wzory, bo ich nie ma w żadnej publikacji. Dlatego wydałam książkę z moimi wzorami, na bazie której dzieci uczą się kolejnych węzłów. To mój podręcznik dla dzieci. W planie mam napisanie kolejnych podobnych książek. Dobrze jest wychować sobie narybek, żeby mnie zastępował w przyszłości, ale to nie takie proste. Uzdolnione plastycznie dzieci idą na zajęcia plastyczne. Niestety nie ma wśród dzieci uczestniczących w zajęciach z makramy zdolnych manualnie, które by poszły w moje ślady. Są uzdolnione raczej matematycznie, lingwistycznie, a w moich zajęciach uczestniczą zazwyczaj dla rozładowania stresu, odskoczni od szkoły, uzupełnieniu zajęć czysto umysłowych zajęciami fizycznymi. Kiedyś myślałam, że może przekażę moją wiedzę córce lub synowi. Niestety – mimo że często pomagali mi w zmaganiach z trudną materią, jaką jest sznurek, jako tworzywo twórcze, to jednak wybrali dla siebie zawody inne niż mój. Mam jednak nadzieję, że zanim odejdę na emeryturę znajdę dziewczynkę czy chłopca, których zarażę moja pasją i zdążę im przekazać to, czego sama się nauczyłam i wymyśliłam.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości