Reklama

Drą ryja, ale z sensem: wywiad z 1125

20/05/2016 19:00
Nie są łatwi i przyjemni. Nie zna ich większość złotowian, a jednak są wizytówką miasta. Podobno drą się bez namysłu, ale ich teksty temu przeczą. 1125 obchodzą 20-lecie istnienia

Jak to jest, że 1125 jest jednym z najbardziej znanych zespołów pochodzących ze Złotowa, ale pewnie 95% złotowian Was nie kojarzy?

Złotowianom dużo ucieka. Nie rejestrują wielu fajnych osób, które zaistniały poza miastem. A że hardcore, który gramy, nie jest muzyką komercyjną, to tak to wygląda. Gdyby puszczali nas w RMF, to wszyscy by nas znali, a tak część ludzi nie zdaje sobie sprawy z naszego istnienia, a część osób macha ręką: e tam, drą ryja.

Gdy byłem na waszym koncercie, też tak stwierdziłem. Dopiero później kolega wyjaśnił mi, że aby pójść na 1125, najpierw trzeba znać słowa...

Generalnie nasi słuchacze na koncerty przychodzą przygotowani. Znają teksty i często krzyczą, który numer mamy teraz zagrać. Najczęściej „Płonie mi serce”. Zawsze musimy zagrać ten numer. Na YouTube jest wiele innych utworów, ale ten jest chyba najbardziej charakterystyczny. Poza tym „Płonie mi serce” ma budowę, nazwijmy to „hiciarską”. Jest szybki, melodyjny, z zabawową końcówką.

Reklama

A jednak trudny do zrozumienia dla przeciętnego Kowalskiego.

Wszystkie zespoły grające ciężką muzykę mają problem ze zrozumieniem tekstów przez słuchaczy. To trudny temat, dlatego nasza publiczność jest nieprzypadkowa. Chociaż kiedyś graliśmy na miejskiej imprezie w Lubsku. Na dużej scenie występował Krzysztof Krawczyk, a my obok. Przyszła oczywiście ekipa punkowo-metalowa, ale były też kobiety z wózkami. Dzieci jadły lody i patrzyły jak my „lutujemy”. O dziwo ludzie nie wychodzili. Myślę, że zostaliśmy potraktowani jako ciekawostka.

Interesująca jest wasza nazwa. 1125 zaczerpnęliście z refrenu piosenki Rejestracji pt. „Kontrola”.

Misiu był pod bardzo wielkim wpływem Rejestracji i była ona obecna w jego twórczości. Ale naszą nazwę wymyślił Czaszka, wokalista Reżimu, czyli obecny właściciel Generatora - Darek Wesoły.

Reklama

1125 nawiązuje do numeru więźnia - Alexa, głównego bohatera powieści pt. Mechaniczna pomarańcza Anthony’ego Burgessa...

My tak głęboko już nie wchodziliśmy. Znaliśmy ten film, ale nie zagłębialiśmy się w historię Alexa. Nie przy tworzeniu nazwy. Czaszka ją rzucił, a my się zgodziliśmy. Krótko, oryginalnie i treściwie.

Wspominacie zespół Reżim – antysystemową grupę, która działała w Złotowie już w latach 80. To z niej się wywodzicie?

Reżim był tu najbardziej znanym zespołem grającym ciężką muzykę. Był też punkowy zespół Czerwone Kościoły. Do tego scena pilska – Alians i Świat Czarownic. Słuchaliśmy ich, chodziliśmy na koncerty, więc 1125 nie powstało z niczego. Chodziliśmy do Reżimu na próby w ODZ. Tam uczyliśmy się grać. Misiu, czyli ówczesny basista Reżimu zobaczył, że interesujemy się tą muzyką i nagrywał nam ją na kasety. Gdy Reżim się rozpadł, to Misiu nas, nazwijmy to, szkolił, a że nam to granie wychodziło, to postanowił założyć z nami zespół. Pierwsze koncerty graliśmy pod nazwą Despect. Ja [Krzysztof – red.] byłem wokalistą, razem z Markiem Goską. Później nie było perkusisty, więc usiadłem do garów. Wtedy doszedł Wróbel na wokal i Dawid Gappa na drugą gitarę. Tak wykrystalizował się nasz skład.

Reklama

Na pierwszych płytach widać było wyraźny wpływ Miśka. Teksty były mocne, antysystemowe właśnie. Na przykład: Hardcore - przeciwko politykom, Hardcore - przeciwko tym skurwie...

Staramy się poruszać tematy, które dotykają nas wszystkich. Patrząc na to co zawsze działo się w polityce i dzieje się obecnie, widać, że ten tekst niewiele stracił na aktualności. My nie opowiadamy się za żadną stroną. Nie narzucamy się, choć nasze poglądy są w tych tekstach poprzemycane. Kto ma wiedzieć, ten wie, o co chodzi.

Tak jak w „Kościele cierpień”: Obleśni księża wyłudzają ofiarę. Taki jest obraz waszego kościoła, waszej wiary, która zmusza do cierpienia. Wielkie kościoły jak supermarkety sprzedają tanio wiarę półhurtem.

Pod tym tekstem jak najbardziej się podpisujemy. Chociaż ja [Krzysztof – red.] ostatnio inaczej postrzegam Kościół. Myślę, że jest to przez kryzys chrześcijaństwa i napływ np. islamu. Traktuję go jako element tradycji, z której wyrośliśmy i którą powinniśmy pielęgnować. Oczywiście gromadzenie wielkich pieniędzy przez kler czy też budowanie drogich, wystawnych świątyń nadal uważam za coś złego, ale kiedyś wydawało mi się, że jest to większy problem.

Reklama

Przed rozmową z wami zapytałem znajomego, z czym mu się kojarzycie. Odpowiedział bez wahania: imprezy, alkohol, narkotyki. Może dlatego że w utworze „Na krawędzi” śpiewacie: Trzeźwość umysłu zaćmiona, oczy podkrążone już dawno zaszły mgłą...

No to grubo. Ładną laurkę nam ktoś wystawił. Alkoholikami nie jesteśmy, lubimy wypić jak większość ludzi.

Na pewno jesteśmy przeciwko piciu na umór i staczaniu się. Nie chodzi nam o zupełne negowanie alkoholu. Wiele osób z naszego grona zapomniało się w alkoholu i przykro było na to patrzeć. Stąd ten kawałek.

Kolejny ważny i wciąż aktualny tekst mówi o wojnie: Nie pier..., że wojna to przeszłość, wojna wciąż trwa na całym świecie, giną niewinni ludzie, wcale nie tak daleko stąd, udajesz, że nic nie widzisz, starasz się o wszystkim zapomnieć.

No dokładnie. Temat zawsze aktualny.

Na ostatniej płycie „For When Tomorrow Comes” jest jeden z najlepszych tekstów Rafała w ogóle – Kolejny raz. To jest świetny, antywojenny kawałek. Bez wyświechtanych haseł i sloganów. Jest zajebisty. Rafał zrobił kawał sztuki. Ja bym to napisał na zasadzie tekstu disco polo. Tak po prostu łopatologicznie wyłożone. A Rafał z tego samego tematu robi coś, co daje do myślenia.

Reklama

Jesteście na scenie dwadzieścia lat. Założyliście rodziny, dorośliście, ale z hardcoru nie wyrośliście. Jak to możliwe?

Znajomi często o to pytali: ty jeszcze się bawisz w to granie? Trochę nas to osłabia. Jeden się bawi, kopiąc piłkę, inny biega lub siedzi przed telewizorem, a my gramy. Może gdybyśmy grali coś bardziej komercyjnego, to ludzie powiedzieliby: łał, ale fajnie.

A tak ludzie widzą, że nie robimy dużej kariery i pieniędzy, więc po co to wszystko? Bo to jest nasze hobby. Hardcore trzyma nas przy życiu. To jest nasza odskocznia od problemów. Wystarczy, że zagramy próbę i już ładujemy baterie. Dwadzieścia lat minęło, a granie tak się wbiło w nasze życie, że jest czymś naturalnym. Żaden z nas nie wyobraża sobie zakończenia tej przygody.

Reklama

Zresztą mieliśmy kiedyś półtora roku przerwy ze względów osobistych i w piątek wieczorem nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić. Bo zawsze była próba... Nigdy więcej przerw. Dzieci rosną, więc wracamy.

Wracacie też do języka polskiego. Przez lata śpiewaliście głównie po angielsku. Tak było łatwiej?

Chcieliśmy zmierzyć się z angielskim, bo nasza muzyka ewoluowała i te „rz”, „sz” zaczęły nam przeszkadzać. Wokal Rafała przestał mieć moc. Przeszliśmy na angielski i był strzał.

Po drugie pojawił się zarzut, że nasze płyty nagrane po polsku nie będą wychodzić na Zachodzie. Taka też była moda, że wszystkie zespoły waliły po angielsku, więc my też spróbowaliśmy. Teraz wracamy do innego grania i będą teksty po polsku.

Reklama

Będzie krótko i poważnie? Same tytuły waszych krążków (Sprawiedliwość, Nieugięci, The Next War) tak was definiują.

A jak przy takiej muzyce zaśpiewać o czymś wesołym? To nie znaczy, że my jesteśmy drętwi. Jesteśmy wesołkami, ale skoro wybraliśmy granie ciężkiej muzyki, to poruszamy tematy, które do niej pasują. Mamy kilka kawałków pozytywnych, natomiast nie śpiewamy w nich o dziewczynach i słońcu na plaży.

Dla nas hardcore jest też rodzajem terapii, bo wykrzykujemy rzeczy, które nam się nie podobają.

A co do długości? Nie ma czasami miejsca na długi tekst, bo jest gęsto i szybko.

Autorem tekstów jest Rafał, to wiemy. Nie mówicie natomiast nic o powstawaniu muzyki.

Muzykę robimy zwykle razem. Ja [Szymon – red.] robię szkielet z rifów gitarowych. Krzysztof robi do tego bębny, a Adam i Dawid dorzucają swoje pomysły. Na końcu Rafał mówi, czy jest fajnie, czy „do dupy” i jak jest OK, to jest numer. Najlepiej jak kawałek wychodzi sam z siebie, na jednej próbie. Nic na siłę.

Reklama

Zaznaczamy, że nikt z nas nie zna nut. Żaden z nas dłużej niż rok nie chodził do szkoły muzycznej. Teraz może sobie nagrać wymyślony rif na telefon i przynieść go na próbę. Gramy ze sobą tak długo, że potrafimy sobie bez nut wytłumaczyć, co kto ma zagrać.

No właśnie – znacie się chyba jak łyse konie. W „Tylko słowa” mówicie, że przyjaźń jest po to, aby wspierać się pomocną dłonią, tworzyć jedność, której nie rozłączy nikt.

Krzysztof: Chłopaki z 1125 i z ekipy to są moi najlepsi kumple. Nie potrzebuję innych znajomości. Na tyle się znamy, że możemy sobie nawet wspólnie pomilczeć i też jest OK.

Szymon: Nie przeżyliśmy jakichś życiowych tragedii, w których nasza przyjaźń byłaby wystawiona na próbę, ale gdyby coś, to możemy uderzać do siebie jak w dym.

Reklama

Krzysztof: Tym bardziej że jesteśmy powiązani, nazwijmy to rodzinnie, bo niektórzy z nas są ojcami chrzestnymi.

W tym roku obchodzicie dwudziestolecie istnienia. Graliście w Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu... Będziecie w Toruniu i Rostocku. W sumie zagracie dwadzieścia pięć koncertów.

Nie jesteśmy w stanie zrobić ich więcej, choć zaproszeń mamy drugie tyle.

Zaległych miejsc do zagrania mamy mnóstwo. I ta lista rośnie. W Oslo na przykład czekają na nas już trzy lata. W Londynie graliśmy raz, mamy kolejne zaproszenie, ale nie możemy zgrać terminów. Nawet w Polsce jest ciężko, bo np. nie możemy się wybrać do Lublina.

Ale do Złotowa zawitacie. W grudniu ma się tu odbyć koncert finałowy waszej jubileuszowej trasy.

Dokładnego terminu nie znamy, ale chcemy tutaj zrobić podsumowanie naszego dwudziestolecia. Szykujemy kilka niespodzianek, ale teraz ich nie zdradzimy. Na pewno wszystko będzie jak trzeba.

Reklama

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Alicja - niezalogowany 2016-05-22 14:31:53

    Gratuluję wspaniałego jubileuszu. Moja pamięć sięga tych początków. W zespole tym grał między innymi: Michaś, Goska, Sypniewski. Przed laty grali w pomieszczeniach Ogniska Pracy Pozaszkolnej. Sympatycznie ich wspominam. Aktualnym muzykom życzę wielu udanych tras koncertowych. Dodam, że zespół ten jest znany na drugiej półkuli. Ich nagrania nadawane były na drugiej półkuli w Polskim Radiu Nowy Jork, a tym samym promując zespół, promowali miasto Złotów. Powodzenia, tak trzymać !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    beti - niezalogowany 2016-05-21 23:36:53

    kto powiedział ze Złotów ich nie zna zapewne o zdanie pytaliscie małolatów którzy wtedy jeszcze byli za mali na takie koncerty. Ja sie z 1125 wychowalam i chociaż ze zmienilam styl zycia ubioru itp to muzyka ich nie przestała mi towarzyszyc. Slucham w aucie,domu czy na silce. Poprostu chlopacy jestescie zajebiści i tak trzymac ✌

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pzl - niezalogowany 2016-05-21 16:28:56

    kazdy kto ich zna wie ze nie graja oni dla kasy tylko pasji/hobby i znaja sie na rzeczy.zdecydowanie sa oni wizytówka naszego Złotowa.100 lat chlopaki.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama