Ten kto mnie zna wie, że bardzo często miewam szalone pomysły. Może i dobrze, że nie wszystkie wcielam w życie (śmiech). W tym konkretnym przypadku pamiętam, że podczas jednej z luźnych rozmów przy kawie w gronie znajomych doszłyśmy do wniosku, że brakuje w Łobżenicy imprezy tylko dla kobiet, najlepiej organizowanej przez kobiety. Na samą myśl w oczach zaświeciło mi się to samo co pewnej znanej posłance. W wyobraźni widziałam już, jak to ma wyglądać, co ma się w ten wieczór dziać. Powiedziałam: Wchodzę w to! Robimy! Zrealizowałam swój plan. Pierwsze „baby” powstały we współpracy z naszym gimnazjum. Było nas wtedy na sali OSP w Łobżenicy, która jest już kultowym miejscem i ta impreza nie uda się nigdzie indziej, może z 50, może 60 pań, czyli o połowę mniej niż teraz. Przygotowania trwały pół roku.

Wymiar charytatywny babskiego wieczoru przez lata wpisał się w jego program
Te pierwsze wspominam strasznie. Pół roku wyjęte z życia. Nie wiedziałam nic. Stres mnie zjadał. Ile będzie potrzeba jedzenia, skąd wziąć kucharki, skąd modelki, na której sali to zrobić, skąd wziąć DJ’a, jak zdobyć od sponsorów nagrody, jak później w Urzędzie Celnym zgłosić loterię z przeznaczeniem na cele charytatywne... Horror. Totalna nauka od podstaw. Od trzech lat całość imprezy organizuję nie współpracując z żadną instytucją. To nadal wyzwanie, ale ogarniam całość maksymalnie w kilka tygodni. Zaczynam mniej więcej po Nowym Roku. Wiem już, ile kilogramów schabu potrzeba, ile kiełbasy, ile jajek i że moje kucharki doskonale to przyrządzą. Na przygotowanie ostatniej zabawy wystarczyły niecałe trzy tygodnie. Inna sprawa, że moje mieszkanie znów było zastawione kartonami, a ja na dzień przed imprezą sama przygotowywałam sto krokietów, klnąc, że to ostatni raz (śmiech). Całego sukcesu tego wieczoru nie przypisuję jednak tylko sobie. Nie zrobiłabym wiele bez pomocy mojego Olka, moich dzieciaków, grona przyjaciółek i bez motywacji kobiet, które przychodzą na ten babski wieczór i które tuż po imprezie pytają: „to kiedy bawimy się znów?”, „kiedy coś dla nas zorganizujesz?”.
Reklama
Te dwie rzeczy się łączą. Moda interesowała mnie od dziecka. Już w podstawówce lubiłam się przebierać, tworzyć z niczego własne kreacje. Na „babach” główne założenie jest takie, że ma być śmiesznie, że mamy zwracać na siebie uwagę, a może i przez to inspirować kobiety. Do stworzenia „kolekcji” wykorzystuję więc materiały, które nie są powszechnie stosowane do tworzenia ubrań. Dla przykładu przed rokiem hasłem przewodnim pokazu był „recykling”. Moja „suknia wieczorowa” powstała z termicznego koca ratowniczego, inna z czarnej folii stretch, jeszcze inna z worków na śmieci czy resztek kartonów, płyt CD. No właśnie płyty CD... Nie da się ich od tak przyszyć do materiału, trzeba je było najpierw ponawiercać. Pół nocy na to zeszło. Mnóstwo pracy, zresztą jak ze wszystkimi kreacjami, ale ja to lubię. Mam z tego satysfakcję. Niczego po pokazach nie wyrzucam. Te wszystkie kiecki zbieram na strychu. Będą pamiątką po mnie i po tym, co robiłam, dla moich dzieci. W tym roku panie przecierały oczy ze zdziwienia, gdy przez mikrofon padł tekst, że zaraz w ramach pokazu mody zaprezentowane zostanie bikini. Krzyk, pisk, brawa - co się na sali nie działo! Później już salwy śmiechu, gdy okazało się, że to bikini było namalowane na tunikach... Wzorowałam się na pewnym projekcie, ale to nie były kupione rzeczy, tylko ręcznie szyte i ręcznie malowane, specjalnie na ten pokaz. Sama się o to postarałam, podobnie jak o pokaz mody militarnej.

Bez udziału Olka wieczór Baby, ach te baby trudniej byłoby zorganizować. W tym zadaniu wspiera on Agnieszkę
Niekoniecznie. Od lat jeździmy z Olkiem na festiwale disco polo np. do Kobylnicy czy Iłowa. Jesteśmy zaprzyjaźnieni z kilkoma zespołami, m.in. z rodziną Gwiazdowskich z kapeli MIG czy z Bobim. Dzięki temu udało się ich ściągnąć do Łobżenicy i zagrali za naprawdę symboliczne kwoty. Disco polo to muzyka, która moim zdaniem w Łobżenicy nie była specjalnie lubiana. Wystarczyło u nas ludzi popytać, czego słuchają: Dżem, Perfect, Republika... A disco polo? Kiwali głowami z niechęcią. Postanowiłam to zmienić, bo to świetne kawałki do zabawy. To się paniom spodobało, bo choć w tym roku takiego koncertu nie było, pytały mnie, czy następnym razem ktoś dla nich zagra.
Reklama
Tak było od samego początku. Pierwsze „Baby” zorganizowaliśmy, żeby zasilić konto Rady Rodziców przy gimnazjum. W następnym roku dochód z imprezy trafiał na harcerzy. Pomagałyśmy też organizując loterie i licytacje na rzecz kilku niepełnosprawnych dzieci czy naszej jednostki OSP. Chodziło o to, żeby pokazać, że kobiety z naszego miasta i gminy, nie tylko przychodzą na ten wieczór, żeby się bawić, lecz również, żeby zrobić coś dobrego dla innych. W tym roku postanowiłam paniom za to podziękować. Nie było loterii, licytacji, za to większość z nich wychodziła z zabawy z nagrodą. Wiele z nich na ten wieczór przychodzi od samego początku - to była forma podziękowania za to, że wiele razy otwierały nie tylko swe serca i portfele.

Hit ostatniego spotkania pań - pokaz mody bikini. No powiedzmy, że bikini
Od kilku lat noszę się z zamiarem, żeby robić coś więcej niż tylko wieczór „Baby, ach te baby”. Same panie mnie do tego namawiają. Najnowszy pomysł to wieczór Halloween. W głowie mam już opracowane, jak to będzie wyglądało, ale szczegółów jeszcze nie zdradzę. Za wcześnie na to. A stowarzyszenie... Hmmm... nie myślałam o tym, ale to może być ciekawy pomysł. Na przykład stowarzyszenie „Baby, ach te baby” z Łobżenicy? Może być? Ojjj, chyba w oczach znów migocze mi się to samo co u znanej posłanki. (śmiech)
Reklama
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski
fot. Sz. Chwaliszewski, M. Tadych[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze