Reklama

„Viola” nie z tej bajki

26/09/2016 19:00
Dawno, dawno - dokładnie 25 lat temu - za górami, za lasami – w Krajence, państwo Wioletta i Paweł Wróblowie, otworzyli drzwi. Drzwi do swojej kwiaciarni...

Przyjęła się. Tak można jednym słowem podsumować pomysł na biznes państwa Wróblów, który w ich głowach wykiełkował ćwierć wieku temu. Jak to bywa w przypadku bajkowych historii, tak i tutaj zaczęło się dość niezwykle.

Nigdy nie myślałam, że będę miała kwiaciarnię. Ja jestem z zupełnie innej bajki

– mówi pani Wioletta.

Ukończyłam szkołę krawiecką. Jedyne co mi z niej teraz pozostało, to nożyczki!

Raz się żyje

Decyzja była spontaniczna i ryzykowna, ale jak to się mówi: „kto nie ryzykuje, nie wie co traci”. Oni, na własne szczęście, nie stracili.

Reklama

Zaczynaliśmy nawet mniej niż od zera, ponieważ na start naszej działalności musieliśmy zaciągnąć kredyt

– mówi Paweł Wróbel. Ich pierwsza kwiaciarnia znajdowała się przy ul. Złotowskiej, w budynku naprzeciwko poczty. Kwiaciarnia powoli przyjmowała się. Biznes się rozwijał, a wraz z nim nasi rozmówcy.

Nie mieliśmy żadnego doświadczenia. Nawet zakup odpowiednich kwiatów bywał niekiedy problemem. W tamtych czasach na giełdę jeździło się w nocy, z latarką. W tym świetle nie zawsze udało się kupić to, co sobie klient zażyczył

Reklama

– wspomina pani Wioletta. 25 lat temu na krajeński rynek zaczęły jednak stopniowo wchodzić różne, kwiatowe nowości. Państwo Wróblowie, jako jedni z pierwszych, zaczęli oferować coś innego niż tylko gerbery i goździki. To było wyzwanie: trudny był transport, utrzymanie świeżości roślin, a nawet sama nauka ich nazw.

Na karteczkach sobie wszystko pisałam, żeby to jakoś utrwalić

– mówi kwiaciarka.

Zresztą teraz też ciągle pojawia się coś nowego. To taka branża, w której trzeba cały czas się dokształcać. I choć nie zawsze starcza na to czasu, zdarza mi się uczestniczyć w różnego rodzaju warsztatach i pokazach florystycznych.

Reklama

– zdradza pani Wioletta. Pierwszy rok działalności to także pierwsze lata macierzyństwa naszej rozmówczyni. Ich młodsza córka, można powiedzieć, rosła razem z roślinami.

Mąż mi nawet zamontował w kwiaciarni huśtawkę!

– mówi pani Wioletta.

Bywało ciężko, ale daliśmy radę. Nasza Paulinka była zresztą bardzo zmobilizowana. Wiedziała, że nie może chorować. I tak też było – nie chorowała.

12 miesięcy minęło. I choć były trudne momenty, decyzji o zamknięciu nie podjęli. Wręcz przeciwnie, korzenie w tym biznesie postanowili zapuścić na dłużej. A że apetyt rósł w miarę jedzenia...po roku funkcjonowania przy ul. Złotowskiej, państwo Wróblowie przenieśli się do znanej mieszkańcom blaszanej budki, przy Krajeńskim Ośrodku Kultury. Tutaj pracowali ponad 16 lat. Dziś natomiast interes kwitnie – także w „blaszaku”, ale już po przeciwnej stronie ulicy.

Reklama

Klient nasz pan

Za sukcesem kwiaciarni „Viola” stoją przede wszystkim jej klienci. 25–lecie, które państwo Wróblowie obchodzili 1 września, zorganizowali z myślą o nich.

Chociaż w ten skromny sposób chcieliśmy podziękować im za to, że dzięki nim funkcjonujemy

– mówi Pan Paweł.

Państwo Wróblowie w domowym zaciszu. Na stole oczywiście, obowiązkowo, bukiet kwiatów

Przygotowaliśmy 200 czerwono–zielonych balonów, były słodycze, róże, a nawet szampan

– dodaje.

Klienci naszym rozmówcom dostarczają jednak nie tylko pieniędzy, ale i wielu emocji. Niekiedy niełatwo jest sprostać oczekiwaniom.

Reklama

Wiadomo, skargi się zdarzają. Nasz towar to żywa roślina. Dlatego zawsze dbamy o to, aby nasze kwiaty były świeże. Gdy tak nie jest informujemy klientów, robimy przeceny. Inaczej do nas nie wrócą.

– mówi pani Wioletta. Nasza rozmówczyni zatem jak mantrę powtarza wszystkim kupującym kwiaty: „Po zakupie np. róży nie wkładamy jej od razu do wody! Najpierw trzeba ją delikatnie przyciąć (około 0,5 centymetra). Wodę wymieniamy co drugi dzień. Uwaga! Za każdym razem trzeba na nowo przyciąć łodygę. Dzięki temu kwiat wytrzyma o wiele dłużej.” Warto zastosować się do tej rady, bo:

Reklama

Bukiet musi cieszyć, a nie smucić

– mówi pani Wioletta.

Czasy się zmieniają

Wśród tych dość zwyczajnych zleceń nie brakuje także tych nietuzinkowych. Na początku działalności klienci raczej nie mieli z czego wybierać. Był bukiet z goździków albo z gerber albo... z gerber i goździków. Opcja odwrotna – też możliwa. Krótko mówiąc, teraz jest wszystkiego więcej i dziś to klient rozdaje karty.

Najdziwniejsze zamówienie jakie miałam, to bukiet z prezerwatyw

– mówi kwiaciarka.

Trzeba było je nabić na patyczki oraz odpowiednio przybrać. Przy okazji można było je poprzebijać

Reklama

– przez przypadek oczywiście.

„Viola” zajmuje się również pakowaniem prezentów.

Zdarza się, że klient prosi o zapakowanie rożnych rzeczy w fantazyjny sposób. Lubię takie wyzwania – to pobudza moją wyobraźnię i wiem, że tacy klienci mają do mnie zaufanie

– mówi kwiaciarka. Pani Wioletta ma jednak też swoje granice. Gdy przyszła do niej młodzież po bukiet dla nauczyciela na zakończenie roku szkolnego i poprosiła o szarfę z napisem: „ostatnie pożegnanie”, powiedziała: „nie”.

Roślinna terapia

Praca w kwiaciarni z pewnością jest ciężka, ale także satysfakcjonująca i piękna.

Reklama

Mogę powiedzieć, że bardzo lubię swoją pracę i im więcej jej mam, tym bardziej czuję się spełniona

– przyznaje kwiaciarka. Przebywanie z roślinami kojąco wpływa również na choleryczne usposobienie pani Wioletty.

Coś w tym jest, że człowiek rzeczywiście łagodnieje i uspokaja się przy roślinach

– zauważa. Decyzja o pójściu we florystykę, zdaniem pana Pawła, to dla jego żony strzał w dziesiątkę.

Ona naprawdę jest wspaniała w tym co robi. Ma bardzo dużo pomysłów i z niczego potrafi zrobić coś pięknego. Miło jest popatrzeć na tę pracę, jak już jest zrobiona. A jak jeszcze przyjdą i pochwalą, to jest najlepsza zapłata.

Reklama

– dodaje.

Rodzinny interes

Kwiaciarnia to, jak sama nazwa mówi – pani Wioletta. Sukces należy jednak do całej rodziny. Pan Paweł to złota rączka. Jak czegoś nie ma albo się zepsuje, zaraz naprawi. Jechać po kwiaty? Nie ma problemu, on to załatwi. Zdarza się, że i bukiet sam zrobi.

Były takie momenty, że musiałam gdzieś wyjść i mąż stawał za ladą. Dawał radę, klienci się nie skarżyli

– wspomina pani Wioletta. Córki natomiast wprowadziły rodziców w świat Internetu.

Facebook bardzo się przydaje. Klienci chętnie z niego korzystają. Tutaj mogą zobaczyć m.in. propozycje dekoracji dopasowanych do pory roku oraz różne porady

Reklama

– tłumaczy pan Paweł.

Często na FB dogadujemy też szczegóły zamówienia

– dodaje kwiaciarka.

Żyli długo i szczęśliwie...

I tak 25 lat minęło. Emerytura jawi się już gdzieś na horyzoncie, jednak...

To odległe czasy – póki mam siły i jestem zdrowa chcę pracować

– zapewnia pani Wioletta.

Zresztą ktoś mi kiedyś powiedział, że jak ma się własną działalność to trzeba pracować, aż do śmierci.

Bajka o Wioletcie z innej bajki, Pawle, ich córkach i kwiaciarni dobiega końca, ale tylko na łamach Aktualności Lokalnych. W rzeczywistości kwiaciarnia kwitnie i jak na razie, korzenie ma mocne. Przed nią jeszcze wiele owocnych lat. I takich właśnie, państwu Wróblom, z okazji ich 25–lecia, życzy również nasza redakcja.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    KomEd - niezalogowany 2016-09-26 20:51:32

    Bardzo sympatyczna para. No i dużo klientów życzę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama