Nostalgiczną podróż po Lędyczku zaczynamy od wizyty w restauracji. Każdy kto chociażby przejeżdżał drogą krajową nr 22 z pewnością zauważył ten charakterystyczny budynek, tuż przy stacji paliw. Po wejściu do środka wita nas Ryszard Podgórski, współwłaściciel. Oprócz niego w przestronnej sali znajduje się jeden klient – kierowca, który jeździ tą trasą i niemal za każdym razem zatrzymuje się u Podgórskich na obiad.
Dobrze da się tutaj zjeść
– zapewnia zza stołu. Pan Ryszard wraz z rodziną przybył do Lędyczka jako dziecko, z Bydgoszczy. Jego mamie marzyła się restauracja. Informację o lokalu na sprzedaż, w najmniejszym mieście Polski (wtedy bowiem Lędyczek posiadał jeszcze prawa miejskie), rodzice znaleźli w Kurierze Pomorskim. Decyzja zapadła szybko – w 1971 roku byli na miejscu i już jesienią rozpoczynali działalność. Było to w pięknej kamienicy przy rzeczce, w miejscu skrzyżowania drogi krajowej nr 22 i trasy do Złotowa.
To gdzie jesteśmy teraz wybudowaliśmy za Gierka, w latach 80.
– wspomina pan Ryszard.
Ludzie przyjeżdżali tutaj tłumnie na wczasy, tam nie mogliśmy się pomieścić. Dziś jest to dużo za duże, a kiedyś nie można było tutaj przejść. Na pełnym wyżywieniu mieliśmy 100 ludzi, było co robić
– z nostalgią wspomina nasz rozmówca. Interes, póki co, jakoś się kręci. Właścicieli ratuje dobra lokalizacja, przy głównej trasie. Wielu głodnych kierowców chętnie się tutaj zatrzymuje. – Do emerytury trzeba to pociągnąć. Dużo mi już nie zostało. Zresztą gdzie ja miałbym pójść? Zakochałem się w Lędyczku. To jest piękna, spokojna miejscowość. Młodzi nie mają jednak perspektyw. Mój syn też stąd wyjechał. Na pytanie, czy Lędyczek to wymierająca miejscowość nasz rozmówca odpowiada szybko i bez wahania: Tak. Ciągle jednak wierzy w to, że może kiedyś będzie lepiej. Tym bardziej, że jest tutaj ogromny potencjał.
Podobnie myśli Roman Kotowski z Warszawy, który po raz pierwszy przyjechał tutaj jako młody chłopak z ojcem na ryby. Lędyczek, a przede wszystkim piękne jeziora i Gwda tak go urzekły, że robi to bez przerwy, co najmniej raz w roku od prawie 30 lat. Dobre czasy rzeczywiście skończyły się. Nie ma już pól biwakowych, a nawet tylu wędkarzy i ryb. Jest jednak cisza i spokój, a to mieszczuchów urzeka coraz bardziej.
Ludzie szukają takich miejsc z dala od wielkich miast
– zapewnia warszawiak. Pan Roman nie może jednak nie zauważyć, że przez te ostatnie lata miejscowość rzeczywiście opustoszała.
Moi znajomi też stąd wyjechali za pracą. Pozostała już tylko garstka
– zauważa pan Roman. Nasz rozmówca zapewnia jednak, że to niezwykłe miejsce i zamierza tutaj przyjeżdżać każdego następnego roku.
Słuchając naszych bohaterów przede wszystkim wybrzmiewa tęsknota za tym, co było. Turyści z całego kraju tłumnie przyjeżdżali tu na „wczasy pod gruszą”, istniały liczne zakłady dające pracę, była nawet osoba sprzątająca przestrzeń miejską. Wielu naszych rozmówców początku upadku Lędyczka upatruje w 1973 roku, gdy stracił on prawa miejskie. Po zmianach ustrojowych, na początku lat 90., zaczęło się dziać jeszcze gorzej. Skończyły się wakacyjne tłumy, firmy zaczęły się zamykać, a młodzi coraz częściej za chlebem wyjeżdżali za granicę. Dziś można odnieść wrażenie, że pozostali już tylko starsi, którzy chyba gdzieś utknęli w tych „dobrych czasach”, zapominając nieco o przyszłości i o tym, że może być jeszcze dobrze, ale wymaga to ogromnego zaangażowania.
Jak ktoś mi mówi, że Lędyczek wymiera to się z tym nie zgadzam
– zapewnia Grażyna Węglowska, sołtys miejscowości i radna miejska.
Rozumiem, że ludzie tęsknią za tym co było, ale nie można tak tkwić w przeszłości, bo nigdy tutaj nic się nie zmieni. Idąc tym tokiem myślenia na ostatnich Mikołajkach powinnam powiedzieć dzieciom, że nie warto tego robić. Nic nie warto robić, bo i tak wszyscy umrzemy. Tak przecież nie można
– zauważa sołtys.
Zwalanie winy na kogoś i czekanie, aż ktoś za nas coś zrobi to zła droga.
Reklama
Lędyczek z pewnością potrzebuje zmian. Nie można jednak siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż gmina da pieniądze i wszystko zrobi. Patrząc na jej kondycję finansową i ogrom potrzeb innych miejscowości to może potrwać jeszcze długo.
G. Węglowska zauważa, że łatwo jest krytykować, ale żeby coś zrobić samemu to już niekoniecznie. Wystarczy spojrzeć na frekwencję na zebraniach sołeckich. Na ponad 400 osób uprawnionych do głosownia przychodzi około 12 osób, z czego pięć to rada sołecka. Tych kilkunastu mieszkańców decyduje o podziale funduszu i kierunkach rozwoju miejscowości. Brak zaangażowania lokalnej społeczności został nawet ujęty jako jedno z większych zagrożeń w „Planie Odnowy Miejscowości Lędyczek na lata 2010–2018” i nowym dokumencie „Strategii rozwoju na lata 2016 – 2021”.
Miejscowość to ludzie
– zaznacza G. Węglowska. Wszystko zależy zatem od nich, od tego, czy zaczną patrzeć w przyszłość, czy pozostaną myślami w tym miejscu, które na pewno już się nie odrodzi. Dziś jednym z żywych tematów obrazujących sposób spojrzenia na miejscowość jest wyburzenie budynku, w którym niegdyś znajdowała się sala wiejska, a którą lata temu ówczesne władze sprzedały prywatnej osobie. Nabywca nie dbał o ten obiekt, ostatecznie nieruchomość została doprowadzona do ruiny i musiała być rozebrana.
W młodych siła – Jak zapewnia Grażyna Węglowska, która niemal osobiście zna wszystkich mieszkańców, rzeczywiście wielu z nich to seniorzy, niemniej jednak są tutaj także młodzi, którzy...
Tam i z powrotem – Jedną z osób, dla której Lędyczek umarł, ale nadal ma szanse na swoiste zmartwychwstanie, jest Agnieszka Biedziuk, która z wielkim żalem wyjechała stąd 11 lat temu. Wychowywała się w pobliskich Prądach, ale to...
Niedługo to samo najprawdopodobniej stanie się z budynkiem byłej szwalni kołder. Ludzie widzą, że Lędyczek popada w ruinę.
Ktoś kiedyś podjął takie decyzje, ale nie możemy patrzeć wstecz i dyskutować, że można było inaczej. Pewnie można było, mielibyśmy dziś salę. Trzeba jednak myśleć o tym, co jeszcze można zrobić, żeby było lepiej
– zauważa Grażyna Węglowska. Tym co z pewnością ułatwia choć drobne zmiany są pieniądze z funduszu sołeckiego i źródeł zewnętrznych. Dzięki temu udało się już zrealizować niektóre zamierzenia zawarte w planie odnowy. Lędyczek wzbogacił się m.in. o dwa place zabaw, których przed 2010 roku nie było, plac integracyjny, lampy (choć tych jeszcze trochę brakuje) i teren zielony w centrum. Owszem, nie udało się zrealizować wszystkiego, jak chociażby przeprowadzić kompleksowych remontów dróg gruntowych i wybudować kompleksu boisk oraz kortu tenisowego. To wszystko może się jednak jeszcze zadziać. Rada sołecka nie porzuca tych projektów, a w związku z tym, że ten dokument traci ważność stworzyła kolejny, w którym też zawarła liczne przedsięwzięcia, np. budowę siłowni napowietrznej. Stworzenie nowych miejsc pracy i rozwój przedsiębiorczości nie leżą już w jej kompetencji, ale uzależnione są od wielu czynników, w tym również aktywności miejscowych. Tym w co można by natomiast zainwestować jest turystyka, wykorzystująca walory przyrodnicze Lędyczka.
Nie raz już miałam telefony od ludzi z zewnątrz, którzy pytali, czy jak będą spływać kajakami mogą gdzieś u nas przenocować. No nie mogą. Czemu nikt jeszcze tego nie wykorzystał?
– mówi sołtys.
Tym bardziej, że są fundusze na rozwój działalności, wspierające przedsiębiorców
– dodaje.

Pani Grażyna wierzy w to, że Lędyczek ma ogromne szanse. W dużej mierze zależy to jednak od samych mieszkańców
Jak zapewnia Grażyna Węglowska, która niemal osobiście zna wszystkich mieszkańców, rzeczywiście wielu z nich to seniorzy, niemniej jednak są tutaj także młodzi, którzy decydują się pozostać w Lędyczku. Mają z pewnością trudniej niż kiedyś, bowiem zmuszeni są dojeżdżać do pracy, a autobusy nie kursują zbyt często. Sytuacja ta raczej się nie zmieni, ponieważ lokalny przewoźnik zauważa, że nie ma aż tak dużego zainteresowania i krótko mówiąc jest to dla niego nieopłacalne. Ci, którzy jednak chcą, dostosowują się do nowych warunków. W dużej mierze to właśnie od ich postawy zależy, jaka będzie miejscowość. Czy staną się bierni, będą wspominać to co słyszeli lub jeszcze sami pamiętają o Lędyczku z dawnych lat, czy jednak optymistycznie spojrzą w przyszłość i będą się strać ulepszać to czym dysponują?
Strategię rozwoju tworzyły młode osoby, w wieku od 30 do 40 lat. Najstarszy członek ma 52 lata
– zauważa sołtys
Dla mnie i dla osób, które tworzyły strategię najważniejsze jest aby, i tu cytuję hasło zawarte w dokumencie: „Lędyczek – zielona wieś współpracy i wypoczynku, posiadająca obiekty infrastruktury rekreacyjno – kulturalnej , z zadbaną przestrzenią użyteczności publicznej, wykorzystująca naturalne walory przyrodnicze, z ludźmi otwartymi i zaangażowanymi w życie swojej wspólnoty ”. Jeśli ktoś uważa, że Lędyczek wymiera to ma do tego prawo, a my dołożymy wszelkich starań, aby nadal żył
– zapewnia radna.
Jedną z osób, dla której Lędyczek umarł, ale nadal ma szanse na swoiste zmartwychwstanie, jest Agnieszka Biedziuk, która z wielkim żalem wyjechała stąd 11 lat temu. Wychowywała się w pobliskich Prądach, ale to właśnie w Lędyczku dorastała i to tutaj zostawiła swoje serce. Podobnie jak wielu jej znajomych, urodzonych pod koniec lat 70., musiała szukać lepszych perspektyw gdzie indziej. Wybór padł na Irlandię. Według naszej rozmówczyni Lędyczek nie wymiera, on już umarł.
Tutaj nie ma praktycznie nic. Została piekarnia, jeden sklep, restauracja i stacja paliw. Trudno nawet się dostać do pobliskich miejscowości jak ktoś nie ma samochodu. Większość kursów autobusów została zlikwidowana. Nie ma już poczty, tych wszystkich zakładów i, co ważne, nie ma „wczasów pod gruszą”, które przyciągały tutaj każdego lata setki turystów z całej Polski. Pamiętam te tłumy. Lędyczek wtedy żył
– wspomina pani Agnieszka. Mogłoby się wydawać, że nasza rozmówczyni spisała miejscowość na straty, niemniej jednak to właśnie tutaj widzi ogromną szansę na sukces. Chciałaby, jeśli wszystko ułoży się pomyślnie, założyć w tym miejscu własny biznes. Zakupiła już m.in. nieruchomość obok jedynego sklepu w miejscowości. Marzy o otwarciu zakładu przerabiającego stare meble i sklepie, w którym klienci będą mogli kupić unikatowe wyposażenie wnętrz. Obecnie, w wolnym czasie, właśnie tym zajmuje się w Dublinie.
Ludzie nawet nie wiedzą, jak można zmienić te rzeczy. Czasami wyrzucają coś, co może jeszcze służyć wiele lat i wyglądać naprawdę imponująco. Liczę na to, że znajdą się chętni. W końcu jeśli ktoś szuka wyposażenia do swojego mieszkania to i tak odwiedza kilka sklepów, dlaczego nie miałby więc przyjechać do Lędyczka?
– pyta retorycznie. Ponadto tym, co miejscowość ma w sobie najcenniejsze, a od dawna nie jest w stu procentach wykorzystane, jest natura. Nasza rozmówczyni myśli również o agroturystyce.
Ludzie chcą ciszy i spokoju. Co więcej, coraz częściej przyjeżdżają tutaj dorośli, którzy jako dzieci w latach 70. , 80. spędzali w Lędyczku wakacje. Przywożą dzieci, wnuki, chcą im pokazać, jak i gdzie kiedyś się bawili. Problem w tym, że ciężko u nas z noclegiem. Tego brakuje, zainteresowanie na pewno będzie
– mówi.
Pani Agnieszka optymistycznie patrzy w swoją przyszłość jako właściciela firmy na terenie Lędyczka. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest to ogromne ryzyko. Ryzyko, którego wielu przez tyle lat się nie podjęło. Ktoś musi być jednak pierwszy. Lędyczek z pewnością ma potencjał, który warto wykorzystać. Tęsknota za tym co było pozostanie, i może nawet dobrze. Być może stanie się ona motywacją do tego, aby dążyć do tej aktywności sprzed lat.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wystrój to gwarancja klimatu tego miejsca. Jest czysto, smacznie i bardzo miło, więcej się nie liczy. Na co dzień boazeria mnie odstrasza, ale u Podgórskich wszelkie unowocześnienia czy pastelowe kolorki byłyby pomyłką.
Lędyczek nie umarł jest nowa siłownia,nowe ławki i dużo akcji
Serdecznie pozdrawiam caly personel Restauracji w Ledyczku.Rysiu ja rowniez z nastalgia czesto wspominam dobre stare czasy,ktore niestety juz nie wroca .Mimo wszystko zycze wszystkiego najlepszego .
Najmniejsze miasto w Polsce,latem tentniło zyciem.
haha trochę słabo mi się to czyta.
Bylo tak pieknie to dlaczego to wszystko padlo? Nie oszukujmy sie ale te wioski byly sztucznie zasiedlane ze y ludzie pracowali w PGR. 100 osob pracowali w 1 PGR kiedy przyszedl prywaciaz okazalo sie starczy 10... co z reszta? To jest najwiekszy socjalny problem Polski ktorego nikt nie widzi ani nawet nie stara sie rozwiazac. Otworzyli granice i wyjechali na zachod. Tak bylo latwiej dla rzadzacych
a Ty rano przed komputerem a potem do opieki po dary.
A ty do której śpisz, jeśli o północy wypisujesz bzdury w internecie?
Każdy z nostalgią wspomina czasy za Gierka bo budował dużo budynków,szkół i najwazniejsze,że każdy musiał pracować.Ani jeden mężczyzna nie siedział w domu i 80% kobiet pracowało. A dziś darmozjady śpią do 11-tej i za to dostają Socjalne mieszkania i 500+ i za czynsz opieka(MOPS) płaci,opał za darmo,jedzenie w puszkach z MOPS i z kościoła i z Caritasu dlatego tych darmozjadów przybywa bo gdzie będą mieli lepiej a kalekie dzieci rodza na potegę bo kasę musi mieć kościól i będzie kaczory chalił na ambonie ,jak to dobrze jest...
Restauracja wygląda jak za komuny. Wystrój bardzo siermiężny. Za to jedzenie naprawdę palce lizać !. Wszystko gotowane jak domowe a i obsługa bardzo miła. Chętnie tam wpadam na obiady z rodzinką chociaż z zewnątrz nie wygląda zachęcająco. Pozory jednak mylą.
Jedzenie u Podgórskich bardzo pyszne. Ozorki najlepsze
Byłem w Lędyczku w czasach licealnych w 1971i1972r. w domkach kempingowych przy Gwdzie. Najpierw z rodzicami, a następnie z kolegami i koleżankami. Oba pobyty były bardzo udane, ale ten drugi bardziej.Chodziliśmy w górę rzeki, aż do jej spiętrzenia (zastawki), gdzie była piękna przykosa i gdzie złowiłem 3 leszcze pow.1 kg. Na Debrzynce, która najpierw wydawała mi się martwa i brudna złowiłem za jednym razem na żywca 2 szczupaki 1kg. i 1,5 kg.Pływaliśmy kajakami, zbieraliśmy grzyby, graliśmy w piłkę i robiliśmy piesze wycieczki. Poznałem wówczas na wiejskiej zabawie śliczną córkę miejscowego piekarza , ale jej imię niestety zapomniałem, bo mówiłem na nią "piekarynka". Pamiętam jednakże wspaniałe pieczywo z piekarni jej ojca, które codziennie kupowaliśmy. Zapamiętałem Lędyczek jako rajskie i sielskie miejsce - jak z obrazka.Mam nadzieję jeszcze to miejsce odwiedzić. Piotr
Za powiatu człuchowskiego było lepiej :)))
Byłam w Lędyczku w latach siedemdzisiatych , też mieszkałam w domku nad Gwdą. Jadłam obiady u państwa Podgórskich, pyszne, domowe. Bardzo miło wspominam te wczasy. Szkoda, że już nie można tam pojechać na wczasy, bo nie ma gdzie spać. Pozdrawiam Podgórskich
Wystrój to gwarancja klimatu tego miejsca. Jest czysto, smacznie i bardzo miło, więcej się nie liczy. Na co dzień boazeria mnie odstrasza, ale u Podgórskich wszelkie unowocześnienia czy pastelowe kolorki byłyby pomyłką.
Lędyczek nie umarł jest nowa siłownia,nowe ławki i dużo akcji
Serdecznie pozdrawiam caly personel Restauracji w Ledyczku.Rysiu ja rowniez z nastalgia czesto wspominam dobre stare czasy,ktore niestety juz nie wroca .Mimo wszystko zycze wszystkiego najlepszego .